Zupa w głowie

Potok tatrzański dla udręczonych upałem. Fot. Szymon Białas

Tym razem wiadomość z Warszawy nie polityczna, a meteorologiczna. Pisze do mnie Elżbieta Oyrzanowska, zwana przez przyjaciół Grzanką: – Na szybie ogromna mucha. Stąpa tak powoli jakby chodziła po rozżarzonych węglach. Prawie słychać jej kroki. Ciągnie za sobą upał. Na termometrze w słońcu ponad 35 stopni. Nic nie działa. Nie słychać pracujących na boisku robotników. Trasa Łazienkowska ledwo dyszy. Karetki milczą. Lodówka i zamrażarka ucichły. Siedzę nieruchomo w fotelu. Przekładam z wysiłkiem nogę na nogę, żeby nie tracić energii.

Nie piję wody. Kupiłam coca colę. Może lepiej sprawdzi się jako napój na ten niemiłosierny żar. Pelargonie pocą się. Podlewam je rano i wieczorem, ale to niewiele pomaga. Liście mdleją. Sama jestem bliska omdlenia. Trzymam się, bo kto by mnie cucił. Przecież wszyscy ledwo się trzymają. Pot leje się po twarzy. Nie mam siły podnieść ręki, żeby coś z tym zrobić. A to dopiero byłaby heca. Wydarzenie w bloku. Padła z upału. Sąsiad narzeka, że pies nie może sobie znaleźć chłodnego miejsca w mieszkaniu. Przestał nawet jeść. Na smakołyki ani spojrzy, a to zupełnie do Kory nie podobne. Rozwala się w łazience i dyszy. Pije na leżąco. Jej sierść mokra. Cierpi. W sklepie rybnym, nowo otwartym na Rozbrat, nawet mrożone ryby jakby odzyskały życie. Parują, chociaż w chłodni. Po ulicach ludzie chodzą wolno. Ciągną noga za nogą. Nikt nie biegnie. Nie spieszy się. Wędrują z trudem pokonując upał. To i tak nie jest jak w tropiku. Tam wilgotne powietrze połączone z upałem fizycznie obezwładnia i każdy krok to zmaganie się ze ścianą. Ścianą rozżarzonej waty. Pot oblepia jak babie lato u nas. Jedyna ulga to ulewy tropikalne. Nie trwają długo, ale na chwilę, zanim zaczną parować, przynoszą wybawienie. Potem w powietrzu unosi się słodki zapach. Nigdzie nie pachnie tak jak w tropikach. O deszczu nie ma co marzyć chociaż niebo pokryte chmurami. Cumulusy, dumne jak pawie, wolno ciągną się po niebie. Nie pomogą nasze błagalne wołania choćby o kroplę deszczu i wiatru. Nic nie chce się robić. Zaczynam liczyć liście fikusa. W głowie ciepła zupa. I tak już od tygodnia.

Dodaj odpowiedź