Rzeczniczka Podhala w Warszawie

 

Wioletta Obuchowska i Józef Pitoń. Fot. Jerzy Kosiuczenko

O Warszawie w Zakopanem mówimy, że to najdalej na północ wysunięta dzielnica naszego miasta.  Z kolei niektórzy warszawiacy utrzymują, że najdalej na południe wysuniętą dzielnicą Warszawy jest Zakopane.  Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, to w Warszawie mieszka góralka z Podhala,  promująca  kulturę i folklor góralski, nieformalna, acz bardzo skuteczna  rzeczniczka naszego regionu.

Wioletta Obuchowska pochodzi  z Murzasichla. Studiowała w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na Wydziale Teologicznym, skończyła również studia podyplomowe "Zarządzanie kulturą w strukturach Unii Europejskiej". Od 16 lat mieszka w Warszawie, od blisko czterech lat pracuje w Centrum Artystycznym Radomska 13, filii Ośrodka Kultury Ochoty. Jest autorką i koordynatorką  cyklu „Spotkania z Podhalem”,  którego częścią są imprezy pod wspólnym tytułem "Górale w Warszawie, czyli Posiady na Ochocie".

Zaczęło się wszystko 10 stycznia 2009 roku od wesela góralskiego w wykonaniu zespołu „Białodunajcanie”, opowieści o obrzędowości i zwyczajach weselnych na Podhalu oraz promocji książki Stanisławy Galicy-Górkiewicz „Bukowina Tatrzańska. Góralskie życie”. Dotychczas tematami comiesięcznych spotkań były między innymi: architektura Podhala i Karpat, topografia i przyroda Tatr, gwara podhalańska i stroje podhalańskie. Na Ochocie odbyła się również promocja płyty zespołu Trebunie Tutki „Górolsko siło”. Imprezy na Radomskiej dorobiły się już grona stałych bywalców,  zauroczonych Tatrami i Zakopanem, niecierpliwie czekających na kolejne spotkanie z autentyczną góralszczyzną.

Drugi rok „Posiadów na Ochocie” otwiera Zakopane – 23 stycznia, o godzinie osiemnastej,   popłynie opowieść o pierwszych  osadnikach, poszukiwaczach skarbów, o letnikach  i artystach.

Wioletta Obuchowska:  Witojcie nasi ostomili!W styczniu przeniesiemy się do starego Zakopanego. Usłyszymy o pierwszych osadnikach, którzy przybyli pod Tatry na przełomie XV i XVI wieku, polowacach, o poszukiwaczach skarbów, czyli minerałów szukanych też obecnie oraz o letnikach. Naszym przewodnikiem będzie dr inż. Wojciech Gąsienica-Byrcyn, kierownik Pracowni Badań i Monitoringu TPN, znakomity znawca i miłośnik przyrody tatrzańskiej, tradycjonalista i wspaniały gawędziarz. A w części artystycznej zobaczymy fragment góralskiej Wigilii i kolędników. Zwyczaje te przybliży nam dziecięcy zespół regionalny Związku Podhalan "Małe Klimki" z Zakopanego, działający pod kierownictwem  Zofii Kubiniec Stanuch. Współorganizatorem spotkania jest nasz Partner – Urząd Miasta Zakopane.

Kolejne "Posiady na Ochocie": 20 lutego – „Góralskie chodnicki księdza Józefa Tischnera”, 13 marca – „Architektura Podhala: Styl zakopiański jako styl narodowy” i 17 kwietnia – „Rośliny i zwierzęta hal i turni. Dlaczego świstak gwiżdże?”. Wszystkie spotkania odbywają się o godzinie osiemnastej. Wstęp wolny.

 

179 komentarzy

  1. Jurek napisał(a):

    Jerzy Słomczyński

    styczeń 2010,

    Posiady Wioli Obuchowskiej

    Ty za Górami bardzo tęsknisz
    I to Cię gryzie wiele lat
    Twój świat nie tutaj – Tam gdzie Wierchy,
    Przestrzeń, swoboda – gdzie Mama, Brat

    A w myślach mówisz nadal gwarą
    I Zakopiański myśl Twa ma rytm
    Na Ochocie po góralsku mówisz mało
    Chyba, że w gniewie – gdy marszczysz brwi

    Przepiękny kaftan, a na nim hafty
    W kwiaty spódnica, korali sznur
    To wszystko w Górach u Mamy, Brata
    Zakladasz zmieniając warszawski strój

    A ta najmilsza Tobie muzyka
    To co w Twej duszy przepięknie gra
    To dźwięki tirli, tirli na skrzypkach
    I tylko myślisz by ruszyć w tan

    I na Ochocie możesz się modlić
    Tutaj twe prośby też słyszy Bóg
    Ty wzdychasz tu do Górskiej Madonny
    Pod szklanym obrazem Agnieszki z Gór

    A kiedy było Ci bardzo tęskno
    Bo to co góralskie daleko tak
    To pomyślalaś, że chociaż w części
    To co kochasz pokażesz i nam

  2. Jurek napisał(a):

    Ulica Zakopiańska

    Jest na Saskiej Kępie w Warszawie po praskiej stronie Wisły urocza uliczka, dochodząca aż do Wału Miedzeszyńskiego za którym jest Wisła.

    To ulica Zakopiańska z uroczymi willowymi domkami nie wyższymi niż dwa piętra.
    Myślę, że pewne główne punkty omawiane na Posiadach u Wioli w sobotę dotyczące Zakopanego, mogę omówić w odniesieniu do ulicy Zakopiańskiej.
    Może to będzie ciekawe dla zakopiańskich przyjaciół Wioli , tak jak opowiadania o Zakopanem były ciekawe dla nas jej przyjaciół warszawskich.

    Historia

    Ta część Saskiej Kępy została wybudowana w latach 1920 tych, 1930 tych. Odbudowa Mostu Poniatowskiego po zniszczeniu w czasie pierwszej wojny światowej spowodowala rozwój budownictwa na Saskiej Kępie.
    Z tych lat pochodza najstarsze domy na Zakopiańskiej

    Holocaust (o tym na Posiadach nie mówiono)

    Na ulicy Zakopiańskiej w czasie okupacji niemieckiej ukrywala się
    rzeźbiarka żydowskiego pochodzenia Magdalena Gross w
    domu Janiny Rendzner babci Magdaleny Czerwosz mojej koleżnki z L. O. im. Boleslawa Prusa na Saskiej Kępie. Podczas kontroli domu przeprowadzonej przez patrol niemiecki, Magdalenę Gross przedstawiono jako domownika i uratowano ją w ten sposób. Gdyby pozostala w pomieszczeniu na facjatce, moglaby zostać odnaleziona.

    Nauka

    Na ulicy Zakopiańskiej mieszka prof. dr hab. Jerzy Szabatin długoletni wykładowca na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Wykladowca „Teorii informacji”, „Teorii obwodów”

    Mieszkali tutaj również Alina i Czesław Centkiewiczowie. Podróżnicy , badacze Antarktydy, autorzy książek podróżniczych.

    Taniec

    Na ulicy Zakopiańskiej wychowala się znana tancerka Ewa Szabatin, zdobywczyni wielu nagrod w międzynarodowych konkursach tanecznych.

    Muzyka

    Tylko parę krokow z Zakopiańskiej trzeba przejść do ulicy Genewskiej gdzie w mieszkaniu Marii Szabłowskiej odbyl się pierwszy w Polsce występ Zespolu „The Animals” z Erickiem Bardonem.

    Smaczne potrawy.

    Cukiernia „Irena” nie ma sobie równych w okolicy. Wspaniały zapach ciast unosi się dookoła.

  3. Jurek napisał(a):

    Prawdziwe Góry i prawdziwe Zakopane zobaczyć byłoby ciekawie.
    Na razie chodzę sobie po Saskiej Kępie po ulicy Zakopiańskiej i sąsiedniej Krynicznej, nazwanej tak na cześć Krynicy Górskiej.
    Kiedyś ulice Kryniczna i Zakopiańska polączone były skótem między domami. Niestety brama tam teraz jest, zostala zamknięta na kłódkę i należy nałożyć trochę drogi.
    Myślę, że Góralom mogę zaimponować tym, że wody w Wiśle na pewno więcej mamy przy ulicy Zakopiańskiej niż w Górach na Baraniej Górze.
    Przy wylocie ulicy Krynicznej pod Wałem Miedzeszyńskim jest przejście podziemne, pod jezdnią ruchliwą.

    Nawieziono nad brzeg Wisly dużo czystego piasku i utworzono plażę. Atrakcją jest prom (sympatyczny stateczek zabierający na poklad okolo 20 osób), ktory w miesiącach letnich wozi mieszkańców Saskiej Kępy na drugi brzeg Wisły pod Pomnik Sapera na Czerniakowie.

    Z kolei tam na barce w tawernie czuję się jakbym nad Morzem był a nie
    o dziesięć minut jazdy promem po krótkim spacerze z ulicy Zakopiańskiej.

    W prawdziwym Zakopanem to takich widoków nie ma no może nad Morskim Okiem.

    Zapraszam więc do Warszawy na ulicę Zakopiańską.

  4. Jurek napisał(a):

    Wiola – Rzeczniczka Podhala w Warszawie może mieć swoje przyszłe biuro w Warszawie tylko pod jednym adresem oczywiście ulica Zakopiańska.

    Byla na Zakopiańskiej kiedyś Ambasada Francuska, wspomina o tym Magdalena Czerwosz – przewodnicząca samorządu Saskiej Kępy

    http://www.kepa.waw.pl/zakopianska.htm

  5. Jurek napisał(a):

    Cykl Wioli „Górale w Warszawie” czyli „Posiady na Ochocie” omawia różne zagadnienia na kolejnych spotkaniach. Obyczaje, architekturę, stroje, przyrodę, gwarę.
    Po spotkaniu poświęconemu gwarze, pomyślałem, że najbardziej znane slowo pochodzace z Zakopanego to Informatyka, chociaż wcale nie pochodzi z gwary.
    Stało się to dzięki prof. Romualdowi Marczyńskiemu, który wraz z prof. Antonim Kilińskim są jedynymi w Polsce uczonymi posiadającymi zaszczytny tytuł Computer Pioneer.
    W 1968 r. na Konferencji w Zakopanem prof. R. Marczyński zaproponowal żeby w języku polskim słowem Informatyka określać naukę o maszynach matematycznych i automatach liczących – tak wtedy określano komputery.

  6. Jurek napisał(a):

    http://www.tvnwarszawa.pl/1639601,gorale_w_warszawie,bawsie.html

    To jest link do filmiku, na którym jest fragment programu w telewizji TVN Warszawa „Rytm miasta”. Wiola wraz z dr Wojciechem Gąsienicą – Byrcynem mowią o programie z dnia 23 stycznia z cyklu „Górale w Warszawie” prowadzonego w Centrum Artystycznym Radomska13 w Warszawie.

  7. Jurek napisał(a):

    Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie,
    W tym roku przypada dziesiąta rocznica śmierci ks. Józefa Tischnera – intelektualisty, filozofa katolickiego, a przede wszystkim górala. Jego postać przybliży nam dr Stanislawa Trebunia- Staszel. Będzie mówić o spotkaniach ks. Tischnera z góralami, o jego fascynacjach góralszczyzną i podhalańską tradycją, głównie pieśnią, podaniami i gawędami oraz o jego góralskich rozważaniach inspirowanych twórczością K. Przerwy – Tetmajera. Będzie to opowieść o góralskiej pieśni, w której odbija się prawda o życiu człowieka. Wszystko ilustrowane muzyką i śpiewem w wykonaniu zespolu „Regle” z Poronina.
    Pytomy piyknie, przydźcie ku nom!
    Wioletta Obuchowska

    20 lutego 2010 (sobota), godz. 18.00
    „Góralskie chodnicki księdza Józefa Tischnera”
    Centrum Artystyczne „Radomska 13”, ul. Radomska 13/21
    tel. 22 823 37 56, http://www.radomska13.art.pl
    Wstęp wolny

    KONKURS

    Ks. Józef Tischner publikowal także pod pseudonimami. Proszę podać jeden z nich.
    Na odpowiedź czekamy 10. lutego w godz. 15.45 – 16.00 pod numerem telefonu 22 668 70 38. Dla osoby, która poda poprawną odpowiedź mamy jedno podwójne zaproszenie na spektakl „Filozofia po góralsku” wg ks. Józefa Tischnera do Teatru Studio , 14. lutego 2010 (niedziela), godz. 19.30;
    reżyseria, scenariusz i wykonanie: Irena Jun, Wieslaw Komasa

  8. Jurek napisał(a):

    Byłem w tym roku na Mszy Św. pogrzebowej na Saskiej Kępie za Zofię Rendzner – Czerwosz. To córka opisywanej tu przeze mnie Janiny Rendzner z ulicy Zakopiańskiej.
    Wojciech Czerwosz mąż Zofii Rendzner – Czerwosz pochodzil z Łopusznej i byl znanym rzeźbiarzem po Szkole Kenara w Zakopanem i po ASP w Warszawie.
    Mieszkal na ulicy Zakopiańskiej.

    Po Mszy Św. na Saskiej Kępie – Magdalena Czerwosz córka zmarlej
    pojechala do Łopusznej, gdzie nastąpił pogrzeb jej Mamy w grobie, polożonym po sąsiedzku z grobem księdza Józefa Tischnera.
    W grobie tym spoczywa też Tata Magdy – Wojciech Czerwosz.

    Napisalem kiedyś wiersz o Jasełkach na Saskiej Kępie, które powstały dzięki Zofii Rendzner – Mamie Magdy i dzięki Wandzie Wysznackiej jej kolezance.

    Myślę, że te opisywane w wierszu kukielki też powstaly na Zakopiańskiej.
    Jaselka byly wystawiane niedawno w Muzeum Powstania Warszawskiego według oryginalnego tekstu Wandy Wysznackiej Aleksandrow.

    Magda Czerwosz też bywa na Posiadach u Wioli, poznały się i polubily.

    Jerzy Słomczyński

    Jasełka Wandy i Zosi

    Styczeń 2008, Warszawa

    Smutne bardzo były tamte Święta
    Wigilia przyszła i trzydziesty dziewiąty był to rok
    Na Saskiej Kępie choć odrobinę szczęścia
    Dzieciom w świetlicy na Francuskiej chciał dać ksiądz

    A była wtedy wielka bieda
    I dużo było z wojny sierot
    Dobrze, że dzielne te dziewczęta
    Wanda i Zosia z pomocą przyszły wlot

    Wanda wyczarowała na Wigilię
    Pokrzepiający serca dzieci tekst
    O tym jak Józef wraz z Maryją
    Znaleźli pomoc i przed Herodem potrafili zbiec

    Zosia stworzyła do Jasełek
    Ślicznych dwanaście barwnych lal
    A do ożywienia tych kukiełek
    Dzielnych artystów zespół stał

    Na Saskiej Kępie w świetlicy dzieciom
    Choć na jeden wieczór wypiękniał świat
    Wanda i Zosia niewiele starsze były przecież
    Tak jak artyści co przyszli tutaj grać

    Wanda niedługo potem trafiła do obozu
    Pisania radosnego na zawsze przyszedł kres
    Jako lekarka cierpiącym postanowiła pomóc
    Doktor Wysznacka Aleksandrow dużo nacierpiała się

    Zosia Rendzner Czerwosz na Kępie mieszka dziś
    I na Francuską to niedaleko ma
    Do Muzeum Powstania trudno jest jej przyjść
    A ja Wandzie i Zosi podziękować bym chciał

  9. Jurek napisał(a):

    Msza Św. za Zofię Rendzner Czerwosz byla w 2009 roku, w lipcu .

  10. Jurek napisał(a):

    Jerzy Słomczyński

    Śladem Magdaleny Czerwosz opowieści

    Luty 2010

    Przysnąłem chwilę, nie dłużej
    Na Zakopiańskiej w małej cukierni
    Śladem snu mego pójdę
    A trochę śladem Magdy opowieści

    Był czas okrutny i była wojna
    I Saska Kępa i Zakopiańska
    Taka piękna była, klonami zielona
    Nie taka spalona jak za Wisłą Pańska

    Mały uroczy, spokojny domek
    Na Zakopiańskiej Magdy dziadków
    Dwie córki mieszkały tam w wojnę
    I pokoik byl wolny na facjatce

    I przyszła w wojnę w strachu ona
    I jak ścigane zwierzę od ZOO szła
    Magdalena Gross – Żydowka znajoma
    Pod Zakopiański przyjęta dach

    I rzeźbę Magdy babci zrobiła
    Tę rzeźbę z gliny Magda dziś ma
    I żeby podkreślić wielką przyjaźń
    Imię artystki nosi co dnia

    I sprawdzal dom po domu na Kępie
    Niemiecki patrol i u nich byl też
    Artystce gratulowal , że rzeźbi tak pięknie
    I ją zostawil i poszedł precz

  11. Jurek napisał(a):

    Byłem dziś 20 lutego w Centrum Artystycznym Radomska 13 http://www.radomska13.art.pl na „Góralach w Warszawie” czyli „Posiadach na Ochocie „. Dla mnie to są „Posiady u Wioli Obuchowskiej”.

    Spotkanie bylo poświęcone ks. prof. Józefowi Tischnerowi.
    I było to spotkanie najbardziej góralskie ze wszystkich dotychczasowych.
    Żeby wyłapać wszystkie niuanse trzeba być góralem , ale może pewne moje przeoczenia też świadczą o pewnej niepojętości spraw góralskich dla kogoś z Warszawy.

    Jak zwykle u Wioli dynamika imprezy jest najważniejsza w jej sposobie reżyserowania widowisk.

    Występowała grupa „Regle” chyba z 50 osobowa, bez „Malych Regli” i „Mini Regli ” co prawda ale wtedy byloby ich 200 osób.

    Dużo śpiewu, muzyki, recytacji wierszy góralskich przez mlode góralki.

    Ale to jeszcze może opisać ktoś z Warszawy.

    Natomiast stosunek ich do postaci księdza Józefa Tischnera to był taki rodzinny, jak do Ojca naprawdę.

    dr Stanislawa Trebunia Staszel jego uczennica i w chwili poznania księdza bardzo młoda dzialaczka ze Zwiazku Podhalan komentowala jego postać.

    To był tak góralski opis różnych spotkań w domu księdza w Łopusznej, jego przypowieści góralskich gdzie przy pomocy postaci o imionach i nazwiskach góralskich tłumaczyl prawdy filozoficzne.

    To umiłowanie góralszczyzny obrzędu, stroju , muzyki, szacunku czlowieka to dominowalo u księdza.

    Ja akurat poznałem postać księdza Józefa Tischnera jako wspierajacego „Solidarność” ruch bardzo różnorodny zlepek przeróżnych nurtów, które tak się różnily , że się rozlecialy dość szybko.

    Ale lokalnie dla górali on był bardzo góralski, przestrzegający tej odrębności, widzący zagrożenia z asymilacji.
    Trwanie góralszczyzny w formie odrębnej było jego celem.

    Na koniec spotkania prof. Kazimierz Tischner brat księdza mlodszy od niego o 15 lat powiedzial.

    Jak mój brat już nie mógł mowić , poprosil o długopis i napisal na kartce, Kaziu weź ten mój stroj góralski , noś go i rób dla góralszczyzny to co ja.

    To jest ten strój w ktorym przyjechalem dzisiaj do Wioli i do Was moi mili.

    Cóż pozostało, tylko wstać i bić takie brawa jakich na „Posiadach u Wioli” jeszcze nigdy nie słyszałem

  12. Jurek napisał(a):

    mgr inż. Jacek Karpiński 1927 – 2010,- najwybitniejszy polski konstruktor komputerów

    Wczoraj w niedzielę dotarla do mnie wiadomość o śmierci 83 letniego inżyniera Jacka Karpińskiego najwybitniejszego polskiego konstruktora komputerów.
    W sobotę 20 lutego bylem na dwu imprezach , o 12.00 w Muzeum Techniki na otwarciu wystawy „Nabytki Muzeum Techniki w 2009 roku”.
    I stałem w sali poświęconej informatyce przy pierwszym w świecie tranzystorowym analizatorze równań różniczkowych konstrukcji Jacka Karpińskiego, oraz przy jego najslynniejszym dziele komputerze K-202 , ktorym zadziwił świat w latach 1970 tych.
    O godzinie 18.00 bylem w Centrum Artystycznym Radomska 13, na „Posiadach u Wioli Obuchowskiej” poświęconych księdzu prof. Józefowi Tischnerowi.
    Brat księdza prof. Kazimierz Tischner mówił między innymi : „Śmierć nie jest w stanie zatrzeć pamięci o kimś wielkim. Często dopiero śmierć powoduje narodzenie się legendy, powstanie wielu fundacji krzewiacych pamięć o zmarłym. Pobudza zasmuconych przyjaciół zmarlego do kontynuacji jego dziela”.

    Te słowa można rownież powtarzać myśląc o Inz. Jacku Karpińskim.

    Taki wspanialy mial życiorys. Urodzony byl w 1927 r. w Turynie, chociaż wedlug życzenia Adama Karpińskiego ojca Jacka mial się urodzić w schronisku pod Mont Blanc w Alpach.
    Adam Karpiński – kierownik pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje zginął właśnie na tej wyprawie w Himalajach w 1939 roku.
    Jacek Karpiński dzialal w Armii Krajowej. Pocisk ktory trafil go w kręgosłup w pierwszym dniu Powstania Warszawskiego nie zostal nigdy usunięty z kręgoslupa i bardzo mu utrudniał chodzenie.
    Duże zdolności Jacka Karpińskiego i jego wielkie zaangażowanie w naukę zaowocowaly bardzo dobrymi stopniami na Politechnice Łódzkiej i Politechnice Warszawskiej oraz wyjazdem na stypendium do Massachusetts Institute of Technology.
    Tam zapoznal się z techniką cyfrową i postanowil wykorzystać tę wiedzę w Polsce.
    Jego prace w Instytucie Fizyki w Warszawie przyniosly wiele nowatorskich konstrukcji.
    Najslynniejszy byl minikomputer K- 202, ktory opracowany byl następnie przez zespół pod kierownictwem Jacka Karpińskiego w Instytucie Maszyn Matematycznych w Warszawie.
    Na grudniowym spotkaniu historycznym w IMM o K-202 mówila Elżbieta Jezierska Ziemkiewicz, która w nierozlącznym duecie z mężem Andrzejem Ziemkiewiczem projektowala główne bloki tego komputera.
    Podczas mojej pracy w Fabryce Mierników i Komputerow ERA w Warszawie spotkalem się z grupą współpracowników Jacka Karpińskiego.
    Zespół ten kierowany przez inż. Jerzego Zawiszę i inż. Jerzego Dżogę w Erze doprowadzil do uruchomienia produkcji komputera Mera – 400, który wywodzil się od K-202 , ktorego wykonano tylko 30 sztuk.
    Takie cechy K-202 jak wieloprocesorowość, stronicowanie pamięci, praca asynchroniczna zastosowane byly rownież w Merze-400.
    Jacek Karpiński nie pracowal już w Erze, rozgoryczony zajął się hodowlą świń na Mazurach.
    Ale jego charyzma pozostala, z wielką czcią wyrażali się o nim jego pracownicy i jednocześnie moi koledzy .
    Związani są jego postacią do dzisiaj, zawsze licznie stawiają się na wystawy poświęcone pracom Jacka Karpińskiego.
    W 1980 roku samorzutnie zawiązany Komitet Informatyki z przewodniczącym Krzysztofem Wasiekiem w Fabryce Mierników i Komputerow ERA doprowadzil do prezentacji programu kandydatow i do wyborów Dyrektora Ery.
    Wygral Jacek Karpiński, ale nie mógf objąć tego stanowiska wobec sprzeciwu Ministerstwa Przemyslu Maszynowego.
    Nigdy nie byl moim szefem, nigdy nie rozmawialiśmy osobiście, ale wywarl wielki wplyw na moje życie zawodowe i na moje konstrukcje urządzeń cyfrowych
    I powtórze po prof. Kazimierzu Tischnerze slowa ktore uslyszalem na „Posiadach u Wioli Obuchowskiej”, ktorej też czasem opowiadam o komputerach.
    „Cóz z tego że umarl , przecież my żyjemy jego przyjaciele, rozwijajmy to czego nas nauczyl ”
    Jerzy Słomczyński

  13. Jurek napisał(a):

    Na stronie Samorządu Saskiej Kępy http://www.kepa.waw.pl jest opis „Posiadów u Wioli” z 20 lutego. Autorka opisu Magda Czerwosz – przewodnicząca Samorządu Saskiej Kępy jest córką górala z Łopusznej.

  14. Jurek napisał(a):

    Po moim pobycie na pogrzebie Jacka Karpińskiego, chciałbym napisać parę słów. Dostalem kilka maili od moich kolegów z USA i Polski. Może nie tylko o Karpińskim ale o zaniku pewnej dzialalności konstruktorskiej w polskiej elektronice. Dzialalności, którą Karpiński konsekwentnie prowadzil całe życie, nie osiągając nigdy dobrych efektow finansowych. Ale to go interesowalo, parl do tego i kończyl życie w biedzie.
    Napisalem do kolegi z Wydziału Elektroniki pracującego od lat w USA.
    Marku , w Polsce dominuje pogląd że nic tu nie warto robić w dziedzinie napędów do silników. Wystarczy kupić moduł zagraniczny, podłączyć go i nie trzeba nawet wiedzieć co jest w środku.
    Odpisał : Jurku, walcz z tym z calej mocy, to jest bez sensu, to prowadzi do analfabetyzmu. Tak samo myślę jak Marek.
    To co Wiola robi bardzo cenię, promowanie polskiej sztuki, folkloru, to jest bardzo ważne.

  15. Artur Kowalski napisał(a):

    KTO WIE KIEDY I GDZIE ODBĘDZIE SIĘ POGRZEB ŚP. JACEK KARPIŃSKI

  16. Jurek napisał(a):

    Dnia 13 marca o godz. 18.00 w Centrum Artystycznym Radomska 13, Wiola będzie prowadzila „Górali w Warszawie” – „Posiady na Ochocie” poświęcone „Architekturze Podhala; stylowi zakopiańskiemu jako stylowi narodowemu” . Prelegentem będzie zakopiański architekt Krzysztof Trebunia Tutka

    Z książki „Shaping structures” autorstwa Wacława Zalewskiego i Edwarda Allena chciałbym przepisać parę zdań o budowli, która stala się symbolem narodowym Paryża i Francji.

    Gustave Eiffel i Maurice Koechlin zaprojektowali w 1889 roku Wieżę Eiffla.
    na Wystawę Światową w Paryżu. Przez dłuższy czas Wieża, byla najwyższą konstrukcją na świecie, mierząc w chwili budowy 300 m.

    Ma bardzo wydajny ksztalt, zachowując zdumiewającą lekkość.
    Gdyby wszystkie elementy, z których zbudowana jest wieża stopić w prostopadłościenny blok o podstawie rownej podstawie wieży to wysokość tego prostopadlościanu wynioslaby tylko 64 mm.
    (sześćdziesiąt cztery milimetry)

  17. Jurek napisał(a):

    Profesor Wacław Zalewski (ur 1917, zamieszkaly w USA) jest słynnym konstruktorem między innymi katowickiego „Spodka” , dworca PKP w Katowicach i warszawskiego „Supersamu”.

    Niestety „Supersam” jest już rozebrany. Na wystawie „Shaping structures” – „Ksztaltowanie konstrukcji” pokazywanej w wielu polskich miastach można obejrzeć precyzyjny model Supersamu wykonany ze sklejki i deseczek.
    Ten piękny model został wykonany przez górali.

  18. Jurek napisał(a):

    Drewniany model „Supersamu” na wystawę „Shaping structures” – „Ksztaltowanie konstrukcji” powstał z inicjatywy prof. Wojciecha Zablockiego wybitnego szermierza i architekta.

    Dom profesora Zablockiego zaprojektowany przez niego na warszawskim Żoliborzu , jest stylizowany na schronisko w górach.

    Napisalem kiedyś „Żoliborskie nutki” , w których wspomnialem o tym domu, i tej pięknej warszawskiej dzielnicy.

    Jerzy Słomczyński

    Żoliborskie nutki

    Tak coś za długo nad tym siedzę
    Muszę już odejść od pianina
    Może melodia przyjdzie prędzej
    Po przerwie krótszej niż godzina

    Po Żoliborzu mym pochodzę
    Tutaj poszukam znów natchnienia
    Tyle tu piękna na mej drodze
    Wśród ulic ślicznych i zieleni

    Jakie urocze pole kwiatów
    Tworzy gromada stu wazonów
    Tu na Wilsona stoją Placu
    Przez tłum kwiaciarek ustawione

    Do mej melodii wezmę nutki
    Co głośno w uszach moich dzwonią
    To tu z Kościoła Popiełuszki
    Grzmi Marsz Weselny Mendelssohna

    Jakże to miejsce jest mi miłe
    Myślę o Parku Żeromskiego
    Tu jako dziecko się bawiłem
    I stąd najlepszych mam kolegów

    Stąd także wezmę sobie dźwięki
    Na pięciolinii je zapiszę
    Motyw z dziecięcej mam piosenki
    Nuci ją malec co z mamą przyszedł

    Czas już iść dalej przez Plac Słoneczny
    Gdzie tuzin domów wokół stoi
    Plac ten to zegar co się zepsuł
    Czy ktoś go kiedyś znów nastroi ?

    A co mi szkodzi wziąć stąd nutki
    Co naśladują cyk, cyk zegara ?
    Spacer mój miał być taki krótki
    Muszę przyśpieszyć kroku zaraz

    Trzeba tu jeszcze chwilę zostać
    Gdzie dom Zabłockich przy Kaniowskiej
    Taką góralską ma on postać
    Jak przeniesiony z Chochołowskiej

    Tu w wyobraźni słyszę dźwięki
    Dryń, dryń to chyba kulig jedzie
    Góralskich sanek kilka pędzi
    A każdy jechać chce na przedzie

    Teraz już idę ulicą Śmiałą
    Trochę się czuję jak w Los Angeles
    Tu gwiazdy filmu liczne mieszkają
    Choć spotkać którąś łatwo nie jest

    Finał już bliski mojej melodii
    Brak mi już tylko taktów parę
    Motyw filmowy dam w stylu zachodnim
    Niczym nasz drogi Jan A.P. Kaczmarek

  19. Jurek napisał(a):

    Kontynuując spacer po Żoliborzu, ulicą Żeromskiego i Wólczyńską dojeżdzamy do Cmentarza Wawrzyszewskiego.
    Tutaj w kwaterze 4A jest grób symboliczny wybitnego polskiego architekta Macieja Nowickiego (1910 – 1950), który zginął w katastrofie lotniczej w okolicach Kairu.

    Po Powstaniu Warszawskim , tak jak 5000 Warszawiaków Maciej Nowicki znalazł się w Zakopanem. Ze swoimi studentami z Wydzialu Architektury Politechniki Warszawskiej w zakopiańskim hotelu „Jędruś” rozpoczął prace nad planami odbudowy Warszawy.

    Właśnie w Zakopanem powstala tak zwana Zakopiańska koncepcja odbudowy Warszawy.

    Po wyzwoleniu Warszawy Maciej Nowicki, przybyl pieszo do Warszawy wraz w Wandą Telakowską

    Dalsze prace nad planami odbudowy Warszawy prowadzil w Biurze Odbudowy Stolicy . Jego zespół pracowal w Palacu Wilanowskim.

    Napisalem o nim kilka zwrotek, a stronę w Wikipedii o Macieju Nowickim opracowal mój internetowy znajomy z Chicago.

    Jerzy Słomczyński
    7 lutego 2007

    O architekcie Macieju Nowickim

    Maciej Nowicki – architekt
    Czytam na Wawrzyszewskim Cmentarzu
    A ogrodzenie tam znakomite
    On zaprojektował murarzom

    To naprawdę był ktoś wielki
    Szkoda, ze jest zapomniany
    Cale życie swe poświęcił
    Żeby pięknie było między nami

    Jakże piękna była Warszawa
    Na Macieja wspaniałych projektach
    Tworzył je gdy w gruzach leżała
    A on widział ją wytworną i wielką

    Miasto określał słowami
    Wielkie Zjawisko Plastyczne
    Od Wisły zaczynał z projektami
    Co śmiało wybiegały w przyszłość

    Pięknem budynków i miasta
    Chciał propagować kulturę
    Wierzył, że kto w pięknie wzrasta
    To lepszy będzie i więcej zrozumie

    Maciej doceniał piękno
    Także w mniej ważnych przedmiotach
    Plakaty tworzył często
    Sztandar Sosabowskiemu projektował

    Niestety Maciej po wojnie
    Opuścił kochaną Warszawę
    Do wykonania projektów nie dojdzie
    On w świecie swój talent pokaże

    Hala Paraboleum w Raleigh
    Daleko ta Północna Karolina
    Ten wielki wiszący dach
    Co go tylko matematyka trzyma

    Dwie Nowickiego parabole
    Co się na dachu przecięły
    Wytyczyły nową szkołę
    Rozpoczętą w Paraboleum

    Ostatni projekt Macieja
    To w Chandigarh był w Indiach
    Zrealizowano wersje Le Corbusiera
    Gdy Nowicki wracając stamtąd zginął

    A samolot to spadł na pustynię
    A Maciej miał lat czterdzieści
    Lat pięć to było po wojnie
    A takiego jak on nie mieliśmy

    A ja zapalę światełko
    Na symbolicznym Macieja grobie
    Na Wawrzyszew nie mam daleko
    I tam się za niego pomodlę

    .

  20. Jurek napisał(a):

    Na Żoliborzu na skrzyżowaniu ulic Dziennikarskiej, Krasińskiego, Tucholskiej stal Domeczek, w ktorym mieszkal Melchior Wańkowicz z Rodziną.
    „Ziele na kraterze” ta niezwykle piękna książka opisuje dzieje Domeczku.
    Jest tam rownież opis wycieczki Wańkowiczów do Zakopanego i pierwszego dancingu , na jakim byly w Zakopanem u Trzaski Krysia i Marta Tili , wówczas panienki 12 letnie.

    Sam Melchior Wańkowicz w 1901 roku w Zakopanem chodzil do gimnazjum.

    W rozdziale „Losy szesnastki” jest opisana Ewunia Matuszewska.

    Autor: Jerzy Słomczyński

    Ballada o Krysi i Marcie zwanej Tili Wańkowiczównych

    Czy można wybudować domeczek,
    Który choć nowy będzie jak przyjaciel stary ?
    Dla pisarza z żoną, ich dwu córeczek
    Na Żoliborzu, byle zdążyć przed wojny pożarem.

    Panie architekcie Tołłoczko w tej willi
    Dla Melchiora i Zofii piętro pierwsze całe
    Drugie piętro dla Krysi i Marty zwanej Tili
    Po całym domeczku niech biegają swobodnie małe.

