Archiwum z Lipiec 2010

Powstanie Warszawskie a Zakopane

22:37

W ubiegłym roku, w 65. rocznicę Powstania Warszawskiego, w kościele Najświętszej Rodziny, z udziałem władz miasta, została odprawiona msza upamiętniająca tę rocznicę. Dzięki Janowi Kępskiemu z Urzędu Miasta, odpowiadającemu za obronę cywilną i sprawy wojskowe, o godzinie siedemnastej odezwały się syreny alarmowe. Pan Jan, by je włączyć (a może to zrobić tylko on), opóźnił o dzień wyjazd na urlop. W przeciwieństwie do Warszawy, Zakopane nie zatrzymało się na symboliczną minutę. Na Krupówkach wakacyjny tłum zapewne niczego nie dosłyszał, ogłuszony nadmiarem decybeli, atakujących z każdej knajpy. (więcej…)

Włoskie klimaty na Równi Krupowej

22:08

Sergio Berardo – muzyczny żywioł, charyzma i dusza zespołu. Fot. Regina Watycha

Nie mogę teraz pojechać do Włoch, ale ku mojej ogromnej radości, dzięki Sezonowi Włoskiemu w Zakopanem, przeniosłam się na krótko wprawdzie,  za to bardzo intensywnienie, nie tylko do Turynu, ale i do Prowansji. W sobotni wieczór 24 lipca w namiocie festiwalowym wystąpił zespół LOU DALFIN z Turynu. Piemont, z Turynem jako swą stolicą, jest nie bez racji uważany za najmniej włoski ze wszystkich regionów. Wpływy francuskie są tu wciąż bardzo silne, poczynając od kultury i języka,  na  kuchni kończąc.  Sąsiedztwo z Prowansją, ze średniowieczną kulturą zwaną oksytańską, z muzyką trubadurów, stało się inspiracją do powstania w roku 1982 LOU DALFIN. Założycielem  zespołu,   jego liderem, duszą i głosem jest Sergio Berardo, wirtuoz gry na lirze korbowej. (więcej…)

