Między Pieszycami a San Fransisco

Adam Lizakowski – poeta dwóch kontynentów, dwóch światów

Moja korespondentka blogowa z USA, Ryszarda L. Pelc, zainspirowana wpisem Jerzego Słomczyńskiego, przesłała mi poniższy tekst, zatytułowany „Emigrant na starą modłę”, poświęcony Adamowi Lizakowskiemu. Dziękuję i zapraszam do wędrówek śladami poety:
– Przed blisko piętnastu laty redakcja z Chicago nadesłała mi do recenzji tomik poezji w biało-czerwonej okładce. Dołaczony list wyjaśniał, że Autor zbioru przyjechał z San Francisco i zamierza osiąść w Chicago. Potem wiersze Lizakowskiego pojawiły się w paryskiej “Kulturze“ Jerzego Giedroycia. Pomyślałam wtedy, nie bez pewnej satysfakcji, iż poeta umiał i zdołał się przebić. Pochodzi z Dolnego Śląska, z Pieszyc. O tym miejscu napisał: to miasto umarło we mnie zupełnie nieoczekiwanie (…) Czy rzeczywiście?
Czy myślę o Pieszycach?Ależ naturalnie!
Jak mógłbym zapomnieć?
Wszystko pamiętam dokładnie(…)
Bez wysiłku spaceruję po ulicach,
przyjaciół pozdrawiam po imionach.
Lizakowski mieszka dalej w Chicago, ale jeździ do Polski. Do Pieszyc. Dzisiaj jest chlubą tego miasteczka. Nie zapomina, skąd wyszedł. Pieszyce doceniając to, uhonorowały go, umieszczając jego życiorys na swej “wizytówce” w internecie.
Lizakowski debiutował w 1980 roku w “Tygodniku Kulturalnym”, tak więc w obozie dla polskich emigrantów w Wiedniu był być może otoczony nimbem Poety. Ale ani on ani jego współemigranci z Pieszyc nie przeczuwali, że kiedyś tak miasto go uhonoruje. Lizakowski wyemigrował w 1981 roku i juz po dziesięciu latach pobytu na obczyźnie miał w swym dorobku kilka nagród poetyckich, kilka publikacji w anglojęzycznych amerykańskich antologiach i parę tomików poezji po polsku i angielsku.
Był założycielem pisma poetyckiego “Dwa Końce języka” i grupy poetyckiej “Niezapłacony rent”, wydał (wraz Pawłem Marcinkiewiczem) zbiór 2500 idomów amerykańskich tłumaczonych na polski. Napisał dwie sztuki teatralne, a jego “Zapiski z nad Zatoki San Francisco”, pierwotnie czytane w radio w Chicago i publikowane w “Gwieździe Polarnej“, wydano niedawno w Polsce w formie książkowej. I jest autorem kilku tomów poezji. Poeta pracuje też nad przekładami poezji angielskiej, w tym młodego amerykańskiego poety polskiego pochodzenia, Adriana Wiśnickiego. Zaczął zdobywać liczne nagrody .
Zbiór poezji Lizakowskiego “Złodzieje czereśni”, wydany w 1990 roku, ma dla mnie dość szczególne znaczenie. Poeta,który mieszka w Chicago, a przedtem w San Francisco, rwał czereśnie z tych samych drzew, co ja.
Było to w okolicach Dzierżoniowa, na Dolnym Śląsku. Czereśniowe drzewa rosnące w Pieszycach, Rościszowie i Podolinie wiosną zakwitały różowo, a potem rodziły wielkie, ciemnoczerwone, słodkie owoce. Pamięć o nich trwa. Ja pamiętam smak czereśni, Poeta zapamiętał nie tylko słodycz owocu, ale i gorycz kary, jaką mu wymierzono za ich kradzież:
Właściciel sadu czereśniowego
p. Michalski obiecał