    Po całym Żoliborzu biegały wkrótce już
    Aż na Placu Wilsona znalazła je mama
    W koszu miały resztkę przydomeczkowych róż
    Te kwiaciareczki to Krysia i Marta – Tili kochana.

    Do Żoliborskiego Klubu Sportowego na Wiśle,
    Szło się spacerkiem jak do drugiego domu,
    Tutaj Marta Tili talentem znów błyśnie
    Nie da się foczka w pływaniu pokonać nikomu.

    Przyszedł czas gdy dzieci w szkole zaczynają nauczanie,
    Jak przystało na młode Żoliborzanki
    Siostry poszły w uczniowskie fartuszki ubrane
    Do szkoły zakładanej przez Siostry Zmartwychwstanki.

    Córek radość życia, energię działania
    Tak charakterystyczne cechy młodości
    Ciekawość świata, chęć jego poznania
    Wspomaga Tata, Mama w swej mądrej miłości.

    Marty Tili Płomyczkowe opowiadanie dziecięce
    O cudownej podróży kajakiem na Mazury
    Było jak obrazek co ma dialogi i puentę
    I jest godne Mistrza Dziennikarzy córy.

    Krysia współczuła ludzkiej niedoli
    Często żywiła w domeczku biednych,
    Chciała się kształcić do pracy na roli
    Praktykowała w majątku krewnych.

    Piękny, pociągający jest świat
    Krysia i Marta Tili na rowerach nim mknęły
    Ze zdaną maturą, lekko im tak
    Europejską podróżą dorosłość rozpoczęły.

    Kochające siostry wojna rozdzieliła
    Marta staraniem wielkim za granicę do Taty wyjechała
    Szczęśliwa rodzina już się więcej nie złączyła
    Krysia z Mamą na Żoliborzu w domeczku została

    Dzielny domeczek potrzebujących przyjął wielu
    Tu były konspiracyjne kursy i egzaminy
    Dzięki przyjaźni i pomocy sąsiadów
    Bezpiecznie się tu czuła młodzież z oddziału Krystyny

    Krysia w Powstaniu pseudonim Anna przyjęła
    Na rowerze towarzyszu pomaturalnej podróży
    Na spotkanie śmierci jako żołnierz Parasola pomknęła
    Domeczek z rozpaczy rozleciał się w gruzy.

  21. Jurek napisał(a):

    Moje pisanie o Żoliborzu przy rożnych okazjach spowodowalo, że otrzymalem kilka maili od znajomych związanych z tą dzielnicą, a niektórych już mieszkających za granicą. Mimo to pamiętają tę swą dzielnicę bardzo dobrze.

    Chcialem przepisać kilka zdań z „Ziela na kraterze” o Ewuni Matuszewskiej z Żoliborza , ktora nosi takie samo imię i nazwisko jak autorka artykulu o Wioli. Ten fragment pokazuje jakie tu bylo pieklo w czasie Powstania Warszawskiego.

    Siódma para : Adaś Grochowski i Ewunia Matuszewska. Adasia rozstrzelali w tych krotkich siedmiu dniach między mazurem a powstaniem. Ewunia polegla w ostatnim dniu. Oddzial jej cofal się, ale dwu chłopaków – jeden ze zgruchotanymi nogami, drugi z raną brzucha – musialo zostać. Jako sanitariuszka została dobrowolnie z nimi. Dowódca się spostrzegł, posłal do nich w tył kilku żolnierzy. Ale już ogień czolgów nie dopuścił. Już z drugiej strony dochodzili Niemcy. Do Ewy tylko przedarł się jeden, szesnastolatek, ktoremu przed kilku dniami ocalila życie. Niemcy rozstrzelali tych dwoje i tych dwu rannych. Ich nie pogrzebane trupy leżaly na ulicy przez pół roku, zanim ponownie Warszawa poczęła się zaludniać.

  22. Jurek napisał(a):

    Pani Ewa Matuszewska mnie zapytala w najnowszym swoim wpisie p.t.”Nareszcie” na blogu czy uważam, że Żoliborz to najpiękniejsza dzielnica Warszawy ?

    Nie bardzo mogę odpowiedzieć na to pytanie , nie tylko ze względu na to, że mam Maturę Ochocką i mieszkam na Saskiej Kępie ale po prostu podoba mi się cala Warszawa i nie chcę jakiejś dzielnicy wyrożniać kosztem innych.

    Jak obserwuję na organizowanych przez Wiolę „Posiadach na Ochocie” te serdeczne więzi między goralami i ich umilowanie malej ojczyzny , to z dzielnic warszawskich takie związki między mieszkańcami widzę na Żoliborzu najwyraźniej.

    Cytadela twierdza pelna rosyjskich żolnierzy, której budowę rozpoczęto na Żoliborzu w 1832 roku po powstaniu listopadowym miala stanowić ostrzeżenie dla Warszawy , żeby więcej nie próbowala się burzyć.

    Zniszczono wtedy Joli bord (piękny brzeg po francusku ) czyli Żoliborz i wybudowano nad Wisłą Cytadelę.

    Car Mikolaj I w Łazienkach w 1838 r.na spotkaniu z Polakami powiedział

    Porzućcie , te marzenia o wolnej Polsce, te wasze sny nigdy nie będą spelnione. Wybudowalem Cytadelę i przy nadarzającym się pretekście wywolanym waszymi buntami karzę bombami rozwalić to wasze buntownicze miasto i nie ja będę je odbudowywal . Zapewniam was.

    Ale w końcu w 1918 roku Polska odzyskala niepodleglość i na eksplanadzie czyli pasie niezabudowanym przed Cytadelą postanowiono wybudować Żoliborz na nowo.

    Wybuchl niesamowity entuzjazm, że w końcu Polacy są gospodarzami i 37 społdzielni mieszkaniowych rozpoczęło tam budowę.
    Powstał wtedy Żoliborz Oficerski , Żoliborz Dziennikarski, domeczek Wańkowiczów, ulica Śmiala, Plac Słoneczny.
    Zaczęto realizować koncepcję „Miasta ogrodu” , gdzie zabudowa sluży nawiązaniu więzi między sąsiadami. Wspólne budowanie, wspołtworzenie dzielnicy, plac Wilsona jako centralny punkt spotkań mieszkańców to zaowocowalo wspólnotowym myśleniem o tej dzielnicy.

    Już po wojnie powstał dom dla osób starszych, ktore mieszkaly we wlasnych mieszkaniach ale mialy różne ulatwienia w tym domu.

    „Sady Żoliborskie ” powstaly – można tam przyjść i nabrać sobie jablek z drzew, posiedzieć na ławkach czy opalać się w lecie.

    A Żoliborz piękny jest niezwykle.

  23. Jurek napisał(a):

    Wiola w sobotę 27 marca o 17.00 pokaże w Centrum Artystycznym Radomska 13 widowisko góralskie „Piekielnica” w reżyserii Józefa Pitonia.

    Obserwując tańce góralskie na imprezach organizowanych przez Wiolę, góralki w szalonym ruchu wirowym , z rozkloszowanymi spódnicami, gorali walących nogami w podlogę jakby miala się rozwalić, pojedynki na ciupagi, muzykę na skrzypkach ktora pozostaje w uszach na długo, uświadamiam sobie , że tego już doświadczylem w Warszawie na „Halce” Stanislawa Moniuszki.

    Myślę, że wielce przyslużyla się rozpowszechnieniu folkloru goralskiego opera „Halka” Stanislawa Moniuszki z bardzo radykalnym na rok 1858 librettem Wlodzimierza Wolskiego.

    Wtedy wlasnie nastąpila w Warszawie premiera „Halki” w wersji 4 aktowej 10 lat po wileńskiej premierze „Halki” w wersji 2 aktowej.

    Libretto Wlodzimierza Wolskiego pokazujące krzywdę goralskiej dziewczyny Halki, uwiedzionej i porzuconej przez bogatego panicza Janusza bylo przyczyną wieloletniego oczekiwania tej opery na premierę w Warszawie w 1858 roku.

    Odniosła w końcu wielki sukces stając się operą narodową , powszechnie znaną, ktorej przedstawienie bylo często organizowane na inauguracyjne otwarcie wielu teatrów po wojnie.

    Z racji sąsiedztwa przez ulicę na Saskiej Kępie z sędziwą obecnie znakomitą wykonawczynią roli Halki panią Jadwigą Kłosówną mialem okazję wiele pięknych arii slyszeć nie ruszając się z mieszkania.

    A w zeszlym roku bylem w Domu Literatury , tuż kolo Kolumny Króla Zygmunta.

    Z kolei jest to miejsce graniczące przez ścianę z domem gdzie mieszkal Stanislaw Moniuszko, ktory stamtąd mial parę krokow do Teatru Wielkiego gdzie byl dyrygentem, a do Szkoly Muzycznej na Okólniku też mial bliziutko.

    Dawno temu góralszczyzna dotarła do wielu miejsc w Warszawie i to po obu brzegach Wisły.

  24. Jurek napisał(a):

    Bylem dzisiaj w Centrum Artystycznym Radomska 13 na sztuce „Piekielnica” napisanej po goralsku przez Jana Reimschussela a wyreżyserowanej przez Józefa Pitonia.

    Brawurowo wykonal „Piekielnicę” zaproszony przez Wiolę Obuchowską zakopiański zespół im. Bartusia Obrochty.

    Piekielnica przedstawiona jest jako wredna jędza tyranizująca swego męża pantoflarza Maćka, niedbająca o swego starego ojca, pozbawiona litości dla brata męża , ktoremu splonął dom.

    Do wad Piekielnicy zalicza się skąpstwo, plotkarstwo, złośliwość, falszywa pobożność.

    Na szczęście druga jędza plotkarka, uświadamia mężowi Piekielnicy, że prawdziwym powodem jej częstych wizyt w Kościele jest „iskrzenie” między Piekielnicą a Kościelnym.
    Kościelnemu podarowala nawet 12000 (dukatow chyba).

    Tego bylo za wiele nawet dla takiego lagodnego człowieka jak Maciek. Przy pomocy tak prostego argumentu jak góralski pas nabijany ćwiekami wygarbowal skorę Piekielnicy.

    Ona pojęła swą winę i stwierdzila, że maż ją zbil bo ją kocha i chce żeby dobrze postępowala.

    Kolejne lanie otrzymala druga jędza plotkarka. Chlopak , który sprawil jej lanie zyskal milość swej dziewczyny, ktora byla pelna uznania dla niego za to , że okazal się prawdziwym goralem.

    Silne charaktery jak zrozumialem z tej sztuki są w cenie u góralek.

    Żywe dialogi po goralsku, sprawialy ze sztuka byla interesująca.
    Byly jeszcze poboczne wątki, na koniec muzyka góralska i tańce.

    Kolejne przedstawienie ze znawstwem wyszukane i dobrane przez Wiolę i promujące folklor goralski.

    Gromkie oklaski licznie zgromadzonej publiczności sprawily wiele przyjemności kilkunastoosobowemu zespolowi aktorów oraz Wioli gospodyni wieczoru.

  25. Jurek napisał(a):

    Myśląc o moim wykladziku 45 minut o Teorii optymalizacji – gdzieś na Ochocie czy na Saskiej Kępie będę omawiał osiągnięcie optimum w postaci punktu siodlowego , co można osiągnąc „od góry ” albo „od dolu”. Dochodzi się do tego samego punktu dwiema drogami.

    Najlatwiej to wytlumaczyć na przykladzie funkcji dwu zmiennych , jej ksztalt przypomina widok gór w pobliżu przelęczy.

    Wystarczy spojrzeć na ten obrazek

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_siod%C5%82owy

  26. Jurek napisał(a):

    To pół minuty dramatycznej to trwalo , a może krócej.
    Teresa miala ze 12 lat chyba, Jakoś odlączyla się od grupy mlodzieży na Podhalu i zaczęła biec ku psom pasterskim Owczarkom Podhalańskim.
    To byly ostre psy, mające malo kontaktu z ludźmi , pilnowaly owiec. Zaczęły biec ku Teresie , coś grożnego wisialo w powietrzu.
    Dramatyczny krzyk opiekunki skierowany ku Teresie, nawolywanie psów przez pasterzy wydawalo się, że nie zapobiegnie już tragedii.

    I cóż się stało ?
    Jak lagodne pieski domowe , zaczęły z lubością poddawać się czułemu głaskaniu Teresy.

    Bo to byl ktoś nadzwyczajny.
    To byla Teresa Roszkowska (1904 – 1992). Wielka milośniczka zwierząt. Zamordowana okrutnie w swoim domu przy ul. Obrońców na Saskiej Kępie. Na tym domu jest tablica ktora mówi , że byla ona wielce przyjazna ludziom i zwierzętom.

    To wielka artystka , malarka i scenograf teatralny. Podhalańskiemu Szlembarkowi poświęcila pejzaże , jakże bajkowe , jak z lotu ptaka malowane.

    O tym wydarzeniu z Owczarkami Podhalańskimi wiem od naocznego świadka, ktory byl w tej grupie mlodzieży . To prof. Janusz Bogucki, autor wielu wystaw artystycznych.

  27. Jurek napisał(a):

    Jednak Teresa Roszkowska podczas tego spotkania z Owczarkami Podhalańskimi musiala być starsza. Byla od Janusza Boguckiego starsza o 12 lat. Wydaje mi się, że prof. Bogucki mowil mi że ona miala wtedy 16 lat. Czyli on by mial cztery lata gdy to obserwowal .
    Może przyjmijmy, że ona miala 16 do 18 lat, a on wtedy 4 do 6 lat.
    W każdym razie zapamiętal to wydarzenie na cale życie bo rozmawial ze mną na ten temat w roku 1991 gdy mial 75 lat, a nadal byl tym przejęty.

  28. Jurek napisał(a):

    Wczoraj 24 kwietnia, w Centrum Artystycznym Radomska 13 odbylo się spotkanie z cyklu „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie” . Pomysłodawczynią i główną realizatorką wszystkich spotkań jest Wiola Obuchowska.
    Wczorajsze spotkanie poświęcone bylo „Roślinom i zwierzętom hal i turni”. Dowiedzieliśmy się „Dlaczego świstak gwiżdże?” Dr Tomasz Skrzydlowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego wyjaśnil , że przenikliwy gwizd ostrzega calą rodzinę świstaków przed niebezpieczeństwem , najczęściej nadlatującymi ptakami drapieżnymi, które lecąc nisko mogą upolować świstaka.

    Nie spodziewalem się, że dokarmianie dzikich kaczek kanapkami przez turystów wysoko w Tatrach spowodowalo przemieszczenie się kaczek na wysokości na ktorych nigdy nie występowaly , bo roślny rosnące tam nie pozwalają żyć im tam bez dokarmiania przez turystów.

    Wczorajsze spotkanie zamykalo caly cykl. Następne spotkanie góralskie będzie dopiero w październiku. Tematy będą tak dobrane, żeby nie byly to powtorki tematow już omówionych , ale rozwinięcia i omówienia może nowych okolic Podhalańskich.

    Wystawa plakatów reklamujących dotychczas zrealizowane 10 spotkań i fotografie z tych spotkań przypominaly zebranym te mile chwile jakie spędziliśmy na Radomskiej 13 , dzięki Wioli, osobom ktore z nią pracowaly oraz dzięki milym gościom z Podhala, ktorych przewinęło się bardzo wielu.

    Omawiane byly przez wybitnych specjalistow między innymi zwyczaje, stroj, architektura, przyroda, malarstwo, gwara.

    Zawsze towarzyszyly spotkaniom występy kapel góralskich i zespolów tanecznych.

    Wiola Obuchowska ze znawstwem dobierala prelegentow i niezwykle serdecznie pelnila obowiązki gospodyni tych spotkań na Radomskiej 13.

    Wczoraj odczytala list od Kazimierza Tischnera, brata księdza prof. Józefa Tischnera. Było to podziękowanie dla Ośrodka Kultury Ochoty, Centrum Artystycznego Radomska 13, dla Wioli jako gospodyni i dla uczestników spotkania z Kazimierzem Tischnerem, ktory bardzo dziękowal za wspanialą atmosferę i serdeczność

    Byly to bardzo mile spotkania i trudno będzie czekać aż do października na nowy cykl.

    Ale przecież Wiola to nie tylko Goralka ale i Warszawianka i na Ochockie Spotkania Historyczne nie trzeba czekać tak długo.

  29. Jurek napisał(a):

    Ochockie Spotkania Historyczne w Centrum Artystycznym Radomska 13, to cykl autorstwa Gabrieli Gab , ktorej pomaga Wiola Obuchowska.

    Jedno ze spotkań zeszlorocznych dotyczące Instytutu Radowego im. Marii Curie Sklodowskiej na Warszawskiej Ochocie wiązało się też z Poroninem.

    Dyrektorem tego Instytutu w czasie okupacji byl prof. Franciszek Łukaszczyk pochodzący z Poronina.

    Profesor wykazal się wielką odwagą ukrywając rad przed Niemcami po ich wkroczeniu do Warszawy.
    Profesor obawial się, że Niemcy zabiorą rad z Instytutu i wywiozą go do Niemiec.
    W roku 1939 gram radu profesor ukryl na terenie Instytutu.

    Po wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 roku istniala obawa, że Niemcy wywiozą rad i zniszczą Instytut.

    Profesor Łukaszczyk zabral wówczas rad z Instytutu i wywiózł do Poronina, gdzie cenny pierwiastek zakopany w ogrodzie czekal na ponowne przewiezienie do Instytutu co nastąpilo po wyzwoleniu Warszawy.

  30. Jurek napisał(a):

    Najbardziej zafascynowany Tatrami w mojej rodzinie byl mój Ojciec Kazimierz Słomczyński (1912-2003). Przekazal to zamilowanie dzieciom.
    Znajomość Ojca z Aliną Kmitą – Piorunową z lat mlodzieńczych zaowocowala wizytami naszej rodziny w „Kmitowce” w Bukowinie Tatrzańskiej. Ojciec wspinal się w mlodości na Mnicha, wszystkie szlaki turystyczne przeszedł. Potem prowadzil tam swoje dzieci.
    Jeździl na nartach w Tatrach jak byl mlody.

    Mam „Legitymację Tatrzańską” mojego ojca z jego zdjęciem.

    Przepiszę z tej legitymacji historyczny już tekst.

    Legitymacja ta ważna jest :

    na okres letni od dnia 15 VI do 15 IX

    Nowy Targ, dnia 26 lipca 1932

    Starosta Powiatowy Nowy Targ
    M. Fuller – zastępca starosty

    Legitymacja niniejsza uprawnia do przekroczenia granicy Polsko-Czesko-Słowackiej i poruszania się w obszarze określonym linją kolejową

    Podoliniec-Poprad-Kralowany-Sucha Góra- Nowy Targ i drogą kolową

    Nowy Targ- Czorsztyn – Krościenko- Szczawnica- Biała Woda ruska- Litmanowa- Stara Lubowla- Podoliniec – z wymienionemi miejscowościami , linjami kolejowemi i drogami włącznie.

  31. Jurek napisał(a):

    W komentarzu z dnia 16 marca 2010 r. opisalem postać architekta Macieja Nowickiego (1910 – 1950).

    26 czerwca b.r. będzie setna rocznica jego urodzin.

    Poprzez osobę mojego Ojca Kazimierza Słomczyńskiego poznałem Panią Jadwigę Tereszczenko i syna Jana Tereszczenko, którzy zetknęli się z Maciejem Nowickim.

    W Muzeum Niepodległości w Warszawie przy al. Solidarności blisko Placu Bankowego można kupić wydaną przez Muzeum Niepodległości książkę- katalog ” Uwięziony talent” – Jadwigi Tereszczenko rysunki z Pawiaka 1940- 1941.

    Jest tam na str. 15 następujący fragment.

    Jeszcze w lutym 1940 roku Jadwiga Tereszczenko zaangażowala się przy budowie cmentarza polskich żołnierzy poległych w okolicach Puszczy Kampinoskiej. W tym okresie komendant Tajnej Armii Polskiej leżal w Szpitalu Ujazdowskim. Artystka wraz z synkiem często go odwiedzala, ale wizyty te miały również dodatkowy cel. Stamtąd bowiem oficjalną karetką Czerwonego Krzyża jeździlo się do Lasek – na miejsce budowy cmentarza. Jadwiga prawdopodobnie pomagala w aranżacji przestrzeni, na której planowano rozlokowanie miejsc pochówku. Sam projekt mauzoleum należał do Macieja Nowickiego, znanego później architekta.

    przypis 12 na str. 15

    Maciej Nowicki (1910-1950) , architekt, grafik – przed wojną realizował budowle w Łodzi i Augustowie, projektowal wnętrza. W 1945 r. opracowal projekt kompozycji przestrzennej centrum Warszawy. W tym samym roku został oddelegowany do wzięcia udzialu w pracach nad gmachem ONZ w Nowym Jorku. Pozostal w Stanach ucząc w North Carolina State College (później University). Na tej samej uczelni wykladał również w latach 1964-1965 Jan Tereszczenko. Maciej Nowicki wygrał konkurs na rozbudowę centrum m. Czandigarh w Indiach. Nie zrealizował swojego projektu- samolot , którym leciał do Czandigarhu uległ katastrofie.

    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

    Znałem panią Jadwigę Tereszczenko (1899- 1976), która przyjaźnila się z moimi Rodzicami.

    Z synem pani Jadwigi Janem Tereszczenko (ur. 1933) wielkim znawcą historii Warszawy – architektem zamieszkałym w Edmonton jestem w kontakcie mailowym. Jan Tereszczenko jest bardzo dumny, że wykładal architekturę na Uniwersytecie Stanu Pólnocna Karolina, tam gdzie wykladal również Maciej Nowicki.

  32. Jurek napisał(a):

    Film Rafała Wieczyńskiego – Popieluszko – Wolność jest wśród nas – zawiera dużo zdjęć plenarowych z Podhala. Ksiądz Jerzy Popieluszko jeździl na Podhale jako opiekun grup mlodzieży.

    Byłem tydzień temu na pogrzebie Aleksandry Szpilewicz z Instytutu Historii Nauki PAN. Wśród milych słów jakimi byla żegnana na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie ta przemila i wspaniala osoba mówiono o tym, że nagla śmierć tuż przed Beatyfikacją ks. Jerzego Popieluszki uniemożliwila oddanej wspólpracowniczce księdza Jerzego udzial w Mszy na Placu Pilsudskiego.

    Znałem kilka osób ze Służby Porządkowej w Kościele św. Stanislawa Kostki na Żoliborzu. Mam również znajomych , którzy bywali systematycznie na Mszach za Ojczyznę odprawianych co miesiąc przez księdza Jerzego w stanie wojennym.

    Ci znajomi byli już na parę dni przed Mszą za Ojczyznę w innym nastroju. W czasie ogólnego zniechęcenia, emigracji wewnętrznej, prób wyjazdu z Polski te Msze dawały uczestniczącym w nich ludziom wielką odmianę, nadzieję na wolność.

    Przychodzily też osoby, które nigdy indziej nie przychodzily do Kościola. Pelen zakazanych sztandarów Solidarności plac, znaczki Solidarności na
    marynarkach, patriotyczne wiersze wyglaszane przez artystow, poczucie wolności i udzialu w tak wielkim zgromadzeniu to było coś niezwykłego w stanie wojennym.

    Wzruszajacy jest moment utrwalony na filmie dokumentalnym gdy czuwającym w Kościele ludziom ogloszono wiadomość, że ksiądz Jerzy Popieluszko nie żyje.
    Dorośli ludzie nie wstydzili się łez. Po dluższej chwili dopiero zaczęli się głośno modlić.

    Uczestniczylem w Mszy pogrzebowej za księdza Popieluszkę. Na życzenie wielu osób uczyniono wyjątek i zezwolono na pochowanie księdza na terenie przy Kościele.

    Kościół św. Stanislawa Kostki na Żoliborzu stał się licznie odwiedzanym Sanktuarium .
    Ja też kilka razy przyjeżdżałem tam ze znajomymi mieszkającymi poza Warszawą, ktorzy prosili mnie o pokazanie im tego miejsca.

  33. Jurek napisał(a):

    Dzięki mojej obecności na programach Wioli Obuchowskiej „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie” nie mówię już serki góralskie tylko oscypki, ani nie mówię placuszki góralskie tylko moskole.

    Górale przyjeżdżając do Warszwy, przywożą ze sobą poczęstunek wlaśnie oscypki, i to niezależnie czy zaprasza ich Ochota, czy Żoliborz.

    Bylem wczoraj na placu przed Kościolem Św. Stanislawa Kostki na Żoliborzu. Byla tam odprawiana Msza Św. związana z wprowadzeniem relikwii ks. Jerzego Popieluszki
    Pamiętam jeszcze Msze odprawiane przez ks. Jerzego Popieluszkę w stanie wojennym. Z rozmów prowadzonych na placu wynikalo, że dużo przyszlo osób pamiętających dawne Msze Św. i pogrzeb księdza.

    Górale również byli uczestnikami tych dawnych Mszy, licznie też uczestniczyli w pogrzebie księdza w 1984 r.

    Wczoraj otrzymali podziękowanie od proboszcza kościola Św. Stanislawa Kostki za wierne towarzyszenie księdzu Popieluszcze na Mszach odprawianych przez niego w stanie wojennym.

    Wczoraj Górale reprezentowani przez kapelę z Malego Cichego koło Zakopanego odśpiewali pieśń o księdzu Jerzym Popiełuszce ułożoną przez nich. Grali rownież w czasie koncertu.

    Uczestnicy Mszy Św. dlugimi oklaskami dziękowali Góralom.
    Jako dar i poczęstunek Górale przywieżli oscypki.

    Ksiądz proboszcz zachęcal wszystkich do odwiedzin Grobu Błogoslawionego Księdza Jerzego Popieluszki.
    Trzeba przy Grobie zapomnieć o wszelkich różnicach politycznych, trzeba z milością odnosić się do innych osób. Trzeba im ofiarować to co się ma najlepszego, Górale ofiarowali muzykę, wierność slowom księdza Popieluszki, oscypki też przywieźli tak jak ci , którzy przyjeżdżają do Wioli na Posiady.

  34. Jurek napisał(a):

    Ciekawe czy ktoś w Zakopanem pójdzie 26 czerwca do Hotelu „Jędruś”, zamowi kawę i pomyśli o setnych urodzinach najslynniejszego polskiego architekta Macieja Nowickiego.
    Wlaśnie w „Jędrusiu” pod koniec wojny Maciej Nowicki ze studentami tworzyl projekty odbudowy Warszawy, które potem zabral i pieszo przeniósl do Warszawy, aby rozwijać je dalej w Biurze Odbudowy Stolicy w Pracowni którą kierował w Palacu Wilanowskim

    Zaprzyjaźniony portal http://www.naszachomiczowka.pl poświęcil tej postaci specjalny starannie opracowany dział „100-tna rocznica urodzin Macieja Nowickiego”.

    Nie tylko polożenie symbolicznego grobu Macieja Nowickiego na Cmentarzu Wawrzyszewskim (kwatera 4a) łączy go z Chomiczówką.

    Maciej Nowicki zaprojektowal rownież ogrodzenie tego Cmentarza, ktore od wojny dotrwalo do lat 1980 -tych.

    Pierwszy projekt Macieja Nowickiego to byl dom leżący w pobliżu Chomiczowki na Bielanach pod adresem ul. Gustawa Daniłowskiego 45.
    To byl dom jego Rodziców, więc on tam na pewno często bywał.

    Również jego projekty związane z Ośrodkiem dla Niewidomych w Laskach spowodowaly, że pobliską ulicą Żeromskiego często jeździł.

  35. Jurek napisał(a):

    W sobotę wylatują z Warszawy uczestnicy 10 osobowej wyprawy w Himalaje . Celem wyprawy jest zdobycie K2- 8611 m.
    W skladze wyprawy będą dwie himalaistki warszawskie Kinga Baranowska z Ochoty i Anna Czerwińska z Marymontu, które w Centrum Artystycznym „Radomska 13” były też na imprezach organizowanych przez Wiolę Obuchowska.

    Kinga byla na „Góralach w Warszawie czyli Posiadach na Ochocie” i wspólne zdjęcie Kingi z Wiolą wisialo na Radomskiej 13 jako jedno z wielu na posumowanie calego cyklu.

    Anna Czerwińska wystąpila na imprezie na Radomskiej 13, poświęconej Dniu Kobiet 2010. Bardzo interesująco mowila o swoich wyprawach w najwyższe Gory.
    Góry zmienily cale życie Anny Czerwińskiej. Z chorowitej jedynaczki, o którą wszyscy troskliwie dbali stala się prawdziwym Człowiekiem Gór.

  36. Jurek napisał(a):

    26 czerwca poszedłem na grob Macieja Nowickiego, na Cmentarzu Wawrzyszewskim, to byl dzień jego setnych urodzin..
    Potem poszedlem pod najbardziej zakopiański adres w Warszawie na ulicę Zakopiańską na Saskiej Kępie. Ulica Zakopiańska pojawia się też w ksiązkach typowo góralskich jak „Powrót do domu rodzinnego” Magdy Czerwosz. Ulica ta ulubiona jest przez górali jak wynika z książki Magdy.

    Kawa, ciastka w malej kawiarni, trochę przeniosly mnie w klimaty zakopiańskie, wspomnialem Macieja Nowickiego jak w zakopiańskim Hotelu „Jędruś” po wojnie tworzyl plany odbudowy Warszawy.

    A w nieodległym Hotelu „Watra” w Zakopanem gral wtedy na pianinie mieszkający tam Wiktor Osiecki, ojciec poetki Agnieszki też związanej z ulicą Zakopiańską.

    Pomyślalem o Macieju Nowickim absolwencie Politechniki Warszawskiej tak jak ja.

    Myślę, że to miejsce i ten dzień uświadomil mi, że muszę zacząć projekt komputera do sterowania obrabiarkami.

    Saska Kępa ma tradycje w góralszczyźnie i informatyce.
    Mieszkal przecież tu kiedyś inż. Jacek Karpiński najwybitniejszy polski konstruktor komputerow.

  37. Jurek napisał(a):

    Byłem wczoraj 10 lipca na otwarciu wystawy w Muzeum Techniki w Palacu Kultury w Warszawie.
    Z okazji 600 lecia Bitwy pod Grunwaldem otwarto wystawę „Bitwa pod Grunwaldem i nie tylko – Świat klocków Lego”

    Bardzo efektowna wystawa przygotowana z wielkim zaangażowaniem przez liczny klub milośników klocków Lego. Na planszy ustawiono figurki z klocków Lego obrazujące wojska polskie i krzyżackie, konie , tabory , namioty.
    Oprocz planszy z wojownikami można obejrzeć cale miasteczko z klocków Lego z jeżdżącym pociagiem.
    Jest bardzo dużo mniejszych obiektow starannie ułóżonych z klocków.
    Jako ilustracja bitwy wystawiona jest kopia obrazu Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem.

    Autorem bardzo pięknej kopii w skali 1:3 jest artysta malarz Tomasz Jaxa Kwiatkowski. „Malą bitwę pod Grunwaldem” tworzyl 10 lat. Ale efekt jest wspanialy.

    Wyszedlem z Palacu Kultury i pomyślałem sobie : tak mam stąd blisko do odnawianego wlaśnie budynku z Fotoplastikonem w Alejach Jerozolimskich 51.
    Szkoda, że pani Jadwiga Tereszczenko zamieszkala w tym budynku znana malarka , zaprzyjaźniona z moimi rodzicami już nie żyje.

    Pani Jadwiga Tereszczenko (1899- 1976) konserwowala po wojnie w Muzeum Narodowym obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”.
    Pobyt w więzieniu na Pawiaku i przeżycia okupacyjne spowodowaly, że po wojnie przestala malować i poświęcila się pracom konserwacyjnym w Muzeach i spolecznym w Związkach Malarzy.
    Pani Jadwiga Tereszczenko jest autorką około stu rysunków współwięźniarek, które wykonala na Pawiaku w latach 1940
    – 1941.

    W dostępnym w Muzeum Niepodległości w Warszawie katalogu
    „Uwięziony talent – Jadwigi Tereszczenko rysunki z Pawiaka 1940 – 1941 ”
    można obejrzeć te portrety.

    Mialem możność oglądać również barwne, piękne obrazy malowane przez artystkę przed wojną.
    Nigdy po wojnie nie wrócila do takich radosnych obrazów.

    Z opisu syna pani Jadwigi – architekta Jana Tereszczenko zamieszkalego w Kanadzie zapoznalem się z dramatyczną podróżą pani Jadwigi i Jana (ur 1933) do Zakopanego.
    Pojechali na wiosnę 1944 roku do Babci Bronislawy Kondratowiczowej, znanej kolekcjonerki prac artystow góralskich i innych. Prace te związana z rodziną Tereszczenkow Bronislawa Kondratowiczowa przechowywala w willi „Pod Wykrotem” w Zakopanem
    Ponad 95 letnia kolekcjonerka poprosila o przyjazd do niej pani Jadwigi i Jana w związku z kłopotami ze zdrowiem.
    Okazalo się, że ich przyjazd od razu przywrocil pani Kondratowiczowej zdrowie, a osobą której trzeba udzielić pomocy lekarskiej byla pani Jadwiga Tereszczenko, ktorej w pociągu Warszawa- Krakow w wielkim tłoku złamano żebro.
    W pociągu, w ktorym Niemcy jechali w luźnych wagonach, dla Polaków przeznaczano tylko jeden wagon, gdzie byl wielki tłok.

  38. Jurek napisał(a):

    Wczoraj 15 lipca w Polskim Radio w programie drugim byla audycja z udzialem poety Adama Lizakowskiego.
    Urodzil się on w 1956 r, pochodzi z Pieszyc w Górach Sowich to jest blisko Dzierżoniowa.
    Jest znanym poetą emigracyjnym , od 1981 jest poza Polską. Od wielu lat mieszka w USA , obecnie w Chicago.
    Poznaliśmy się poprzez moje wiersze przez internet, ale spotkaliśmy się też w Warszawie.

    Opowiadal w audycji o początkach swojej emigracji. Dosyć mial monotonnego życia w Polsce, interesowal się ruchem hippisow. Z radością we czterej wyjechali Fiatem 126 p do Austrii. To nie bylo żadne wygnanie polaczone ze smutkiem z wyjazdu, jechali radośni ciekawi świata. Myślę , że można by przywolać tu słowa Jana A P Kaczmarka ” małe miasto daje czlowiekowi wielki napęd, chęć poznania czegoś innego, chęć ulożenia sobie lepiszego losu niż ludzie w malym miasteczku, nasi sąsiedzi.”

    Na emigracji w San Francisco Adam Lizakowski podszedl na wieczorze poetyckim do Czeslawa Miłosza i dal mu swoje wiersze pisane po angielsku.

