5 x 8000, czyli good luck "Bad Jack"!

Jacek Berbeka: Liczę tylko na siebie

Zakopiański himalaista, taternik, ratownik wodny i trener narciarstwa alpejskiego Jacek Berbeka, jest zdobywcą czterech szczytów ośmiotysięcznych. Dwóch w Karakorum i dwóch w Himalajach.  Latem 1995, samotnie i bez tlenu, zdobywa Gasherbrum II (8035 m) i Gasherbrum I (8068 m) Kuluarem Japońskim w stylu alpejskim, bez tlenu, z Krzysztofem Wielickim, Carlosem Carsolio i Edem Viestursem. Rok później, jesienią, ponownie samotnie i bez tlenu, staje na szczycie Cho Oyu (82o1 m) i Shisha Pangma (8013 m). Tym razem zamierza zrealizować plan ambitniejszy, jakiego dotychczas nie podjął się żaden z himalaistów – pięć ośmiotysięczników zdobytych w jednym sezonie wspinaczkowym.

Partnerzy przedsięwzięcia:  KW Zakopane, PZA, Budrem, euro-invest i Hetman-Kraków.

– W ubiegłym roku skończyłeś 50 lat. Pomysł na pięć ośmiotysięczników w jednym sezonie to spóźniony nieco prezent urodzinowy?

– Teoretycy himalaizmu utrzymują, że w górach wysokich można się wspinać do trzydziestu, góra czterdziestu lat i koniec. Mam odmienne zdanie. Nie planuję zdobywania pięciu szczytów jeden po drugim. Cały mój projekt podzieliłem na trzy etapy. Pierwszy etap to Manaslu (8157 m) i Annapurna (8091 m) w Himalajach,  potem  K2 (8611 m) i Broad Peak (8047 m) w Karakorum.  Na koniec wracam w Himalaje, na Makalu (8481 m)  albo Dhaulagiri (8167 m).

– Co może być największym problemem?

–  Pogoda. Od kilkunastu lat zmienia się klimat. Postępujące cieplenie powoduje zwirowania  z wiatrami. Może być  minus pięćdziesiąt, sześćdziesiąt stopni, jak choćby na Alasce czy biegunach, jednak  jeśli nie wieje zbyt mocno, ta temperatura daje się wytrzymać. Wiatry wiejące kiedyś na wysokości  9-10 tysiącach  metrów, nie schodziły niżej.. Teraz wieją już na 7 tysiącach, czyli w rejonie  działania himalaistów. Mieliśmy tego ewidentny przykład na K2  w roku 2002-2003, na zimowej wyprawie Netii i na Nanga Parbat w roku 2007. Do 7 tysięcy metrów – kompletny brak śniegu, minus czterdzieści stopni. Gorzej niż beton. I to trzeba zaporęczować (…)

Jacek ma opinię szalonego faceta,  jednak  jego projekt jest bardzo starannie opracowany,  z matematyczną wręcz dokładnością. W sprawach zasadniczych konsekwentnie zamierza trzymać się wcześniejszych ustaleń, w drobiazgach dopuszcza dowolność i pewną elastyczność działania. Na pytanie, czy 5×8000 to początek planu 14×8000, czyli próby zdobycia wszystkich ośmiotysięczników, odpowiada enigmatycznie: – Tego nie wiem. To nie tylko kwestia finansowa, ale też zrobienia tego w stylu, który będzie mnie satysfakcjonował.

Do Nepalu Jacek odlatuje z Krakowa  5 kwietnia. Nie życzę mu powodzenia (oczywiście by nie zapeszyć!), ale – pomyślnych wiatrów, „Bad Jack”!

Dodaj odpowiedź