jeśli zjedzą zrabowane czereśnie
na miejscu zapomni o całej sprawie.
Słowa jednak nie dotrzymał
Zaprowadził do rodziców
Którzy przykładnie zbili ich
na jego oczach.
Dwanaście lat później
Trzech złodziei czereśni
stanęlo przed bramą obozu
W Traiskirchen w Austrii
“Złod”Złodzieje czereśni” to krótki, poetycki życiorys poety i części jego emigracyjnego pokolenia. Pierwszym etapem dla uciekinierów do lepszego świata były:
Koszary piechoty Franciszka Józefa
Dawniejsza szkoła bohaterskich kadetów nazistowskich
Były garnizon bohaterskiej armii czerwonej
Obecnie- o ironio ludzka- nadzieja na lepsze życie,
Nie szczęśliwsze, ale lepsze –
Dla zdrajców swych ojczyzn z Europy wschodniej.
Bolesna jest ta ironia, zaprawiona goryczą przeżyć i ucieczki, takze przed “Michalskimi”, którzy nie dotrzymywali obietnic. Poezja Lizakowskiego jest bliska i wierna realiom życia. Widoczne jest to zarówno w wierszach o życiu emigrantów w Stanach, jak w opisach miejsc dobrze znanych i zapamiętanych z Pieszyc. Tak zapamiętał miasto swej młodości:
Miasto stanęlo obok Wielkiej Sowy (…)
Kamionka kanał ścieków (zakładów włokienniczych)
Płynie a w nim imperium szczurow
(…)
Pieszyce miasto robotników i chłopów
(…)
dwóch kościołow i cmentarzy, 10 tysięcy dusz,
9 barów z piwem, jednego posterunku MO,
8 szkół, 3 przedszkoli, szpitala,
Ośrodka zdrowia
Jednego banku i parku ( w stylu barokowym)
(…)
Niedaleko parkowej kaplicy
ukrzyżowanym Jezusem
(…)
Obok jest ławka na niej śpi Stasiu Szczypka
Stały lokator zakładów odwykowych i karnych
Przyjaciel przyrody i przyjaciel ludzi(…)
( Fragmenty wiersza Pieszyce miasto)
Czytelnik poezji Lizakowskiego łatwo odnajduje miejsca swego dzieciństwa i młodości, niezależnie od tego, czy to byly Pieszyce, czy inne polskie miasteczko. Ciekawe i “swojskie” dla wielu są też relacje z życia i doświadczeń emigracyjnych. Są to doświadczenia uniwersalne. Oto obserwacje poczynione w autobusie :
Wracałem tym autobusem
Przed 12 w nocy (…)
Ludzie ci zmęczeni byli harówką
W luksusowych hotelach
W których wykonywali ją za najmniejsze stawki
( zazdrościłem im- byłem bezrobotny).
Ostatnie autobusy rozwoziły emigrantow
którzy w krajach
europy środkowo – wschodniej
azji poludniowo zachodniej
uchodzili za wybrańców Boga,
którzy wygrali wielką stawkę w loterii życia(…)
( Z wiersza Autobus 38 Geary)
Lizakowski odbył długą drogę z Pieszyc do San Francisco. Ale równocześnie te dwa miasta, w jakimś emocjonalnym sensie, są blisko:
Rym ”bardzo blisko” sam się pcha na usta.
I rym i prawda
Zależy od tego na którym końcu łóżka siedzę.
Lewy ( przy oknie) widzę czubki drzew w parku
Oraz wieże mostu Golden Gate.
Prawy ( przy szafie) mam w niej rzeczy mi bliskie
Jestem w Pieszycach.
(…) Gdy spię nogi mam w San Francisko( rzeczywistość)
a głowę w Pieszycach ( sny).
(Z Pieszyc do San Francisco)
Poeta wyznaje, iż nie pisze listów, nie interesuje się, kto umarł, kto się urodził ani kto z kim śpi. Nie interesuje się rodziną. Dlaczego?