    Czeslaw Milosz zainteresowal się tymi wierszami , ale powiedzial ze Adam musi zacząć pisać po polsku.
    Wiersze polskie Adama Milosz ocenil bardzo pozytywnie, określil go jako poetę w którego wierszach emigracyjnych jest najwięcej mięsa.

    Dzięki kontaktom Milosza Adam Lizakowski stal się slawny , jego wiersze trafily do wielu polskich pism.

    Przeniosl się do Chicago bo tam jest najwięcej Polakow sluchaczy jego wierszy.

    Spotkalem się ze skrajnymi opiniami o wierszach Lizakowskiego.
    Pewien prof dr hab med na wieczorze poetyckim Lizakowskiego na warszawskiej Pradze powiedzial.
    Pokazuje pan tylko negatywny obraz polskiej emigracji. Te dramaty alkoholizm, prostytucję, kradzieże, depresje.

    A przecież Ameryka dala możliwość studiow i habilitacji wielu lekarzom, dlaczego tylko te dramaty pan opisuje.

    Lizakowski mowil : tu gdzie mieszkam w dzielnicy biedoty polskiej w Chicago, nie ma żadnego profesora, jeżeli ktoś się urzadzi to ucieka z tej dzielnicy biedy. Tu jest wlaśnie ta nędza o której piszę.

    Ta nędza, ta wiwisekcja upokorzeń emigracyjnych z kolei daje mu milośników , którzy tylko z jego wierszy , a nie z listow od rodziny z USA dowiadują się jaka okrutna może być Ameryka.

    Górale z Podhala na emigracji w Chicago powiedzieli Lizakowskiemu: za te wiersze o naszej udręce to ty zaraz dostaniesz po mordzie. Pisz ładne wiersze , rozumiesz takie żebyśmy mogli rodzinom na Podhalu bez wstydu wyslać . Nie pisz o tym nieszczęściu.

    Ale przecież to jest jego pasja, obsesja, i on zawsze się spotyka na wieczorach poetyckich z krytyką.

    Mówil wczoraj, że do patriotyzmu , milości do Polski, do Gór dojrzewal kilkanaście lat na emigracji.

    Przecież i za tym polskim chlebem teraz tęskni, za czereśniami , za tym co nam w Polsce wydaje się czymś zwyczajnym i nie wartym egzaltowanych komentarzy, ale to teraz go dopadlo ta tęsknota , te wspomnienia po tylu latach.

    I mimo że Adam lubi Gorali z Podhala przebywających w Chicago to laurek dla ich rodzin nie będzie pisal. Przecież to zupelnie inny wymiar twórczości.

    A to co napisalem to moja laurka dla niego na trzydzieści lat tworczości poetyckiej. W Pieszycach i Dzierżoniowie będą obchody.

    Na ulicę Zakopiańską na Saskiej Kępie oczywiście Adama zaprowadzilem kiedyś. Przecież z Gór pochodzi i o goralach pisze.
    Tak ulica Zakopiańska to najbardziej goralskie miejsce w Warszawie.

  39. Jurek napisał(a):

    Gabriela Gab z pomocą Wioli Obuchowskiej prowadzą Ochockie Spotkania Historyczne w Centrum Artystycznym Radomska 13..
    Temat Powstania Warszawskiego często wraca we wspomnieniach prelegentów. Ochota byla bardzo brutalnie zaatakowana w pierwszych dniach sierpnia 1944 r . przez rosyjskojęzyczne formacje Kamińskiego RONA podległe Niemcom. Oddziały RONA wymordowały wiele bezbronnych osób.

    Po Powstaniu okolo pięciu tysięcy Warszawiaków znalazlo się na Podhalu, gdzie doczekali do końca wojny.

    Postać generala Stefana Roweckiego Grota związana jest z Ochotą gdzie byl aresztowany 30 czerwca 1943 r. Stracono go najprawdopodobniej w początku sierpnia 1944 r w Sachsenhausen.

    Napisalem wiersz o generale. Mam wiersz tez jako mp3 , w pięknej recytacji Katarzyny Kalinowskiej w audycji Radia Bogoria 94,5 Mhz. Grodzisk Mazowiecki. To byla audycja „Poezjo nie dokazuj” prowadzona przez Katarzynę Kalinowską i Martynę Steckiewicz.

    Jerzy Słomczyński

    O Generale Grocie – Stefanie Roweckim

    Wrzesień 2007, Warszawa

    Co roku wspomnienie to powraca
    I trzydziestego czerwca na Mszy bywam tu
    Do Świętego Jakuba przy Narutowicza Placu
    Na Mszę za Generała Grota muszę pójść

    A był to rok czterdziesty trzeci
    Gdy rano pod ten kościół przyszedł Grot
    Agent tajny go już śledził
    I widział, że na ulicę Spiską poszedł stąd

    Pobiegł agent do telefonu by wezwać Niemców
    Od żandarmów z Akademika dzwonił on
    Na Spiskiej pod czternastym obstawili wejścia
    Na Szucha w konwoju zabrany został Grot

    Generał na Spiskiej ujęty został sam
    A na pobliskiej Barskiej oczekiwał jego sztab
    Szczęśliwie Niemcy nie dotarli tam
    I ocalało dużo oficerów, planów, map

    Na Szucha obchodzono wielkie święto
    Bo więźniem bezcennym był Stefan Rowecki Grot
    Armia Krajowa stworzona była jego ręką
    Do Berlina pośpiesznie Generał zabrany został stąd

    Najtrudniejszą próbą charakteru, woli
    Jest gdy w mocy wroga bezbronny jesteś sam
    Za cenę współpracy z Niemcami mógł się ocalić
    Lecz Grot i w Sachsenhausen wierny Polsce trwał

    Do rodziny w Polsce mógł wysyłać listy
    Przed cenzurą musiał ukrywać prawdziwą treść
    Pisał o żalu za utraconym brylantem czystym
    Ten brylant to Armia Krajowa, domyślasz się

    Przestały od Grota przychodzić obozowe listy
    Powód to Generała męczeńska śmierć
    Nastąpiła gdy o Powstaniu z Warszawy wieści przyszły
    Ten najważniejszy żołnierz do poległych dołączył się

  40. Jurek napisał(a):

    Gabriela z pomocą Wioli prowadzi Ochockie Spotkania Historyczne.
    Postać prof. Stefana Banacha (1892- 1945) byla omawiana na Spotkaniach z racji tego, że na Ochocie jest ulica Stefana Banacha oraz jest tam też Wydzial Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego.

    Ale to jest postać bardzo goralska, godna wspomnienia w komentarzach do „Górali w Warszawie czyli posiad na Ochocie” prowadzonych przez Wiolę.
    Nazwisko Banach ten wybitny matematyk ma po matce góralce Katarzynie Banach. Ojciec jego Stefan Greczek to młody góral z Ostrowska. Rodzice biologiczni nie wychowywali Stefana Banacha , zajęla się nim rodzina zastępcza.
    Chcialbym teraz wspomnieć prof. Hugo Steinhausa z Uniwersytetu Lwowskiego, który wywarl wielki wplyw na życie wielu wybitnych matematyków ale ja chcialbym powiedzieć o dwóch.

    Stefan Banach gdy byl po półdyplomie za ukończone dwa lata studiow na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Lwowskiej prowadził z kolegą glośną dyskusję na tematy matematyczne na Krakowskich Plantach. Profesor Hugo Steinhaus, zafascynowany poziomem dyskusji zajął się Stefanem Banachem i umożliwil mu napisanie doktoratu na Wydziale Matematyki Uniwersytetu we Lwowie mimo, że Stefan Banach nie miał magisterium z matematyki.
    Od pracy doktorskiej o wybitnej wartości rozpoczęła się wielka kariera międzynarodowa Stefana Banacha.

    Andrzej Piotr Ruszczyński ur 1951 r to wybitny matematyk i automatyk zamieszkaly w USA. Ma stronę http://www.rusz.rutgers.edu
    W 1969 roku zostal zwycięzcą Olimpiady Matematycznej. Wybral jako kierunek studiów Wydzial Elektroniki Politechniki Warszawskiej,
    Ukończył studia w 1974 r na specjalności Automatyka , w tej samej grupie studenckiej co ja.
    Potem zrobil doktorat, habilitację uzyskal tytul profesora. Przez wiele lat wykladal na Politechnice Warszawskiej w Instytucie Automatyki.
    W życiorysie naukowym Andrzej Piotr Ruszczyński pisze , że za najważniejszego swojego nauczyciela uważa Hugo Steinhausa, mimo że nigdy Go nie spotkal.
    Książka Hugo Steinhausa „Kalejdoskop matematyki”, którą otrzymal na swoje dziesiąte urodziny wyznaczyła jego drogę naukową.

  41. Jurek napisał(a):

    Motyw ten rozwinąłem kiedyś na Forum Krystyny Jandy, ale dawno już jest wykasowany , a to jest ciekawe dość.

    Trudno byłoby mi wskazać jakąś książkę, ktora wywarla na mnie tak wielki wplyw, że określila mój kierunek studiów.

    Ale coś tak interesującego jak wyklady prof dr hab Wieslawa Traczyka z Teorii Automatów na pewno były dużą inspiracją dla moich zainteresowań i mojej poźniejszej pracy.

    Pamiętam różne projekty na laboratorium, budowaliśmy potem sieci logiczne, umożliwiające sterowanie rożnymi procesami, obrazowane to bylo na lampkach często.

    Był taki projekt pod nazwą kierunkowskaz amerykański.
    Bylo zalożenie, że kierunkowskaz w samochodzie sklada się z trzech lampek. Najpierw zapala się lamka wewnętrzna, potem środkowa, potem zewnętrzna i później trzy na raz. Potem trzy gasną i znowu rozpoczyna się cykl.
    To bylo ciekawe, jak zaprojektować stany automatu, zakodować je tak aby nie bylo hazardu, zminimalizować ilość przerzutnikow , bardzo ciekawe ćwiczenie.

    Musial to być rok 1972 , tak wynika z moich wspomnień . No może 1973 .

    Przyjechal do Polski prezydent USA Ronald Reagan, myślę sobie on to na pewno ma taki uklad światel w limuzynie jak na tym ćwiczeniu , ktore przerabialiśmy na laboratorium.

    Poszedlem na Krakowskie Przedmieście, a tu byl wiec wielki, jakieś hasla nieśmialej jeszcze opozycji, jego przemowienie plomienne o Wolnej Polsce , o polskim prawie do wolności , szok normalnie – biorac pod uwagę to co na co dzień czytaliśmy w gazetach.

    A ja tu przyszedlem w zupelnie innym celu , obejrzeć uklad światel w jego samochodzie.

    Co za pomysl , zero kombatanctwa.
    W dodatku mial zwykle kierunkowskazy tak jak inne samochody.

  42. Jurek napisał(a):

    Prezydentem USA który odwiedzil wtedy Polskę byl Richard Nixon.
    Pomyliłem nazwiska, to już tak dawno temu bylo.

  43. Jurek napisał(a):

    12 sierpnia 1943 r – Akcja „Góral” w Warszawie oddziału Armii Krajowej

    Dzisiaj przypada 67. rocznica akcji „Góral”
    Banknot 500 złotowy w czasie okupacji byl banknotem o najwyższym nominale. Był trudny do podrobienia, przedstawiał wizerunek górala. Na odwrocie banknotu były Tatry i Morskie Oko.

    W 1942 roku gen Grot Stefan Rowecki zaakceptowal plan napadu na konwój wiozący w Warszawie pieniądze z Banku Emisyjnego. Akcja miala kryptonim „Góral”.
    Pieniądze byly niezbędne do prowadzenia dzialalności przez Armię Krajową.

    Przygotowania trwały przeszło rok i plan ten po aresztowaniu gen. Grota zaakceptowal gen. Bór Tadeusz Komorowski.

    Dzięki współpracy Ferdynanda Żyly i Jana Woloszyna pracowników Banku Emisyjnego w Warszawie akcja byla doskonale przygotowana i napad nastąpil gdy przewożono wyjątkowo dużą sumę pieniędzy ok. 106 mln zlotych czyli równowartość miliona dolarów. Ponadto polscy pracownicy banku zadbali o to , żeby w transporcie byly banknoty z rożnych serii emisyjnych, niemożliwe do ustalenia przez Niemców.

    W czasie transportu pieniędzy do pociągu , ktory mial je przewieżć do Krakowa zablokowano pod pozorem robót drogowych ulicę , ktorą zwykle jeździl konwój. Transport skierowano na objazd ulicą Senatorską i tu w okolicach placu Zamkowego nastąpil atak.

    Oddzial Armii Krajowej liczący okolo 50 osób , dowodzonych przez Romana Kiżnę ” Polo” przejąl po strzelaninie samochód ciężarowy przewożący pieniądze , oraz samochód osobowy , ktorym jechala obstawa.

    Niestety w trakcie strzelaniny zginęło 3 Polaków spośród pracownikow Banku Emisyjnego. Byli oni w konwoju ochraniającym pieniądze.

    Samochody z pieniędzmi przejęte przez żolnierzy Armii Krajowej pojechaly na Wolę i tam zostaly rozladowane z cennego ładunku.

    Jeden ranny żolnierz zostal umieszczony w szpitalu na Woli.

    Niemcy mimo brutalnego śledztwa nie wykryli osob w Banku Emisyjnym , których wspołpraca umożliwila przeprowadzenie akcji.

  44. Jurek napisał(a):

    Dr inż. Piotr Misiurewicz z Instytutu Automatyki Politechniki Warszawskiej może być uważany za człowieka gór. Bral udział w wielu wyprawach wspinaczkowych , aż do tej fatalnej w 1993 r. w Tatry Słowackie , gdzie stracil zdrowie po długim pobycie pod śniegiem, ktory go przysypal po zejściu lawiny.

    Pamiętam oczekiwanie nas jego studentow w roku 1973 to bylo, na rozpoczęcie cyklu wykladów o minikomputerze w ramach przedmiotu Technika Systemów Cyfrowych.

    Słowo minikomputer, ktore napisal na tablicy wyznaczylo calą moją drogę zawodową, bo poprzez pracę w Fabryce Miernikow i Komputerów ERA, zajmowalem się od początkowego okresu mojej pracy minikomputerami.

    Tak mi ten temat wydaje się bliski, jakbym go poznal jednocześnie z tabliczką mnożenia , ale z dat wynika, że dopiero pod koniec studiów byliśmy przygotowani przez wiadomości zdobyte na innych przedmiotach do zrozumienia tego wykladu.

    Dr Piotr Misiurewicz odbil na ksero listę rozkazów minikomputera PDP-8 amerykańskiej firmy DEC.

    Pisaliśmy potem rożne programy w oparciu o tę listę rozkazów. Oczywiście operowaliśmy kodami binarnymi rozkazów, bez żadnych narzędzi programowych.

    Tak myślę, że na podstawie sygnalow minikomputera PDP-8 , poznalem sposob dolączania pamięci i urządzeń zewnętrznych do procesora.

    Linie do adresowania pamięci, przesylania danych, synchronizacji faz odczytu i zapisu zależnie od szybkości dolączonych pamięci to musi być w każdym komputerze.

    Szkoda, że dr inż. Piotr Misiurewicz po wypadku w Tatrach musial zaprzestać wykladów i pisania książek o minkomputerach i mikroprocesorach. Miał duży dar jasnego wytlumaczenia tego przedmiotu
    Wszyscy sluchaliśmy go z wielką uwagą.

  45. Jurek napisał(a):

    Różne wydarzenia na Ochocie związane z NSZZ „Solidarność” byly omawiane na Ochockich Spotkaniach Historycznych prowadzonych przez Gabrielę i Wiolę w Centrum Artystycznym Radomska 13 należącym do Ośrodka Kultury Ochoty.

    Dzisiejsza 30 ta rocznica Porozumień Sierpniowych przywolala z mojej pamięci wydarzenia z roku 1980 , w których bralem udział w Fabryce Miernikow i Komputerow ERA na pograniczu Ochoty i Włoch przy skrzyżowaniu Łopuszańskiej z Alejami Jerozolimskimi.

    Rozwijające się strajki na Wybrzeżu, pokazywane w TV stojące w portach nierozladowane statki, komentarze mówiące o groźbie zalamania gospodarki przez zablokowanie portów budzily niepokój czy nie dojdzie do silowego rozbicia strajków.

    Ale budzila się nadzieja na odmianę, na zwycięstwo robotników, ktorych postulaty popieraliśmy. Delegacja z Ery pojechala do strajkujących z datkami pieniężnymi i wyrazami poparcia.

    Podpisanie porozumień i zapowiedź powstania Niezależnych Samorzą dnych Związków Zawodowych budzila wielką nadzieję na poprawę naszego życia na przyjście wolności.

    W pierwszych dniach września odbywaly się rożne narady w Erze, nie bylo dokladnie wiadomo jak zalożyć Związki Zawodowe, kiedy będzie statut.

    Proces rejestracji NSZZ „Solidarność” trwal kilka tygodni, wymuszono wpisanie do statutu kierowniczej w Polsce roli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Gdzieś to bylo dopisane w aneksie .

    Ale wtedy wszyscy zwolennicy zmian byli zgodni, powolanie Związków Zawodowych, i rozpoczęcie działalności bylo naszym celem.

    Rozpoczęło się masowe składanie wniosków o wykreślenie ze Związku Zawodowego Metalowców do ktorego wielu pracowników należało. Przewodniczący Związku Metalowców agitowal, żeby powstrzymać się z wypisywaniem , bo nie wiadomo czy te nowe związki będą lepsze.

    Ale zaczęło się kręcić kolo historii, to czulo się na tych zebraniach, w rozmowach. Powstawaly porozumienia międzyzakladowe Ochoty i calej Warszawy. Powstal Region Mazowsze NSZZ „Solidarność”

    Wspominam ten czas jako bardzo piękny.

  46. Jurek napisał(a):

    Gabriela zaprosila mnie na Dworzec Powiśle, gdzie przy stole ustawionym na ulicy odbyły się setne urodziny arch. Arseniusza Romanowicza autora dworców warszawskich i rownież autora stolówki na Gubalówce.
    Syn architekta, jego współpracownicy z dawnych lat wspominali postać Arseniusza Romanowicza. Byl wspanialym szefem , dożyl sędziwego wieku 98 lat.
    Byl szampan, tort w ksztalcie dworca Ochota.
    Pani arch. Soltys prowadząca tę część wspomnień poprosila mnie o parę słów.

    Powiedzialem o mojej znajomości z prof Wacławem Zalewskim przyjacielem ze studiow mojego Ojca. Prof. Waclaw Zalewski konstruktor Supersamu, Spodka w Katowicach i stropów Dworca w Katowicach, byl pomysłodawcą kształtu daszków – naleśników na dworcach warszawskich , między innymi na Ochocie i Powiślu.

  47. Jurek napisał(a):

    Marian Hemar
    Na 200-lecie sceny narodowej (fragment)

    …… Kiedy jechać samochodem z Krynicy do Zakopanego, gdy minąć Obidową, za jakimś zakrętem drogi ukazuje się na widnokręgu widok, który dech zapiera pięknem i niespodzianką. Pośrodku łagodnych fałdów podhalańskiego terenu stoi ogromna korona ze spiżu i polerowanego srebra. Pałki korony błyszczą kolorowymi iskrami, zielonymi i czerwonymi ogniami diamentów, owijają je i tulą gronostaje chmur. Tą koroną są Tatry, ktore widziane od tej strony zdają się wyskakiwać, wyrastać, niemal wybuchać z niczego. Wiozłem tą drogą Stefana Jaracza i jeszcze kilkoro osób z naszego zespołu, gdyśmy robili objazd letni z moją „Firmą”. Pamiętam żywo, że na owym zakręcie zatrzymałem wóz.
    Stefan wstał w wozie, stęknął „Rany Boskie !” i złapał się rękami za głowę. Tak jak ryba pyskiem łapie powietrze, tak on otwieral i zamykal oczy, łapiąc nimi ten widok niezapomniany. …..

  48. Jurek napisał(a):

    Centrum Artystyczne Radomska 13, ul. Radomska 13 , Warszawa

    Górale w Warszawie, czyli Posiady na Ochocie
    „Wesele góralskie”

    „Witomy Wos piyknie Goście nojmilyjsi,
    Coście tu dzisiok na wesele przyśli.
    My się tu dziś po to poschodzili
    By my się z Młodymi wspólnie ciesyli… ”

    Zapraszamy na „Wesele góralskie” w wykonaniu zespolu regionalnego „Zbójnicek” z Zębu, zdobywcy prestiżowej nagrody „Złotej Ciupagi” na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem.

    Zespół pokaże autentyczne obrzędy weselne, nie zabraknie więc śpiewu i tańca góralskiego oraz weselnego poczęstunku.

    Pytomy piyknie, przydźcie ku nom !

    25 września 2010 r. (sobota) , godz. 18.00

    Sala widowiskowa, wejście C

    Wstęp wolny

    Wioletta Obuchowska

  49. Jurek napisał(a):

    Cóż talenty niezwykłe trafiają niekiedy do osób tak biednych, że ich edukacja jest utrudniona przez brak pieniędzy.
    George Boole (1815 – 1864), syn szewca w Anglii z wielkim trudem jako samouk zapoznawal się z matematyką.
    W końcu mimo braku dyplomów zdobyl posadę nauczyciela matematyki w prestiżowym koledżu.

    Jego abstrakcyjnie tworzona Algebra Boole’a w postaci zera i jedynki reprezentowala „fałsz ” i „prawdę”. Pewne prawa logiczne formułował w postaci wzorów ktore przypominaly dzialania algebraiczne na liczbach.

    Ciekawe to bylo dla wąskiego grona specjalistów, a prace te staly się niezwykle przelomowe dopiero po śmierci Boole’a kiedy zaczęto konstruować komputery.
    Okazalo się, że ze względów technicznych najlatwiej jest budować maszyny , w ktorych wyrożniamy dwa stany fizyczne „napięcie ” i „brak napięcia”.
    Tak, Algebra Boole’a to podstawowy wyklad dla konstruktorów komputerow i ja ją poznałem na wykladach prof. dr hab. Wieslawa Traczyka. Na niezapomnianej „Teorii Automatow” w Instytucie Automatyki Politechniki Warszawskiej.

    Powstala dziedzina matematyki nazwana logiką matematyczną gdzie Algebra Boole’a stanowi przelomowy dział.

    Myślę , że Leon Chwistek (1884- 1944) syn znanego lekarza z Zakopanego nie mial takich kłopotow finansowych jak George Boole.

    Znajomość Leona Chwistka z kolegami z Zakopanego „Witkacym”, Karolem Szymanowskim, Bronislawem Malinowskim, Szymborskim
    świadczy, że obracal się wśród elity intelektualnej.
    Leon Chwistek z wielkim sukcesem zajmowal się logiką matematyczną, a jego prace nad zapisem notacji beznawiasowej , przyczynily się do powstania notacji „Reverse Polish” , odwrotnej notacji polskiej określanej też jako notacja Łukasiewicza, ktory rozwinął prace Chwistka.

    Leon Chwistek byl też malarzem i filozofem. Na wystawie obrazów Zofii Stryjeńskiej , w Muzeum Narodowym w Warszawie w roku 2009 byl obraz Chwistka przedstawiający Stryjeńską, oraz entuzjastyczna opinia o jej talencie, w momencie gdy Zofia Stryjeńska nie byla nikomu znana.
    Na pewno motywy góralskie przedstawiane przez Stryjeńską byly mile Chwistkowi wychowanemu w Zakopanem.

  50. Jurek napisał(a):

    Gabriela,
    chętnie używa w swoich artykulach formuły bezpośredniej rozmowy z postaciami historycznymi, o których pisze

    Wiola
    Pomaga Gabrieli przy Ochockich Spotkaniach Historycznych i obie występują w strojach historycznych odpowiednich dla omawianej epoki.

    Prof. Ryszard S.Michalski (1937- 2007)
    jest już postacią historyczną. To wybitny informatyk pionier prac nad „Uczeniem maszynowym” , ktore prowadzil w USA gdzie mieszkal .

    Myślę, że nie będę naśladowal Gabrieli i tę rozmowę z nim w domu na Saskiej Kępie gdzie mieszkam opiszę w czasie przeszlym , a byl to rok 1969.

    Tak się złożylo, że przyjaciółka mojej mamy mieszkająca w Polsce, pomagala Ryszardowi S. Michalskiemu gdy on wyjechal do USA.
    On byl już absolwentem Wydzialu Elektroniki, a ja bylem studentem pierwszego roku.
    Rozmawialiśmy o pojęciu funkcji i jej badaniu , bo to akurat mialem na wykladach z matematyki.
    Ryszard Michalski powiedzial, że bardzo ceni formę aktywną wypoczynku .
    Powiedzial że obóz wędrowny na który się wybieralem bardzo hartuje do zmagania się z trudnościami. Założone na każdy dzień zadanie w postaci przejścia odpowiedniego odcinka trasy mobilizuje do wysilku mimo chwilowych kryzysow czy zlej pogody.

    Musial kochać Tatry , na jego stronie internetowej jest zdjęcie z wyprawy w góry i motto , ktore przetlumaczę z angielskiego.

    http://www.mli.gmu.edu/michalski/

    Osiągnięcie wierzcholka góry wywoluje uczucie podobne do rozwiązania problemu naukowego, ale dodatkowym doświadczeniem jest piękny widok.

    Doświadczyl wielu sukcesów jako pionier badań nad nauczaniem maszynowym i sztuczną inteligencją.

    Pracowal nad systemami, ktore doskonalą się , wyciągają wnioski z rozwiązywanych zadań, i kolejne zadania wykonują coraz efektywniej .

    Opracowywal systemy , ktore naśladują czlowieka i zbliżają się do rozwiązania testu Turinga polegającego na tym , żeby czlowiek w bezpośredniej rozmowie z maszyną , ktora jest w innym pomieszczeniu odniósl wrażenie że rozmawia z czlowiekiem a nie z maszyną..

    Myślę, że takie wspomnienie jak to moje móglby napisać komputer o swoim opiekunie i pionierze sztucznej inteligencji.

    Ale skąd by wiedzial o Ochockich Spotkaniach Historycznych ?

  51. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,
    Dziękuję za informację, że zdjęcie prof. Ryszarda Michalskiego na jego stronie internetowej pochodzi z Doliny Pięciu Stawów Polskich w Tatrach

  52. Jurek napisał(a):

    Wczoraj 25 września w Centrum Artystycznym Radomska 13 na Ochocie Wiola Obuchowska poprowadzila kolejną imprezę z cyklu „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie”.

    Bylo to „Wesele góralskie” w wykonaniu zespolu regionalnego „Zbójnicek ” z Zębu , zdobywcy prestiżowej nagrody „Złotej ciupagi” na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Ziem Górskich w Zakopanem.

    Występowala grupa okolo czterdziestu aktorow – góralek i górali , ktorzy przedstawili autentyczne wesele , z przyśpiewkami i obrzędami od lat wielu towarzyszącymi zaślubinom mlodej pary.

    Stroje były przepiękne, młodzież góralska bardzo piękna i żywiolowa, wszystko wspaniale się udalo.

    Przy muzyce goralskiej, pary wirowaly w szalonym tańcu do do utraty tchu.
    Częstowano na koniec oscypkami, moskolami (takie placuszki) bardzo smaczne.

    Tak jak na weselach bywa nastąpila wspolna zabawa środowisk wydalo się nieznanych sobie jak Górale i widzowie z dzielnicy Ochota. Jak powiedziala pani Ewa Maślanka kierowniczka Centrum Artystycznego Radomska 13, dużo gości przychodzi na Posiady na Ochocie od pierwszego przedstawienia.

    Wiele osob widuję również na Ochockich Spotkaniach Historycznych prowadzonych tam od dawna przez Gabrielę Gab z pomocą Wioli.

    Oba środowiska , w ktorych na co dzień i od święta przebywa Wiola czyli Górali i mieszkańców Ochoty łączy ona we wspólnej zabawie na Posiadach na Ochocie.

    Tak jak wesele rozpoczyna nową drogę życia , tak Wesele na Radomskiej rozpoczęlo nowy cykl góralski, a wiele nowego będzie się działo. Posiady nie będą powtórką ubiegłorocznych ale będą wprowadzane nowe tematy , omawiane będą obrzędy goralskie z innych okolic górskich.

  53. Jurek napisał(a):

    Nawiązałbym do ślubu moich rodziców w Warszawie w Kościele Św. Aleksandra w roku 1940.
    Prawie nikt nie przyszedł na ten ślub ze znajomych.
    Parę dni przed ślubem moich rodziców był w tym kościele ślub pary młodych z Armii Krajowej. Niemcy wiedzieli o tym i zgarnęli wszystkich z kościoła. A przyszło dużo osób z konspiracji. Pojechali na zatracenie.

  54. Jurek napisał(a):

    W kontekście zbliżającego się sobotniego spotkania 16 października o godz. 18 na Radomskiej 13 z cyklu „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie” odniosę się do tematu tego spotkania „Turystyki w Górach”, i omówię pewną postać wybitnego uczonego , ktory zginął w Górach w 1967 r.

    Natrafilem kiedyś w internecie na Forum matematycznym na bardzo ciekawą wypowiedź internauty AL o tej historii , jakże fascynującej i ciekawej.

    Zaczęło się to od pytania na Forum matematycznym.

    Jaką książkę uważasz za najciekawszą ?

    AL – napisal

    Igor Wladimirowicz – Girsanow – Wyklady z teorii zadań ekstremalnych .

    Ta książka stanowila przełom w dziedzinie bliskiej i mnie Jurkowi.
    Pewne odkrycia z lat 1960 tych różnych naukowców dotyczące teorii optymalizacji Igor Wladimirowicz Girsanow (1934- 1967), dr matematyki z Uniwersytetu Moskiewskiego uporządkował, polączył w calość.

    Pewne określenia, które wprowadzil i ujęcie abstrakcyjne problemu optymalizacji otworzylo oczy innym badaczom na związki bliskie wobec tego spojrzenia na osiągnięcia z lat 1960 tych różnych uczonych.

    Girsanow wytyczył dalsze drogi badań naukowych, ktore staly się możliwe dzięki jego teorii.

    AL pisal na Forum matematycznym , że cienka książeczka z teoriami Girsanowa, trafila w wersji rosyjskiej do Warszawy, To bylo kolo roku 1970.

    Książka napisana po rosyjsku czytana byla na głos przez jedną osobę a duże grono słuchało i dyskutowalo o tych problemach i robilo jakieś wykresy na tablicy . Prowadzone były burzliwe dyskusje.
    To było na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej.

    Przełomowa książka Girsanowa powstala już po jego śmierci spowodowanej przez lawinę w Górach w ZSRR w 1967 r.

    Jego przyjaciele napisali książkę na podstawie notatek Girsanowa do wykladów ktore prowadził.

    Wycieczka w góry przerwała życie tego wybitnego uczonego.

  55. Jurek napisał(a):

    Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie będą 23 października a nie 16 października, jak podawal Ochotnik

  56. Jurek napisał(a):

    http://www.radomska13.art.pl/news.php?readmore=329
    To jest zapowiedź spotkania na Radomskiej 13
    23 października godz. 17.00

  57. Jurek napisał(a):

    Wśród przewodników tatrzańskich treba wspomnieć o Kindze Baranowskiej bo wlaśnie nasza Ochocka Himalaistka , zaczynala swoja przygodę z górami jako turystka w Tatrach i byla też przewodnikiem studenckim po |Tatrach.

  58. Jurek napisał(a):

    Chciałbym wspomnieć o opisach inż. Jacka Karpińskiego najwybitniejszego polskiego konstruktora komputerów jego przyjaźni z poetą Krzysztofem Kamilem Baczyńskim, ktorego ślady gdzieś tam są w willi Kmitówka na Olczańskim Wierchu w Bukowinie Tatrzańskiej.
    Tam Baczyński napisal wiele wierszy podczas wakacji spędzanych u wójostwa Kmitów.

    Jacek Karpiński i Krzysztof Kamil Baczyński byli żolnierzami batalionu Zośka w Armii Krajowej. Podczas wspólnych dyżurów jak wspomina Karpiński powstalo coś niezwyklego , coś co uległo zapomnieniu.

    Wiersz z co drugą zwrotką napisaną przez Karpińskiego – no powiedzmy taką sobie ale z co drugą zwrotką piękną, niezwykle i bajeczną, odlotową wprost zwrotką Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
    Tak uległo to zatraceniu niestety.

  59. Jurek napisał(a):

    W związku z jutrzejszymi Ochockimi Spotkaniami Historycznymi, poświęconymi wybitnym uczonym związanym z Ochotą, chcialbym napisać o prof. dr. hab. Stanislawie Bellercie (1924 – 1976).

    Spotkałem mojego kolegę Andrzeja na Wydziale Elektroniki w 1976 roku , a on mówi wiesz Jurek prof. Bellert nie żyje , będę mial zmieniony temat pracy dyplomowej i innego promotora. Tak chcialem , żeby to byl prof. Bellert.

    Wiele osób by chciało. We wspomnieniu o profesorze przeczytalem że byl życzliwy ludziom ponad rozsądną miarę, martwil się że z racji licznych obowiązków nie może poświęcić tyle czasu ile by chcial swym studentom.

    Słowa jego kolegów profesorów mówiące , że prof. Bellert był najzdolniejszym pracownikiem Politechniki Warszawskiej są wielkim i zasłużonym komplementem.
    Byl uczonym przypominających wielkich matematyków XIX wiecznych. Z wielką łatwością poruszał się w rożnych działach matematyki, elektroniki i kosmologii.
    Pracował zrywami, okresy bardzo intensywnej pracy, przedzielane były okresami wolniejszej pracy gdy jego umysł zbierał sily do kolejnych wielkich odkryć.

    Państwowe Wydawnictwa Naukowe wydały w 1980 roku „Prace wybrane – wydanie pośmiertne” Stanisława Bellerta.
    Przede wszystkim profesor Bellert zaslynął jako autor prac (wspólnych z prof. H. Wożniackim) dotyczących teorii liczb strukturalnych . Teoria ta dotyczyla analizy i syntezy ukladów elektrycznych.
    Teoria byla rozwijana przez wielu uczonych z calego świata.
    Tylko do czerwca 1977 roku obroniono 15 prac doktorskich i jedną habilitacyjną dotyczących teorii liczb strukturalnych.

    Profesor Bellert pracował nad ogólną teorią ukladow dynamicznych.
    Starał się objąć swoją teorią dotychczasowe metody opisu ukladów dynamicznych i doszedl do wielkich osiągnięć w tej dziedzinie.

    Przez pewien okres czasu prace profesora dotyczyly automatyki i impulsowych ukladów regulacji. Autorytet światowy w tej dziedzinie rosyjski prof. Cypkin z wielkim uznaniem opierał się w swych badaniach na pracach prof. Bellerta.

