Droga Pani Ewo – Autorko artykulu “Rzeczniczka Podhala w Warszawie” o Wioli Obuchowskiej, który uzupełniam komentarzami.
Będę w Święta na Zawracie, na Kalatówkach – warszawskich ulicach na Mokotowie , tak bliskich kiedyś Pani.
Brat mojej Mamy mieszkał z żoną na ulicy Idzikowskiego wiele lat i znam tę okolicę od dawna.
Piękna Królikarnia tak blisko jest z wieloma osobami odpoczywającymi w tym pięknym parku. Wesoły gwar dzieci slychać wokolo.
Myślę, że w Święta trzeba odwiedzić osoby chore i samotne. właśnie w Domu Opieki prowadzonym przy ulicy Zawrat przez siostry Franciszkanki będę w Święta odwiedzal przebywającą tam znajomą.
Tak , te miejsca bliskie kiedyś Pani odwiedzę.
Pomyślę wtedy serdecznie o Pani przekazując moje życzenia.
Panie Henryku, bardzo dziękuję za przypomnienie bliskich mi kiedyś miejsc, a i dziś mających swoje miejsce w sercu i pamięci. Warszawę opuściłam, nie zapominając jednak, że jest to moje miasto rodzinne. Zdarzało mi się chodzić na wagary do Królikarni i spędzać sporo czasu w Muzeum im.Xawerego Dunikowskiego. Proszę pozdrowić Pańską znajomą z warszawskiego Zawratu i złożyć jej serdeczne życzenia świąteczne. Panu również przesyłam tatrzańskie życzenia
Ewa Matuszewska
Nie znam osobiście dr hab Marcina Zielińskiego ze Szpitala w Zakopanem, ale jemu też należą się serdeczne Życzenia i gratulacje.
Dr hab Marcin Zieliński opracowal nowatorską , mało inwazyjną i precyzyjną metodę diagnozowania stopnia zaawansowania raka płuc o nazwie TEMLA . Nowej metody uczą się od niego lekarze z calego świata.
Wybitny belgijski torakochirurg, Paul E. Van Schil w swojej publikacji napisal, że TEMLA stanowi najdokladniejszą metodę oceny środpiersia i powinna być uznana za “złoty ” standard. Van Schil porównal odkrycie dr hab. Zielińskiego do odkrycia “świętego Grala torakochirurga”.
Drogi Panie Jerzy! Dzień dobry w piękną, słoneczną Wielkanocną Niedzielę.
Przepraszam za pomyłkę, ale to skutek myślenia o Panu Henryku Szczepańskim z Katowic, który zbiera materiały dotyczące Edmunda Strążyskiego i przysyła je często do mnie. To też ciekawa opowieść, ale wymaga czasu i skupienia, więc innym razem. Pozdrawiam i raz jeszcze przeprasza – EM
Bylem w sobotę ze Święconką w Kościele na warszawskiej Saskiej Kępie.
Spotkalem koleżankę, tak sobie rozmawiamy. Ona mówi, wiesz jutro mamy uroczystość rodzinną, wymienila imiona osób , ktore tam będą – wszystkich znam.
Ja mówię, wiesz co , dam ci jedną moją pisankę, podzielcie się nią, to tak jakbym ja z Wami byl.
Nie bardzo miala mi dać coś wzamian , bo jej pisanki już córka gdzieś odniosla ale byla zadowolona.
Potem spotkalem roześmianą Rodzinę innych znajomych.
Tak rozmawiamy sobie , ja mówię wymieńmy się po jednej pisance.
Oni mówią, ale nie zrobisz dobrego interesu bo twoja jest święcona a nasza jeszcze nie.
Ja mówię, ale za to ona jest od Was moich przyjaciól.
Więc ubyły mi dwie pisanki święcone , a licząc na sztuki jedna . Ale myślę, że zrobilem dobrze.