Jestem emigrantem na starą modłe. Cierpię w samotności
Nie uskarżam się, czasem ojczyznę nazwę “ukochaną”
czasem “dziwką”. Wolę książki niż emigracyjne towarzystwo (…)
Łóżko moje to strefa wpływów(…)
Dwóch idei, dwóch kontynentów, dwóch kultur,
Dwóch religii. Dwóch granic, dwóch cywilizacji,
Wody i ziemi, rzeczywistosci i snów.
Nie lubi “emigracyjnego towarzystwa”. Nie lubi, bo spotykał rodaków takich jak ci z “poematu łańcuchowego” Są rodacy. Otóż są rodacy, opowiada Poeta, pokazujący plecy na dźwięk polskiej mowy, są rodacy o śmiechu hieny, są rodacy, których kultura kłuje w zęby, a na wódkę wydają więcej w jednym miesiącu niż na ksiażkę przez 20 lat, są rodacy, którzy poza robieniem plotek i pieniedzy, na nic czasu nie mają… itd. itd. Musieli mu dopiec nie raz, ci rodacy… Lizakowski w swoich wspomnieniach o Miłoszu powiedział, iż Noblista nieczęsto bywał w gronie rodaków. “Dziwiłem się. Ale po jakimś okresie, dobrze zrozumiałem dlaczego”.
Po śmierci Czesława Miłosza Lizakowski opowiadał o swych spotkaniach z Czesławem Miłoszem, o swej fascynacji Poetą i Jego witalnością, pasją życia. Bywał w domu Poety. Jeszcze w Pieszycach marzył, by kiedyś Miłosza spotkać. Przed laty losy rzuciły go do Kalifornii, gdzie mieszkał Czesław Miłosz. Czy to nie cudowne wprost zrządzenie losu, chciałoby sie zapytać?
Miłosz był jednym z tych, którzy udzielali Lizakowskiemu rekomendacji, zachęcali do pisania, docenili walory jego twórczości, wspierali w ciężkich chwilach.
Czy w nowej rzeczywistości Lizakowski jest ciągle poetą emigracyjnym czy też poetą polskim mieszkającym w Chicago ? Z pewnością nęci go wspomnienie kwitnących czereśniowych drzew, ale jakże odjechać na zawsze stąd, gdzie tyle zdobylo się doświadczeń i wiedzy o świecie, o życiu?
Piękne są zielone oczy Ameryki
jak las, nie jeden w nim zabładził
wołał o pomoc
z glodu umarł.
Piękne są zielone oczy Ameryki
jak dwa banknoty dolarowe
nie jedne wyciągnąl ręce po nie
sparzyl się śmiertelnie.
Ameryka fascynuje Lizakowskiego. Wyznaje:
nie mogłem się oprzeć pokusie
Powtórnych narodzin
lecz nie jestem pewien
czy moje pierwsze ja umarło
a może nie musi umierać
wystarczy, że przemieni się
w drugie Ja
wczoraj emigrant
dzisiaj obywatel ameryki (…)
Poeta pisze o podróży do Polski:
Jak przyjmą po latach?
zastanawia się.
Prośba aby powitania byly krótkie,
Mało pytań, jak najmniej pytań (…)
Jesteś zdobywcą nowego,
Czy możesz przy obcych Ci ludziach wzruszać się
(…) łzy pokaża słabość,
Pomyślą że tam jest ci żle,
A ty tego nie chcesz.
(…) jesteś od nich o kilka wruszeń bogatszy , nie bój się podrózy do Europy
dodaje sobie odwagi Poeta “dwu kontynentów”, niegdyś złodziej, czereśni w pieszyckich sadach.
Ryszarda L. Pelc
W artykule cytowane są wiersze Adama Lizakowskiego, pochodzące ze zbioru „Złodzieje Czereśni. Wiersze i Poematy”. Wyd. Artex Publishing., Inc, Stevens Point, Wisconsin 1990.