    Profesor Bellert pracowal głównie nad zagadnieniami dotyczącymi telekomunikacji i teletransmisji . Wprowadzenie obliczeń komputerowych zainspirowalo profesora do prac nad syntezą filtrow cyfrowych

    Zajmowal się rownież dziedziną odleglą od jego prac dotyczących elektroniki .

    Podał bardzo interesującą teorię dotyczącą kosmologii. Było to pewnym zaskoczeniem dla fachowców z dziedziny kosmologii, że ktoś spoza ich środowiska wchodzi tak odważnie na teren innej dziedziny naukowej i ma tak odkrywcze wnioski.

    Profesor byl bardzo związany emocjonalnie z powstalym w 1951 r. Wydziałem Łączności Politechniki Warszawskiej (od 1966 r. Wydzial nosi nazwę Wydziału Elektroniki a teraz Wydzial Elektroniki i Technik Informacyjnych)

    Profesor pracowal na tym wydziale w Instytucie Podstaw Elektroniki.
    Byl czlowiekiem bardzo prostolinijnym i skromnym nie zabiegał o wyrożnienia.

    Jerzy Słomczyński

  60. Jurek napisał(a):

    Gabriela
    lubi gdy do opisu życia uczonej osoby doda się wspomnienie jakiegoś wydarzenia mało znanego , niekoniecznie musi to być opis pełen terminów naukowych , może to być coś takiego jak o tym fortepianie Steinway.

    Najpierw sprostuję informację z poprzedniego wpisu o tym, że prof. Bellert zainspirowany wprowadzeniem komputerów rozpoczął prace nad syntezą filtrów cyfrowych. To były prace nad syntezą elektrycznych filtrów analogowych. Program obliczał wartości elementów w tych filtrach.

    Uplynęło dużo czasu od tych lat i teraz dominują filtry cyfrowe stąd ta pomyłka.

    Czasem wpisze się coś do internetu, i dopiero po dłuższym czasie komuś się to przyda , gdy wyszukiwarka naprowadzi go na tę informację.

    Przepiszę teraz z czasopisma Nestor z 2009 roku fragment artykulu „Krasnostawski fortepian Steinwaya”
    Autorem artykulu jest Leszek Janeczek

    ” Smorczewscy wyjechali z Tarnogóry w 1944 roku, przed wkroczeniem Armii Czerwonej, zostawiając większość dobytku, w tym rownież i fortepian. Jesienią tego samego roku w opuszczonym pałacu zaczęto organizować szkolę średnią, istniejące do dziś liceum. Z życia fortepianu w tym czasie znamy jedną datę. W dniu 11 listopada 1944 roku przy jego udziale odbyla się zorganizowana przez mlodzież, uroczystość z okazji przedwojennego Święta Niepodległości . Do deklamowanych wierszy, podkład muzyczny na Steinwayu wykonał utalentowany Stanisław Bellert. Gdy wiersz Staffa Deszcz jesienny recytowal Stefan Paszyc, wspomniany pianista grał preludium Des-dur Chopina Deszczowe.”

    W informacjach o prof. Stanislawie Bellercie mówi się o jego zamilowaniu do muzyki. W warszawskim mieszkaniu profesora obok tablicy stał fortepian.

  61. Jurek napisał(a):

    Wiola,
    Stara się podawać informacje o jej ukochanych Tatrach w sposób atrakcyjny i urozmaicony.
    Na wczorajszych „Góralach w Warszawie czyli – Posiadach na Ochocie ” można było wyodrębnić dwie części .

    Krzysztof Pisera z Muzeum Etnograficznego w Łodzi przedstawił swą książkę „Jak dawniej po Tatrach chadzano”

    Jest to już drugie wydanie tej książki. Opisane są początki turystyki w Zakopanem z okresu drugiej polowy XIX w.. Pierwotnie turyści jeździli do Kuźnic.
    Podroż furką góralską z Krakowa do Zakopanego trwala 2 dni.
    Nie było innego środka lokomocji. Trzeba bylo ze sobą przywieżć pościel, garnki, rondle, cieple ubranie. Nie było pokoi specjalnie urządzonych dla przyjezdnych z nizin. Górale odstępowali gościom izbę białą – przeważnie nieogrzewaną.
    W strojach bardzo eleganckich ale tak niodpowiednich jak długie suknie, buty na obcasach, eleganckie kapelusze damy wchodzily nawet na Łomnicę. Na niektorych odcinkach górale przenosili turystki.

    Górale którzy poznali Tatry jako kłusownicy byli wspaniałymi i niezwykle ofiarnymi przewodnikami.Mimo tak niebezpiecznego sposobu schodzenia tylem do skaly i zsuwania się na pośladkach przy hamowaniu rękami i nogami nie trafiały się ciężkie wypadki. Górale asekurowali turystów .

    Książka Krzysztofa Pisery zawiera wiele ilustracji , rysownika z tamtych dawnych lat Walerego Eljasza.

    Autor wraz z autorką map do książki dokladnie przedstawili treść książki obrazując wyklad wieloma ilustracjami wyświetlanymi na ekranie.

    Jak się okazuje Klimek Bachleda nie byl pierwszym ratownikiem i przewodnikiem tatrzańskim. Pierwszy byl Maciej Sieczka.

    Wiola,
    po gromkich brawach jakimi nagrodzono autora Krzysztofa Piserę zapowiedziala drugą część spotkania.

    Zespół „Polaniarze” z Kościeliska przedstawił spektakl „Klimek Bachleda” autorstwa Juliana Reimschussela. Reżyserem i odtwórcą roli Klimka Bachledy był Józef Pitoń, który byl już trzeci raz na Posiadach u Wioli.

    Przedstawienie skladalo się z dwóch aktów. W pierwszym akcie aktorzy przedstawili ofiarność Klimka Bachledy, ktory mimo zlej pogody i choroby nie wymówil się od wezwania naczelnika Grupy Ratowników. Klimek zdecydowal się mimo perswazji rodziny wyjść w tę zlą pogodę do akcji ratunkowej. Jak to w góralskich przedstawieniach bywa gra caly zespół , śpiewa, muzykuje, tańczy, prezentuje piękne stroje i urodę mlodych wykonawców. Oczywiście wszystkie dialogi byly w gwarze zakopiańskiej.

    Akt drugi przedstawienia to oczekiwanie zrozpaczonej rodziny Klimka Bachledy na jego powrót. Plotki, że ktoś go widzial jak i inne informacje , że może zginął docierały od różnych osób.

    W końcu przyszla ta najgorsza wiadomość, że zginął.
    Wyświetlany krotki film pokazal ostatnie chwile Klimka Bachledy i jego śmierć.

    Wykonawcy byli bardzo serdecznie przyjęci i Kierowniczka zespolu bardzo dziękowala za gromkie oklaski.

    Poczęstowano widzów moskolami (takie placuszki), oscypkami.

    Do zobaczenia na następnych Posiadach 20 listopada.

  62. Jurek napisał(a):

    W małej kawiarni na Zakopiańskiej najbardziej góralskiej ulicy w Warszawie , ktora jest dla mnie zastępczynią Zakopanego była ta rozmowa.

    W gwarze góralskiej to nie bylo , może w czymś w rodzaju gwary informatycznej bo slowa reset i virtual tam padły .

    Pamiętając z lekcji brytyjskiego angielskiego termin „miła filiżanka herbaty” zaproponowalem herbatkę moim gościom z pustynnej Arizony w USA, bo przecież mogą być spragnieni jako że z pustyni przyjechali.

    A w amerykańskim angielskim byla ta rozmowa z elementami gwary informatycznej jak wspomnialem..

    Oni mówią , wiesz w kraju gdzie żyjemy herbata – to coś w rodzaju ziółek po które się sięga w przypadku bólu brzucha. Rozumiesz, napój zupelnie nie używany , rodzaj leku.

    A więc przy kawie dalej prowadziliśmy dialog sympatyczny.

  63. Jurek napisał(a):

    http://www.radomska13.art.pl/news.php?readmore=335

    Ewa Matuszewska, cierpliwa Gaździna blogu „Po mojemu” , gdzie ja dopisuję to i owo od czasu do czasu będzie miala spotkanie autorskie w Centrum Artystycznym Radomska 13.
    4 listopada o godz. 18.00 wstęp wolny.

    W niezwykle ciekawym wywiadzie Wiola , przybliża postać Ewy Matuszewskiej .
    Jest tam też mowa o blogu „Po mojemu” dzięki ktoremu Ewa M. poznała niezwykle ciekawych ludzi jak pisze.

  64. Jurek napisał(a):

    Gdy się ma okolo 20 lat to Cmentarz , śmierć, groby to jest coś abstrakcyjnego. Odwiedziny Cmentarza 1 listopada to jest bardzo powierzchowne obejrzenie tych wszystkich światel, chryzantem, chorągiewek bialo czerwonych , może spotkanie przy okazji znajomych gdzieś w tlumie na Cmentarzu.

    A takie przejście Puszczą Kampinoską do Palmir w noc poprzedzającą 1 listopada to dla mnie studenta bylo czymś w rodzaju wycieczki.

    W dodatku bylem Studenckim Organizatorem Turystyki , to śmieszne wykladowcą wyprzedzającym swoich słuchaczy o jedną lekcję i wspólnie z nimi zdającym Egzamin przed komisją z PTTK.

    Przejście do Palmir w nocy polączyliśmy więc z rodzajem ćwiczeń , marszu na orientację gdzie każdy po kolei prowadzil grupę przez odcinek trasy.

    Pochodnie zapaliliśmy dopiero pod koniec trasy gdy bylo już blisko do Cmentarza w Palmirach , gdzie są masowe groby Warszawiaków mordowanych skrycie w lesie przez Niemców w czasie ostatniej wojny.

    Tu nastąpilo spotkanie grup studenckich z różnych uczelni warszawskich, chwila ciszy po wysłuchaniu w Muzeum informacji nagranej na płycie .

    A dopiero po wielu latach uznalem, że najważniejszy jest tam napis na bramie, przepisany z lochu więzienia na Pawiaku :

    Trudno pracować dla Ojczyzny,
    Trudniej dla niej umierać,
    Ale najtrudniej cierpieć

  65. Jurek napisał(a):

    Wspomniałbym o kapliczkach góralskich na wielu grobach na Cmentarzach Warszawskich.

    Chrystus w koronie cierniowej siedzi pod daszkiem budowli w stylu Witkiewiczowskim, albo jakiś świątek Góral w kapeluszu, różne widzialem. I to nie tylko z lat międzywojennych są to groby gdy nastąpila fascynacja Góralszczyzną w Warszawie.

    Ale z lat niedawnych trafiają się takie groby.

    Cóż są Warszawiacy pragnący i po śmierci manifestować swą milość do Podhala.

  66. Jurek napisał(a):

    Wizyta na Cmentarzu może być okazją do przypomnienia dziecku postaci historycznych,
    Wlaśnie wczoraj na Powązkach słyszalem taką rozmowę:
    To co Bolesław Prus napisal ?
    „Kamizelkę” odpowiedzial mały chlopiec Ojcu.

    Pomnik nagrobny Boleslawa Prusa wykonany przez jego siostrzeńca znanego rzeźbiarza Stanislawa Jackowskiego – oryginalny jest bardzo.

    Do wielkiego bloku z kamienia, przywiera rozpostartymi ku gorze rączkami i tulowiem postać niewielkiego chlopca.

    Widzimy tylko od tyłu to male dziecko, znikome wobec tego ogromnego bloku z kamienia.

    Dziecko chce jakoś, wejść tam gdzie jest Prus, wniknąć w tę tajemnicę oddzielenia życia i śmierci. Zgłębić tę granicę niepojętą i dla doroslych , gdzie się podział ten przewodnik dusz nadal potrzebny nam bardzo ?

    Boleslaw Prus to pisarz bardzo oddany Warszawie, autor Kronik w prasie warszawskiej oraz autor „Lalki” powieści opisującej Warszawę.
    O Powązkach też pisal i pogrzeb tu miał godny króla.

    Ale przecież i Zakopane opisywał gdy tam był nie mogąc korzystać z wycieczek – bo cierpiał na lęk przestrzeni.
    „Kolumbem Zakopanego ” nazwał Prus Tytusa Chałubińskiego , a portret najslynniejszy Prusa wykonał Stanisław Witkiewicz.

  67. Jurek napisał(a):

    http://www.skansen-podhale.pl/download/Tatrzanski_Szlak_na_Powazkach.pdf

    To jest link pod którym można pobrać książkę Mariana Matusiaka – Tatrzański szlak na Powązkach.
    Są te kapliczki drewniane, systematycznie ułożone trasy na Powązkach przebiegające między grobami osób związanych z Podhalem.

    Ewa Matuszewska też jest na niektorych zdjęciach bo reprezentowala burmistrza Zakopanego Majchera podczas otwarcia szlaku.
    Górale co rok zbierają pierwszego listopada datki na Powązkach z przeznaczeniem na odbudowę tutejszych zabytkowych grobów.

  68. Jurek napisał(a):

    Z książki „Tatrzański szlak na Powązkach ” przepiszę teraz wypowiedź Karola Strasburgera (strona 50).

    Ja bym się określil jako tzw. góral nizinny, aczkolwiek Zakopane to jakby po części moje rodzinne strony. Jako mlody chlopiec przez kilka lat mieszkalem w Zakopanem. Mój ojciec wówczas tam pracował.To właśnie w Zakopanem zdobywalem pierwsze szlify narciarskie, odbywalem pierwsze górskie wyprawy i wspinaczki . Milo wspominam wycieczki narciarskie na Kasprowy Wierch. Obecnie zdradzilem tę górę na rzecz innych tras zjazdowych Europy i Świata. Od lat dziecięcych do wieku dojrzałego pozostało mi także uzależnienie od oscypków. Jeżeli nie mam oscypka w lodówce to żle się czuję. Mocne są także wspomnienia dotyczące rydzów z patelni na Krupówkach w Poraju.
    Pozdrawiam Was z Warszawy – nizinny góral Karol Strasburger.

    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ –

    Tu się teraz polączy parę wątków.
    Boleslaw Prus to patron liceum ogólnoksztalcącego na ul. Zwycięzców na Saskiej Kępie , ktore kończyl Karol Strasburger i ja.

    To jest doslownie parę kroków od ul. Zakopiańskiej – najbardziej góralskiej ulicy w Warszawie.

    Budynek liceum Boleslawa Prusa byl namiastką Kasprowego dla uczącej się tam mlodzieży. Niektorzy wspinali się tylko po drabinkach w sali gimnastycznej.
    Ale Karol Strasburger , na balustradzie tarasu (już zabudowanegoobecnie), na wysokości drugiego piętra wykonywal stójkę na rękach.
    Dyrektor Teodor Zubkiewicz widzial to ze swojego gabinetu i biegł go ratować.

  69. Jurek napisał(a):

    „Tańce goralskie” można zobaczyć w dwu miejscach w Warszawie.
    W Centrum Artystycznym na Radomskiej 13 – u Wioli na Posiadach na Ochocie
    W domu Wedla na Puławskiej róg Madalińskiego na malowidle Zofii Stryjeńskiej.
    Na przedwojennych pudelkach z wyrobami wedlowskimi też są tanczący górale pięknie wymalowani przez Zofię Stryjeńską.

    dr Jan Wedel mimo niemieckiego pochodzenia chlubnie zapisal się w historii Warszawy. Odmówil podpisania volkslisty, wykupywal z niewoli niemieckiej pracowników swej firmy zaaresztowanych przez Gestapo.
    Dawał darmowe paczki z czekoladą różnym biednym osobom w Warszawie.
    Akwizytor Wedla Z.Kaczyński trafial z czekoladkami na Szucha do siedziby Gestapo w Warszawie. Dzięki jego pracy wywiadowczej dla Armii Krajowej byl doskonałym źródlem informacji o ponurych tajemnicach tej katowni niemieckiej.

    Po wyzwoleniu pracownicy Wedla w trzy miesiące odbudowali ze zniszczeń fabrykę na ul. Zamoyskiego na Pradze.
    Fabryka zostala odebrana Wedlowi, ale ze względu na wielkie umiejętności dr Jana Wedla i umilowanie go przez zalogę pozwolono mu pracować na stanowisku dyrektora.

    Niestety ktoś bardzo nieodpowiedzialny i pełen nienawiści wzbudzanej przez propagandę komunistyczną pobil dr Jana Wedla w Fabryce i naubliżal mu od krwiopijców i tyranów. Tak się zakończyła praca Jana Wedla w rodzinnej fabryce.

    dr Jan Wedel przez wiele lat obserwowal z ławki nad jeziorkiem w sąsiednim Parku Skaryszewskim im. Ignacego Paderewskiego swą dawną Fabrykę, do ktorej nie mial wstępu.

    Jego pogrzeb w 1960 r. na Cmentarzu Ewangelickim w Warszawie zgromadzil liczny tlum dawnych pracowników i wdzięcznych mieszkańców Warszawy.

    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

    Jerzy Słomczyński

    Wierszyk Wedlowski

    Jak miło pobyć tu na Pradze
    Na Zamojskiego przy teatrze
    W powietrzu czuję czekoladę
    I na jeziorko sobie patrzę

    Tę czekoladę robi Wedel
    Ze swym podpisem z zawijasami
    Podpis ten złożył kiedyś Emil
    Tu z synem Janem są szanowani

    Szacunkiem Praga darzy Wedlów
    Co postawili tu kiedyś fabrykę
    Kochali Polskę choć byli z Niemców
    I bardzo dbali o pracowników

    Wkrótce po wojnie doktor Jan Wedel
    Utracił fabrykę umiłowaną
    Zamiast dostać zasługi medal
    Znalazł się za swą własną bramą

    Wedel istnieje, choć w innych rękach
    I w świat wysyła wciąż czekoladę
    Gdy na jej widok już się uśmiechasz
    Tak jak ród Wedlów pokochaj Pragę

  70. TEKO napisał(a):

    Panie Jureczku,

    W latach pięćdziesiątych znałem w WAW Karolka (Charlie) Whiteheada. On był w jakims stopniu spokrewniony z Wedlami, i coś tam miał do powidzenia. Mial w UK jakąś rodzinę, i nawet oni odwiedzali go w WAW, ale dla jakichs powodów nie pozwalali Karolkowi pojechać do UK, nie dawali paszportu. Kiedy ja jechałem tam w 1956 roku, dał mi kontakty do swojej rodziny i spotykałem się w Londynie z jakiemis jego kuzynami, Whiteheadami. Co było interesujące jednak, to to, że Karolek NIE MÓWIŁ PO ANGIELSKU… Z takim nawiskiem, co…? A był niezwykle miły, biedny ale gancki…

    Tarrrah…!

    Jan (TEKO)

  71. Jurek napisał(a):

    http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/489150.html
    Panie Janie,
    Eleonora Wedel siostra Jana Wedla wyszla za mąż za Whiteheada.
    Kamienica na Szpitalnej to byla Eleonory – tam jest do tej pory sklep Wedla.

  72. Jurek napisał(a):

    Wedel jest pomijany we wszystkich Orderach i zaszczytach, to może ja coś sympatycznego napiszę.

    M. (koleżanka z czasow studenckich) przyjechala parę lat temu z córką okolo 18 letnią z USA do Warszawy. M. mieszka w USA od wielu lat.
    Doslownie przyjechala na parę dni, tyle spraw miala do zalatwienia i miejsc do odwiedzenia u Rodziny.

    W końcu dzwoni do mnie ostatniego dnia pobytu i mówi : Jurek spotkamy się doslownie na pół godziny, w miejscu które jest dla mnie żywe we wspomnieniach i w niezapomnianym smaku czekolady , ktory musi poznać moja corka.

    To byla oczywiście pijalnia czekolady u Wedla na Szpitalnej.

  73. Jurek napisał(a):

    Czytam w internecie, że w Zakopanem będzie dużo imprez związanych ze Świętem 11 listopada.
    11 listopada 1918 roku powstała Wolna Rzeczpospolita Polska. Warszawa byla w zaborze rosyjskim , Zakopane w austriackim.
    Ale jakoś jesteśmy teraz razem w Polsce. I lubimy się.
    Widać to na „Góralach w Warszawie czyli Posiadach na Ochocie”.
    Złożone zostaną wiązanki kwiatów na Cmentarzu w Kwaterze Legionowej.
    Również będzie inscenizacja historyczna , pokazany będzie przyjazd Marszalka Pilsudskiego do Zakopanego. Ważne, żeby osoby ktore przyjadą do Zakopanego na tzw . „długi weekend” wiedzialy co upamiętniamy przez to święto i nie jest to po prostu „dlugi weekend”, ktory wziął się nie wiadomo skąd.
    W Warszawie też będzie dużo uroczystości.
    11 listopada – to także nazwa ulicy na Pradze w Warszawie. Dziwna to ulica – przez środek prowadzą tory tramwajowe i samochody jadą częściowo po torach.
    Dużo tam budynków koszarowych z czerwonej cegły. Stare są bardzo.
    Tak sobie myślę, czy zachowanie nazwy ulicy 11 listopada , poprzez czasy stalinowskie nie slużylo przewrotnie żeby nazwa ta budzila grozę.
    W budynkach kompleksu 11 Listopada i Namyslowskiej bylo oslawione Toledo, potworne miejsce kaźni zorganizowane przez NKWD (radziecka bezpieka) i Urząd Bezpieczeństwa (polska bezpieka). Katowano tam Polaków w badaniach śledczych w latach 1944 – 1956. Komunizm wykańczal najofiarniejszych polskich patriotów.

  74. Jurek napisał(a):

    Nie było takiego porównania na Posiadach na Ochocie:
    Który Park Narodowy jest piękniejszy Tatrzański czy Kampinoski?
    Kampinoski jest mi lepiej znany, kiedyś przemierzałem go wzdluż i wszerz na wycieczkach organizowanych przez Uczelnie Warszawskie gdy bylem studentem.
    Wiele się zmienilo w Polsce od roku okolo 1972 gdy miało miejsce to wydarzenie.
    Nawet broszurka z piosenkami turystycznymi wydrukowana w Zakladach Graficznych Politechniki Warszawskiej w ilości okolo 100 egzemplarzy musiała być przed przekazaniem do drukarni zatwierdzona przez Cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Publikacji , Prasy i Widowisk na ulicy Mysiej w Warszawie.

    Tekst oryginalny byl mniej więcej taki.

    Chciałam napisać w miarę kompletny śpiewnik z piosenkami śpiewanymi przy ogniskach. Ale myślę, że na pewno coś opuścilam. Myślę, że koledzy przekażecie mi teksty piosenek, ktore pamiętacie a ja ich nie zamieścilam.
    Pomożecie ?
    Lidka

    Cenzor przyczepil się słówka Pomożecie i kazał je wykreślić.

    Kojarzylo się ono z powiedzonkiem Pomożecie ?, którym tow. Edward Gierek kończyl wszystkie wizyty – odwiedziny w Zakładach pracy – gdzie zachęcal ludzi do wydajnej pracy dla Polski Ludowej.

    M. kolega mój z wydziału był organizatorem tego rajdu Wydzialu Elektroniki, na który Lidka z Uniwersytetu Warszawskiego przygotowala śpiewnik.
    W trakcie wieczoru spędzanego w schronisku w Puszczy Kampinoskiej M. opowiedzial , że śpiewnik byl ocenzurowany i skreślono słowo Pomożecie.

    M. mówi – proponuję konkurs – wymyślmy wersję wstępu Lidki – ktorej Cenzor nie móglby zupelnie zaakceptować.

    A to byl rok 1972, niby grono było nieduże okolo 50 osób w większości z Wydzialu , ale też bylo dużo osób nieznanych nikomu.
    Nikt się nie zglaszał do konkursu w końcu M. mówi – Jurek może ty coś zaproponujesz . Przerób ten wstęp Lidki, żeby się nie spodobal Cenzorowi.
    Myślę sobie – M. jest fajnym kumplem – wymyślil taki konkurs , to coś powiem , przecież się nie przestraszyłem.
    Mówię
    Chciałem napisać fajny śpiewnik . Ale nie potrafię, to wina bezsensownych programów szkolnych .
    Programy te uczą o Stalinie a o Pilsudskim muszę się dowiadywać z opowiadań emerytow.

    Chwila ciszy i gromkie brawa nastąpily.
    Nikt nas nie zakablowal , przynajmniej M. ani ja nie mieliśmy żadnych nieprzyjemności.
    Wygralem nagrodę – jakaś ksiązka to byla o Puszczy Kampinoskiej.

    A więc , ktory Park Narodowy jest piękniejszy Tatrzański czy Kampinoski?

    No rysi to my mamy więcej w Kampinosie.

  75. Jurek napisał(a):

    prof. Henryk Mikołaj Górecki umarl dzisiaj w wieku 77 lat. Jeszcze w październiku 2010 r. otrzymal Order Orla Bialego – uroczystość dekoracji odbyla się w szpitalu.

    „Ja mam swój wlasny świat, ktory mi calkiem wystarcza . Dużo miejsca zajmują w nim góry. I obojętne gdzie jestem, to zawsze mam przed oczami i w sobie mój Chocholów , moje Podhale, moje smreczki, moje potoki, moje kamienie”.
    To słowa Henryka Mikolaja Góreckiego.

    III Symfonia Pieśni żalosnych – to jest coś niezwykłego. Świat oszalal na jej punkcie. W Kanadzie byla to plyta o największym nakladzie od czasow przebojów Elvisa Presley’a. W 1993 roku tworzyly się kolejki oczekujących nawet 2 tygodnie na ten krążek. Sprzedano ponad 1 milion tych plyt.
    Wielokrotnie powtrarzane dlugie frazy , ciągnące wątek jakby bez końca, jakby czas zatrzymal się w miejscu, jakby tylko ten lament żalosnego glosu kobiecego mial prześwidrować do glębi duszę czlowieka. To wraca i powtarza się, to trwa i wstrząsa sluchaczem Tak to jest niepowtarzalne, trudno to porównać z jakąs inna kompozycją.
    To jest wstrząsające , znam kogoś, kto slucha tego od lat co dzień. To jest cale misterium , tak trwać w tym świecie nieziemskim , przez pół godziny.

    Druga część symfonii Pieśni żalosnych , zawiera tekst napisany przez 18- letnią Wandę Błażusiakówną – na ścianie lochu katowni – Zakopiańskiego więzienia „Palace”

    To westchnienia umęczonej torturami dziewczyny do jej matki i do Matki Bożej.

    O Mamo, nie placz, nie – Niebios Przeczysta Królowo,
    Ty zawsze wspieraj mnie.
    Zdrowaś Mario.

    „drugiej części symfonii chcialem nadać charakter góralski, ale nie w sensie czystego folkloru, lecz w sensie klimatu podhalańskiego … chciałem żeby monolog dziewczyny byl niemal nucony .. z jednej strony prawie, że nierealnie, z drugiej jednak – górując nad orkiestrą”

    „Trzy utwory w dawnym stylu”, to jest goralszczyzna doskonała.Bardzo piękne miniatury stylizowane na utwor dawny archaiczny.
    Pytano niedawno prof. Góreckiego, dlaczego tak często zmienia swoje zainteresowania kierunkami muzycznymi. Dlaczego rozpoczyna jakiś nurt , potem rozpoczyna inny, a nie pogłębia tego co skomponowal .
    Powiedzial , że szkoda mu czasu na naśladownictwo samego siebie .
    Ciągle go interesowało coś nowego, tak dążył do doskonałości.

  76. Jurek napisał(a):

    Napisałem kiedyś na Forum Krystyny Jandy o mojej pierwszej wizycie w Bibliotece Publicznej miasta stolecznego Warszawy przy ul. Koszykowej.
    Trafilem tam okolo roku 1972 przed kolokwium z przedmiotu „Teoria Automatów” w poszukiwaniu książki mojego wykladowcy prof. Wieslawa Traczyka pt. „Projektowanie tranzystorowych układów przełączających”.
    Tak się ułożylo moje życie zawodowe, że głównie zajmowalem się w pracy aż do dnia dzisiejszego ukladami cyfrowymi, ktorych podstawy poznalem na świetnych wykladach prof. W. Traczyka na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej.
    Mam taką książkę – Uwięziony talent – Jadwigi Tereszczenko rysunki z Pawiaka 1940-1941.
    Pani Jadwiga Tereszczenko (1899-1976) to przyjaciólka moich rodziców.
    Przepiszę dwa fragmenty z tej książki:
    -„Kierbedziowie przyjaźnili się z Kondratowiczami, z ktorymi powiązany byl mąż Jadwigi. Hieronim Kondratowicz wraz z Kierbedziami ufundowal Bibliotekę Publiczną w Warszawie”
    -„Zaraz po ślubie Tereszczenkowie, zamieszkali u Bronislawy i Hieronima Kondratowiczów, spokrewnionych z rodziną Podbereskich- Tereszczenków. Było to starsze, bezdzietne małżeństwo traktujące Jerzego jak wnuka.”

    Ta Biblioteka , ktorą odwiedzilem , żeby przeczytać książkę tak bliską mojej calej drodze zawodowej ufundowana zostala przez Kierbedziów i przez Kondratowiczów -rodzinę męża pani Jadwigi Tereszczenko, którą znałem.

    Bronisława Kondratowicz w lecie mieszkala w Zakopanem a w zimie w Warszawie. Należala do ścislej grupy najważniejszych odkrywców Zakopanego takich jak Tytus Chałubiński i Stanisław Witkiewicz. Mieszkala w „Willi pod Wykrotem” na Gubałówce. Zgromadzila tam wielką kolekcję sztuki góralskiej, przekazaną do Muzeum Tatrzańskiego.
    Zmarla w roku 1949 , parę miesięcy przed ukończeniem 100 lat. Mimo, że Cmentarz na Pęksowym Brzysku był już zamknięty , to zostala tam pochowana wśród osob najbardziej zaslużonych dla tego miasta.

  77. Jurek napisał(a):

    Centrum Artystyczne Radomska 13

    18 listopada (czwartek), godz. 18.00
    Wernisaż wystawy „Mój śklany świat”
    oraz wieczór poetycki Janiny Jarosz Walczakowej – Budzicz

    Janina Jarosz Walczakowa – Budzicz jest poetką i maluje na szkle. Urodzona w Zakopanem, jest mocno związana z góralską tradycją, jej sztuką plastyczną i literaturą.
    Tematem jej prac są najczęściej tradycyjne przedstawienia religijne , postaci świętych oraz sceny zbójnickie i obyczajowe. Wśród obrazów o tematyce sakralnej upodobała sobie szczególnie wizerunki Madonny i Aniolów. Malując postaci świętych szczególną uwagę przywiązuje do opracowania twarzy wyrażających uczucie niepokoju, smutku czy radości

    Zapraszam wstęp wolny
    Wiola Obuchowska
    – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
    Centrum Artystyczne Radomska 13

    Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie

    Skarby Małopolski Orawa

    Zapraszamy na spotkanie z kulturą orawską, ktore poprowadzi Marcin Kowalczyk z Orawskiego Parku Etnograficznego z Zubrzycy Górnej.

    W części artystycznej wystąpi Młodzieżowy Zespół Folklorystyczny „Orawiacy” z Lipnicy Wielkiej, pod kierownictwem Roberta Kowalczyka. W swoim repertuarze zespół przedstawia zwyczaje, śpiew i różnorodne tańce od skocznych polek poprzez „ciardasie”, kończąc na prastarych tańcach pasterskich.”Orawiacy ” występowali na wielu festiwalach krajowych i zagranicznych, zdobywając tam cenne nagrody i wyróżnienia m. in. Grand Prix na Przeglądzie Teatrów Amatorskich za adaptację sztuki „Sen Bacy” oraz nagrodę za śpiew i muzykę na Festiwalu Folkloru Górali Polskich w Żywcu.

    20 listopada (sobota) godz. 18.00

    Pytomy piyknie, przydźcie ku nom!
    Wstęp wolny

    Wiola Obuchowska

  78. Jurek napisał(a):

    Gdy wszyscy goście już wyjdą po wernisażu, to w grupie kilku osób organizatorow można doświadczyć takiego uczucia radości artysty po udanej imprezie, gdzie wiele osob bylo zadowolonych.
    Trzeba jakoś odreagować tę część oficjalną. A byl Burmistrz Ochoty Krzysztof Kruk.
    Janina Jarosz Walczakowa Budzicz – zasiadła do pianina w saloniku Ochockich Spotkań Historycznych i zagrala parę melodii rozrywkowych.

    Miała powody do radości.

    Wiola dobierając ze znawstwem artystow z Podhala zaprosila Janinę J.W.B. na pokaz jej pięknych obrazów malowanych na szkle a uhonorowanych wieloma nagrodami.
    Janina J.W.B. w pięknym stroju goralskim rozpoczęla po góralsku, ale przeszla wkrotce na warszawski i opowiadala o każdym obrazie jak powstal , co przedstwia.
    To byly piękne obrazy związane z motywami religijnymi , w dużej części obrazy te byly tworzone na konkursy poświęcone tej tematyce.
    Są to obrazy – takie konkursowe , monumentalne, poważne. Można je oglądać do 10 stycznia.

    Poprzednia artystka wystawiająca obrazy na szkle w Saloniku Ochockich Spotkań Historycznych to byla Agnieszka Górkiewicz tworząca w stylu bezpośrednim, dziecięcym trochę, takim radosnym stylu „Zofio – Stryjeńskim”.

    Wiola stara się dobierać artystow prezentujących różne kierunki malarstwa na szkle.
    Salonik Ochockich Spotkań Historycznych jest wdzięcznym miejscem do prezentacji obrazów i wierszy – a jakże Janina J.W.B. po prezentacji obrazów czytala piękne wiersze pisane po góralsku i po warszawsku.

    Po zakończeniu imprezy uczestniczylem w sympatycznej rozmowie paru osób , z ktorej wynikło pytanie
    Jak uczcić Henryka Mikolaja Góreckiego w Centrum Artystycznym Radomska 13 ?
    Koncerty monumentalne wymagające wielkiej orkiestry , wirtuozów nie wchodzą w grę.
    Trzeba będzie na Posiadach na Ochocie zagrać taniec spośród „Trzech utworow w starym stylu”. Jest to utwor bardzo goralski nie wymagający dużej orkiestry, górale powinni dać sobie radę.

