Powstanie Warszawskie a Zakopane

W ubiegłym roku, w 65. rocznicę Powstania Warszawskiego, w kościele Najświętszej Rodziny, z udziałem władz miasta, została odprawiona msza upamiętniająca tę rocznicę. Dzięki Janowi Kępskiemu z Urzędu Miasta, odpowiadającemu za obronę cywilną i sprawy wojskowe, o godzinie siedemnastej odezwały się syreny alarmowe. Pan Jan, by je włączyć (a może to zrobić tylko on), opóźnił o dzień wyjazd na urlop. W przeciwieństwie do Warszawy, Zakopane nie zatrzymało się na symboliczną minutę. Na Krupówkach wakacyjny tłum zapewne niczego nie dosłyszał, ogłuszony nadmiarem decybeli, atakujących z każdej knajpy.

W tym roku szczególnych obchodów nie przewidziano, jednak pan Jan już w środę zapowiedział, że i tym razem syreny w Zakopanem rozlegną się w Godzinie W. I znów pojedzie o dzień później na urlop. Jego matka przeżyła Powstanie w Warszawie, ja od najwcześniejszego dzieciństwa  1 sierpnia szłam na Powązki Wojskowe i zapalałam znicze na grobach powstańców. Kiedy przeniosłam się do Zakopanego, niekiedy udawało mi się pojechać do mojego miasta rodzinnego i dopełnić rytuału. Opowieści rodzinne, lektury, filmy – wszystko to tworzyło obraz Powstania, bohaterskiego zrywu, bez którego Polska stałaby się kolejną republiką Kraju Rad.

W stanie wojennym legenda Powstania była szczególnie ideotwórcza dla podziemia, zasady działań konspiracyjnych w znacznej mierze były wzorowane na konspirze czasu okupacji hitlerowskiej. W moim ówczesnym środowisku nikt nie kwestionował sensu Powstania. W miarę upływu lat, a zwłaszcza po roku 1989, niektórzy historycy i publicyści zajmujący się historią Polski, zaczęli  surowo oceniać  skutki Powstania dla społeczeństwa. Zginęli młodzi ludzie, najlepsi z najlepszych, ludność cywilna Warszawy zapłaciła straszliwą cenę, stolica została niemal zrównana z ziemią.

Dziś w II programie Polskiego Radia w audycji poświęconej Powstaniu mówiono przede wszystkim o cywilnych mieszkańcach Warszawy, o tym, że łatwiej było walczyć na barykadzie niż siedzieć w piwnicy i czekać, w obezwładniającym strachu i bez nadziei,  na nieuchronne uderzenie bomby. Tego doświadczenia nie przeżyli mieszkańcy żadnego innego miasta w Polsce, więc może nie można mieć  za złe, że dla nich Powstanie Warszawskie to tylko kilka kart w podręczniku historii. Dla mnie to część historii mojej rodziny, nie chcę więc oceniać, czy Powstanie było wspaniałym aktem patriotyzmu czy fatalnym w skutkach błędem dowództwa Armii Krajowej. 1 sierpnia, bez względu na to, gdzie będę, w Godzinie W zawsze zapalę znicz.

[audio:http://ewamatuszewska.pl/blog/wp-content/uploads/2010/07/Grot.mp3|titles=Grot]

19 komentarzy

  1. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,
    Myślę, że miejscem w pobliżu Pani związanym z Powstaniem Warszawskim jest „Kmitówka” w Bukowinie Tatrzańskiej. Do swojej cioci Aliny Kmity Piorunowej jeździl Krzysztof Kamil Baczyński , poeta polegly w pierwszych dniach Powstania w Palacu Bruhla, w okolicach Placu Teatralnego. Wiele wierszy Baczyński napisal w „Kmitowce” gdy jeździl tam na wakacje. Alina Kmita Piorunowa przyczynila się do wydania wierszy Baczyńskiego , porządkując je po jego śmierci.
    Tak pod „Kmitówką” powinno się zapalić znicz.