Między Pieszycami a San Fransisco

14:34

Adam Lizakowski – poeta dwóch kontynentów, dwóch światów

Moja korespondentka blogowa z USA, Ryszarda L. Pelc, zainspirowana wpisem Jerzego Słomczyńskiego, przesłała mi poniższy tekst, zatytułowany „Emigrant na starą modłę”, poświęcony Adamowi Lizakowskiemu. Dziękuję i zapraszam do wędrówek śladami poety:
– Przed blisko piętnastu laty redakcja z Chicago nadesłała mi do recenzji tomik poezji w biało-czerwonej okładce. Dołaczony list wyjaśniał, że Autor zbioru przyjechał z San Francisco i zamierza osiąść w Chicago. Potem wiersze Lizakowskiego pojawiły się w paryskiej “Kulturze“ Jerzego Giedroycia. Pomyślałam wtedy, nie bez pewnej satysfakcji, iż poeta umiał i zdołał się przebić. Pochodzi z Dolnego Śląska, z Pieszyc. O tym miejscu napisał: to miasto umarło we mnie zupełnie nieoczekiwanie (…) Czy rzeczywiście?
Czy myślę o Pieszycach?Ależ naturalnie!
Jak mógłbym zapomnieć?
Wszystko pamiętam dokładnie(…)
Bez wysiłku spaceruję po ulicach,
przyjaciół pozdrawiam po imionach.
Lizakowski mieszka dalej w Chicago, ale jeździ do Polski. Do Pieszyc. Dzisiaj jest chlubą tego miasteczka. Nie zapomina, skąd wyszedł. Pieszyce doceniając to, uhonorowały go, umieszczając jego życiorys na swej “wizytówce” w internecie.
Lizakowski debiutował w 1980 roku w “Tygodniku Kulturalnym”, tak więc w obozie dla polskich emigrantów w Wiedniu był być może otoczony nimbem Poety. Ale ani on ani jego współemigranci z Pieszyc nie przeczuwali, że kiedyś tak miasto go uhonoruje. Lizakowski wyemigrował w 1981 roku i juz po dziesięciu latach pobytu na obczyźnie miał w swym dorobku kilka nagród poetyckich, kilka publikacji w anglojęzycznych amerykańskich antologiach i parę tomików poezji po polsku i angielsku.
Był założycielem pisma poetyckiego “Dwa Końce języka” i grupy poetyckiej “Niezapłacony rent”, wydał (wraz Pawłem Marcinkiewiczem) zbiór 2500 idomów amerykańskich tłumaczonych na polski. Napisał dwie sztuki teatralne, a jego “Zapiski z nad Zatoki San Francisco”, pierwotnie czytane w radio w Chicago i publikowane w “Gwieździe Polarnej“, wydano niedawno w Polsce w formie książkowej. I jest autorem kilku tomów poezji. Poeta pracuje też nad przekładami poezji angielskiej, w tym młodego amerykańskiego poety polskiego pochodzenia, Adriana Wiśnickiego. Zaczął zdobywać liczne nagrody .
Zbiór poezji Lizakowskiego “Złodzieje czereśni”, wydany w 1990 roku, ma dla mnie dość szczególne znaczenie. Poeta,który mieszka w Chicago, a przedtem w San Francisco, rwał czereśnie z tych samych drzew, co ja.
Było to w okolicach Dzierżoniowa, na Dolnym Śląsku. Czereśniowe drzewa rosnące w Pieszycach, Rościszowie i Podolinie wiosną zakwitały różowo, a potem rodziły wielkie, ciemnoczerwone, słodkie owoce. Pamięć o nich trwa. Ja pamiętam smak czereśni, Poeta zapamiętał nie tylko słodycz owocu, ale i gorycz kary, jaką mu wymierzono za ich kradzież:
Właściciel sadu czereśniowego
p. Michalski obiecał
jeśli zjedzą zrabowane czereśnie
na miejscu zapomni o całej sprawie.
Słowa jednak nie dotrzymał
Zaprowadził do rodziców
Którzy przykładnie zbili ich
na jego oczach.
Dwanaście lat później
Trzech złodziei czereśni
stanęlo przed bramą obozu
W Traiskirchen w Austrii
“Złod”Złodzieje czereśni” to krótki, poetycki życiorys poety i części jego emigracyjnego pokolenia. Pierwszym etapem dla uciekinierów do lepszego świata były:
Koszary piechoty Franciszka Józefa
Dawniejsza szkoła bohaterskich kadetów nazistowskich
Były garnizon bohaterskiej armii czerwonej
Obecnie- o ironio ludzka- nadzieja na lepsze życie,
Nie szczęśliwsze, ale lepsze –
Dla zdrajców swych ojczyzn z Europy wschodniej.
Bolesna jest ta ironia, zaprawiona goryczą przeżyć i ucieczki, takze przed “Michalskimi”, którzy nie dotrzymywali obietnic. Poezja Lizakowskiego jest bliska i wierna realiom życia. Widoczne jest to zarówno w wierszach o życiu emigrantów w Stanach, jak w opisach miejsc dobrze znanych i zapamiętanych z Pieszyc. Tak zapamiętał miasto swej młodości:
Miasto stanęlo obok Wielkiej Sowy (…)
Kamionka kanał ścieków (zakładów włokienniczych)
Płynie a w nim imperium szczurow
(…)
Pieszyce miasto robotników i chłopów
(…)
dwóch kościołow i cmentarzy, 10 tysięcy dusz,
9 barów z piwem, jednego posterunku MO,
8 szkół, 3 przedszkoli, szpitala,
Ośrodka zdrowia
Jednego banku i parku ( w stylu barokowym)
(…)
Niedaleko parkowej kaplicy
ukrzyżowanym Jezusem
(…)