  79. Jurek napisał(a):

    Na stronie Stowarzyszenia Absolwentów Wydzialu Elektroniki Politechniki Warszawskiej pojawily się moje artykuly z pisma Ośrodka Kultury Ochoty „Ochotnik”
    w dziale Pożegnania
    o prof. Anatolu Gosiewskim

    http://www.elka.pw.edu.pl/pol/Absolwenci/Spolecznosc-ELKA/Pozegnania

    w dziale Gratulacje
    o prof. Irenie Lasieckiej i prof. Marku Perkowskim
    http://www.elka.pw.edu.pl/pol/Absolwenci/Spolecznosc-ELKA/Gratulacje

  80. Jurek napisał(a):

    Plakat z pięknym zdjęciem Ewy Czownickiej wskazywal drogę na Górali w Warszawie – Posiady na Ochocie poświęcone krainie Orawy.
    Wiola Obuchowskla zorganizowala już 18 spotkań góralskich , przyszla więc kolej na krainę bardziej odleglą od Podhala , na Orawę , ktora leży w zlewisku Morza Czarnego.
    Orawa – ta nazwa wywodzi się od słowa sierota, określa symbolicznie biedę tego obszaru , na ktorym ziemia niewiele dawala plonów.
    Poszukiwanie pracy i chleba spowodowalo związki Orawy ze Słowacją i Węgrami. Liczna też jest emigracja stąd do USA.
    Odmienna są stroje goralskie na Orawie od strojów Podhalańskich. Dużo tu koloru czarnego w strojach kobiet i mężczyzn. Stroje są bardziej skromne ale bardzo eleganckie. Widoczne są wplywy węgierskie.

    Wyklad Marcina Kowalczyka ilustrowany slajdami i pokazami strojów młodzieży z zespolu tanecznego wyjaśnial charakterystyczne dla Orawy elementy stroju.
    Pokazywane byly instrumenty muzyczne od najprostszego liścia z rośliny, poprzez piszczalkę, kozę , rodzaj akordeonu.
    Na każdym instrumencie wykonywana byla melodia.
    Młodzieżowy Zespól Folklorystyczny „Orawiacy ” z Lipnicy Wielkiej pokazywal piękne tańce, obrzędy góralskie. Niektorzy czlonkowie zespolu , ktory istnieje już 8 lat wyprowadzili się do Krakowa na studia. Ale przyjechali do Wioli na Posiady , aby zespól mógl w pelnym skladzie pokazać swe tańce i muzykę. Robert Kowalczyk – kierownik zespołu i Marcin Kowalczyk prowadzący wyklad na Posiadach to bracia – synowie Emila Kowalczyka bardzo zaslużonego dla Orawy dzialacza spolecznego i autora opracowań o Orawie.
    Gra na wielkich rogach oraz pokaz strzelania z bata były bardzo atrakcyjne.
    Wiola powiedziała na koniec parę milych słów o mnie – bo ułożyłem 6 pytań dotyczących poprzedniego spotkania goralskiego. Pytania te burmistrz Ochoty Krzysztof Król zadał uczestnikom i wręczyl im nagrody.

  81. Jurek napisał(a):

    Krzysztof Kruk tak się nazywa Burmistrz Ochoty.

  82. Jurek napisał(a):

    Droga Joasiu (Ciapka Sangster)
    Dyrektorze Obchodów Roku Chopinowskiego w Kanadzie
    Dziękuję za Twoją piękną audycję o Henryku Mikołaju Góreckim
    w drugiej godzinie (początek okolo 20 – tej minuty) audycji Radia Edmonton z 21 listopada
    http://www.polskieradio.ca/
    a zwlaszcza za Twoje slowa :
    zaprzyjaźniony z nami Jureczek Słomczyński na Forum Krystyny Jandy umieścil myśli Henryka Mikolaja Góreckiego , które zacytuję: ….
    Przeczytalaś dużo myśli Góreckiego z Forum.
    Dziękuję
    Pozdrawiam
    Jurek

  83. Jurek napisał(a):

    http://www.polskieradio.pl/6/242/Artykul/275380,Tatry-Goreckiego
    Oto link do strony z audycją Polskiego Radia z 1997 r., gdzie Henryk Mikołaj Górecki w rozmowie z redaktor Marią Baliszewską mówi o Tatrach i Podhalu.

  84. Jurek napisał(a):

    W niedzielę 21 listopada w Saloniku Ochockich Spotkań Historycznych na Radomskiej 13, odbylo się czterdzieste jubileuszowe spotkanie.
    Gabriela Gab zaprosila Julitę Gredecką, która poprowadziła spotkanie „Patriotyczna Ochota”.
    Wiele z tych spotkań Gabriela organizuje z pomocą Wioli.
    Przebierały się w stroje odpowiednie dla prowadzonego tematu więc np.
    za Karczmarki (Gabriela szyła stroje), aktywistki z lat 50 tych w czerwonych krawatach, elegantki z końca XIX wieku w długich sukniach, stewardessy, konduktorkę i zawiadowczynię stacji PKP.
    Nie widziałem natomiast jeszcze Gabrieli w stroju góralskim.
    Ale z tym nie powinna mieć problemów – to może następnym razem ?
    A na ścianach Saloniku wiszą góralskie obrazy malowane na szkle przez Janinę Jarosz Walczakową Budzicz.
    Na jubileuszowym spotkaniu Julita Gredecka nauczycielka historii i przewodnik warszawski mowila o Gabrielu Narutowiczu i Józefie Piłsudskim.
    A więc słowa Gab, Gabriel, Gabriela padały często.
    To bardzo ciekawe spotkania, na które Gabriela zaprasza znawców tematu , najczęściej mieszkańców Ochoty.
    Miła jest atmosfera tych spotkań – słuchacze siedzą przy czterosobowych stolikach przy kawie , herbacie i ciasteczkach.
    Można się dowiedzieć o wielu ciekawych wydarzeniach z historii Ochoty.
    Można porozmawiać z Gabrielą.

  85. Jurek napisał(a):

    Włochy – ale te pod Warszawą w odróżnieniu od Italii, o której pisze Ewa Matuszewska są mi bliskie we wspomnieniach.
    Gabriela
    jeździ przez ten tunel pod torami przy stacji Warszawa Włochy.
    To jest jakieś dziwne miejsce, często zalewane wodą i nieprzejezdne przy dużych opadach. Pamiętam akcje odśnieżania tego tunelu wiele lat temu, kiedy pracownicy pobliskich firm między innymi Fabryki Mierników i Komputerow ERA wędrowali tam aby łopatami odgarniać śnieg , gdy klęska wielkich śniegów nawiedzila Warszawę. I bylem tam wtedy.

    Przy okazji dzisiejszego dnia gdy pierwszy raz w tym roku zobaczylem dużo śniegu w Warszawie przyszly te śnieżne wspomnienia

    Wiola,
    dość często zaprasza na Górali w Warszawie czyli Posiady na Ochocie gości z Bukowiny Tatrzańskiej..

    Przed laty wielu jako dziecko tam właśnie poznałem urok zimy w górach.
    Pamiętam zjazdy na sankach z górki.
    Wielką atrakcją byly też dla mnie konie z dzwonkami ciągnące sanki po drogach w Bukowinie Tatrzańskiej.
    Nie wyobrażam sobie zastąpienia tych koników z sankami samochodzikami elektrycznymi – nie to byłby bezsens wielki – utrata wielkiego uroku i złamanie tradycji.
    Oczywiście sanki nie mogą być przeładowane.

    Ulica Zakopiańska na Warszawskiej Saskiej Kępie mój zastępca Zakopanego , już jest w śniegu.

    Tylko koni i dzwoneczków tu brakuje.
    Ale choinki pokryte śniegiem w ogródkach tu są.

  86. Jurek napisał(a):

    Włochy pod Warszawą – Saska Kępa
    Tę trasę przebywalem nie wiem ile razy przed laty.
    I jutro też tam jadę zupełnie na nowo jakby śladem wspomnienia sprzed wielu lat.

    Po wyjechaniu z Łopuszańskiej w lewo w Aleje Jerozolimskie jedzie się wlaściwie jedną ulicą Alejami Jerozolimskimi potem zmieniającymi nazwę na Aleje Księcia Józefa Poniatowskiego, przez most Poniatowskiego do Ronda Waszyngtona i już się jest na Kępie.

    Mój kolega z dawnej Fabryki Mierników i Komputerów ERA i sąsiad z Saskiej Kępy inż. Wiesław Długokęcki doskonalił na tej trasie swoje umiejętności jazdy samochodem po otrzymaniu prawa jazdy.

    Zabierał mnie chętnie bo niepewnie początkowo czuł się na tej trasie.
    Ale szybko opanował trudną sztukę jazdy samochodem, i zamiast komentowania co jest na drodze, kto zajeżdża drogę , kiedy zmieni się światło mogliśmy prowadzić ciekawe dyskusje.

    ERA przestala istnieć, Wiesiek przeprowadzil się z rodziną do Włoch pod Warszawę i rzadko się widywaliśmy.
    Myślalem, że padnę gdy zobaczylem jego imię i nazwisko na nekrologu w Kościele na Saskiej Kępie. Przecież mial tylko 54 lata i tak aktywnie pracował był szefem serwisu Compaq’a. Nie wiedziałem że był chory na raka.

    Pogrzeb Wieśka kilka lat temu na Cmentarzu we Włochach zgromadził bardzo wiele osob. Przecież był czynny zawodowo i znany w kręgach elektronikow warszawskich. Byl Głownym Konstruktorem Systemu SM w ERZE.
    Bardzo sympatyczny kolega i z pasją poszukujący różnych tajemnic w trzewiach komputerow – co jest mi rownież bliskie.
    I jutro będę to robił we Włochach pod Warszawą blisko naszego dawnego zakładu pracy.

  87. Jurek napisał(a):

    Fragment mojego komentarza nr 85 czyli dwa komentarze w górę znalazł się na stronie Samorządu Saskiej Kępy.
    http://www.kepa.waw.pl/

  88. Jurek napisał(a):

    Bronisława Kondratowicz odkrywała Zakopane wraz z Tytusem Chałubińskim i Stanislawem Witkiewiczem. Miała wielką kolekcję sztuki góralskiej, przekazaną do Muzeum Tatrzańskiego.
    Znałem żonę wnuczka Bronisławy Kondratowicz. Byla to malarka Jadwiga Tereszczenko, ważna postać w zespole prof. Marconiego zajmującego się konserwacją obrazu Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”.

    Jakże dramatyczne są losy tego obrazu, mówił o nich Piotr Lisowski na dzisiejszej prelekcji w Muzeum Narodowym.
    Obraz przed pierwszą wojną światową wywieziono do Moskwy z myślą,
    że będzie tam bezpieczniejszy. Wrócil do Polski dopiero w 1922 roku.
    W Moskwie byl uszkodzony przez szaleńca , który uderzył w niego siekierą. Dziury w płótnie u górnej krawędzi obrazu świadczą, że był mocowany gwoździami do ściany. Przebyl 32 podroże w tym 17 za życia Jana Matejki.

    Przed wkroczeniem Niemców do Warszawy w 1939 r. obraz dlugości 10 m i szerokości 4m nawinięty na bęben zostal przewieziony do Lublina. W pobliskiej wsi został zakopany w skrzyni drewnianej owiniętej papą. Przebywal w ziemi ponad 3 i pół roku.
    Niemcy wyznaczyli wielką nagrodę za informację o miejscu ukrycia obrazu. Domyślając się kto może stać za ukryciem obrazu, przekazali tej ukrywającej się osobie obietnicę wypuszczenia jej dziecka z Oświęcimia za oddanie obrazu.

    Ta bohaterska osoba wolała stracić dziecko niż oddać obraz – tak cenny dla Polski. Osób wiedzących o miejscu ukrycia obrazu musialo być wiele. Przecież byl wielki i ukrycie go wymagalo dużej ilości osób. Nikt nie wydał Niemcom miejsca ukrycia obrazu.

    Po drugiej wojnie światowej zespół prof Marconiego w latach 1945 – 1949 przeprowadzil konserwację obrazu w warszawskiej „Zachęcie”.
    Stan obrazu był bardzo zły. Cała tylna niewidoczna część obrazu odpowiedzialna za jego sztywność i trwalość byla zawilgocona i zbutwiała.
    Te płótna i substancje utwardzające trzeba bylo zeskrobać i przykleić w ich miejsce nowe.
    Wyjątkowej dbalości Matejki o dobór najlepszego płótna i jego perfekcyjnemu zagruntowaniu zawdzięczamy , że przetrwał pobyt w ziemi tak długo.
    Obecnie obraz jest również w konserwacji. Postęp technologiczny i lepsze materiały ułatwiają konserwację w porównaniu z materialami dostępnymi w latach 1945 – 1949.

    W sklepie w Muzeum Narodowym dostępne są oryginalne kawałki płótna usztywniającego obraz, które montowal zespoł prof. Marconiego.
    W pudełkach za szkłem umocowane są te fragmenty płótna z certyfikatem ipotwierdzającym ich pochodzenie z Bitwy pod Grunwaldem. Te pamiątkowe fragmenty płótna obrazu sprzedawane po 100 zł są cegiełkami służącymi zdobyciu funduszy na przeprowadzenie konserwacji.

  89. Jurek napisał(a):

    Luty 1967 , Zakopane.
    No nie, przerwanie urlopu narciarskiego prof. Markowi J. Greniewskiemu , ktory spędzał z synem było zaskakujące i nieprzyjemne.
    Tak się stało , że wkrótce profesor miał pojechać do Wielkiej Brytanii w sprawie produkcji w Polsce Odry 1200 na bazie systemu brytyjskiego ICL 1900.

    Mikroprogramowane rozkazy – jak to pięknie brzmi w moim pojęciu.
    Miała tę właściwość Odra 1200.

    W Fabryce Mierników i Komputerów ERA gdzie prof. Marek J. Greniewski byl pewien czas Dyrektorem , też pracowałiśmy nad maszyną o mikroprogramowanych rozkazach.

    Och, te kultowe w latach 1970 tych procesory AMD 2900, któż o nich obecnie pamięta, i potrafilby coś z nich złożyć?

    Wyjazdy profesora Greniewskiego do Wielkiej Brytanii zakończyły się w 1968 r. miłą uroczystością. W firmie ICL otrzymał „Opowieści wigilijne” Charlesa Dickensa z dedykacją prawnuka autora – pracownika ICL .

    Komentarz ustny mówil o tym, że obiecujące historie kończą się często w sposób nieoczekiwany.

    A procesory AMD 2900 zawsze będę sympatycznie wspominał.

  90. Jurek napisał(a):

    Nawiążę teraz do komentarza o cztery miejsa w górę.
    Pojechałem w poniedziałek 29 listopada w bardzo bliskie okolice naszego dawnego zakladu ERA we Włochach pod Warszawą.

    Ustaliłem w końcu , na której płytce komputera jest uszkodzony układ scalony i z przekonaniem , że od sukcesu dzieli mnie tylko wymiana kilku układów scalonych okolo godz. 15.30 wyjechałem samochodem z Wloch pod Warszawą w kierunku Saskiej Kępy.

    To był dzień, w którym Warszawa była sparaliżowana przez intensywny opad śniegu. Odległość około 14 km okazała się niezwykle trudna do pokonania. A właściwie cały czas jechałem na wprost jedną ulicą. Podróż trwała 3 i pół godziny.
    To była najdluższa moja podróż, ze wszystkich na tej trasie tak wiele razy pokonywanej przeze mnie.
    Szczęśliwie, nie utknąłem w jakiejś zaspie a śnieg sypał cały czas.

  91. Jurek napisał(a):

    Byłem wczoraj na Radomskiej 13 w Centrum Artystycznym na Ochockich Spotkaniach Historycznych i wiszą tam jeszcze obrazy na szkle malowane Janiny Jarosz Walczak Budzicz.
    Wiola Janinę J.W.B. sprowadzila już jako kolejną artystkę po Agnieszce
    Gorkiewicz malującej na szkle.
    Kto następny ?
    Czy „Nasior” Zbyszek Nasiorowski, jedyny w Europie artysta malujący osiemnastowieczną techniką?
    Przecież mam do niego dobre dojście przez Małgosię Piekarską?
    Niestety . „Nasior” nie żyje . Powiesil się. W pozostawionym liście napisal, że nie może splacić długow w wysokości 6 tysięcy zlotych , ktore mialy spowodować eksmisję z pracowni klitki na Starym Mieście.
    Przecież byl wybitnym artystą malującym na szkle. Jego obrazy wisialy nawet w Białym Domu.
    Znajomi „Nasiora” palą znicze na Jezuickiej pod jego pracownią. Pogrzeb będzie 8 grudnia o godz. 13:15 rozpoczyna się Msza w kościele św. Jozefata na Powązkach Wojskowych.
    Malgosia wszystko opisala na blogu
    http://piekarska.blog.onet.pl/
    tytul „Na szkle malowane”

  92. Jurek napisał(a):

    http://www.krystynajanda.pl/forum/viewtopic.php?f=11&t=85493
    Na Forum Krystyny Jandy wkleilem obraz Zbigniewa Nasiorowskiego.

  93. Jurek napisał(a):

    Dostałem książkę Józefa Zbigniewa Polaka „Impresje warszawskiej Pragi”.
    To są opisy do pięknych akwarel malowanych na warszawskiej Pradze przez autora, który jest znanym architektem bardzo przywiązanym do prawobrzeżnej części Warszawy skąd ma wiele wspomnień od czasów drugiej wojny światowej.
    Przepiszę opisy do dwu akwarel

    Ulica Zakopiańska na Saskiej Kępie.
    To ostoja przedwojennej bohemy artystycznej. Jej nazwa pochodzi od modnego w tych latach kierunku wojaży do Zakopanego i Krynicy (ulica Kryniczna sąsiaduje z Zakopiańską). Dominuje tu przedwojenna rustykalna oraz awangardowa zabudowa willowa.
    Józef Zbigniew Polak :
    Ulica Zakopiańska – urocza ulica, typowa dla Saskiej Kępy ze wspaniałą zielenią, kwiatami, oaza spokoju.

    Dom przy ul. Walecznych 37
    Pochodzi z 1880 roku i jest najstarszym drewnianym domem na Saskiej Kępie, w 1979 roku został gruntownie wyremontowany i zrekonstruowany. Wybudowala go rodzina Przybytkowskich i do dziś jest w rękach pierwotnych właścicieli. Stylem nawiązuje do willi zakopiańskich, chociaż jest mniej ozdobny.
    Józef Zbigniew Polak:
    Jedyny drewniany dom na Saskiej Kępie. Spośród zabytków tej dzielnicy właśnie on budzi największe zainteresowanie zwiedzających.

  94. Jurek napisał(a):

    http://www.piekarska.net/?cat=72&sub=55&art=240
    Małgosia Piekarska związana przez więzy rodzinne z domem przy ul . Walecznych 37 opisala jego historię bardzo pięknie.

  95. Jurek napisał(a):

    Gdy otrzymuję przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, piękne maile multimedialne , ze Żłóbkiem, ruchomymi postaciami Świętej Rodziny , pięknymi kolędami myślę o tych pierwszych próbach ucczczenia świąt i uroczystości elementami związanymi z tym co nam bylo drogie z naszą pracą.
    Malutkich kółeczek papierowych pozostających w zbiornikach perforatorów po wytworzeniu taśmy papierowej z programem nigdy się nie wyrzucało.
    Zbierało się te kółeczka i przynosilo na śluby par związanych z informatyką.
    Łatwo bylo zwinąć arkusz papieru w tubę, nałożyć do środka kółeczek i dmuchnąć na Młodą Parę. Powstawała wielka chmura z tego specyficznego confetti.
    Mogła to być chmura biała, niebieska, rożowa albo wielokolorowa.
    Coż problemy z wyczesywaniem kółeczek z włosów były wadą tych naszych zabaw.
    Taśma papierowa z dziurkami służyła też do wytwarzania ozdób choinkowych, różnych gwiazd do zawieszenia na choince, robiliśmy też łańcuchy.
    Kalendarze oczywiście drukowało się na drukarkach. Niestety byly wtedy tylko czarno białe i wykonane wylącznie przy pomocy ukladanek ze znaków alfanumerycznych.
    Ale pomyslowość byla duża i taki kalendarz wisial potem caly rok na ścianie.
    W Fabryce Mierników i Komputerow ERA w Warszawie zajmowaliśmy się pracami nad konstrukcją nowego systemu sterowania obrabiarkami.. Wspomagal nas system uruchomieniowy produkcji Intela.
    Miał floppy dyski ośmiocalowe i ekran czarno biały do wyświetlania znaków alfanumerycznych z komunikatami ulatwiającymi poprawki w programie.
    Ale w Wigilię nie wyświetlal żadnych komunikatów.
    Wyświetlal piękną choinkę, ułożoną z gwiazdek, kropeczek.
    Były tam też przesuwające się po ekranie napisy
    Wesolych Świąt Bożego Narodzenia.

  96. Jurek napisał(a):

    Miejsca w Polsce, które bliżej poznalem to są te gdzie jeździlem w związku z moją pracą związaną z komputerami do sterowania obrabiarek przede wszystkim.
    Na ogół pewne tematy byly rozliczane z końcem roku i w związku z tym poznawalem dość dokladnie nastroj przed Świętami Bożego Narodzenia w Krakowie. Bo wspólnie z kolegami z Krakowa tworzyliśmy system sterowania w Warszawie w ERZE we Włochach.
    Maszyna stała w Krakowie i stąd te delegacje moje.
    Po pracy zwiedzalem wystawę Szopek Krakowskich na Rynku Głównym , chłonąłem ten nastrój przedświąteczny Rynku, stoisk kwiaciarek pod Sukiennicami, Sukiennic.

    Pamiętam scenę spod Sukiennic w roku 1982 w lecie chyba. Milicjanci zatrzymali mnie i kazali pokazać co mam w dużej torbie.
    No co ja mogę mieć przy sobie ?
    Znajomi wiedzą bez żadnych wątpliwości.
    Przeróżne płytki elektroniczne do komputerów, tranzystory, uklady scalone, schematy elektryczne.
    A to był stan wojenny . Byłem wtedy na delegacji , pokazalem odpowiednie dokumenty i po sprawdzeniu moich danych gdzieś w centrali puścili mnie.

    Wracając do czasu przed Bożym Narodzeniem w Krakowie.
    Kolega postanowil podwieżć mnie na Dworzec Kolejowy na pociąg . Czasu nie bylo zbyt wiele. Mówi zatrzymam się na chwilę , kupię choinkę bo po drodze mamy Targ na Kleparzu.
    Tam dopiero oddychalo się świętami , jak to na bazarach w dodatku w Krakowie. Te zapachy różnych potraw, przeróżne ozdoby, kolędy z głóśników.
    W końcu mówi : Jurek przestań to wszystko oglądać przecież pociąg masz niedlugo. Jedziemy

  97. Jurek napisał(a):

    Nawiążę teraz do komentarzy 5 i 6 miejsc w górę z 6 grudnia.
    Wczoraj bylem w Staromiejskim Domu Kultury na aukcji pośmiertnej obrazów na szkle Zbigniewa Nasiorowskiego.
    Bylem na wystawach obrazów na szkle organizowanych przez Wiolę w Centrum Artystycznym Radomska 13 , ale to co tworzyl Zbigniew Nasiorowski to jest coś zupelnie innego.
    Dzięki XVIII wiecznej metodzie Nasiorowski potrafil przenieść na szklo całe mapy, stare wizerunki z mnóstwem szczegółów, z literkami drobnego pisma w postaci dlugich opisów geograficznych. Różnorodność prac byla ogromna.
    Wiele osób przyszło obejrzeć te wszystkie cuda.
    Milka Skalska niestrudzenie omawiala każdy obrazek i prowadzila aukcję, poslugujac się młotkiem dla przybicia transakcji.
    Malgosia Piekarska dopomagala przyjaciółce i prowadzila całą buchalterię na komputerze.
    Prac bylo okolo 150.
    Bylem od godz. 20.00 do 23.00 , ale zlicytowano dopiero okolo polowę prac poczynając od tych najtańszych cenionych po 10 zł na wejściu. Co jest kosztem znikomym biorąc pod uwagę koszty ramki, materiałów i wysoki poziom artystyczny tych obrazków.

    Taki mily byl nastrój , pełen żartow związanych z niektorymi skojarzeniami dotyczącymi pewnych motywow na obrazkach.
    Córki Zbigniewa Nasiorowskiego , rownież wspomagaly Milkę i Malgosię w prowadzeniu aukcji.

    Dalsza część aukcji będzie prowadzona innego dnia bo niemożliwe bylo prowadzenie licytacji tylu dziel w ciągu jednego wieczoru.
    Niektore osoby bardzo zaangażowaly się w licytację i wielokrotnie przebijaly stawkę , żeby pokonać konkurentów.

    Trochę szkoda, że ten zbior ulegnie rozproszeniu ale trafi do wielbicieli talentu malarza na szkle.

  98. Jurek napisał(a):

    http://www.krystynajanda.pl/forum/viewtopic.php?f=10&t=79467&start=360
    To jest link do dyskusji o Zbigniewie Nasiorowskim, ktorą prowadzę na Forum Krystyny Jandy.

  99. Jurek napisał(a):

    W książce „Styl zakopiański i zakopiańszczyzna ” autorstwa Barbary Tondos, opartej na jej pracy doktorskiej wydanej w 2009 przez Ossolineum nr ISBN 978 – 83-04-04505-7
    znalazłem przeglądając wszystkie strony bo nie ma indeksu nazwisk następujące wzmianki o Bronisławie Kondratowiczowej.

    – str. 24
    „Pradawną sztuką polską” początkowo zajęli sie amatorzy, wśród których najenergiczniej działała Bronisława Kondratowiczowa, bratanica i wychowanka Kazimierza Łapczyńskiego , uczonego biologa, krajoznawcy i fotografa. Witkiewicza poznała już w okresie jego pierwszego pobytu w Warszawie po powrocie z Tomska. Miała znaczny wpływ na powstanie przekonania o prapolskim pochodzeniu wystroju wnętrz i architektury góralskiej. Jeździła dużo po Polsce, zawzięcie fotografowała i zbierała przykłady stanowiące dowód „jednolitości naszej kultury”. Później , już na początku XX w. zbudowała w Zakopanem „stylowy” dom nazwany „Pod Wykrotem”.

    str. 118

    W latach 1905-1906 w Zakopanem został zbudowany dom „Pod Wykrotem” projektowany przez właścicielkę Bronisławę Kondratowiczową.. Projekt był rzekomo konsultowany z Witkiewiczem. Jest to jednak skromny budynek o ograniczonym programie zdobniczym, trochę bardziej malowniczy od architektury coraz bardziej popularnej w Zakopanem, nieco bliższy idei Witkiewicza.

    str 141
    Witkiewicz w liscie do Bronisławy Kondratowiczowej objaśniał szczegółowo : ” w góralszczyźnie wysokość szczytu jest zawsze w tym samym stosunku do ściany szczytowej . Na kazdy metr jej długości wypada 66 cm albo trochę więcej (do 70 cm) wysokości szczytu. Taka jest zasada budownictwa zakopiańskiego , od której zachowania zależy też jej charakter”

    str 158
    Listy o „stylu zakopianskim” 1892- 1912 , wstęp , komentarz opracowanie M. Jagiełło Kraków 1979
    s. 308 – 309 list do Bronisławy Kondratowiczowej .porównaj . też Styl zakopiański – Ciesielstwo s.327

  100. Jurek napisał(a):

    Jerzy Słomczyński

    O Klarze Silberhaus

    W Salonie państwa Silberhaus
    Piękna choinka w święta stała
    Gdy pierwszej gwiazdki nadszedł czas
    Gromadka dzieci wbiegła cała

    Jak miło paczkę dostać swą
    I kolorowy papier zdjąć
    Pomimo drżenia małych rąk
    Dzieci wyjęły lalki wlot

    Chłopcy dostali żołnierzyków
    Dziewczynki śliczne miały lale
    Klara prezentów też bez liku
    Szczęśliwa zewsząd otrzymała

    Jak dobrze było się pobawić
    Swymi nowymi prezentami
    Jeszcze spóźniony wujek Klarze
    Dał dziadka co walczył z orzechami

    Zmęczona Klara idąc spać
    Chciała z lalkami się pożegnać
    A drewnianego wojska brać
    Z myszami walczy na całego

    Król myszy walczy z dziadkiem
    Co słynny z walk jest z orzechami
    Klara rzuciła pantofelkiem
    W króla co umknął wraz z myszami

    Dziadek wnet w księcia się przemieni
    I wdzięczny w podróż bierze Klarę
    Pokaże jej krainę słodyczy z baśni
    Żeby nagrodzić dziewczynki odwagę

    W krainie u Cukrowej Wróżki
    To dopiero będzie zabawa
    Słodko tam, że lizać paluszki
    Zatańczą czekolada, herbata i kawa

    Cały dwór składa hołd Klarze
    Bo pomogła dziadkowi w potrzebie
    Kiedy pomóc komuś okazja się zdarzy
    Pokaż, że można liczyć na ciebie

  101. Jurek napisał(a):

    30 grudnia 1900 roku ,
    To data pierwszego poza Rosją wystawienia „Jeziora Łabędziego” baletu Piotra Czajkowskiego.
    Szkoda, że Teatr Wielki w Warszawie gdzie miało miejsce to historyczne przedstawienie nic nie pisze o tym na swojej stronie internetowej.
    Ja sobie w każdym razie posłucham CD z „Dziadkiem do orzechów” i „Jeziorem Łabędzim” i powspominam Piotra Ilijcza Czajkowskigo.

  102. Jurek napisał(a):

    Śnieg w ostatni dzień roku pada na Saskiej Kępie.
    Przychodzą wspomnienia Sylwestra w schronisku na Markowych Szczawinach w czasach studenckich.
    Tak się złożyło na obozie studentów Politechniki Warszawskiej, że mnie jako wytrawnemu piechurowi przypadlo w udziale przejść się w dół do Zawoji po brakującą butelkę szampana.
    Powracający z dołu turyści byli pytani przez moich kolegów :
    Nie widzieliście po drodze naszego kolegi Jurka zmierzającego w dół?
    Och – biegło coś bardzo szybko przez las – Ale myśleliśmy , że to jajkiś zwierz leśny i baliśmy się bardzo, że na nas wyskoczy.
    Nie tyle te parę łyków szampana bylo nagrodą za te moje trudy.
    Ale dodatkowe dwa tańce , poza kolejnością z prześliczną Elzbietą – studentką 2 – go roku Uniwersytetu Warszawskiego, naszą uroczą instruktorką narciarską dla grupy początkującej.
    Zjazdy bardziej zaawansowanych narciarzy z samej góry stoku nad schroniskiem z zapalonymi pochodniami były uświetnieniem nowego roku.

  103. Jurek napisał(a):

    Z zaprzyjaźnionej strony Agnieszki Osieckiej, gdzie czasem pisuję przepiszę życzenia Hani Wójciak , góralskiej wykonawczyni piosenki Agnieszki Osieckiej.
    http://www.okularnicy.org.pl/gazeta.php?page=news&kid=2&pkid=20&nid=1303

    Oto życzenia od naszej pięknej góralskiej laureatki : Hani Wójciak

    Na scęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie Coby sie wom darzyło syćko boskie stworzenie. W kumorze, w oborze – wsyndyj dobrze.

    Coby sie wom darzyły kury cubate, gęsi siodłate. Cobyście mieli telo wołków kielo w dachu kolków. Telo cielicek kielo w lesie jedlicek Telo owiecek kielo mak ma ziorecek Telo krów kielo w sąsieku plów

    Coby się wom darzyły konie z biołymi nogami Cobyście orali śtyroma pługami Jak nie śtyroma – to trzoma Jak nie trzoma – to dwoma Jak nie dwoma – to jednym Ale co godnym !

    Sięgnijcie do pieca – wyjmijcie kołoca
    Sięgnijcie do skrzynie – wyjmijcie pół świnie. Sięgnijcie na wyzke – wyjmijcie masla lyzke Piekliście , kłóliście – kolędnikom daliście

    Na scęście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok !
    Coby wom wypod z pieca bok!
    Coby wom z pieca wypadła ruła!
    Coby wom gaździno zhrubla!

    Coby wom nicego nie chybiało
    Z roku na rok przybywało
    A do reśty – cobyście byli scęśliwi i weseli Jako w niebie anieli, haj !

    Wszystkiego, co dobre na Święte i Nowy Rok!

    Hania Wójciak

  104. Jurek napisał(a):

    jest jeszcze jedna zwrotka, muszę dopisać do tekstu Hani

    … Piekliście, kłuliście – kolędnikom daliście
    Coby się wom darzyly dzieci – kielo przy piecu śmieci
    W każdym kątku po dzieciątku, a na pościeli troje
    Ino cobyście nie pedzieli, że to ftore moje!
    Na scęście, na zdrowie, na tyn Nowy Rok!

  105. Jurek napisał(a):

    Nawiązując do cytatu z Adama Mickiewicza:
    „jak świat światem nie będzie Moskal Polakowi bratem” chciałem powiedzieć o placuszkach , ktore dla Wioli na „Górali w Warszawie czyli Posiady na Ochocie” przywozi restauracja regionalna „Szymkówka”
    Wlaściwa nazwa tych placuszków to moskole , przywędrowaly na Podhale z jeńcami rosyjskimi w czasie I wojny światowej.
    Tak się zadomowily, że są potrawą podhalańską.
    Pieczone są na blasze, na bardzo prostych paleniskach.
    Wykonywane są z utłuczonych ziemniaków, mąki , wody i soli kuchennej.
    Wiola, chodzi z tacą i częstuje moskolami gości. Niektore są posmarowane konfiturami.
    Smacznego .

  106. Jurek napisał(a):

    Rozważając dalej cytat z Adama Mickiewicza „jak świat światem nie będzie Moskal Polakowi bratem” chciałem nawiązać do postaci Stanisława Witkiewicza twórcy stylu zakopiańskiego.
    Jego matka wychowywała go w duchu religijnej milości bliźniego.
    Ale na pytanie dzieci, czy należy też kochać Moskala – bo to nasz bliźni odpowiadała stanowczo : Nie.
    Stanisław Witkiewicz byl wielkim wielbicielem Mickiewicza i wyznawcą jego poglądów.
    Pobyt Stanislawa Witkiewicza na zesłaniu w Tomsku na Syberii pozwolil mu poznać Rosję. Pojawiło się wielkie uznanie Witkiewicza dla dzieł Tolstoja, które tam czytał.
    Elementy społeczne socjalizmu, dość chwytliwe spolecznie wydały się Witkiewiczowi niewarte przedstawienia goralom, bo wiedzial, że kolektywizacja gruntów jest nie do przyjęcia dla górali przywiązanych do każdego skrawka ojcowizny.
    Taki czynnik jak montowanie elementow sztuki ludowej w budowle warstw zamożnych poznał Witkiewicz wlaśnie w Tomsku.
    Tam też zwrócil uwagę na to , że ludzie zamożni używają rożnych przedmiotow codziennego użytku nie różniących się formą od tych , które używali ludzie biedni w swych chałupach.