Na Święta Wielkanocne często trójka naszego rodzeństwa z rodzicami tam jeździła. Dawno to musiało być bardzo bo wlaśnie tam odzwyczajono mnie od picia przed snem przez smoczek butli mleka, używając pretekstu – przecież butla w Warszawie zostala, więc bądź dzielny i nie płacz.
Jechalo się najpierw z Warszawy Wschodniej pociągiem elektrycznym do Mińska Mazowieckiego. Tutaj byla przesiadka na pociąg z parowozem.
W Mińsku w okolicy ulicy Pilsudskiego, której nazwa przetrwala bez przerwy chyba przez czyjeś zapomnienie czasy stalinowskie nasluchalem się wielu odglosów wybuchających puszek z karbidem, huk ten towarzyszył Świętom Wielkanocnym w calej Polsce.
Wysiadało się na stacji Mrozy w kierunku na Siedlce. Tutaj to dopiero bylo wspaniale. Na pociąg czekal tramwaj konny , ktory od czasu budowy Sanatorium w roku okolo 1900 woził podróżnych te 2 km po szynach. Przed gorką, gdy bylo wielu pasażerów trzeba bylo wysiąść , żeby koń mogł pociągnąć wagonik swobodnie.
U mojego wuja dr Zygmunta Śladkowskiego dyrektora sanatorium i jego żony dr Hanny Śladkowskiej spędzaliśmy Święta.
Obiekty budynkow Sanatorium Przeciwgruźliczego są bardzo piękne, a wybudowane zostaly dzięki inicjatywie fundacji dr . Teodora Dunina ze skladek spolecznych.
Ile pięknych spacerow po lesie tam odbyliśmy. Dla dzieci warszawskich bylo to zupelnie wyjątkowe doświadczenie taki kontakt z przyrodą.
Do stolu to zasiadaliśmy chyba w gronie blisko 20 osób, tylu tam bylo domownikow i gości.
Miejsce zupelnie bajkowe i pelne wspomnień jak najlepszych uzbieranych szczęśliwie przez lata odwiedzin.
Jak się okazuje oddziały milicji pałujące tłum w ostatniej chwili otrzymywaly do wiadomości hasło ochronne, ktore znali agenci w cywilu zamieszani w tłum. Mój kolega syn milicjanta mi w szkole kiedyś powiedzial. Wiesz mój stary wczoraj pałowal jakiegoś faceta , ktory bez przerwy darl się “Róża” co mojego starego cholernie denerwowalo. A moj stary spóźnil się na odprawę i nie wiedzial , że to było haslo ochronne , i ludzi znających to hasło nie należy bić.
Już nie pamiętam w jakich latach spokojna Saska Kępa przez kilka lat kolejnych stawala się miejscem bitwy szalonej milicji z setkami mlodych ludzi przyjeżdżających tu z calej Warszawy, żeby zorganizować szalonego Dyngusa. Polewano kublami wody , wszystko co się rusza. Najprościej bylo polać osoby stare i slabe. Do autobusu 117 na przystanku pompami pod ciśnieniem pompowano wodę, zatrzymywano samochody na ulicy Francuskiej i do środka leciały wory plastikowe z wodą.
To bylo największe miejsce bitwy dyngusowej w calej Warszawie.
Komunikaty radiowe ostrzegaly ludzi przed podróżą na Saską Kępę.
To bylo w latach 1960 – 1970 jak myślę. Helikopter milicyjny z góry obserwowal pole bitwy.
Ten link prowadzi do galerii pocztówek Kart Wielkanocnych z okresu zaborów, okresu międzywojennego i powojennego. Na Kartach Wielkanocnych ze wszystkich okresów występują motywy goralskie.
Artykul Krzysztofa Jagodzińskiego jest bardzo ciekawy.
Warszawianko czy Ci nie żal ?
Droga Pani Ewo – Autorko artykulu “Rzeczniczka Podhala w Warszawie” o Wioli Obuchowskiej, który uzupełniam komentarzami.
Będę w Święta na Zawracie, na Kalatówkach – warszawskich ulicach na Mokotowie , tak bliskich kiedyś Pani.
