O jednego niedźwiedzia mniej

Hala Gąsienicowa,wrzesień 2009. Fot Robert Buras

Niczego innego się nie spodziewałam. Gdy tylko media doniosły o agresywnym niedźwiedziu, który zaatakował słowackich drwali w okolicach Tatranskiej Javoriny i polskiego konia na Palenicy, byłam pewna, że podpisał na siebie wyrok śmierci. Pozostawało tylko czekać, kto go wykona.

Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, zapowiadał że po polskiej stronie granicy niedźwiedziowi grozi najwyżej schwytanie w pułapkę, zbadanie go i założenie obroży z nadajnikiem, ale nie chciałabym być na miejscu dyrektora, gdyby okazało się, że mimo tych środków zapobiegawczych niedźwiedź znów zaatakował. Co do przedstawicieli TANAP-u nie miałam złudzeń – od początku afery  jednoznacznie dawali do zrozumienia, że tak łaskawi dla bestii nie będą. We środę wieczorem niedźwiedź został wytropiony w pobliżu Tatranskiej Javoriny i  odstrzelony. Dyrektor Skawiński miał wprawdzie wątpliwości, czy zastrzelono tego agresywnego  osobnika, ale stwierdzić to jednoznacznie będzie chyba trudno. Być może sekcja wykaże przyczyny nienormalnego zachowania zwierzęcia, niezależnie jednak od jej wyników można mieć pewność, że tatrzańskiej faunie bliskie kontakty z ludźmi na dobre nie wychodzą. A i ludziom, jak się okazało, również. Niezależnie od wszystkich niekorzystnych dla niedźwiedzia okoliczności nadal jestem przekonana, że to my jesteśmy „obcym białkiem” w Tatrach. Nie można wszak wykluczyć, co podkreślał dyrektor Skawiński, naszej winy. Niedźwiedź mógł zostać zraniony przez kłusowników, mógł też dożywiać się resztkami pozostawianymi przez turystów na szlakach. Zdrowe, dzikie zwierze unika kontaktu z ludźmi. Również drapieżniki wolą schodzić nam z drogi. Atakują, gdy czują się zagrożone albo, jak niedźwiedzie,  gdy spodziewają się znaleźć pożywienie w plecaku. Nie bez powodu TPN przestrzega turystów, by pożywienie podczas wycieczek górskich nosili w szczelnych pojemnikach i nie pozostawiali niedojedzonych resztek. W Dolinie Chochołowskiej pewna pani foliową torbę z niedojedzonymi kanapkami i ogryzkami jabłek niefrasobliwie porzuciła pod smrekiem, tuż przy drodze. Na zwróconą grzecznie  uwagę zareagowała z furią: – Tu powinny stać kosze na śmieci! Co mam z tym zrobić? Przecież nie będę nosić ze sobą! A pani się czepia! Zero wyobraźni, czym może skończyć się takie postępowanie, chamstwo i agresja niewspółmierne do okoliczności. Mimo wszystko, nie życzę tej pani spotkania z niedźwiedziem lubiącym kanapki i jabłka.

Dodaj odpowiedź