  107. Jurek napisał(a):

    http://wspinanie.pl/serwis/201012/17-nanda-devi-janusz-klarner.php

    Dom Klarnerów na Saskiej Kępie przy ul. Francuskiej obecnie zniekształcony nadbudową znany mi jest od lat.
    Matka moja dawała mi jakieś wymijające odpowiedzi gdy jako dziecko pytałem , dlaczego na podwórku leży tam tylu pijanych młodych ludzi.
    Teraz rozumiem, że do slużby wojskowej rozpoczynanej na terenie ówczesnej Wojskowej Komendy Uzupelnień przyszli rekruci przychodzili często kompletnie zalani, żeby łatwiej przeżyć pierwszy dzień w Ludowym Wojsku.
    Obecnie w tym budynku panują bardziej dyplomatyczne obyczaje – jest tam Ambasada Portugalii.

    Ale pierwsza wyprawa polska w Himalaje w składzie

    Adam Karpiński – kierownik
    Janusz Klarner
    Stefan Bernadzikiewicz
    Jakub Bujak

    wyruszyla wlaśnie z tego budynku w 1939 r, krotko przed wybuchem wojny.
    Jakub Bujak też był mieszkańcem Saskiej Kępy , mieszkał na ul. Królowej Aldony.

    Losy całej czwórki byly dramatyczne.
    Gdy Janusz Klarner i Jakub Bujak szturmujący szczyt Nanda Devi po szczęśliwym wejściu zeszli do obozu, zastali ślady lawiny, która zmiotła ciala Adama Karpińskiego i Stefana Bernadzikiewicza.

    Jakub Bujak wraz z towarzyszącą mu Angielką zaginął bez śladu ok. 1945 roku w Szkocji w trakcie wycieczki niedzielnej.

    Droga z ul. Lipskiej na Saskiej Kępie do opisywanego budynku na ul Francuskiej ma długość ok. 100 m.
    Co się stało 17 września 1949 r na tym odcinku ?
    Gdzie przepadł bez śladu Janusz Klarner ?
    Czy zgarnęła go Bezpieka ?

    Tak spacery po Saskiej Kępie przywołują różne tajemnicze historie sprzed lat.

  108. Jurek napisał(a):

    Nawiążę teraz do komentarza 8 miejsc w górę z 26 grudnia.
    W audycji Radia Edmonton
    http://www.polskieradio.ca/
    do pobrania przez internet jako druga godzina audycji z dnia 12 grudnia,
    Joanna Ciapka Sangster , okolo minuty 28:40 mowi o mnie bardzo serdecznie i czyta mój wiersz o „Klarze Silberhaus”.
    Bo to jest audycja muzyczna poświęcona „Dziadkowi do orzechów”.

  109. Jurek napisał(a):

    http://wyborcza.pl/1,75248,8906507,PKP_w_tym_roku_chce_sprzedac_Polskie_Koleje_Linowe.html

    PKP chce sprzedać Polskie Koleje Linowe Austriakom.
    Nie podoba mi się ten pomysł, zwłaszcza kolejka linowa na Kasprowy Wierch wybudowana przez Polaków, byla wielkim osiągnięciem konstruktorskim na owe czasy.
    Dlaczego taka dobrze prosperująca kolejka ma być sprzedana ?

  110. Jurek napisał(a):

    http://wyborcza.pl/1,75248,8906507,PKP_w_tym_roku_chce_sprzedac_Polskie_Koleje_Linowe.html
    Powstał pomysl sprzedaży kolejek linowych , w tym kolejki na Kasprowy Wierch Austriakom.
    Uważam, że te kolejki powinny pozostać po zarządem polskim, bo my najlepiej o nie zadbamy, bo mamy do nich stosunek bardzo emocjonalny.
    Kolejka na Kasprowy Wierch to wielkie osiągnięcie polskich knstruktorów i robotnikow.

  111. Jurek napisał(a):

    Wysiadam z tramwaju na Saskiej Kępie i przechodzę koło salonu Jaguara, to znana angielska marka samochodów.
    Praca w biurze projektowym takiego słynnego koncernu to wielkie marzenie projektantów.
    Tadeusz Jelec, projektant wnętrz Jaguarów miał wywiad dzisiaj w radiu TOK FM.
    Mówił : Marzenie , możesz spełnić jeśli z całą pasją zaangażujesz się, żeby się spełniło.
    Na pewno się spełni jeśli tego chcesz. Przy takiej motywacji jak moja byłem pewien w 99 % że będę projektowal wspaniałe samochody.

    A zaczęło się w Polsce w Giżycku, gdy Tadeusz we wszystkich zeszytach szkolnych , niezależnie od tego czy to był zeszyt od historii czy języka polskiego rysował samochody , ku niezadowoleniu nauczycieli.
    To nie byly abstrakcyjne rysunki, ale wzbogacone o pomysły Tadeusza rysunki Fiata 126 p , Poloneza. Takie drobne udoskonalenia.

    Tadeusz rozpoczął studia w 1977 r , na wydziale Budowy Maszyn Politechniki Gdańskiej. Ale klopoty z matematyką spowodowaly że tych studiów nie skończył mimo wielu ważnych przedmiotów, ktore bardzo go interesowaly i ktore przydały mu się w pracy u Jaguara. Był pasjonatem samochodów , około 1970 roku przez 9 miesięcy remontował Fiata 500, poznając wszystkie części.

    Po tych przerwanych studiach , mimo klopotów w 1981 roku wyjechal do Austrii. Coś tak banalnego , jak leżąca porzucona gazeta na dworcu Klagenfurt , stała się drogowskazem na jego dalsze życie.
    Z tej gazety dowiedział się o Royal College of Art , szkole dla projektantow samochodów w Anglii. Była to jedna z czterech na świecie unikatowych szkół kształcących projektantów samochodów.
    Przeniósł się do Anglii. Ale nie przyjęto go do tej szkoly, bardzo słabo znał angielski.
    W 1986 roku ukończyl najpierw Chelsea School of Art.
    Na pierwszym roku studiów jego prace pisemne były niezrozumiałe dla wykładowców – bo tak słabo znał angielski. Wakacyjny bardzo intensywny kurs angielskiego spowodował, że poznal gramatykę i język w stopniu umożliwiającym dalsze studia.
    Wkrótce stał się jednym z najlepszych studentów i w roku 1986 skończyl szkołę z trzecią lokatą.
    Żona Tadeusza zaniosła jego papiery do wymarzonej Royal College of Art. Zostal przyjęty . Mówił – bylem tak szczęśliwy – jakbym zdobył najwyższy szyt Himalajów.
    Po dwóch latach ukończył wymarzony kierunek – projektowanie samochodów.

    Poprzez projekty takie jak – kierunkowskaz, tylna kanapa samochodu doczekał wielkiego wyzwania . Powierzono mu całkowity projekt wnętrza nowego modelu Jaguara.

    Tadeusz Jelec mówi, że sam projekt to tylko 20 % sukcesu, 80 % to wprowadzenie projektu do produkcji co też należalo do jego obowiązków.
    Mówiono w audycji o wielkiej dbałości Jaguara o detale. Drewniana deska rozdzielcza produkowana jest ręcznie z wielką dbałością o odpowiednie ułożenie słoji . Deski mają podpisy wykonawców, ktorzy bardzo starannie dopasowują każdy detal.
    Koszty opracowania nowego projektu samochodu są olbrzymie, nawet drobne zmiany modelu będącego w produkcji sięgają 2 mln funtów.

    Wszystko musi być ustalone w gronie setek osób odpowiedzialnych za poszczególne elementy samochodu. Wielkie umiejętności negocjacyjne
    Tadeusza Jelca spowodowaly, że doskonale poradził sobie z tym wyzwaniem.
    Obecnie niezwykle trudno jest nowym absolwentom szkół wyższych zdobyć pracę projektantów samochodów. Tych szkół jest obecnie znacznie więcej niż cztery. A wolnych miejsc pracy jest bardzo mało.
    Tadeusz Jelec mówił , że tylko najbardziej zdeterminowani absolwenci otrzymują wymarzoną pracę, ale on bardzo namawia wszystkich , którzy o czymś marzą, źeby byli niezwykle zdeterminowani, ta motywacja jest często kluczem do zdobycia pracy.
    Marzeniem Tadeusza Jelca jest poza pracą przy samochodach stworzenie własnej kolekcji mebli.
    Mimo wielu obowiązków w Anglii postanowil uczyć studentów w Polsce na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

  112. Jurek napisał(a):

    Różnorodność imprez w kierowanym przez panią Ewę Maślankę Centrum Artystycznym Radomska 13, oraz różnorodność zainteresowań Wioli i Gabrieli niech będzie przepustką na Blog Góralski tego tekstu mimo małej zawartości Góralszczyzny.

    Trójliterowiec PRL , robi wielką karierę w ostatnich latach.
    Żylem wtedy w Polsce, ale nigdy bym nie powiedzial, że żyłem w PRL- u. No skąd, rząd był oderwany od spoleczeństwa i może w swoim mniemaniu snuł mrzonki o tym trojliterowcu, ale ludzie w Polsce nie mieli z tym w większości nic wspolnego.
    Ale w sumie w rożnych opisach , które czytam dzisiaj o tamtych czasach to i ja jak rozumiem zostalem wrzucony do tego trójliterowca, wbrew moim wspomnieniom mojej mlodości, ktora przebiegała w Polsce , a nie w żadnym PRL.

    Wczoraj pytano w Radiu TokFM o ten PRL- jak się żylo , jak to bylo z rock and roll’em
    Przyczyną wywiadu była książka Rockmann, napisana przez Wojciecha Manna i wiele jego słów przybliża te dawne czasy słuchaczom.

    Zaczęło się wszystko od niesamowitego wstrząsu muzycznego jakiego Wojciech Mann doznał na zabawie szkolnej w liceum w Warszawie, gdy uczniowie klasy maturalnej jego starsi koledzy , puścili plytę Louisa Armstronga.
    Dopiero wtedy uslyszal ten rodzaj muzyki zupelnie odmiennej od muzyki nadawanej dla mlodzieży w radiu i dostępnej na plytach w Polsce.
    Ojciec Wojciecha Manna powiedzial mu , że pamięta sprzed wojny Armstronga, ale nastąpila dluga przerwa w doplywie tej muzyki do Polski.

    Fascynacja rock and rolll’em – (It is a baby of Rythm and blues) spowodowała dzialalność Wojciecha Manna wraz z kolegami w szkolnym klubie muzycznym. Szantaż ze strony dyrekcji szkoły – albo zaczniecie działać pod zwierzchnictwem Związku Młodzieży Socjalistycznej albo zamkniemy klub spowodowal przeniesienie się klubu do Ogrodka Jordanowskiego na Żoliborzu.
    Zdobywali przeróżne płyty muzyczne, często zniszczone – podrasowane tluszczem, żeby się lśnily i żeby były atrakcyjniejsze przy wymianie.
    Chłonęli tę muzykę jakże nielubianą przez władze.
    W Rozgłośni Harcerskiej przy ulicy Konopnickiej Wojciech Mann był szczęśliwym prezenterem tej muzyki.
    Przez swoją pasję stał się wielkim znawcą rock and roll’a.
    Dzięki Romanowi Waschko, którego niezwykle ceni zostal czlonkiem zespołu redagującego dodatek muzyczny „Non – stop”. To było niesamowite dodatek spowodowal wzrost nakladu pisma , w te dni kiedy był dolączany nakład wzrastał do 100 000 egz.
    Grupa fascynująca się rock and rollem miała wpływ na wybór gwiazd zapraszanych przez Centralę Pagart do Polski.
    Wojciech Mann wspomina trudności jakie napotykal z dostaniem się na koncert. Wiele gwiazd tej muzyki przyjmowało mlodych polskich fanów na prywatnych rozmowach w kawiarniach hotelu „Bristol” i „Europejski”
    Ze względu na trudności z dostępem do informacji o gwiazdach rock’a młodzi polscy fani rywalizowali o dostęp do każdego artykulu, docierali do przeczytanej wielokrotnie gazety przywiezionej przez kogoś do Polski.
    Ich wiedza była większa od wiedzy o rock and roll’u prezentowanej przez nastolatków z krajów , gdzie prasa muzyczna była dostępna bez problemów.

    Zakupy płyt muzycznych w sklepach na Zachodzie były calym rytuałem dla Wojciecha Manna. Brak pieniędzy powodował, że starał się na takim wyjeździe gdzieś pracować, żeby kupić plyty.
    Mimo wszystko, z dużego zbioru plyt, który sobie odlożył po kilkugodzinnym pobycie w sklepie, metodą kolejnych eliminacji wyjmowal z bólem serca ze zbioru , te bez ktorych musial się obejść ze względu na brak pieniędzy.
    Niektóre z tych płyt winylowych pozostaly Wojciechowi Mannowi do dzisiaj, z wielką uwagą przygotowuje je i czyści przed puszczeniem na gramofonie igłowym , pamiątce z tych dawnych lat.

  113. Jurek napisał(a):

    W Plebiscycie Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca 2010 roku , w pierwszej piątce znalazła się czwórka zawodników, związana z górami.
    Zwyciężczyni Justyna Kowalczyk urodzila się w Limanowej i tam rozpoczęła uprawianie biegow narciarskich.
    Zdobywca trzeciego miejsca Adam Małysz , urodził się w Wiśle.
    Maja Włoszczowska zdobywczyni czwartego miejsca urodzila się w Warszawie, ale w wieku pięciu lat przeniosla się do Jeleniej Góry i tam rozpoczęła karierę mistrzyni kolarstwa górskiego.
    Tomasz Adamek zdobywca piątego miejsca w plebiscycie urodził się w Żywcu i w klubie Góral Żywiec rozpoczął zajęcia w szkółce bokserskiej. Używa przydomku Góral.
    Szkoda, że uroczystość wręczania wyróżnień nie miała charakteru imprezy goralskiej tak jak „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie”
    Maja Włoszczowska łączy Warszawę z Górami
    W wieku 3 lat nauczyla się jeździć na rowerze z kółkami bocznymi w Warszawie. Mieszkala wtedy przy ulicy A.Odyńca na Mokotowie.

  114. Jurek napisał(a):

    Pojawia się w moich komentarzach postać Bronisławy Kondratowiczowej, która wraz z Chałubińskim i Witkiewiczem odkrywała Zakopane.
    Mieszkała w zimie w Warszawie a w lecie w Zakopanem.
    Wiem gdzie mieszkała w Warszawie , bo bywałem w tym mieszkaniu przed laty u pani Jadwigi Tereszczenko spokrewnionej przez męża Jerzego z Kondratowiczami.
    To jest przy Alejach Jerozolimskich 51. W domu gdzie jest Fotoplastikon.
    Góralszczyzna w tym domu zadomowila się mocno bo

    Tatry zimą w Fotoplastikonie

    Aby wprawić warszawiaków w góralsko-narciaski nastrój, Fotoplastikon Warszawski zabierze Was w niezwykłą podróż w polskie Tatry.
    Na 47 stereoskopowych fotografiach będziemy mogli zobaczyć zapierające dech widoki m. in. na Halę Gąsienicową, czy Czarny Staw pod Rysami, ale również witkiewiczowską, góralską architekturę Zakopanego czy Bukowiny Tatrzańskiej

    Początek projekcji 20 stycznia – czwartek
    Wystawa czynna wtorek- sobota 10.00 – 18.00

    Fotoplastikon , Al. Jerozolimskie 51

    Bilety 4 zł – normalny , 2 – zł – ulgowy

    http://www.fotoplastikonwarszawski.pl

  115. Jurek napisał(a):

    Bronisława Kondratowiczowa była przyjaciółką Elizy Orzeszkowej.
    Na rocznicę związaną z Puszkinem wystosowaly list do pisarzy rosyjskich, takie wezwanie do pojednania narodów polskiego i rosyjskiego.

  116. Jurek napisał(a):

    Wczoraj 15 stycznia byłem na niezwykłym wieczorze w Centrum Artystycznym Radomska 13.
    Już w korytarzu widząc na ścianach piękne barwne płótna batikowe, spodziewałem się że w Saloniku Ochockich Spotkań Historycznych będzie piękna wystawa.
    Pani Ewa Maślanka kierowniczka Centrum Artystycznego powitala artystki Agatę Sakowską i Katarzynę Dziekońską oraz przedstawicieli galerii internetowej http://www.artsquad.pl
    Następnie głos zabrała Wiola Obuchowska kurator wystawy.
    Przybliżyła technikę batiku pochodzącą z II wieku z Indonezji.
    Technika ta wymaga wielokrotnego zanurzania płótna w wosku , tyle jest zanurzeń w wosku ile jest kolorów na obrazie.
    W końcowej fazie pracy nad obrazem płótno musi być odprasowane gorącym żelazkiem poprzez gazetę, ktora wchłania wosk i odbiera go z obrazu.
    Płótna batikowe służą też jako stroje kobiece.
    Batikowały tworząc obrazy Maria Pawlikowska Jasnorzewska, Magdalena Samozwaniec.
    Agata Sakowska i Katarzyna Dziekońska rozmawiały następnie z sobą na temat ich prac. To taki dialog nauczycielki Agaty Sakowskiej i uczennicy Katarzyny Dziekońskiej.
    Uczennica podkreśliła nie tylko to że tę sztukę poznała dzięki swej nauczycielce z Liceum w Ostrolęce, ale że slowa otuchy na początku i potwierdzenie talentu przyszło na zajęciach w Liceum.

    Wśród licznych gości byli obecni inni uczniowie Agaty Sakowskiej.
    Wystawa będzie otwarta do 13 lutego.

  117. Jurek napisał(a):

    Coś pokręciłem, wosk nakłada się ręcznie i potem płótno zanurza się w barwniku.
    Barwnik pokrywa miejsca niezawoskowane.
    Tyle jest kąpieli płótna w róznych barwnikach ile potrzeba kolorow na obrazie.

  118. Jurek napisał(a):

    Wczoraj na wernisażu wystawy batików mówila Agata Sakowska o postaciach dwu córek malarza Wojciecha Kossaka : Magdalenie Samozwaniec i Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej. One też tworzyly batiki bo to bylo modne w Krakowie okolo roku 1920.
    Powstała nawet tak zwana szkoła jawajsko- krakowska batiku.

    Może obecność Wioli – kuratorki wystawy i Góralki/Warszawianki
    przywołala te postaci osób związanych z Zakopanem.

    Przepiszę z „Pamiętnika niemłodej już mężatki” autorstwa Magdaleny Samozwaniec opis jej wizyty w willi pod Jedlami w Zakopanem, należacej do rodziny Pawlikowskich czyli rodziny męża jej siostry Lilki czyli poetki Marii Pawlikowskiej – po drugim mężu Jasnorzewskiej

    Ale wracając do czasów przedwojennych. Korzystałyśy z Lilką z życia, kiedy wyszła za mąż za Jasia Pawlikowskiego, często bywałam u niej w Zakopanem tam głównie flirtowałam. Z jedną z sióstr Pwlikowskiego – Lilka już nie mogła, była mężatką – chodziłyśmy na góralskie tańce – oczywiście jak rodzina już spała. Przebrane za góralki, w gorsetach z chusteczkami w kwiaty, szłyśmy się bawić. Na tańcach każda miała swego górala, pamiętam byli tacy bracia Fredro – byli piękni, a jak tańczyli ! Naturalnie prawdziwi górale wiedzieli, że żadne z nas góralki, tylko panienki z Kozińca, ale nie przeszkadzało to nikomu w przepysznej zabawie

    – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
    Mimo, że Wiola byla wczoraj w stroju warszawskim a nie góralskim to czułem, że góralszczyzna wisi gdzieś w powietrzu w Saloniku Ochockich Spotkań Historycznych

  119. Jurek napisał(a):

    Teraz napiszę o Zofii Kossak Szczuckiej – siostrze stryjecznej omawianych w poprzednim komentarzu Madzi i Lilki.
    Górki Wielkie to miejscowość kolo Cieszyna, gdzie musialem zaparkować Malucha 126 p i stamtąd dojść pieszo na miejsce pielgrzymki Jana Pawła II . Tylko jeden dzień 22 maja 1995 byl papież w Polsce gdy odprawil Mszę w Skoczowie gdzie mieszkał kanonizowany Jan Sarkander.
    Wtedy zobaczyłem drogowskaz prowadzący do Muzeum Zofii Kossak Szczuckiej Szatkowskiej znanej pisarki i uczestniczki Akcji Pomocy Żydom „Żegota”.
    W najbliższym czasie kościół w Górkach Wielkich otrzyma obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przechowywany w Szwajcarii przez córkę pisarki.
    Zofia Kossak Szczucka określała ten obraz jako słaby malarsko w formie, ale doskonaly w treści. Namalowany ręką niezbyt wprawnego malarza nie znającego zasad akademickich sztuki, ale obraz zniewalający tym czymś nieokreślonym, co każe klęknąć przed nim nabożnie i odmówić „Zdrowaś Maria”.
    Będąc w wielkiej nędzy podczas okupacji , zobaczyla ten obraz w antykwariacie koło Kościola Sw. Anny w Warszawie.
    Zapragnęla mieć ten obraz natychmiast, ale cena byla dla pisarki nieosiągalna. Zupełnie niespodziewanie do mieszkania pisarki na Powiślu zglosil się znajomy , aby oddać dług sprzed wojny dokladnie rowny cenie obrazu.
    Szczęśliwa pobiegla natychmiast po obraz. To byl ostatni moment bo następnego dnia bomba lotnicza zniosla z powierzchni ziemi ten antykwariat.
    Obraz ten spadl ze ściany mieszkania w Warszawie w dniu kiedy Zofia Kossak Szczucka zmarła w Górkach Wielkich.
    Wolą pisarki bylo aby obraz byl umieszczony w Kościele w Gorkach Wielkich, niebawem to się stanie.

  120. Jurek napisał(a):

    Centrum Artystyczne „Radomska 13”
    Warszawa, ul. Radomska 13

    22 stycznia, godz. 17.00
    Bilety po 10 zł , w przedsprzedaży na Radomskiej 13

    Koncert kolęd i pastorałek góralskich
    Hanka Rybka z Zespołem

    Zapraszamy na wyjątkowy koncert góralskich kolęd i pastorałek „Hej grojcież, śpiewojcież Mu” w wykonaniu grupy „Hanka Rybka z Zespołem”

    Hania Rybka – Anna Chowaniec Stasińska
    – artystka obdarzona pięknym głosem i wybitną muzykalnością – urodzila się i wychowała na Podhalu, w rodzinie pielęgnującej tradycję, dla której muzyka byla i jest naturalnym dopelnieniem codziennego życia. W 2004 roku wydała w Polskim radiu płytę folkową „I to i to” w nowoczesnej jazzowej aranżacji z pogranicza muzyki pop. Album zostal nominowany do nagrody Fryderyka 2004 w kategorii etno/folk.

    Hania Rybka jest laureatką wielu nagród. Jakość jej oryginalnej muzyki doceniło jury V Konkursu Folkowego Polskiego Radia „Nowa Tradycja”. Artystka otrzymala rownież nagrodę na Festiwalu Eurofolk – Etnosfera oraz Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Górskiej i Folkowej oraz reprezentowala Polskę na 25 Festiwalu Folkowym Europejskiej Unii Radiowej W Puli na Chorwacji.

    http://www.radomska13.art.pl/news.php?readmore=366

    Koncertowi towarzyszy wystawa fotografii Jerzego Kosiuczenki przedstawających Szopki Podhalańskie

  121. Jurek napisał(a):

    Koncert kolęd w wykonaniu kapeli góralskiej „Jetelinka” z Istebnej
    23 stycznia 2011 – niedziela- godz. 14.00 – 15.00

    Koścół sw. Stanisława Kostki , ul.Hozjusza 2
    Żoliborz
    wstęp wolny
    Jest to jedyny w swoim rodzaju koncert, żywiolowy , góralski, w wykonaniu czworga śpiewających prosto z serca i grających na dawnych, tradycyjnych, beskidzkich instrumentach, muzyków:

    Monika Wałach – prym
    Anna Jaroszek- prym, gajdy, trąbita
    Janusz Macoszek – sekund
    Rafał Wałach – bas góralski, fujarki, okaryna, rogi
    Muzycy wystąpią w regionalnych, góralskich strojach. Na program koncertu złożą się tradycyjne kolędy polskie i kolędy góralskie z terenu Beskidów, skąd muzycy pochodzą.

    http://www.zoliborz.org.pl

  122. Jurek napisał(a):

    Piękny był dzisiejszy wieczór góralski w Centrum Artystycznym Radomska 13.

    Jako grupa rozgrzewająca publiczność przed występem Gwiazdy wieczoru – Hani Rybki z Zespolem -wystąpil zespół Zyndram (Iskra po góralsku).
    Jest to zespół założony przez Wiolę na Radomskiej dwa miesiące temu. W jego sklad wchodzą osoby zamieszkale w Warszawie , niektore z nich pochodzą z Podhala, ale pięknie po góralsku śpiewała dziewczyna z Ochoty.

    Hania Rybka (sąsiadka Wioli z Poronina) z Zespołem , prezentuje wysoki profesjonalny poziom artystyczny. Szybko zdobyli wielką sympatię licznie zgromadzonej publiczności . Śpiewane były kolędy góralskie oraz te znane rownież w Warszawie. Wśród róznorodnego repertuaru była pieśń bulgarska oraz wzruszająca „Modlitwa” poświęcona zmarlemu w Tatrach w akcji ratowniczej w tej zimie koledze zespolu.
    Tempo bylo wielkie , wszystko wirowalo , spadły dwie fotografie ze sceny i Wiola nie tracąca zimnej krwi jako jedyna osoba zajęła się umocowaniem tych fotografii.

    W tym rozmachu, tempie wielkim, wibracji muzyki niezbędnych chwil wytchnienia dostarczal Hani Rybce Józef Pitoń, który opowiadal wesole historyjki goralskie.
    Następnie jako gospodarz rozsiewal ziarno i mówil życzenia goralskie skierowane do publicznośći.
    W zeszlym roku też byłem posypany ziarnem przez Józefa Pitonia na szczęście.
    To już taka tradycja na Radomskiej.
    Przechodząc do wyjścia spróbowalem oscypka i Moskola (takie placuszki góralskie). To wyroby z karczmy regionalnej Szymkówka.

  123. Jurek napisał(a):

    W odniesieniu do wpisu Ewy Matuszewskiej w dziale „Zmęczenie materiału” powiedzialbym, że takie fascynacje niespełnione może poprzez odległość od gór , nieco wyidealizowane przez selektywną pamięć , ktora zachowuje tylko przeżycia przyjemne więc te niespełnienia powodują, że opisy warszawskie Podhala są takie inne, niecodzienne, tęskne.

    Tak, to moja pomyłka – zespół goralski założony przez Wiolę Obuchowską w Centrum Artystycznym Radomska 13 nazywa się Zyngra – coś w tej nazwie gra i coś iskrzy bo to jest iskra po góralsku, ale marzy mi się nazwa zespołu Wiolinki albo Obuszek.

    Żoliborz to – Joli Bord po francusku piękny brzeg , wszyscy wiemy , że Wisły. Kościół sw. Stanisława Kostki gdzie są relikwie błogosłowianego Jerzego Popiełuszki to centralny punkt Żoliborza.

    Istebna jest polożona daleko, najpierw trzeba jechać do miejscowości Wisła skąd żródełko rzeki Wisly wypływa. Potem jeszcze pod górę drogą, która prowadzi do Istebny, Jaworzynki, Koniakowa. Oddzielenie tych miejscowości beskidzkich górami powoduje że tam zachowala się unikatowa kultura beskidzka, odmienna w stroju , muzyce, obrzędach od Podhala. Kultura specyficzna wylącznie dla tych trzech wsi.

    Zespół „Jetelinka” przyjechał dzisiaj do kościola sw. Stanislawa Kostki aż z Istebnej. Dwóch górali i dwie góralki uczynili takie glośne śpiewanie, muzykowanie, że aż dziw , że więcej ich nie było. Pomoc Żoliborzan w śpiewie i klaskaniu na pewno wzmacniala te wibracje, więź , jedność .

    Trochę dalsze miejsce, jakie zajmowałem, nie pozwalalo wszystkiego dojrzeć dokladnie co bylo pokazywane.
    Różnorodność instrumentów była wielka. Każdy byl omawiany i na każdym wykonano melodię.

    Tuby 3 i pół metrowe zapewnialy łączność wsi z pasterzami na pastwiskach odległych nawet 12 km. Używano tuby dla sygnalizacji niebezpieczeństwa w naglych zdarzeniach na pastwiskach.

    Rogi do odstraszania wilków powstaly w celach praktycznych jak najbardziej, ale potem zastosowano je w muzyce.

    Fujarek wybór byl duży, biednych z jednym otworem oraz wielootworowych.

    Pokazano też piszczałki z gliny, wszystkie instrumenty byly wytwarzane przez górali zgodnie z tradycją.

    Były też instrumenty z blachy , dające wspaniałe wibracje dźwięku dobrze slyszalne wobec dobrej akustyki kościoła.

    Rytmika zespolu była bezbłędna, mimo braku grupy tanecznej , te melodie porywały. Wykonanie warszawskie tych samych kolęd nawet jest inne , po prostu to co przywieźli w swej muzyce nasi goście z Istebnej samo powodowalo, że dlonie słuchaczy wybijały rytm melodii.
    A słowa przecież byly dobrze znane o narodzonym Panu Jezusie, Matce Bożej , Św. Józefie.

    Koza to instrument z piszczałkami , z miechem wykonanym ze skóry z kozy. Jak powiedziano na kozie i skrzypkach , dwoch górali może zapewnić weselną trzydniową zabawę .

    Nabiera się Ochoty w miarę słuchania, zaliczylem już dwa dni góralskie.
    Czy możliwa jest trzydniówka góralska w Warszawie ?

    Zobaczymy.

  124. Jurek napisał(a):

    To jest mój wpis z Forum Krystyny Jandy z Zaproszen
    zatytulowany Dzielna Gabriela, czyli jak uratować pismo Ochotnik

    http://www.oko.com.pl/uploads/ochotnik/67/2011011220191016cdba.pdf

    To bylo takie proste. Gdy przychodzilo się na imprezy Ośrodka Kultury Ochoty bralo się Ochotnika, w ktorym byl plan imprez Ośrodka na caly miesiąc. Opisywane rownież były imprezy z poprzedniego miesiąca. To pismo dostępne we wszystkich domach kultury Ochoty oraz w innych punktach tej dzielnicy stanowiło czynnik integrujący mieszkańców . Są tam ciekawe artykuły historyczne, zawierające unikatowe opisy z dawnych i współczesnych dziejów Ochoty. Po Annie Napiontkównie , która przez kilka lat z powodzeniem i oddaniem redagowala to pismo, w najgorszym dla pisma okresie odpowiedzialną funkcję redaktor naczelnej Ochotnika powierzono Gabrieli Gab.

    Gabriela ma ambitne plany i nie chce być grabarzem Ochotnika.

    Podany przeze mnie link umożliwia pobranie wersji internetowej 70. numeru Ochotnika ze stycznia 2011 r.
    Pismo już nie jest drukowane i rozwożone do punktow kolportażu , z których Ochotnika od lat brali czytelnicy.
    W styczniowym numerze Gabriela umieścila wiele ciekawych artykulów.
    Opisuje Górkę Szczęśliwicką. Podaje recenzję książki Roberta Gawkowskiego – Moja dzielnica Włochy i Okęcie. Książka byla omawiana na Ochockich Spotkaniach Historycznych i Gabriela dala mi jeden egzemplarz.

    Gabriela zamieścila 60 pytań z Matury Ochockiej z 2009 r , z czterema odpowiedziami do wyboru , tak jak bylo na Maturze.
    Jak usłyszalem na kolejnych po Maturze Ochockich Spotkaniach Historycznych – „Panie Jurku – zdal Pan” i wkrótce zaproponowala, żebyśmy mówili sobie – Jurek i Gabriela , to bylem bardzo szczęśliwy.

    Gabriela dwukrotnie w roku 2009 i 2010 nominowala mnie do nagród za Maturę Ochocką, które wręczała uczestnikom w obecności Burmistrza Ochoty.

    W ostatnim okresie pojawialy się artykuły dotyczące Podhala związane z cyklem Wioli w Centrum Artystycznym Radomska 13 – „Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie”. Pismo bylo wysylane na Podhale.

    Czytelnicy przyzwyczaili się do Ochotnika. Gabriela apeluje do przyjaciół Ochotnika aby pomogli jej szukać sponsorów pisma, zamawiających reklamy co umożliwiłoby zachowanie pisma i ponowne wydanie jego wersji drukowanej.
    Gabriela jest bardzo dzielna i wiele osób wspiera ją w ambitnych planach dotyczących Ochotnika.

  125. Jurek napisał(a):

    http://www.watra.pl/warszawa/kultura/2011/01/26/gorale-w-warszawie-czyli-hanka-rybka-na-ochocie

    Tutaj jest opis występu Hani Rybki z Zespolem na Radomskiej 13.
    O tym, że Wiola Obuchowska była jedyną osobą na sali, która nie stracila zimnej krwi i przymocowała odpadające fotografie na scenie oczywiście ani slowa.

    O tym, że w Saloniku Ochockich Spotkań Historycznych (nazywanym salą wystawową) scenerię dalszego występu Hani Rybki stanowily piękne malowidła batikowe Agaty Sakowskiej i Katarzyny Dziekońskiej i o tym , że Wiola jest kuratorem tej wystawy też nie ma ani słowa.

  126. Jurek napisał(a):

    Nie zawsze ci, ktorzy w sztuce osiągają największe sukcesy to najwybitniejsi artyści. Ci najwybitniejsi często nie mogą się przebić
    Anda Rottenberg – PR III – Audycja -Biuro myśli znalezionych

    Przez moje pisanie na tematy goralskie w dziale „Rzeczniczka Podhala w Warszawie”, odnowilem znajomość z kolegą z Krakowa jak się okazuje goralem z Nowego Targu z urodzenia. Poznalem go jako dr inzyniera w Krakowie gdzie jako pracownik Fabryki Miernikow i Komputerow ERA jeździlem na delegacje.Dostalem od niego maila „Jurku, napisz coś o Janku Bieńkowski, teraz będzie rocznica jego śmierci”

    Tak Janek Bieńkowski mgr inż. elektronik po Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Miewałem czasem drobne zlecenia i mówię Janku niewiele zarobisz, ale popiszesz sobie w assemblerze, i będziemy operować bezpośrednio na sygnalach maszynowych.
    Chętnie niezwykle mi pomagal, bo oderwanie jego od techniki i przejscie do prac nad systemami baz danych to bylo zmarnowanie jego wielkiego talentu. Ale tak to jest gdy upada tak zaklad jak nasza ERA.
    To byl zupelnie wyjątkowy czlowiek, byl w stanie w języku wewnętrznym maszyny , poslugując się tylko najprymitywniejszymi narzędziami programistycznymi napisać caly system operacyjny, sterowniki urządzeń peryferyjnych , takie programy charakterystyczne dla pionierow informatyki. Rozkazy mikroprocesorów 8085 i nawet 8086 mial w glowie , większość kodów znał na pamięć , czasem zaglądal do zeszycika z kodami.
    To bylo zaskakujące . Wiele programów niezwykle zlóżonych odpalał „od pierwszego kopa”.
    Na pytanie – „Janie dlaczgo piszesz w assemblerze , dlaczego nie używasz języka C, przecież ty się pogubisz w tych kodach maszynowych ?”
    Odpowiadał : Przecież tylko assembler daje pełne sterowanie komputerem, optymalizację poszczególnych faz programow, to jest wszystko bardzo jasne. Ja mogę optymalizować wszystkie czasy współpracy obrabiarki z komputerem.
    A w ogole po co o tym mówimy, lepiej posprawdzaj mi tu jeden sygnal bo coś jest tu źle.