Moja korespondentka blogowa z USA, Ryszarda L. Pelc, zainspirowana wpisem Jerzego Słomczyńskiego, przesłała mi poniższy tekst, zatytułowany „Emigrant na starą modłę”, poświęcony Adamowi Lizakowskiemu. Dziękuję i zapraszam do wędrówek śladami poety.

Przed blisko piętnastu laty redakcja z Chicago nadesłała mi do recenzji tomik poezji w biało-czerwonej okładce. Dołaczony list wyjaśniał, że Autor zbioru przyjechał z San Francisco i zamierza osiąść w Chicago. Potem wiersze Lizakowskiego pojawiły się w paryskiej “Kulturze“ Jerzego Giedroycia. Pomyślałam wtedy, nie bez pewnej satysfakcji, iż poeta umiał i zdołał się przebić. Pochodzi z Dolnego Śląska, z Pieszyc. O tym miejscu napisał: to miasto umarło we mnie zupełnie nieoczekiwanie (…) Czy rzeczywiście?

Czy myślę o Pieszycach?Ależ naturalnie!

Jak mógłbym zapomnieć?

Wszystko pamiętam dokładnie(…)

Bez wysiłku spaceruję po ulicach,

przyjaciół pozdrawiam po imionach.

Lizakowski mieszka dalej w Chicago, ale jeździ do Polski. Do Pieszyc. Dzisiaj jest chlubą tego miasteczka. Nie zapomina, skąd wyszedł. Pieszyce doceniając to, uhonorowały go, umieszczając jego życiorys na swej “wizytówce” w internecie.

Lizakowski debiutował w 1980 roku w “Tygodniku Kulturalnym”, tak więc w obozie dla polskich emigrantów w Wiedniu był być może otoczony nimbem Poety. Ale ani on ani jego współemigranci z Pieszyc nie przeczuwali, że kiedyś tak miasto go uhonoruje. Lizakowski wyemigrował w 1981 roku i juz po dziesięciu latach pobytu na obczyźnie miał w swym dorobku kilka nagród poetyckich, kilka publikacji w anglojęzycznych amerykańskich antologiach i parę tomików poezji po polsku i angielsku.

Był założycielem pisma poetyckiego “Dwa Końce języka” i grupy poetyckiej “Niezapłacony rent”, wydał (wraz Pawłem Marcinkiewiczem) zbiór 2500 idomów amerykańskich tłumaczonych na polski. Napisał dwie sztuki teatralne, a jego “Zapiski z nad Zatoki San Francisco”, pierwotnie czytane w radio w Chicago i publikowane w “Gwieździe Polarnej“, wydano niedawno w Polsce w formie książkowej. I jest autorem kilku tomów poezji. Poeta pracuje też nad przekładami poezji angielskiej, w tym młodego amerykańskiego poety polskiego pochodzenia, Adriana Wiśnickiego. Zaczął zdobywać liczne nagrody .

Zbiór poezji Lizakowskiego “Złodzieje czereśni”, wydany w 1990 roku, ma dla mnie dość szczególne znaczenie. Poeta,który mieszka w Chicago, a przedtem w San Francisco, rwał czereśnie z tych samych drzew, co ja.

Było to w okolicach Dzierżoniowa, na Dolnym Śląsku. Czereśniowe drzewa rosnące w Pieszycach, Rościszowie i Podolinie wiosną zakwitały różowo, a potem rodziły wielkie, ciemnoczerwone, słodkie owoce. Pamięć o nich trwa. Ja pamiętam smak czereśni, Poeta zapamiętał nie tylko słodycz owocu, ale i gorycz kary, jaką mu wymierzono za ich kradzież:

Właściciel sadu czereśniowego

p. Michalski obiecał

jeśli zjedzą zrabowane czereśnie

na miejscu zapomni o całej sprawie.

Słowa jednak nie dotrzymał

Zaprowadził do rodziców

Którzy przykładnie zbili ich

na jego oczach.

Dwanaście lat później

Trzech złodziei czereśni

stanęlo przed bramą obozu

W Traiskirchen w Austrii

„Złodzieje czereśni” to krótki, poetycki życiorys poety i części jego emigracyjnego pokolenia. Pierwszym etapem dla uciekinierów do lepszego świata były:

Koszary piechoty Franciszka Józefa

Dawniejsza szkoła bohaterskich kadetów nazistowskich

Były garnizon bohaterskiej armii czerwonej

Obecnie- o ironio ludzka- nadzieja na lepsze życie,

Nie szczęśliwsze, ale lepsze –

Dla zdrajców swych ojczyzn z Europy wschodniej.


Bolesna jest ta ironia, zaprawiona goryczą przeżyć i ucieczki, takze przed “Michalskimi”, którzy nie dotrzymywali obietnic. Poezja Lizakowskiego jest bliska i wierna realiom życia. Widoczne jest to zarówno w wierszach o życiu emigrantów w Stanach, jak w opisach miejsc dobrze znanych i zapamiętanych z Pieszyc. Tak zapamiętał miasto swej młodości:

Miasto stanęlo obok Wielkiej Sowy (…)

Kamionka kanał ścieków (zakładów włokienniczych)

Płynie a w nim imperium szczurow

(…)

