Nie dotrzymuję przyrzeczenia

Pod Giewontem buzuje  kocioł politycznych frustracji. Fot. z-ne.pl

Zaczynając prowadzenie bloga (blogu? – proszę o informację, która forma jest prawidłowa), przyrzekałam sobie, że nie będę zajmowała się żadnym tematem, mającym jakikolwiek związek z moją pracą.  Pod Giewontem mały światek  małej polityki jest na tyle obmierzły,  że dla zachowania równowagi psychicznej staram się  o nim zapominać natychmiast po wyjściu z Urzędu Miasta. Jako rzecznik muszę zachowywać obiektywizm, w pisaniu wyraźnie oddzielać informację od komentarza, a podczas sesji Rady Miasta nie mogę odpowiadać na najbardziej nawet brutalne ataki radnych opozycji. Jednak dzisiejsza sesja stała się takim seansem kłamstw, nienawiści, agresji i chamstwa, że poczucie przyzwoitości zmusza mnie do niedotrzymania przyrzeczenia,  danego samej sobie. Jeden z radnych, były wiceburmistrz, zajmujący się miedzy innymi kulturą (sic!), właściwie na każdej sesji wygłasza płomienne filipiki skierowane przeciwko obecnym władzom Zakopanego.  Niezależnie od tego, jak są one absurdalne, wolno mu, bo takie jest zbójeckie prawo opozycji. Ale nikt nie dał mu prawa do pokrzykiwania na mieszkańców,  korzystających z możliwości wypowiadania się na sesji i występujących przeciwko opozycji. Radny nie jest świętą krową, nie chroni go immunitet (na szczęście!), został wybrany, a nie namaszczony. Każdy obywatel ma prawo krytykować działalność radnego, który taką krytykę powinien przyjąć z pokorą, a nie oburzać się, że ktoś ośmielił się go oceniać.  Nie wiem, jak wyglądają sesje w innych miastach, jeśli podobnie, to biedna jest polska demokracja!

Dodaj odpowiedź