    Tak , Jan był wyjątkowy i szkoda go bardzo. To już trzy lata od pogrzebu , miałby teraz 60 lat.

    Nie był szeroko znany, raczej w kręgach warszawskich mial swoją renomę.
    A tu proszę , ktoś o nim w Krakowie pamięta i ta prośba przyszla poprzez moje pisanie o góralach.

  127. Jurek napisał(a):

    Otrzymałem interesujący mail od profesora Informatyki z USA – kolegi z Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej.
    Treśc maila sprowadza się do wniosków.
    Przykład niewykorzystania talentu Janka Bieńkowskiego jet jednym z wielu przykladów niewykorzystania talentów zdolnych informatyków w Polsce.
    Jedynym sposobem rozwoju takich osób jest zakladanie przez nich prywatnych firm i tworzenie oprogramowania do sprzedaży.
    Tak się dzieje w USA . Korei Pd, Finlandii.

    Wobec rozmów z Jankiem na ten temat w przeszłości i naszych planach współpracy chcialbym dodać że w Polsce to nie jest takie proste.
    Janek musiał utrzymać rodzinę i uważal , że tylko praca na etacie daje mu co miesiąc staly dochód.
    Prace programistyczne trwają dlugo, dopiero na końcu można się przekonać , że wszystko jest dobrze napisane i wtedy można otrzymać zaplatę, ale przez długi okres trzeba utrzymać rodzinę i co miesiąc oplacać rożne rachunki.
    Taka firma musi już w chwili startu dysponować kapitałem.

    Z tego względu Janek zawsze pracowal na etacie, a najciekawsze prace związane z oprogramowaniem obrabiarek w Instytucie w Krakowie powstały na umowy zlecenia.

    Nigdy nie miał wlasnej firmy.
    Nie miał takich zamierzeń, skupial się na pracy informatyka a nie osoby prowadzącej firmę.

    Na pewno to jest ciekawy temat jak w Polsce umożliwić start takim wyjątkowo zdolnym ludziom do wytwarzania oprogramowania, jaki musialby być system kredytujący takie firmy?

    Jak połączyć czyjś talent techniczny z talentem drugiej osoby, ktora ma talent do prowadzenia biznesu ?

  128. Jurek napisał(a):

    Myślę, że na Ochockich Spotkaniach Historycznych organizowanych przez Gabrielę z pomocą Wioli nie unikniemy tego tematu , o ktorym będzie glośno w całej Polsce we wrześniu. W czasie gdy Polska będzie obejmowala Prezydencję Unii Europejskiej.
    Chodzi tutaj o wystawę "Historia stosunkow Polska – Niemcy w ostatnim tysiącu lat". To będzie gigantyczna wystawa  w Berlinie.w prestiżowym Centrum Wystawowym. Okolo 800 obiektow rozmieszczonych na 3000 m kwadratowych musi być na miejscu już w czerwcu.
    Oprócz dziel sztuki , również tych najwybitniejszych będą  książki..
    Anda Rottenberg – historyk sztuki i byla dyrektor Galerii Zachęta będzie kuratorem wystawy.
    Mówi, że w pracy nigdy nie usiluje rozliczać się ze swych rachunków osobistych. A więc musi być bezstronna mimo doświadczeń przykrych jakie doświadczyla jej rodzina..
    A przecież matka jej Rosjanka – przeżyla oblężenie Leningradu i do śmierci pamiętna wielkiego głodu objadala się ponad miarę każdego dnia.
    A przecież jej ojciec Żyd z Nowego Sącza doświadczyl Zaglady swego narodu.
    Sztuka to jest coś , co naturalnie weszlo w jej życie w dzieciństwie. Jedna ciocia śpiewaczka operowa , druga rzeźbiarka były źródłem wielkich przeżyć, wspaniałych chwil które stanowily inny świat dla dziecka otoczonego niedostatkami czasow tuż po wojnie.
    Anda Rottenberg, miala również bardzo przykre doświadczenia osobiste , związane ze zniknięciem jej syna. Po 11 latach  od zaginięcia okazalo się że on nie żyje. Jego problemy spowodowane byly przez narkotyki.
    Anda Rottenberg mowi o swym wychowaniu w tradycji chrześcijańskiej i o tym że dość często chodzi do kościoła  obecnie gdy jest stara.
    Myślę, że druga wojna światowa to kluczowy moment tych stosunków polsko- niemieckich w tysiącu lat.
    Przerożne stereotypy budzące od lat niechęć w Niemczech do Polaków ma również  zmienić ta wystawa.
    Ale to jest bardzo trudny proces .
    Anda Rottenberg, wiedząc , że tę wystawę obejrzą dziesiątki tysięcy Niemców , uważa że poczyta to sobie za sukces gdy 15 (piętnastu ) Niemców zmieni swe negatywne nastawienie do Polakow i uzna ich za dobrych sąsiadów.
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

  129. Jurek napisał(a):

    Wobec dzisiejszego święta  Ofiarowania Pańskiego czyli Matki Boskiej Gromnicznej chciałbym napisać parę słów.
    To już koniec kolędowania i przyszedł czas rozbierania choinek. Czterdzieści  dni po Bożym Narodzeniu, drugiego lutego  na pamiątkę zaniesienia przez Matkę Boską Jezusa do świątyni obchodzimy to święto.
    Widać na Sakiej Kępie  w Warszawie  osoby wychodzące z kościola z zapalonymi gromnicami, ktore  są oslonęte  od wiatru żeby możne bylo donieść plomień do domu.
    Wiele jest pięknych obrazów przedstawiających niosących zapalone gromnice ludzi.
    Szczególnie bliski jest mi jeden obraz . Malowal go Teodor Axentowicz, członek honorowy Towarzystwa Zachęty  Sztuk Pięknych w Warszawie..
    Ludzi z gromnicami idących z kościola po śniegu malowal często na swych obrazach.
     

  130. Jurek napisał(a):

    Gabriela, zapraszala kilka razy dr Roberta Gawkowskiego do wygloszenia prelekcji na Ochockich Spotkaniach Historycznych.
    Z najnowszego egzemlarza pisma Uniwersytetu Warszawskiego
    http://www.uw.edu.pl/strony/pismo/pismo_1101.pdf
    przepiszę fragment artykułu "Chemia, fizyka i …fizyczna kultura" dr R. Gawkowskiego o Marii Curie Skłodowskiej
    Nasza noblistka uwielbiala też wycieczki w góry. Gdy w 1911 r. odwiedzila Zakopane, chodzila po Tatrach wraz z córkami i w towarzystwie Walerego Goetla, współzałożyciela Akademickiego Związku Sportowego i pioniera polskiego sportu. Dwa lata później wspinała się  w Alpach z młodszym od niej o 12 lat … Albertem Einsteinem. Odkrywca teorii względności też jak widać mial różne zainteresowania. Po górach Maria Skłodowska chodzila jeszcze kilka lat przed śmiercią. Zostala zapamiętana, jak w śnieżnych rakietach na nogach pomału spaceruje przez zaśnieżone zbocza.  Poważnie ją wtedy ograniczał słabnący wzrok, a niedostrzegalne dla niej wystające kamienie były niebezpieczeństwem. Jednak chęć do spacerów i wycieczek byly silniejsze niż jakiekolwiek zagrożenia.

  131. Jurek napisał(a):

    http://www.zakopane.eu/index.php?option=16&action=news_show&news_id=2307
    Tutaj jest informacja o udziale wladz Zakopanego w odsłonięciu tablicy pamiątkowej we Francji w Passy gdzie zmarla Maria Curie Skłodowska. Byla związana z Zakopanem poprzez swą siostrę Bronislawę Dłuską, która prowadzila wraz z mężem sanatorium w Zakopanem. Również dużo jest pamiątek na Ochocie związanych z noblistką, przede wszystkim Instytut Radowy na Wawelskiej wybudowany przez nią i wyposażony w gram radu.
     
     
     

  132. Jurek napisał(a):

    Słowa Curie Skłodowska jako mieszkańcowi Saskiej Kępy kojarzą się mnie  najpierw z kultowym nieistniejącym już XII Żeńskim Liceum Ogólnoksztalcącym  na ul. Obrońców , ktorego noblistka byla patronką.
    To byla wspaniala szkola, gdzie większość nauczycielek (mimo oficjalnie panującej doktryny stalinowskiej lat 50 tych) starala się dziewczętom przekazać patriotyczne wychowanie w kulcie czci dla ofiar września 1939 r i czci dla ofiar Powstania Warszawskiego. Tak byly te dziewczęta wychowywane w domach rodzicielskich na Saskiej Kępie niechętnej narzuconej nowej ideologii .
    Związki absolwentek z kultem dawnej szkoly są silne nadal. Pod redakcją dr Małgorzaty Malewicz – absolwentki tej szkoly ukazaly się dwa tomy wspomnień dziewcząt pod nazwą "Panienki z Saskiej Kępy"
    http://www.wydawca.com.pl/index.php?s=info&kat=5&dzial=57&poddzial=0&id=3557
    Żywa jest pamięć o postaci jedynego nauczyciela – mężczyzny Jana Ehrenfeuchta , autora wspanialych podręczników do nauki fizyki.
    Na pewno jego dzialalność w szkole byla czymś więcej niż nauką przedmiotu.Staral się chronić dziewczęta przed złymi wpływami otoczenia , byl w opinii wielu kimś jak Ojciec.
    Co rok w kościele Św. Marcina przy ul. Piwnej w okolicy Dnia Dziecka licznie zgromadzone dawne uczennice spotykają się na Mszy  Św. w intencji swego ukochanego nauczyciela.
     
     

  133. Jurek napisał(a):

    Nadanie imienia znanej osoby jako patrona szkole to jest doskonala forma utrwalenia pamięci o takiej  postaci..
    Pamiętam z czasów dzieciństwa, kiedy nie miałem pojęcia co to jest rad i polon, że nazwisko Maria Curie Sklodowska było  mi znane, bo moja siostra i wiele jej koleżanek chodzilo do szkoly jej imienia na Saskiej Kępie.
    Mówiło się, że to słynna osoba, zasłużona dla nauki na  której życiu powinny się wzorować dzieci.
    Szczególnie przemawia do uczniów postać slawnej osoby pochodzącej  z okolic szkoly i zmarłej niedawno, gdy wielu sąsiadów  i krewnych takiej osoby jeszcze żyje i przychodzi do szkoly opowiadać o jej dokonaniach..
    Myślę o Zespole Szkół im. Agnieszki Osieckiej na Saskiej Kępie, o Szkole Podstawowej im. Wandy Rutkiewicz w Wilanowie w Warszawie i o Szkole Podstawowej im. Jerzego Bińczyckiego  w okolicy ulicy Dożynkowej  w Krakowie.
    W szkole podstawowej nr 68 im. Jerzego Bińczyckiego w dniu 23 kwietnia – dniu imienin Jerzego organizowane są zloty Jurkow i Jerzyków . Uczniowie przygotowują wystawę omawiającą dzialalność patrona oraz organizują przedstawienie dla gości. Uczestniczy w tych uroczystościach żona Jerzego Bińczyckiego oraz ich syn.
    W Zespole Szkół im. Agnieszki Osieckiej na Saskiej Kępie organizowane są  występy uczniów prezentujących piosenki Agnieszki Osieckiej i  fragmenty jej przedstawień takich jak "Listy śpiewające".Przychodzi na występy uczniów córka poetki – Agata Passent, bywa też Alina Janowska i inne przyjaciólki poetki.
    W Wilanowie w szkole polożonej blisko domu, w ktorym mieszkała Wanda Rutkiewicz organizowane są konkursy dla uczniów, popularyzujące wiedzę o słynnej himalaistce.
    W ten sposób uczniowie jako następne pokolenie poznają dzialalność patrona i utrwalają pamięc o nim.

  134. Jurek napisał(a):

    W związku z dzisiejszym Wieczorem Gruzińskim w Centrum Artystycznym Radomska 13,  z blogu Malgorzaty Karoliny Piekarskiej z artykulu "I po co ?" z 10 . sierpnia 2008 , przepiszę o Tbilisi
    http://piekarska.blog.onet.pl/2,ID335473979,index.html
    Są trzy miasta, które chciałabym kiedyś odwiedzić, a ciągle nie mam na to ani czasu ani pieniędzy. Ale pomarzyć wolno. W tych miastach pradziadek Ludwik Piekarski budowal kanalizację. I choć miasta nie leżaly w Polsce – Polski zresztą nie bylo wtedy na mapach Europy i świata – to w nich uczył swych synów milości do Polski i fotografował ich w krakowskich strojach. Jedno miasto to Kijów, drugie Baku, a trzecie wtedy nazywało się Tyflis. Dziś to Tbilisi.
     
     
     

  135. Jurek napisał(a):

    Usłyszałem to wczoraj na Radomskiej 13, na Wieczorze Gruzińskim
    Mówil to ze sceny po polsku Gruzin:
    Pan Bóg stworzyl świat. Wszystkie narody staly w kolejce i otrzymywaly po kawałku Ziemi.
    Och , ci Gruzini , przeoczyli kolejkę, Sklonni do zabawy, śpiewu, i odrobiny wina, balowali niepomni swoich interesów.
    Radowali się, że Bóg tworzy świat i wszyscy są obdzielani.
    Wtem, wszystkie narody otrzymały po kawalku Ziemi, a oni ne mieli nic.
    Mówią, Boże daj coś i nam.
    Bóg mówi , nie mam już nic na Ziemi , wszystko rozdałem, ale nie mogę was pominąć – dam wam kawalek Raju.
    W takim stylu bajkowym może, snuli Gruzini tęskną opowieść o swej Ojczyźnie , tęskną bo większość z występujących wczoraj mieszka od wielu lat w Polsce.
    Ale umilowanie zwyczaju, strojów, muzyki przypominalo mi tęskne opowiadania Wioli (jedej z organizatorek Wieczoru Gruzińskiego) o Podhalu w tej samej sali .
    W konkursie toastów, pelno bylo kurtuazji wobec gospodarzy wieczoru , szczególnie wobec Szefowej Centrum Artystycznego – Ewy Maślanki – z gościnnością  prowadzącej wieczór.
    Bardziej znana jest mi ulica Gruzińska na Saskiej Kępie niż Gruzja.
    Ale na sali uslyszeliśmy tyle komplementow wobec Polski, jej przyjaźni z Gruzją w dlugoletniej historii, że wiem na pewno że mamy w Gruzinach jako Polacy wielkich przyjaciół.
     
     
     
     
     
     
     

  136. Jurek napisał(a):

    http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/305876,W-dzien-narty-noca-brydz
    Wysłuchalem poprzez podany link bardzo ciekawej audycji , w programie II Polskiego Radia.
    Hanna Maria Giza rozmawia z Mają i Janem Łozińskimi , autorami książki "Narty , dancing, brydż w kurortach II Reczpospolitej"
    "Narty, dancing, brydż" to popularna nazwa "Pociągów Rajdowych", ktore jeżdziły po polskich kurortach w latach 30. tych XX wieku.
    Takie pociągi kursowaly nocą, a w dzień zatrzymywaly się w modnych kurortach gdzie pasażerowie wysiadali i jeździli na nartach.
    W pociągach były wydawane posiłki, byl warsztat narciarski, w nocy można bylo pograć w brydża lub potańczyć albo oglądać filmy.
    Spanie też bylo możliwe na kuszetkach , jeśli ktoś nie mial sily na nocne balowanie.
    Podróżnym towarzyszyli instruktorzy narciarscy. Podroż trwala 10 dni i nocy , a pokonana trasa wynosila 1200 km.
    Pociąg wyruszal z Krakowa, Jechał do miejscowości Wisla. Następnymi przystankami było Zakopane, Krynica, Rymanów, Sianki u stóp  Czarnohory.
    Przytaczane są w audycji słowa Rafala Malczewskiego milośnika Zakopanego , ktory mówi "dlaczego ten pociąg nie stoi co najmniej dwa tygodnie w Zakopanem , a podrożni nie przenoszą się do Hotelu Bristol, i żartobliwie dodaje dlaczego ci podrożni opuszczają nas i nie chcą łamać nóg na Kasprowym Wierchu?"
    Taki pociąg zabieral okolo 200 osób i jechał tylko raz w ciągu zimy.
    Omawiana książka zawiera wiele zdjęć z tych wspaniałych podróży.
     
     
     
     
     
     

  137. Jurek napisał(a):

    Rajdy samochodowe, szalona prędkość, mijane  przepaści to jest wielkie wyzwanie dla milośników automobilizmu.
    W bieżącym roku odbędzie się już 68 edycja Rajdu Polski.
    Drogi w okolicach Zakopanego stanowią wyzwanie dla sportowców, .dlatego drugi Rajd Polski w roku 1922 odbyl się na trasie Warszawa -Morskie Oko – Warszawa. Startowalo 9 samochodów, wygral Austriak jadący samochodem Steyer.
    Pierwszy Rajd Polski w 1921 r. przebiegal na trasie Warszawa – Białowieża – Warszawa. Zwyciężyl Tadeusz Heyne jadący samochodem Dodge. Startowalo 6 samochodów.
    Nazwisko Heyne  jest mi doskonale znane , bo Ludwik Heyne syn Tadeusza byl przyjacielem mojego Ojca od lat dziecinnych..
    Na Ochockich Spotkaniach Historycznych prowadzonych przez Gabrielę z pomocą Wioli omawiana byla  postać Tadeusza Heyne – jako dyrektora naczelnego Polskich Zakładów Lotniczych Skoda S.A. na Okęciu w latach 1927 – 1934.
    Był wielkim pasjonatem samochodów i lotnictwa. Pełnil wysokie stanowiska w zakładach lotniczych w Niemczech i Czechach. Startowal w rajdach samochodowych, pilotowal samolot.
    Ludwik Heyne odziedziczyl po ojcu wielkie zamilowanie do samochodów. Pracowal w Muzeum Techniki i rekonstruowal samochody i motocykle..
    Trudno mi obecnie podać typ samochodu Forda , ktorym Ludwik Heyne jeździl jak bylem dzieckiem. To byl zabytkowy samochód, do którego chętnie zapraszal mnie i moje rodzeństwo. To musialo być bardzo dawno , bo przypominam sobie, że ulica Jakubowska miala jeszcze wjazd od Ronda Waszyngtona i tamtędy wjeżdżaliśmy na Wał Miedzeszyński , potem jechaliśmy nad Wisłą. Na wspaniałą przejażdzkę – z Ludwikiem Heyne.
     
     
     

  138. Jurek napisał(a):

    Po moim wpisie z 31 stycznia o Janku Bieńkowskim dostałem kilka maili od kolegów pamiętających życzliwie o tym niezwykle sympatycznym naszym przyjacielu. Tematyka zawodowa jest mi bardzo bliska i pozwala przypomnieć kogoś z przyjaciół. Niedawno powstalo Stowarzyszenie Absolwentów Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej, stąd te parę słów.
    60 lat minęło
     
    Przy okazji moich 60. urodzin, równocześnie obchodzonych z 60. urodzinami Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej przyszło kilka maili ze świata.
    Takie serdeczne słowa : Zdrowka, wszelkiej pomyślności, szczęścia . Twoi przyjaciele.
    Tak myślę : ta pomyślność, kilkoro przyjaciół pamiętających o mnie gdzieś w świecie – skąd to się wzięło ?
    Taki krótki okres w życiu człowieka, bo cóż to jest 5 lat studiów wobec  moich 60 lat byl kluczowy. 5 lat studiów wyznaczylo moją dalszą drogę życiową. Nie tylko jeżeli chodzi o dalszą pracę w dziedzinie ukladów cyfrowych ale również jeżeli chodzi o środowisko, w ktorym się obracałem.
    Czas wolny często spędzałem w towarzystwie osób poznanych w pracy i ich rodzin.
    A bywalo i tak, że koleżanka czy kolega ze studiow spotkani wiele lat po studiach stawali się od razu kimś bliskim.
    Wiele czasu spędzanego co dzień na studiach z kolegami, poznanie ich w różnych sytuacjach, również stresujących pozwolilo bardzo się zaprzyjaźnić. .
    Wystarczy parę zdań przy spotkaniu po latach, aby odżyla ta dawna znajomość.
    Układy cyfrowe – zmieniające swą postać od technologii TTL poprzez mikroprocesory towarzyszą mi całe dorosłe życie .
    Wydaje mi się jakbym był z nimi na codzień od zawsze. Ale to przecież na Wydziale dowiedziałem się o nich wszystkiego.
    Potem w pracy nauczyłem się jak te niesforne – uszkodzone wyciąć cęgami i wlutować w ich miejsce nowe.
    Obecnie te serwisowe metody są zupelnie nieprzydatne przy ukladach o setkach wyprowadzeń.
    Myślę o powstalym Stowarzyszeniu Absolwentów jako o stowarzyszeniu wielu powstalych samorzutnie grup absolwentów spotykających się od lat. .
    Jeden kolega spotyka się ze swoimi kolegami z roku na Starym Mieście, drugi nad Zalewem Zegrzyńskim.
    Na pewno te spotkania są bardzo ważne, chociaż ograniczone do osób ze swojego roku.
    Ale te grupy przynajmniej w roku jubileuszowym powinny spotkać się ze sobą i pamiętać o Wydziale , gdzie jest źródło naszej pomyślności i przyjaźni.
     
     

  139. Jurek napisał(a):

    W odpowiedzi na moje wspomienie Janka Bieńkowskego mógłbym wyróżnić mail od naszego kolegi profesora Informatyki z USA , na tle moich rozmów o Janku z kolegami w Warszawie. O ile wspominamy go w kraju jako dobrego kolegę i autora oryginalnych systemow operacyjnych dla systemów mikroprocesorowych sterujących obrabiarkami, to mail z USA wskazuje na problem niewykorzystania takich osób wyjątkowo zdolnych jak Janek 
    Wskazywana jest konieczność tworzenia firm prywatnych tworzących oprogramowanie w Polsce. Janek też uważal, że firmy tworzące oprogramowanie to jest coś bardzo potrzebnego, uważal , że firmy takie nie wymagają tak wielkiego kapitału jak firmy produkujące sprzęt.
    Och ci Amerykanie (nawet polskiego pochodzenia) chcieliby prowadzić mniej dyskusji sentymentalnych (że ktoś byl dobrym kolegą) , a chcieliby proponować konkretne sprawdzone w świecie rozwiązania biznesowe.
    Hasło Budujmy Amerykę w Polsce – do czego sprowadza się treść maila  do mnie z USA – urzeczywistnilo się najwyraźniej w Polsce w okresie międzywojennym przy budowie Gdyni.
    10 lutego 1926 r – czyli przed 85 laty Gdynia otrzymala prawa miejskie.
    Wioska rybacka licząca 1300 osob rozrosla się w nowoczesne miasto portowe o  ilości mieszkańców okolo 120 tysięcy w roku 1939 r.
    Powstał port wojenny, port handlowy, stocznia .
    Częste byly przypadki , że Gdynia zastępowala Polakom Amerykę. Statki z polskimi emigrantami do USA  przed powstaniem Gdyni wyruszaly z Hamburga.
    Zdarzało się tak, że ludzie zdecydowani na emigrację z Polski w poszukiwaniu chleba,  rezygnowali z wyjazdu w ostaniej chwili  i Gdynia, ktora miala być portem wyjazdowym okazala się miejscem gdzie realizowali American Dream .
    Ci dzielni ludzie rządni sukcesu zbudowali wspaniałe miasto.
     
     
     
     
     
     

  140. Jurek napisał(a):

    http://www.polskieradio.pl/8/478/Artykul/313053,XXXIX-Goralski-Karnawal
    Poprzez ten link można wysłuchać niezwykle ciekawej audycji Programu II Polskiego Radia o zakończonym 13 lutego w Bukowinie Tatrzańskiej XXXIX Góralskim Karnawale. Odbył się tam konkurs grup kolędniczych z całej Polski.
    Dowiedzialem się, że takie inscenizacje polączone z biesiadą przy stole i rozmowami calej rodziny – co Wiola inscenizuje na Ochocie – wzięły  się z proby obejścia starego zwyczaju wedlug ktorego kobiety nie występowaly w grupach kolędniczych.
    Wobec tego wymyślono to biesiadowanie przy stole i członkinie zespołów ludowych miały swe role w dialogach przy stole gdzie grały role matki, żony, córek gospodarza.
    Jurorzy etnograf dr Stanisław Węglarz i dialektoznawca dr Artur Czesak w rozmowie z redaktorem Jakubem Borysiakiem omawiali ciekawie obecne rożnorodne wykonania pieśni ludowych.
    W tym konkursie jurorzy to naukowcy z miasta, znający kulturę goralską z uczonych książek. Często . wykonawcy poslugujący się od pokoleń gwarą, i znający od dziecka zwyczaje ludowe podlegają ich ocenie i dowiadują się o swych odstępstwach od kanonu kultury góralskiej, ktory jest opisany od wielu lat.
    W wielu domach góralskich obecnie na codzień mówi się językiem ogólnym literackim, a gwary uczą instruktorzy.
    Jurorzy nie podchodzą zbyt rygorystycznie do odstępstw od kanonu góralszczyzny.
    Uważają, że kultura ludowa przetrwa mimo wkraczających do gwary nowych słówek. Nie spelnią się glosy mówiące z trwogą o jej przyszlości.
    Już Hugo Kolłątaj przewidywal szybki koniec kultury ludowej.
    Namawiał do jej udokumentowania, dzięki temu wiemy jaki jest kanon kultury ludowej.  
     
     
     
     
     
     

  141. Jurek napisał(a):

    http://wspinanie.pl/ksiegarnia/product_info.php?products_id=169
    Atlas satelitarny Tatry i Podtatrze 1 :15 000 to pierwsze w Polsce i jedno z nielicznych wydawnictw tego typu na świecie. Najdokladniejszy wydany drukiem, jednolity obraz całych Tatr i ich szeroko rozumianych podnóży. Czyli obraz całego masywu oraz obszaru, gdzie na ogół kwaterujemy przy dłuższych pobytach pod Tatrami.

  142. Jurek napisał(a):

    Byłem dzisiaj w Muzeum Techniki w Warszawie na otwarciu wystawy "Zakupy i dary dla Muzeum Techniki w roku 2010"
    Najcenniejszym darem są organy Wurlitzera.
    Jak się dowiedzialem w epoce filmów niemych projekcjom filmowym towarzyszyla muzyka i efekty specjalne wykonywane na przeznaczonych do tego celu organach Wurlitzera. Byly tam przyciski wywołuące dźwięki takie jak klakson samochodu, uderzenia pioruna, odglosy zwierząt.
    Konstruktorem organów byl Brytyjczyk Robert Hope Jones.
    Wielkie kino warszawskie  Colosseum mieszczące się przy Nowym Świecie , mające widownię około dwu tysięczną  zakupilo te organy w roku 1928.
    Wkrótce w Colosseum byly wyświetlane filmy dźwiękowe i w roku 1936 organy zostaly przekazane z kina do "Romy" na Nowogrodzkiej  gdzie była prowadzona działalność artystyczna związana z kościolem katolickim. Organy przetrwaly wojnę i zostaly przekazane organizacjom kościelnym, ktorym nie byly specjalnie przydatne ze względu na ich typowo kinowe przeznaczenie .
    Dzięki inicjatywie miłośników Warszawy państwa Andrzeja i Marii Szypowskich organy okolo 1990 roku zostaly ocalone od postępującego zniszczenia . Państwo Szypowscy i ich Fundacja Artibus przewieźli organy do domu państwa Szypowskich w Falenicy gdzie nastąpila ich rekonstrukcja.
    Dzisiaj pan Jan Szypowski syn , mowil ze smutkiem o tym, że jego ojciec Andrzej Szypowski nie dożyl chwili, gdy Muzeum Techniki w Warszawie przyjęlo organy do swej siedziby i postanowilo doprowadzić do ich remontu.
    Być może pod koniec roku 2011 w siedzibie Muzeum Techniki będą wyświetlane filmy nieme, a pan Jan Szypowski będzie gral na tych wspanialych organach – jedynych w Europie Środkowej .
    Poprzez podany przeze mnie link można przeczytać o tych organach w artykule opracowanym przez Kolo Dziennikarskie , uczniow Szkoly Gastronomicznej im E. Pijanowskiego w Warszawie .
    Można też obejrzeć prezentację Power Point pokazującą pierwsze strony książki państwa Szypowskich.
    http://admzsg.edu.pl/dziennikarskie/index.php?option=com_content&task=blogsection&id=8&Itemid=45
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _  __ __ _ _ _ _ _  _  __
    Drugim cennym nabytkiem Muzeum Techniki jest komputer Odra 1305 wyprodukowany w latach 70.  w zakladach wroclawskich ELWRO.
    Komputer ten aż do zeszlego roku pracowal nieprzerwanie ponad 30 lat na stacji kolejowej w Lublinie.
    Przy okazji tego daru pracownik Muzeum opowiedzial o malo znanej historii związanej z komputerem Odra 1205.
    W czasie wojny w Serbii wyprodukowany we Wroclawiu komputer Odra 1205 byl sercem opracowanego w Czechach za czasu socjalizmu systemu rakietowego Tamara. Wyliczona przez ten komputer – staruszek trajektoria rakiety pozwolila zestrzelić w Serbii supernowoczesny , niewykrywalny przez radary samolot amerykański F- 117.
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

  143. Jurek napisał(a):

    Panie Jerzy
    kilka poprawek, bo potem powstaja legendy
    – to nie byla Odra 1304, a raczej  1325 wersji wojskowej czyli Rodan 10 lub Rodan-15 (brak szczegółow  w literaturze)
    – Tamara to czeski radar tzw pasywny i Odra sterowala wlasnie tym radarem
     
    na podstawie danych z radaru dowodca wydawal rozkaz odpalenia pociskow rakietowych – i tak wlasnie bylo w Jugoslawii;  pewnym zaskoczeniem jest to, ze stosowane pociski rakietowe uznawano za kompletnie przestarzale (radzieckie KUB)
    pozdr
     
    Jnowak
     
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
    Bardzo dziękuję za kompetentne sprostowanie i czytanie moich komentarzy .
    Jerzy

  144. Jurek napisał(a):

    Traktowanie dzieł zmarlego dziś w wieku 88 lat prof. Jerzego Nowosielskiego było bardzo różne.
    Z jednej strony uwielbienie licznych wielbicieli , wysokie ceny na aukcjach, zabieganie prestiżowych Muzeów o Jego ikony.
    Jak jakieś barbarzyństwo trzeba ocenić zamalowywanie jego obrazów, przestawianie ścianek, demolkę wystroju cerkiewek projektowanych przez  Jerzego Nowosielskiego.
    Te nieliczne obiekty , które stworzyl – jak się okazało niezbyt swoją skromnością i prostotą odpowiadały gustom ludzi przyzwyczających do kapiącego złotem wystroju cerkiewek.
    Cóż całe życie Jerzego Nowosielskiego zdominowane bylo wrażeniami jakich doznal oglądając ikony we Lwowie. Jak pisal to we Lwowie uwiadomil sobie w mlodości co ma tworzyć w życiu.
    Wielka strata dla kultury światowej.

  145. Jurek napisał(a):

    Jakże przykra jest ta dzisiejsza wiadomość o włamaniu się przestępców do mieszkania zmarłego Jerzego Nowosielskiego. Zginęły obrazy , ikony , nie wiadomo na razie dokladnie jakie to byly dziela, policja prowadzi dochodzenie.
    Niewiarygodne przestępstwo, przecież kilka dni temu Jerzy Nowosielski jeszcze tam był, tworzyl te dziela z myślą o przybliżeniu ludziom postaci Boga,  przybliżeniu ludziom właściwego podejścia do życia.

  146. Jurek napisał(a):

    Drodzy Państwo,
     
    Zapraszamy na spotkanie z góralskim humorem, pięknymi kobietami i ich twórczością:
     
    W programie:
     
    – humoreska Wandy Czubernatowej " Ach te baby…" w oprawie artystycznej "babskiej" kapeli góralskiej Dziurawiec z Podhala
     
    – debiut poetycki Julii Nadstawnej i promocja tomiku "Warszawskie dziewczyny i kobiety. Słupki do kawy i czekolady."
     