Pieszyce miasto robotników i chłopów

(…)

dwóch kościołow i cmentarzy, 10 tysięcy dusz,

9 barów z piwem, jednego posterunku MO,

8 szkół, 3 przedszkoli, szpitala,

Ośrodka zdrowia

Jednego banku i parku ( w stylu barokowym)

(…)

Niedaleko parkowej kaplicy

ukrzyżowanym Jezusem

(…)

Obok jest ławka na niej śpi Stasiu Szczypka

Stały lokator zakładów odwykowych i karnych

Przyjaciel przyrody i przyjaciel ludzi(…)

( Fragmenty wiersza Pieszyce miasto)

Czytelnik poezji Lizakowskiego łatwo odnajduje miejsca swego dzieciństwa i młodości, niezależnie od tego, czy to byly Pieszyce, czy inne polskie miasteczko. Ciekawe i “swojskie” dla wielu są też relacje z życia i doświadczeń emigracyjnych. Są to doświadczenia uniwersalne. Oto obserwacje poczynione w autobusie:

Wracałem tym autobusem

Przed 12 w nocy (…)

Ludzie ci zmęczeni byli harówką

W luksusowych hotelach

W których wykonywali ją za najmniejsze stawki

(zazdrościłem im- byłem bezrobotny).

Ostatnie autobusy rozwoziły emigrantow

którzy w krajach

europy środkowo – wschodniej

azji poludniowo zachodniej

uchodzili za wybrańców Boga,

którzy wygrali wielką stawkę w loterii życia(…)

( Z wiersza Autobus 38 Geary)

Lizakowski odbył długą drogę z Pieszyc do San Francisco. Ale równocześnie te dwa miasta, w jakimś emocjonalnym sensie, są blisko:

Rym ”bardzo blisko” sam się pcha na usta.

I rym i prawda

Zależy od tego na którym końcu łóżka siedzę.

Lewy ( przy oknie) widzę czubki drzew w parku

Oraz wieże mostu Golden Gate.

Prawy ( przy szafie) mam w niej rzeczy mi bliskie

Jestem w Pieszycach.

(…) Gdy spię nogi mam w San Francisko( rzeczywistość)

a głowę w Pieszycach ( sny).

(Wiersz Z Pieszyc do San Francisco)

Poeta wyznaje, iż nie pisze listów, nie interesuje się, kto umarł, kto się urodził ani kto z kim śpi. Nie interesuje się rodziną. Dlaczego?

Jestem emigrantem na starą modłe. Cierpię w samotności

Nie uskarżam się, czasem ojczyznę nazwę “ukochaną”

czasem “dziwką”. Wolę książki niż emigracyjne towarzystwo (…)

Łóżko moje to strefa wpływów(…)

Dwóch idei, dwóch kontynentów, dwóch kultur,

Dwóch religii. Dwóch granic, dwóch cywilizacji,

Wody i ziemi, rzeczywistosci i snów.

Nie lubi “emigracyjnego towarzystwa”. Nie lubi, bo spotykał rodaków takich jak ci z “poematu łańcuchowego” Są rodacy. Otóż są rodacy, opowiada Poeta, pokazujący plecy na dźwięk polskiej mowy, są rodacy o śmiechu hieny, są rodacy, których kultura kłuje w zęby, a na wódkę wydają więcej w jednym miesiącu niż na ksiażkę przez 20 lat, są rodacy, którzy poza robieniem plotek i pieniedzy, na nic czasu nie mają… itd. itd. Musieli mu dopiec nie raz, ci rodacy… Lizakowski w swoich wspomnieniach o Miłoszu powiedział, iż Noblista nieczęsto bywał w gronie rodaków. “Dziwiłem się. Ale po jakimś okresie, dobrze zrozumiałem dlaczego”.

Po śmierci Czesława Miłosza Lizakowski opowiadał o swych spotkaniach z Czesławem Miłoszem, o swej fascynacji Poetą i Jego witalnością, pasją życia. Bywał w domu Poety. Jeszcze w Pieszycach marzył, by kiedyś Miłosza spotkać. Przed laty losy rzuciły go do Kalifornii, gdzie mieszkał Czesław Miłosz. Czy to nie cudowne wprost zrządzenie losu, chciałoby sie zapytać?