Brat mojej Mamy mieszkał z żoną na ulicy Idzikowskiego wiele lat i znam tę okolicę od dawna.
Piękna Królikarnia tak blisko jest z wieloma osobami odpoczywającymi w tym pięknym parku. Wesoły gwar dzieci slychać wokolo.
Myślę, że w Święta trzeba odwiedzić osoby chore i samotne. właśnie w Domu Opieki prowadzonym przy ulicy Zawrat przez siostry Franciszkanki będę w Święta odwiedzal przebywającą tam znajomą.
Tak , te miejsca bliskie kiedyś Pani odwiedzę.
Pomyślę wtedy serdecznie o Pani przekazując moje życzenia.
Jerzy Słomczyński
Panie Henryku, bardzo dziękuję za przypomnienie bliskich mi kiedyś miejsc, a i dziś mających swoje miejsce w sercu i pamięci. Warszawę opuściłam, nie zapominając jednak, że jest to moje miasto rodzinne. Zdarzało mi się chodzić na wagary do Królikarni i spędzać sporo czasu w Muzeum im.Xawerego Dunikowskiego. Proszę pozdrowić Pańską znajomą z warszawskiego Zawratu i złożyć jej serdeczne życzenia świąteczne. Panu również przesyłam tatrzańskie życzenia
Ewa Matuszewska
Nie znam osobiście dr hab Marcina Zielińskiego ze Szpitala w Zakopanem, ale jemu też należą się serdeczne Życzenia i gratulacje.
Dr hab Marcin Zieliński opracowal nowatorską , mało inwazyjną i precyzyjną metodę diagnozowania stopnia zaawansowania raka płuc o nazwie TEMLA . Nowej metody uczą się od niego lekarze z calego świata.
Wybitny belgijski torakochirurg, Paul E. Van Schil w swojej publikacji napisal, że TEMLA stanowi najdokladniejszą metodę oceny środpiersia i powinna być uznana za “złoty ” standard. Van Schil porównal odkrycie dr hab. Zielińskiego do odkrycia “świętego Grala torakochirurga”.
http://wiadomosci.onet.pl/2150603,11,swiatowy_sukces_polskiego_lekarza,item.html
Ale ja jestem Jurek
Droga Pani Ewo,
Dziękuję za te osobiste wspomnienia i przekażę życzenia znajomej,
Jerzy Słomczyński
Drogi Panie Jerzy! Dzień dobry w piękną, słoneczną Wielkanocną Niedzielę.
Przepraszam za pomyłkę, ale to skutek myślenia o Panu Henryku Szczepańskim z Katowic, który zbiera materiały dotyczące Edmunda Strążyskiego i przysyła je często do mnie. To też ciekawa opowieść, ale wymaga czasu i skupienia, więc innym razem. Pozdrawiam i raz jeszcze przeprasza – EM
Bylem w sobotę ze Święconką w Kościele na warszawskiej Saskiej Kępie.
Spotkalem koleżankę, tak sobie rozmawiamy. Ona mówi, wiesz jutro mamy uroczystość rodzinną, wymienila imiona osób , ktore tam będą – wszystkich znam.
Ja mówię, wiesz co , dam ci jedną moją pisankę, podzielcie się nią, to tak jakbym ja z Wami byl.
Nie bardzo miala mi dać coś wzamian , bo jej pisanki już córka gdzieś odniosla ale byla zadowolona.
Potem spotkalem roześmianą Rodzinę innych znajomych.
Tak rozmawiamy sobie , ja mówię wymieńmy się po jednej pisance.
Oni mówią, ale nie zrobisz dobrego interesu bo twoja jest święcona a nasza jeszcze nie.
Ja mówię, ale za to ona jest od Was moich przyjaciól.
Więc ubyły mi dwie pisanki święcone , a licząc na sztuki jedna . Ale myślę, że zrobilem dobrze.