    – Wystawa malarstwa Małgorzaty Kowalczyk "Nastroje" i Grupy Malarskiej " Paleta"
     
    5 marca ( sobota), godz. 17.00
     
    bilety:  10 zł
     
    Serdecznie pozdrawiam.
    Wioletta Obuchowska
     
     
     Centrum Artystyczne "Radomska 13"-filia Ośrodka Kultury Ochoty
                ul. Radomska 13/21, Warszawa
                sala widowiskowa, wejście C

  147. Jurek napisał(a):

     Z wielką satysfakcją podaję do wiadomości, że Wiola Obuchowska  z dniem 1 marca objęła obowiązki Kierowniczki Centrum Artystycznego Radomska 13.
    Moje wielkie gratulacje i życzenia owocnej pracy
    Jurek

  148. Jurek napisał(a):

    Baby w Europie, to byl spektakl typowo kobiecy, zorganizowany z okazji Dnia Kobiet.
    Rozpoczęła spektakl Wiola, mówiąc o zmieniającym się spojrzeniu kobiet na świat. W zależności czy się jest dzieckiem , uczennicą, młodą mamą, dojrzałą kobietą, babcią zmienia się ubiór, fryzura, tempo życia ale niezmienne jest zainteresowanie otaczjącym światem i chęć zaistnienia w nim w odpowiedniej dla wieku roli.
    Scenografię stanowilo pranie – elementy ubioru kobiecego na scenie oraz obrazy Małgorzaty Kowalczyk, przedstawiające kobiety w rożnym wieku jakby ilustrację do wstępu wygłoszonego przez Wiolę.
    Następnie Julia Nadstawna młoda poetka czytala swe wiersze, również o kobietach.
    Póżniej objęły scenę góralki.
    Wanda Czubernatowa pochodząca z Raby Wyżnej czytala swe wiersze i opowiadala smieszne góralskie historyjki.
    Tam się pojawili mężczyźni po raz pierwszy na tym wieczorze, jako bohaterowie tych historyjek, dosyć nieporadni czasem i ulegający różnym nałogom, tacy  rozni gorale – w sumie poczciwi i niezbędni kobietom, ktore opanowaly scenę zupelnie.
    Oprawę muzyczną stanowily goralskie melodie Kapeli Góralskiej Dziurawiec , złóżonej z dziesięciu kobiet. Niektore artystki były juz znane widzom, bo przyjezdzaly na Posiady na Ochocie w skladzie tak znanych grup jak Trebunie Tutki i Hania Rybka z Zespolem.
    Tym razem te solistki podporządkowaly się wymogom gry zespolowej , gdzie nie ma gwiazd a wazny jest efekt wspólnego występu
    Inicjatorką tej grupy jest Stanislawa Szostak "Berda", osoba bardzo oddana sztuce góralskiej i dzialalności spolecznej na Podhalu..
    Burmistrz Ochoty Krzysztof Król reprezentowal mężczyzn i wręczyl kwiaty  występującym artystkom.
    Burmistrz złożył też gratulacje Wioli jako nowej kierowniczce Centrum Artystycznego Radomska 13.
    Burmistrz pogratulowal też nowego dyrektorskiego stanowiska w Ośrodku Kultury Ochoty – Ewie Maślance dotychczasowej wyróżniającej się kierowniczce Centrum Artystycznego z Radomskiej.
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

  149. Jurek napisał(a):

    Burmistrz Ochoty to Krzysztof Kruk

  150. Jurek napisał(a):

    Podszedl do mnie na Radomskiej dnia 1 marca mężczyzna  i mówi ; czytam pana komentarze o  komputerach 8 bitowych, interesuje mnie to.
    Tym razem napiszę o komputerze 16 bitowym.
    On ma klasyczną budowę Johna von Neumanna ; licznik rozkazów, pamięć gdzie są dane i kody rozkazów, jednostka arytmetyczno logiczna prowadząca dzialania.
    Ale ten komputer jest bardzo specjalistyczny. To interpolator służący do obliczania torów liniowych i kolowych oraz spiralnych dla narzędzi w obrabiarkach.
    To klasyczny przyklad , gdzie wzory wedlug ktorych będą prowadzone obliczenia zostaly dokladnie przeanalizowane i uproszczone na papierze.
    Zastosowanie specjalnych wzorow przyrostowych wyeliminowalo tak klopotliwe dzialania obliczeniowe jak mnożenie  liczb. Pozostalo tylko dodawanie i odejmowanie.
    Myślę, że teraz nie konstruuje się często specjalistycznych procesorów do obliczeń technicznych. Wykorzystywane są  procesory typowe w postaci ukladów scalonych.
    Ale prawdziwą satysfakcję dają takie konstrukcje jak  ten interpolator, gdzie wszystko , każdy rozkaz , element rejestr , służy określonemu wzorowi matematycznemu.
    Każdy element jest wprowadzony dla polepszenia prędkości obliczeń.

  151. Jurek napisał(a):

    Szczerze życzę Japończykom aby odbudowali swój kraj.
    Interesowałem się ich sukcesami gospodarczymi i chcialbym przypomnieć pewne przeslanki, ktore doprowadzily do tych sukcesów.
    Brak surowców naturalnych spowodował, że Japończycy podjęli program produkcji wyrobów o zaawansowanej technologii chętnie kupowanych przez świat.
    Ich wyroby charakteryzują się doskonalą jakością , są niezawodne. Japończycy dużo inwestują w najnowsze urządzenia zapewniające doskonalą jakość produktów w swych fabrykach.
    Bardzo duże znaczenie dla ich wlaściwej pracy mają cechy Japończyków takie jak posłuszeństwo, przywiązanie do stalego pracodawcy, honorowe i bardzo sumienne traktowanie swych obowiązków w pracy 
    Prowadzi to czasem do obawy przed wykorzystanie dlugiego urlopu, bo pracownik uważa , że bez niego zakład pracy nie poradzi sobie.
    Japończycy przywiązują duże znaczenie do edukacji. Już w początkowych latach nauki  dzieci biorą dodatkowe lekcje aby utrzymać się w szkole o dużym prestiżu, co zapewnia później dostęp do najlepszych uczelni i dobrej pracy.
     
     
     
     
     
     
     
     

  152. Jurek napisał(a):

     Dodaj do tego ze Japonczycy sa osobiscie uczciwi, zyczliwi, serdeczni,
     lojalni w przyjazni, troskliwi o bliskich i prawi.
     Mozemy sie od nich duzo nauczyc.
     Choc idealni tez nie sa.
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
    To komentarz od mojego kolegi, ktory zna Japonię.
    Dodać muszę, że Japończycy są wielkimi wielbicielami i znawcami muzyki Chopina

  153. Marek napisał(a):

    Owszem, zgadzam sie, co do wielu tych dodatnich cech Japonczykow.
    Sa jednak tez i powazne zastrzenienia. Nie zapominajmy o drugiej wojnie swiatowej, w trakcie ktorej postepowali pod wieloma wzgledami gorzej (jesli mozna sobie to wyobrazic) anizeli Niemcy.
     Bez wchodzenia w blizsze szczegoly – a jest i wiele – wystarczy zapoznac sie z dzialalnoscia tak zwanje Jednostki 731. Przyjemnego czytania!

  154. Jurek napisał(a):

    http://www.ska.pl/biorytm/japonia.htm
    Tutaj sa informacje o humanitarnej akcji Japończyków, którzy w latach 1919 -1923 ratowali polskie dzieci zagrożone śmiercią glodową na Wschodniej Syberii. Kilkaset polskich dzieci znalazlo schronienie w Japonii
    Myślę, że tragedia- jakiej doświadczyli Japończycy na skutek zrzucenia bomb przez USA na Nagasaki i Hiroszimę – spowodowala , duży przełom w ich nastawieniu do świata. Ta tragedia uzmyslowiła jak tragiczne w skutkach dla ludności cywilnej jest prowadzenie wojen. Wiele ruchów mających za zadanie budowę pokojowej współpracy między narodami powstalo w Japoni.

  155. Jurek napisał(a):

    Naprawiałem w zeszłym roku komputer japoński do obrabiarki znanej firmy. Coś tam naprawilem , ale nie podobało mi się pewne zachowanie pulpitu.
    Po naciśnięciu przycisu lampka na pulpicie potwierdzala przyjęcie tej operacji. Tych przycisków i odpowiadających im lampek było okolo 20.
    Nie nastąpilo uszkodzenie żadnej lampki , bo powierdzenie przychodzilo do odpowiedniej lampki po naciśnięciu przycisku.
    Ale w stanie nieustalonym na krotki czas po naciśnięciu dowolnego przycisku wszystkie lampki się zapalały , a po krótkim czasie zapalone pozostawaly tylko  te właściwe.
    Rozebralem ten pulpit, odtworzylem po ścieżkach drukowanych caly schemat elektryczny , zabralo mi to ze trzy dni pracy. Przeanalizowalem ten cały uklad i okazało się, że tak to zostalo zaprojektowane , że przez krótki okres czasu wszystkie lampki się zapalają.
    Tak sobie pomyślałem, że inaczej bym to zaprojektowal, bez tego krótkiego migotania.
     
     
     
     

  156. Jurek napisał(a):

    Prace przy budowie Stadionu Narodowego w Warszawie postępuja bardzo szybko. Na budowie zgromadzone są wielkie ilości biało czerwonych ozdobnych elementów, które są już montowane na ścianach stadionu.
    Dworzez Warszawa Stadion jest w przebudowie, nie można kupić biletu na pociąg bo kasy są zamknięte wobec remontu hali. Wkrótce pociągi przestaną się zatrzymywać na dworcu Warszawa Stadion, bo zacznie się intensywna przebudowa torów.
    Dworzec Warszawa Wschodnia jest w przebudowie , nie ma wejścia do hali dworcowej, bilety można kupić w prowizorycznych kasach mieszczących się w kontenerach. Dla ruchu dalekobieżnego kasy umieszczone są przy ul Kijowskiej.
    Ruch podmiejski obslugują kasy umieszczone przy ul. Lubelskiej.
    Trudno jest się zorientować w nowym , prowizorycznym rozmieszczeniu rożnych ważnych dla podróżnych  punktow na dworcu.
    Widzialem w poniedziałek na Dworcu Wschodnim liczne dwójki osób – jedna z białą laską i zasloniętymi oczami – druga idąca kilka kroków za pierwszą osobą asekurowala  pierwszą osobę.
    To byly osoby widzące, ale zakladaly opaski na oczy i poslugiwaly się bialymi laskami w celu opracowania różnych tras na dworcu, ktory będzie przyjmowal wielu podróżnych również niewidomych.
     
     
     

  157. Jurek napisał(a):

    Temat wart jest omówienia na Ochockich Spotkaniach Historycznych prowadzonych przez Gabrielę z pomocą Wioli..
    Morze Ochockie – żadna dzielnica warszawska oprócz Ochoty nie ma swojego morza.
    Przy okazji tsunami w Japonii dużo się mowi o tym morzu.
    Leży ono między wyspą Sachalin, wyspą Hokkaido, Wyspami Kurylskimi i Półwyspem Kamczatka. Poprzez cieśniny kurylskie łączy się z Pacyfikiem. Wybrzeże Morza Ochockiego to jest wschodnia Rosja – Kraj Chabarowski.
    Nazwę Ochotskoje Morie nadali Rosjanie.
    Ochota – po rosyjsku oznacza polowanie
    Ochotnik – nazwa pisma prowadzonego przez Gabrielę – po rosyjsku oznacza myśliwego.
    Okolo 1650 roku Rosjanie u ujścia rzeki Ochoty utworzyli we wschodniej Rosji pierwsze  miasto Ochotsk – Ochock.
    Zasiedlane było to miasto przez myśliwych polujących na zwierzęta futerkowe, przez kupców i zeslańców od czasu zaborow również zeslańców Polaków. Przebywal w Ochocku Bronislaw Pilsudski brat Józefa.
    Nazwa dzielnicy Ochota pochodzi natomiast od karczmy o nazwie Ochota zalożonej w XIX w. w okolicy obecnej ulicy Kaliskiej.
    Ciekawe czy podawane tam byly łososie , bardzo obficie występujące do dziś w Morzu Ochockim uchodzącym  za jedno z najbardziej zarybionych morz świata.
     
     
     

  158. Jurek napisał(a):

    http://www.forumakad.pl/archiwum/99/10/artykuly/22-gwiazdy.htm
    Znalazlem ciekawy opis dzialalności Bronislawa Piłsudskiego w rejonie Morza Ochockiego. Prowadzil też badania etnograficzne na wyspie Hokkaido.
    Walki woskowe z zapisem dźwiękowym w systemie Edisona tworzone przez Bronislawa Pilsudskiego odnaleziono niedawno w Zakopanem.
    Przy pomocy Japończyków udalo się odczytać te stare zapisy dźwiękowe z Japonii.

  159. Jurek napisał(a):

    http://www.pl.emb-japan.go.jp/jishin/podziekowania.htm 
    Ambasada Japonii pragnie wyrazić serdeczne  podziękowania za kondolencje i kwiaty otrzymane w związku z tragicznym trzęsieniem ziemi, jakie nawiedzilo Japonię 11 marca. Jesteśmy glęboko wdzięczni Polakom za okazane współczucie i solidarność. Dziękujemy, że są Państwo z nami w tych trudnych chwilach.

  160. Jurek napisał(a):

    Ozdobne drzewa wiśniowe i ich kwiaty nazywają się po japońsku Sakura.
    Są tak powszechne w Japonii , że mówi się o tym kraju – Kraj Kwitnącej Wiśni.
    Przesuwajaca się po Japonii strefa kwitnienia wiśni kusi zapachem i pięknymi widokami drzew bialych i różowych. Strefa kwitnienia rozpoczyna się na poludniu Japonii  już w lutym, a do Hokkaido na północy kraju dociera w maju. Japończycy z rodzinami i przyjaciółmi wybierają się do parków, gdzie organizowane są imprezy przy muzyce. 
    W Waszyngtonie Amerykanie też świętują Rozkwitanie Wiśni. Z calej Ameryki przyjeżdżają wycieczki do Waszyngtonu w końcu marca .
    Japończycy podarowali Amerykanom w 1912 r. okolo trzech tysięcy drzew ozdobnych wiśni.
    Posadzono je w prestiżowym punkcie miasta w pobliżu siedziby prezydenta. Amerykanie  pokochali podarowane drzewa i przyjęli tradycję rodzinnego powitania kwitnących wiśni.
    Zagorzaly protest uratował te drzewa zagrożone wycięciem przy planowanej budowie pomnika prezydenta Jeffersona.
    Co rok w okresie kwitnienia odbywają się w Waszyngtonie nad rzeką Tidal Basin liczne imprezy dla turystów – np. konkursy lotów latawców.
    Cóż w Warszawie na razie mogę pójść na ulicę Wiśniową – ale kwiaty wiśni obejrzę dopiero w maju w Ogrodzie Botanicznym przy Łazienkach.
     
     
     
     
     
     
     

  161. Marek napisał(a):

    Wszystko sie zgadza. Festival Wisni, czyli Cherry Blossom Festival http://www.cherryblossom.com/ w Waszyngtonie przyciaga mnostwo turystow.
    Kwitnace drzewka sa ladniutkie, w kolorach najaczesciej blado rozowych. Przewija sie mnostwo ludzi, tworzac niesamowite korki uliczne i doprowadzajac miejscowych niekiedy do szalu. Byla tez pare lat temu mala afera, gdy okazalo sie, ze jakis bobr drzewka sobie podcinal. Wynajeto speca, ktory bobra zlapal w pulapke i wywiozl gdzies do jakiego lasu.
    Nawiasem mowiac, "Tidal Basin" jest wlasciwie zatoczka rzeki Potomak. W lecie mozna wynajac tam rowery wodne. Z jednej strony zatoczki jest pomnik Jeffersona, gdzie ubrany jest on w polski plaszcz, dany mu przez jego przyjaciela Kosciuszke, z drugiej pomnik prezydenta Franklina Delano Roosevelta i jeszcze blizej konczone sa prace nad pomnikiem Martina Luthera Kinga – ktorego statua zostala zaprojektowana przez chinskiego rzezbiarza. Byc moze dlatego MLK jest nieco podobny do Buddy. http://www.mlkmemorial.org/site/c.hkIUL9MVJxE/b.1190619/k.932C/Site_Location.htm

  162. Jurek napisał(a):

    http://www.teatrwielki.pl/repertuar/opera/kalendarium/madame_butterfly.html?kid=381 
    Przepiszę teraz ze strony Teatru Wielkiego opis "Madame Butterfly" opery Giacomo Pucciniego aktualnie wystawianej w Warszawie w rewelacyjnej reżyserii Mariusza Trelińskiego.
    Tytułowa Butterfly to drugie imię gejszy Cho-Cho-San, która wychodzi za mąż za Pinkertona, pulkownika stacjonujących w Nagasaki wojsk amerykańskich. Młoda Japonka jest tak bardzo zakochana w mężu, że porzuca dla niego swoją religię, kulturę i tradycję, on jednak nie traktuje tego małżeństwa poważnie. Niedlugo po ślubie Pinkerton wyjeżdża i wraca dopiero po trzech latach z nową żoną, by zabrać synka, którego urodzila mu gejsza. Butterfly popełnia rytualne samobójstwo.
    Madame Butterfly to jedna z najpiękniejszych operowych opowieści o miłości, poświęceniu i wierności. Niezwykla realizacja Mariusza Trelińskiego, ze scenografią Borisa Kudliczki byla niebywalym sukcesem i od ponad dziesięciu sezonów rokrocznie triumfalnie wraca do repertuaru Opery Narodowej. Przedstawienie owiane już legendą, zostalo wystawione przez Placido Domingo w Operze Waszyngtońskiej  oraz przez Walerego Gergiewa w Teatrze Maryjskim w Sankt Petersburgu, a także w Palau de Les Arts w Walencji oraz w Izraeli Opera w Tel Awiwie.  
    "Nigdy w swym długim życiu nie widziałem tak świetnej inscenizacji  Madame Butterfly. Ale nie tylko. Jest to jedno z najpiękniejszych przedstawień, jakie w ogóle widzialem w operze. To spektakl, który wykracza daleko poza ramy opery. Jest świeży, nowatorski, inteligentny. Widowisko pelne niezwyklej magii, uroku teatralnego. W operze dokonuje się w tej chwili wielki przełom. Tworcy coraz wyraźniej czerpią ze współczesności. W przedstawieniu Trelińskiego zachwyca mnie pelna równowaga pomiędzy nowoczesnością, niezwykle śmialą formą i materią samego utworu. Wizja sceniczna zostala calkowicie podporządkowana opowiadanej historii i muzyce Pucciniego"
    Placido Domingo
     
     
     
     

  163. Jurek napisał(a):

    Dzisiaj był w TV Warszawa wyświetlany filmik z Marteniczek na Radomskiej
    Filmik jest w internecie pod adresem
    http://www.kronika.waw.pl
    Potem trzeba wybrać Najnowsze albo youtube , następnie odcinek 22/2011
    Jestem na filmiku , wykonuję Marteniczkę.
    Jestem w czarnym garniturze, w okularach , w krawacie w desen czerwono czarny 

  164. Jurek napisał(a):

    Centrum Artystyczne "Radomska 13", ul. Radomska 13 , Warszawa
    Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie
    Wieczór autorski Józefa Pitonia
    26 marca, godz.18.00
    Zapraszamy na wieczór autorski Józefa Pitonia, znakomitego pisarza, gawędziarza i znawcy Podhala. Autor opowie o swojej książce pt. "Drzewiej i dziś", a przygrywać mu będzie góralska kapela.
    Opowiadania Pitonia to swoista góralska epopeja pokazująca dziejowe doświadczenia i przemiany świata góralskiego na tle wspólnej wszystkim Polakom wiary, historii i współczesności.
    Dzięki konsekwentnie prowadzonej gwarowej narracji i takim dialogom czytelnik trafia w samą istotę istotę góralskiego postrzegania świata. Gwarowe opisy  tatrzańskich widoków mają urok sepiowych fotografii, a postacie są prawdziwe i sugestywe.
    Lektura opowiadań Józefa Pitonia, wzbogacona jest ilustracjami Władysława Trebuni – Tutki . Obaj artyści utrwalili to, co w góralskości najlepsze, najbardziej wyraziste i rozpoznawalne.
    Na podst. tekstu Anny Mlekodaj. 
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
    Jozef Pitoń jest bardzo poularny w Centrum Artystycznym Radomska 13.
    Wiele razy występował  w "Góralach w Warszawie czyli Posiadach na Ochocie". Wystawione były dwa przedstawienia w jego reżyserii "O Kiimku Bachledzie " , "Piekielnica"
    To Józef Pitoń jako Gospodarz posypuje zebranych ziarnem i wygłasza Życzenia Noworoczne. Zna mnóstwo historyjek góalskich, prowadził również wykład o gwarze góralskiej. Jego pojawienie się na scenie witane jest burzliwymi oklaskami.
     
     
     
     
     
     
     

  165. Jurek napisał(a):

    http://wyborcza.pl/1,75478,9297576,W_Tatrach_policja_cie_nie_poszuka.html 
    Tu jest opis karygodnego zachowania służb ratowniczych po zaginięciu turystki w Tatrach. Dopiero ojciec zaginionej poszedl osobiście w Tatry i obudzil śpiące służby.

    • Jurek napisał(a):

      Dla Wioli Obuchowskiej, w dniu jej Imienin najlepsze życzenia Zdrowia, Szczęścia i dalszej pracy nad prezentacją Podhala na warszawskiej Ochocie życzy Jurek

  166. Jurek napisał(a):

    Cóż, bolą czasem nogi po przejściu długiej trasy w górach. Plecy odpoczywają po zdjęciu plecaka. Kiszki przestają grać marsza po zjedzeniu obiado kolacji przy ognisku. Zapada zmrok, przychodzi odprężenie, siedzi się nieruchomo, a myśli dalej maszerują po szlaku.
    Patrzę w ognisko, to w śpiewnik, słucham gitary, próbuję coś zanucić z towarzyszami wędrówki.
    Wczoraj w Centrum Artystycznym Radomska 13, czułem się przez godzinę jak przed laty przy ognisku po marszu w górach.
    Jerzy Tawłowicz, przewodnik górski i poeta  śpiewał z akompaniamentem gitary wiele piosenek swojego autorstwa opisujących piękno turystycznych szlaków, znój podchodzenia pod górę, satysfakcję z osiagnięcia szczytu górskiego.
    Czuło się, że opisuje on swe życie przewodnika górskiego, opiekuna grupy, kogoś kto chce przekazać turystom swą miłość do gór.
    Wiersze dotyczące miłości do żony, pastorałka dla syna też opisywały wspólne podziwianie pięknych miejsc w Tatrach.

    Ilustracją plastyczną były fotogramy Jerzego Tawłowicza, przetworzenia komputerowe fotografii z Tatr.
    Wieczór góralski na Radomskiej 13 zgromadzil pełną salę widzów wiernych popularnemu w Warszawie cyklowi "Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie". Twórczyni cyklu Wiola Obuchowska zaprosila również góralski zespoł muzyczny "Podholanie", który kolędami, opowieściami góralskimi oraz życzeniami uświetnil wieczór poetycki.

  167. Jurek napisał(a):

    Centrum Artystyczne Radomska 13
    Dziękujemy
     Grudzień 21, 2011
    W imieniu całego zespołu Centrum Artystycznego Radomska13
     serdecznie dziękuję za czas współpracy, spotkań, życzliwości i wsparcia.
     Dziękuję za otwartość i pomoc w realizacji naszych pomysłów, za uśmiech i ciepłe słowa.
     
    „Radomska” miała swoją niepowtarzalną atmosferę,
     również dzięki Państwa obecności i przychylności.
     
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
     
    Wioletta Obuchowska

  168. Jurek napisał(a):

    Nawiążę do Holocaustu, w związku z przypadającym 27 stycznia międzynarodowym dniu pamięci o Holocauscie.
    Uosobieniem męczeństwa Żydów była dla mnie pani Franciszka Olbrycht przyjaciółka mojej Mamy z przed wojny, jej koleżanka ze szkoły powszechnej w Warszawie. Widoczne było jej  wielkie przejęcie, strach w oczach gdy ktoś nieznający jej przeszłości poruszył temat wojny w rozmowie. Franciszka Olbrycht – lekarz weterynarii – straciła w czasie wojny całą swą żydowską rodzinę. Z licznej wielopokoleniowej rodziny około stu osobowej, przeżyła Holocaust tylko ona.
    Naszą trojkę rodzenstwa – dzieci swej szkolnej przyjaciółki – traktowala jak swoich najbliższych. Interesowała się naszymi postępami w nauce.
       Na stronie dziesiątej moich wpisów w dziale "Rzeczniczka Podhala w Warszawie" – wspomniałem o słynnym, obecnie już nieżyjącym informatyku polskim pracującym w USA – Ryszardzie S. Michalskim. Na opisywanej wizycie w naszym domu na Saskiej Kępie obecni byli Franciszka Olbrycht i Ryszard S. Michalski. Pragnąłbym wspomnieć o wielkim uznaniu i wsparciu pani Franciszki dla prac Ryszarda S. Michalskiego . Otrzymałem poprzez panią Franciszkę kilka artykułow Ryszarda S. Michalskiego o "machine learning" – nauczaniu maszynowym.  Po tych wszystkich koszmarnych przeżyciach zachowala wiele dobrych cech jak ofiarność, bezinteresowna pomoc, wsparcie działań naukowych.

  169. Jurek napisał(a):

    Order Orła Białego dla prof. dr. Władysława Findeisena
    To taki odruch zawodowy, jestem bowiem inżynierem automatykiem. Jak jadę nowoczesną windą to odczuwając przyspieszenie, stałą prędkość, hamowanie myślę o równaniach stanu, równaniach sprzężonych, ograniczeniach prędkości. Myślę o układzie minimalnoczasowym, który najprędzej musi przemieścić się z punktu do punktu. Zasada Maksimum Pontriagina przypomina się mimowolnie. Ruch windy to jeden z podstawowych ruchów analizowanych na zajęciach z automatyki.
     Myślę, że kilka tysięcy inżynierow automatyków zdobywało swą wiedzę w Katedrze Automatyki i Telemechaniki przekształconej później w Instytut Automatyki Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Zalożycielem i wieloletnim dyrektorem Katedry i Instytutu Automatyki był prof. Władysław Findeisen. Wielka wiedza profesora W. Findeisena i dobór znakomitych współpracowników zaowocowały międzynarodowymi sukcesami naukowymi Instytutu. Mówiło się o Warszawskiej Szkole Optymalizacji, jako o Instytucie Automatyki mającym wielkie sukcesy w pracach nad optymalizacją procesów technologicznych. Powstała książka "Metody Obliczeniowe Optymalizacji" autorstwa Władysława Findeisena, Jacka Szymanowskiego i Andrzeja P. Wierzbickiego z Instytutu Automatyki. Służyła wiele lat inżynierom automatykom.
    Poradnik Inżyniera Automatyka – praca zbiorowa pod redakcją prof. Władysława Findeisena doczekał się następnego wydania i był wielką pomocą dla inżynierów.
     Wielopoziomowe uklady sterowania – książka W. Findeisena omawiała sterowanie złożonymi procesami technologicznymi podając wiele autorskich metod profesora.
    Technika regulacji automatycznej – książka W. Findeisena stanowiła wielką pomoc dla inżynierów realizujących praktyczne układy automatyki, wiele jest tam wykresów, charakterystyk regulatorów. Profesor Władysław Findeisen dbał o uzupełnienie wiedzy teoretycznej studentów wiedzą praktyczną zdobywaną na Laboratoriach. Starał się o przedstawienie studentom przez pracownikow Instytutu Automatyki wielu wiadomości z techniki cyfrowej, bardzo rozwijającej się dziedziny wiedzy. Oprócz Metod Optymalizacji uczyliśmy się Techniki Cyfrowej – Teorii Automatów na doskonałych wykładach prof. dr hab. Wiesława Traczyka.
     Pamiętam odpowiedź asystenta na nasze pytanie jak będzie wyglądał egzamin z Techniki Systemów Automatyzacji u prof. Władysława Findeisena. Och, nic się nie martwcie, to będzie po prostu rozmowa dwóch fachowców. No tak, profesor bardzo życzliwie podchodził do studentów. Prof. W. Findeisen po wybuchu ruchu "Solidarności" był pierwszym Rektorem Politechniki Warszawskiej wybranym przez pracowników uczelni. W 1989 r. wraz z prof. Aleksandrem Gieysztorem prof. W. Findeisen współprzewodniczył obradom Okrągłego Stołu ze strony społecznej. Na pewno zdawał sobie sprawę, że zaangażowanie w życie polityczne kraju, stanowisko senatora pełnione przez dwie kadencje odbierze profesorowi czas przeznaczony na pracę naukową nad zagadnieniami z automatyki. Prof. W. Findeisen wychował jednak wielu godnych następców obecnie już profesorów, którzy kontynuują jego dzieło przede wszystkim na Politechnice Warszawskiej ale również w świecie, głównie w USA. Najwyższe odznaczenie Rzeczpospolitej Polskiej Order Orła Białego jest godnym uhonorowaniem dla znakomitego uczonego i wychowawcy młodzieży.
    Jerzy Słomczyński
    _ _ _ _ _ _
    To jest mój felieton ze strony Wydziału Elektroniki
    http://www.elka.pw.edu.pl  Potem Absolwenci Potem Felieton

  170. aniela napisał(a):

    170 komentarzy i wszystkie Jurka?
    Kto to jest ten Jurek?
    Jakieś cichy wielbiciel autorki bloga?
    W końcu czy to jest blog autorki czy Jurka

    • ewa napisał(a):

      Pan Jerzy Słomczyński jest znakomitym znawcą spraw warszawskich i zakpiańskich, poza tym jest inżynierem elektronikiem i pasjonatem historii techniki. Bardzo cenie jego wpisy, mimo że nie jest ani cichym, ani głośnym moim wielbicielem. Sporo trudu zadała sobie „Aniela”, by przejrzeć mojego bloga i skomentować z kropelką żółci niektóre z nich. Cóż, już pisałam – są inne blogi, bardziej spełniające oczekiwania „Anieli”, jak sądzę.

  171. Jurek napisał(a):

    Profesor Władysław Findeisen został prezesem odrodzonej Kasy Mianowskiego . A pierwszym prezesem tej Kasy był Tytus Chałubiński.
    Z uwagi na pełnione stanowisko Prezesa Kasy Mianowskiego prof. W. Findeisen został wybrany do komitetu honorowego obchodów ku czci Chalubińskiego w jego roku 2009.
    Wielkie są zasługi Kasy Mianowskiego w dziedzinie wspierania nauki polskiej. W okresie zaborów była to głowna instytucja wspierająca rozwój nauki wśród Polaków będących poddanymi cara rosyjskiego.
    Główne dochody Kasy pochodzily z dzialki pola naftowego w Baku ofiarowane przez inż. Zglenickiego. Suma ok. 2 mln dolarów w czasach panowania caratu w Polsce byla olbrzymia.
    Odrodzona Kasa działa do dzisiaj i finansuje staże na uczelniach polskich młodych uczonych pochodzących z  państw wchodzących kiedyś w sklad ZSRR
    Warto, żeby mieszkańcy Podhala pamiętali o Kasie Mianowskiego i tegorocznym laureacie Orderu Orła Białego prof. W. Findeisenie.
     
     

    • Jurek napisał(a):

      Ustanowiono w Starostwie Tatrzańskim w 2012 roku bardzo prestiżową nagrodę. Przyjaciel skalnego Podhala, to ktoś kto bardzo ukochał Podhale, okazuje w swym miejscu zamieszkania piękno umiłowanej ziemi podhalańskiej, staje się przedstawicielem Podhala.

      11 października 2012 ,  pierwszymi osobami nagrodzonymi tym nowym odznaczeniem zostały Janina Łępa z Koszalina i Wioletta Obuchowska z Warszawy.

      Miałem przyjemność brać udział w 18 tu przedstawieniach z cyklu "Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie" organizowanych w autorskim cyklu przez Wiolettę Obuchowską w Centrum Artystycznym Radomska 13 na Ochocie.

      Omawiane były na kolejnych przedstawieniach elementy kultury góralskiej. Wybitni specjaliści z Podhala mówili o architekturze podhalańskiej, gwarze góralskiej, stroju podhalańskim, obrzędach weselnych, przyrodzie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Posiady na Ochocie odbywały się z towarzyszeniem kapel góralskich i zespolów tanecznych. Często przyjeżdżało do 40 osób z Podhala, które występowaly na scenie.Wiola Obuchowska starala się żeby goście poznali również Warszawę i w miarę możliwości organizowała przybyłym na Posiady artystom z Podhala wycieczki po Warszawie. Szybko wokół Centrum Artystycznego  na Radomskiej 13, wytworzyło się środowisko stałych bywalców i osób pragnących uczestniczyć w zajęciach artystycznych gdzie można było rozwijać swe talenty i zamilowania do tańca i muzyki góralskiej. Wokół Wioli Obuchowskiej skupiło się wiele osób mieszkających w Warszawie a posiadających korzenie rodzinne na Podhalu. Z czasem w Posiadach na Ochocie obok osób z Podhala występowali górale warszawscy. Niestety cykl góralski zakończył się. Entuzjazm górali warszawskich podbudowany tytulem "Przyjaciel skalistego Podhala" dla Wioli Obuchowskiej powinien zaowocować kontynuacją cyklu "Górale w Warszawie czyli Posiady na Ochocie".  Nagroda Starosty Tatrzańskiego trafila w bardzo dobre ręce i będzie dobrą motywacją do kontynuacji w Warszawie albo w okolicy cyklu pokazującego uroki Podhala.

       

  172. Jurek napisał(a):

    http://www.elka.pw.edu.pl/pol/Absolwenci/Felieton

    Pisałem, o prof. Ryszardzie S. Michalskim (1937- 2007) w komentarzach do artykułu "Rzeczniczka Podhala w Warszawie". Zachęcam do przeczytania na stronie Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej mojego felietonu o Profesorze.

    Słynny informatyk z Polski pracujący w USA zdobył wielką sławę w świecie.Był miłośnikiem Tatr i turystyki górskiej. Na swej stronie internetowej wśród 3 zamieszczonych tam fotografii dwie dał  ze swoich wycieczek w Tatry.

    Jest tam jego myśl "Osiągnięcie szczytu góry, może dać uczucie podobne do radości z rozwiązania problemu naukowego. Dodatkowo doświadczyć można pięknego widoku".

    Musiał kochać te okolice tatrzańskie, pochowany jest w nieodległym od Tatr Krakowie. W młodości był w Polsce instruktorem narciarskim.

    Chciałbym przypomnieć jeśli nie w jakiejś sali zakopiańskiej to chociaż tu czym się prof. Ryszard S. Michalski zajmował.

    Uważany jest za twórcę Machine Learning – uczenia maszynowego. Takie cechy czlowieka jak intuicja, wzbogacanie wiedzy poprzez poznawanie nowych faktów, wzbogacanie doświadczenia chciał zrealizować w maszynie obliczeniowej.

    Zdawał sobie sprawę, że stworzenie takiej maszyny spowodowało by rewolucję w społeczenstwie. Maszyna byłaby gigantem intelektu, który przyswoil by w godzinę wiedzę z 1000 książek. Wyposażenie maszyny w zdolności kojarzenia faktów, wnioskowania spowodowaly by, że czlowiek bylby zupełnie niezdolny do podjęcia dialogu intelektualnego z takim doskonalym urządzeniem.

    Uważał, że zbudowanie takiej maszyny zajmie nawet 200 lat. Prace w dziedzinie Machine Learning uważal za najtrudniejsze wyzwanie ze wszystkich dotychczasowych prac intelektualnych prowadzanych przez czlowieka. Coś tak fenomenalnego jak uczenie się czlowieka, wnioskowanie, tworzenie nowych dzieł chciał realizować w maszynie.

    Postęp w tej dziedzinie jest bardzo wolny. Podstawowa metoda "drzewa pamięci" pochodzi z lat 60. tych XX w. Porownajmy komputery z lat 60. z obecnymi maszynami – to jest zupelnie coś innego.

    Natomiast Machine Learning poprzez te 50 lat niewiele się rozwinęło. Prof. Ryszard S. Michalski ma niezwykłe zasługi w tej dziedzinie wiedzy, jest autorem przełomowego dziela "Machine Learning".

    Na pewno inspirację do wielu pomysłów czerpał na wycieczkach tatrzańskich. 

     

     

     

     

     

  173. Jurek napisał(a):

    Drogiej Wioli – Przyjacielowi Skalnego Podhala – serdeczne życzenia imieninowe – dobrego zdrowia, szczęścia w życiu osobistym i w pracy dla Warszawy i Podhala życzy

    Jurek

    29 października

Dodaj odpowiedź