Obok jest ławka na niej śpi Stasiu Szczypka
Stały lokator zakładów odwykowych i karnych
Przyjaciel przyrody i przyjaciel ludzi(…)
( Fragmenty wiersza Pieszyce miasto)
Czytelnik poezji Lizakowskiego łatwo odnajduje miejsca swego dzieciństwa i młodości, niezależnie od tego, czy to byly Pieszyce, czy inne polskie miasteczko. Ciekawe i “swojskie” dla wielu są też relacje z życia i doświadczeń emigracyjnych. Są to doświadczenia uniwersalne. Oto obserwacje poczynione w autobusie :
Wracałem tym autobusem
Przed 12 w nocy (…)
Ludzie ci zmęczeni byli harówką
W luksusowych hotelach
W których wykonywali ją za najmniejsze stawki
( zazdrościłem im- byłem bezrobotny).
Ostatnie autobusy rozwoziły emigrantow
którzy w krajach
europy środkowo – wschodniej
azji poludniowo zachodniej
uchodzili za wybrańców Boga,
którzy wygrali wielką stawkę w loterii życia(…)
( Z wiersza Autobus 38 Geary)
Lizakowski odbył długą drogę z Pieszyc do San Francisco. Ale równocześnie te dwa miasta, w jakimś emocjonalnym sensie, są blisko:
Rym ”bardzo blisko” sam się pcha na usta.
I rym i prawda
Zależy od tego na którym końcu łóżka siedzę.
Lewy ( przy oknie) widzę czubki drzew w parku
Oraz wieże mostu Golden Gate.
Prawy ( przy szafie) mam w niej rzeczy mi bliskie
Jestem w Pieszycach.
(…) Gdy spię nogi mam w San Francisko( rzeczywistość)
a głowę w Pieszycach ( sny).
(Z Pieszyc do San Francisco)
Poeta wyznaje, iż nie pisze listów, nie interesuje się, kto umarł, kto się urodził ani kto z kim śpi. Nie interesuje się rodziną. Dlaczego?
Jestem emigrantem na starą modłe. Cierpię w samotności
Nie uskarżam się, czasem ojczyznę nazwę “ukochaną”
czasem “dziwką”. Wolę książki niż emigracyjne towarzystwo (…)
Łóżko moje to strefa wpływów(…)
Dwóch idei, dwóch kontynentów, dwóch kultur,
Dwóch religii. Dwóch granic, dwóch cywilizacji,
Wody i ziemi, rzeczywistosci i snów.
Nie lubi “emigracyjnego towarzystwa”. Nie lubi, bo spotykał rodaków takich jak ci z “poematu łańcuchowego” Są rodacy. Otóż są rodacy, opowiada Poeta, pokazujący plecy na dźwięk polskiej mowy, są rodacy o śmiechu hieny, są rodacy, których kultura kłuje w zęby, a na wódkę wydają więcej w jednym miesiącu niż na ksiażkę przez 20 lat, są rodacy, którzy poza robieniem plotek i pieniedzy, na nic czasu nie mają… itd. itd. Musieli mu dopiec nie raz, ci rodacy… Lizakowski w swoich wspomnieniach o Miłoszu powiedział, iż Noblista nieczęsto bywał w gronie rodaków. “Dziwiłem się. Ale po jakimś okresie, dobrze zrozumiałem dlaczego”.
Po śmierci Czesława Miłosza Lizakowski opowiadał o swych spotkaniach z Czesławem Miłoszem, o swej fascynacji Poetą i Jego witalnością, pasją życia. Bywał w domu Poety. Jeszcze w Pieszycach marzył, by kiedyś Miłosza spotkać. Przed laty losy rzuciły go do Kalifornii, gdzie mieszkał Czesław Miłosz. Czy to nie cudowne wprost zrządzenie losu, chciałoby sie zapytać?
Miłosz był jednym z tych, którzy udzielali Lizakowskiemu rekomendacji, zachęcali do pisania, docenili walory jego twórczości, wspierali w ciężkich chwilach.
Czy w nowej rzeczywistości Lizakowski jest ciągle poetą emigracyjnym czy też poetą polskim mieszkającym w Chicago ? Z pewnością nęci go wspomnienie kwitnących czereśniowych drzew, ale jakże odjechać na zawsze stąd, gdzie tyle zdobylo się doświadczeń i wiedzy o świecie, o życiu?
Piękne są zielone oczy Ameryki
jak las, nie jeden w nim zabładził
wołał o pomoc
z glodu umarł.
Piękne są zielone oczy Ameryki
jak dwa banknoty dolarowe
nie jedne wyciągnąl ręce po nie
sparzyl się śmiertelnie.
Ameryka fascynuje Lizakowskiego. Wyznaje:
nie mogłem się oprzeć pokusie
Powtórnych narodzin
lecz nie jestem pewien
czy moje pierwsze ja umarło
a może nie musi umierać
wystarczy, że przemieni się
w drugie Ja
wczoraj emigrant
dzisiaj obywatel ameryki (…)
Poeta pisze o podróży do Polski:
Jak przyjmą po latach?
zastanawia się.
Prośba aby powitania byly krótkie,
Mało pytań, jak najmniej pytań (…)
Jesteś zdobywcą nowego,
Czy możesz przy obcych Ci ludziach wzruszać się
(…) łzy pokaża słabość,
Pomyślą że tam jest ci żle,
A ty tego nie chcesz.
(…) jesteś od nich o kilka wruszeń bogatszy , nie bój się podrózy do Europy
dodaje sobie odwagi Poeta “dwu kontynentów”, niegdyś złodziej, czereśni w pieszyckich sadach.
Ryszarda L. Pelc
W artykule cytowane są wiersze Adama Lizakowskiego, pochodzące ze zbioru „Złodzieje Czereśni. Wiersze i Poematy”. Wyd. Artex Publishing., Inc, Stevens Point, Wisconsin 1990.