Sanatorium Rudka kolo Mrozów.
http://www.rudka.com.pl
Na Święta Wielkanocne często trójka naszego rodzeństwa z rodzicami tam jeździła. Dawno to musiało być bardzo bo wlaśnie tam odzwyczajono mnie od picia przed snem przez smoczek butli mleka, używając pretekstu – przecież butla w Warszawie zostala, więc bądź dzielny i nie płacz.
Jechalo się najpierw z Warszawy Wschodniej pociągiem elektrycznym do Mińska Mazowieckiego. Tutaj byla przesiadka na pociąg z parowozem.
W Mińsku w okolicy ulicy Pilsudskiego, której nazwa przetrwala bez przerwy chyba przez czyjeś zapomnienie czasy stalinowskie nasluchalem się wielu odglosów wybuchających puszek z karbidem, huk ten towarzyszył Świętom Wielkanocnym w calej Polsce.
Wysiadało się na stacji Mrozy w kierunku na Siedlce. Tutaj to dopiero bylo wspaniale. Na pociąg czekal tramwaj konny , ktory od czasu budowy Sanatorium w roku okolo 1900 woził podróżnych te 2 km po szynach. Przed gorką, gdy bylo wielu pasażerów trzeba bylo wysiąść , żeby koń mogł pociągnąć wagonik swobodnie.
U mojego wuja dr Zygmunta Śladkowskiego dyrektora sanatorium i jego żony dr Hanny Śladkowskiej spędzaliśmy Święta.
Obiekty budynkow Sanatorium Przeciwgruźliczego są bardzo piękne, a wybudowane zostaly dzięki inicjatywie fundacji dr . Teodora Dunina ze skladek spolecznych.
Ile pięknych spacerow po lesie tam odbyliśmy. Dla dzieci warszawskich bylo to zupelnie wyjątkowe doświadczenie taki kontakt z przyrodą.
Do stolu to zasiadaliśmy chyba w gronie blisko 20 osób, tylu tam bylo domownikow i gości.
Miejsce zupelnie bajkowe i pelne wspomnień jak najlepszych uzbieranych szczęśliwie przez lata odwiedzin.
Dyngusy Sasko Kępskie
Jak się okazuje oddziały milicji pałujące tłum w ostatniej chwili otrzymywaly do wiadomości hasło ochronne, ktore znali agenci w cywilu zamieszani w tłum. Mój kolega syn milicjanta mi w szkole kiedyś powiedzial. Wiesz mój stary wczoraj pałowal jakiegoś faceta , ktory bez przerwy darl się “Róża” co mojego starego cholernie denerwowalo. A moj stary spóźnil się na odprawę i nie wiedzial , że to było haslo ochronne , i ludzi znających to hasło nie należy bić.
Już nie pamiętam w jakich latach spokojna Saska Kępa przez kilka lat kolejnych stawala się miejscem bitwy szalonej milicji z setkami mlodych ludzi przyjeżdżających tu z calej Warszawy, żeby zorganizować szalonego Dyngusa. Polewano kublami wody , wszystko co się rusza. Najprościej bylo polać osoby stare i slabe. Do autobusu 117 na przystanku pompami pod ciśnieniem pompowano wodę, zatrzymywano samochody na ulicy Francuskiej i do środka leciały wory plastikowe z wodą.
To bylo największe miejsce bitwy dyngusowej w calej Warszawie.
Komunikaty radiowe ostrzegaly ludzi przed podróżą na Saską Kępę.
To bylo w latach 1960 – 1970 jak myślę. Helikopter milicyjny z góry obserwowal pole bitwy.
Jak nudno tu jest dzisiaj w Dyngusa 2010.
Karty Wielkanocne
Ten link prowadzi do galerii pocztówek Kart Wielkanocnych z okresu zaborów, okresu międzywojennego i powojennego. Na Kartach Wielkanocnych ze wszystkich okresów występują motywy goralskie.
Artykul Krzysztofa Jagodzińskiego jest bardzo ciekawy.