Miłosz był jednym z tych, którzy udzielali Lizakowskiemu rekomendacji, zachęcali do pisania, docenili walory jego twórczości, wspierali w ciężkich chwilach.

Czy w nowej rzeczywistości Lizakowski jest ciągle poetą emigracyjnym czy też poetą polskim mieszkającym w Chicago ? Z pewnością nęci go wspomnienie kwitnących czereśniowych drzew, ale jakże odjechać na zawsze stąd, gdzie tyle zdobylo się doświadczeń i wiedzy o świecie, o życiu?

Piękne są zielone oczy Ameryki

jak las, nie jeden w nim zabładził

wołał o pomoc

z glodu umarł.

Piękne są zielone oczy Ameryki

jak dwa banknoty dolarowe

nie jedne wyciągnąl ręce po nie

sparzyl się śmiertelnie.

Ameryka fascynuje Lizakowskiego. Wyznaje:

nie mogłem się oprzeć pokusie

Powtórnych narodzin

lecz nie jestem pewien

czy moje pierwsze ja umarło

a może nie musi umierać

wystarczy, że przemieni się

w drugie Ja

wczoraj emigrant

dzisiaj obywatel ameryki (…)

Poeta pisze o podróży do Polski:

Jak przyjmą po latach?

zastanawia się.

Prośba, aby powitania byly krótkie,

Mało pytań, jak najmniej pytań (…)

Jesteś zdobywcą nowego,

Czy możesz przy obcych Ci ludziach wzruszać się

(…) łzy pokaża słabość,

Pomyślą że tam jest ci żle,

A ty tego nie chcesz.

(…) jesteś od nich o kilka wruszeń bogatszy , nie bój się podrózy do Europy

dodaje sobie odwagi Poeta “dwu kontynentów”, niegdyś złodziej, czereśni w pieszyckich sadach.

Ryszarda L. Pelc

W artykule cytowane są wiersze Adama Lizakowskiego, pochodzące ze zbioru Złodzieje Czereśni. Wiersze i Poematy. Wyd. Artex Publishing., Inc, Stevens Point, Wisconsin 1990.

Jedna odpowiedź

  1. Jurek napisał(a):

    Byłem dnia 10 sierpnia w Bibliotece Publicznej na Woli w Warszawie przy ul. Redutowej 48 na spotkaniu poetyckim z Adamem Lizakowskim.
    Chcialbym się skupić na wypowiedziach Adama Lizakowskiego o Czeslawie Miloszu, szkoda że nie opracowal tego w formie jakiegoś szkicu, bo to jest ciekawe bardzo.
    Po pierwsze dowiedzialem się, że biblioteki we wszystkich miastach w USA mieszczą się w najpiękniejszych budynkach i dojazdy do bibliotek są wyraźnie oznaczone w różnych punktach miasta.

    W przyszlym roku będzie obchodzony rok Czesława Milosza w związku z jego setną rocznicą urodzin. Uroczystości będą w Polsce, na Litwie i w USA.
    Adam Lizakowski jest wielkim znawcą życia i tworczości Milosza, ktorego poznal na Uniwersytecie Berkeley w Kalifornii. Przyjedzie do Polski i na Litwę na imprezy związane z rokiem Milosza.

    Adam Lizakowski powiedzial o wielkich zaslugach Czeslawa Miłosza dla prezentacji literatury polskiej w USA. Miłosz wydał Postwar Polish Poetry – taką antologię polskich poetow. A także The History of Polish Literature.
    To są bardzo ważne opracowania znane wszystkim specjalistom w USA prowadzącym prace naukowe dotyczące polskiej literatury.

    Czeslaw Milosz przez wiele lat w USA nie byl znany jako poeta, ale jako autor opracowań o polskiej literaturze oraz tlumacz wierszy poetow polskich na język angielski.

    Czeslaw Milosz poprzez swoje tlumaczenia przedstawil czytelnikom amerykańskim wiersze Zbigniewa Herberta i Wislawy Szymborskiej.

    Adam Lizakowski uważa Czeslawa Milosza za jedynego polskiego poetę i literata ktory jest sławny w USA.

    W Polsce malo się wie o wielkich zaslugach Czeslawa Milosza dla przedstawienia polskiej literatury czytelnikom amerykańskim.

Dodaj odpowiedź