Moja korespondentka blogowa z USA, Ryszarda L. Pelc, zainspirowana wpisem Jerzego Słomczyńskiego, przesłała mi poniższy tekst, zatytułowany „Emigrant na starą modłę”, poświęcony Adamowi Lizakowskiemu. Dziękuję i zapraszam do wędrówek śladami poety. (więcej…)

Galeria przyjaciół

20:15

Wernisaż na powitanie lata  w Galerii YAM – Ewa Matuszewska i Anna Wojak. Fot. Rafał Gratkowski

W Zakopanem jest kilka galerii sztuki współczesnej, jednak YAM jest galerią wyjątkową. Położona w centrum, przy Krupówkach, stoi jednak w bezpiecznym oddaleniu od gwarnego, pełnego turystów deptaku. Zaczęło się wszystko na początku lat 90, kiedy to Jaga Kozak i Anna Wojak, zaprzyjaźnione absolwentki klasy rzeźby zakopiańskiego liceum sztuk plastycznych im. Antoniego Kenara postanowiły zrealizować swoje marzenia – otworzyć w rodzinnym mieście własną galerię sztuki. (więcej…)

Zupa w głowie

20:42

Potok tatrzański dla udręczonych upałem. Fot. Szymon Białas

Tym razem wiadomość z Warszawy nie polityczna, a meteorologiczna. Pisze do mnie Elżbieta Oyrzanowska, zwana przez przyjaciół Grzanką: – Na szybie ogromna mucha. Stąpa tak powoli jakby chodziła po rozżarzonych węglach. Prawie słychać jej kroki. Ciągnie za sobą upał. Na termometrze w słońcu ponad 35 stopni. Nic nie działa. Nie słychać pracujących na boisku robotników. Trasa Łazienkowska ledwo dyszy. Karetki milczą. Lodówka i zamrażarka ucichły. Siedzę nieruchomo w fotelu. Przekładam z wysiłkiem nogę na nogę, żeby nie tracić energii.

(więcej…)