    Na pewno stosunek osób urodzonych w Warszawie jest bardzo osobisty do Powstania. U mnie w domu Rodzice z wielką czcią wspominali poleglych w tym wielu przyjaciół. W każdej warszawskiej rodzinie wspominano kogoś poleglego w Powstaniu , kogoś z najbliższej rodziny czy spośród przyjaciół.
    Niektóre osoby idąc na Powązki Wojskowe mają do odwiedzenia nawet kilkanaście grobów.
    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
    Jerzy Słomczyński

    Sześćdziesiąta trzecia rocznica Powstania Warszawskiego
    Sierpień 2007, Warszawa

    Pamiętam rok cały o tym dniu
    I muszę wtedy pójść na cmentarz
    Na Powązkach będzie gęsty tłum
    Co o Powstaniu wiernie pamięta

    Pierwszy sierpnia to jest dzień
    Gdy bohaterów czci Warszawa
    Za swe miasto ginęli blisko gdzieś
    I cześć im oddać tu wypada

    Ochoczo szli w swój pierwszy bój
    W którym oddali życie młode
    I o siedemnastej – godzinie „W”
    Nie pomyśleli, że dla Ojczyzny życia szkoda

    A mija lat sześćdziesiąt trzy
    Od sierpnia gdy wybuchło tu Powstanie
    A trwało dni sześćdziesiąt trzy
    Walki i bólu, osamotnienia i konania

    Ci co przeżyli te długie dni
    Jako nieliczni ocalili życie młode
    Póki siły mieli starali się tu być
    Teraz ich dzieci w godzinie „W” tu przychodzą

    Wynieśli przyjaźń co wiecznie trwa
    Ci co z Powstania ocaleni
    I wiele się małżeńskich połączyło par
    Na barykadach przez kapelana pobłogosławieni

    Także w Powstaniu zdarzało się
    Że chłopak zginął, dziewczyna zdrowa i cała
    Samotnie przez życie zdecydowała przejść
    Jako szczęście zachowując miłość co przetrwała

    Groby równiutko na Powązkach stoją tu
    Niczym żołnierze w długim szeregu
    A bezimiennych grobów to cały tłum
    Wśród dwudziestoletnich rozpoznanych kolegów

    A przy tych grobach wspaniale dziś
    Harcerze śpiewają powstańcze pieśni
    Szczęśliwi są ci co mogli tu przyjść
    A Ty do Boga za Powstańców westchnij

  2. Jurek napisał(a):

    Związki Zakopanego z Powstaniem Warszawskim jednak byly . Okolo 5 tysięcy Warszawiaków znalazło scchronienie na Podhalu po Powstaniu.

    http://ewamatuszewska.pl/blog/?p=515

    W komentarzach do artykulu „Rzeczniczka Podhala w Warszawie” opsywalem Jacka Karpińskiego, Macieja Nowickiego, Tereskę Boguslawską. Oni byli po Powstaniu w Zakopanem.

  3. ewa napisał(a):

    Panie Jurku, to bardzo ciekawa informacja o „Kmitówce”, muszę zapytać znajomych z Bukowiny, gdzie ten dom jest. Dziś nie wybiorę się tam, ale w ostatni dzień Powstania pojadę pod „Kmitówkę” i zapalę znicz (jeśli dom jeszcze stoi, a właściciele pozwolą). O popowstaniowych uchodźcach z Warszawy, którzy znaleźli schronienie przede wszystkim w Zakopanem, mam trochę informacji z pierwszej ręki. Pani doktor Elżbieta Łaniewska-Łukaszczyk z Warszawy, przez wiele lat czynnie działała w zakopiańskim oddziale organizacji skupiającej byłych żołnierzy AK. Dopóki starczało jej sił, leczyła ich i pomagała w rozwiązywaniu życiowych problemów. To dzięki staraniom kombatantów Powstania Warszawskiego na ścianie kościoła Przenajświętszej Rodziny przy Krupówkach wmurowano ufundowaną przez nich tablicę ku czci Armii Krajowej i poległym powstańcom.

  4. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,
    Przecież wybranie się na Powązki to jest jakiś wysilek, dla młodzieży to jest wyrzeczenie niedziela spędzona na Cmentarzu zamiast nad wodą. Przecież trzeba mieć na sobie mundur harcerski, stać w szyku .
    Przecież z tej uroczystości powinno się wynieść jakieś pozytywne wartości.

    Dlaczego kolejny raz to jest popsute i zaklocone przez chuliganów politycznych ?

    Przecież jeżeli prezydent elekt Bronislaw Komorowski , idzie wśród buczenia, wyzwisk , szyderczych okrzykow „hrabia” to jaki to jest przyklad dla mlodzieży.?

    A Ci biedni Powstańcy, przecież nie dla nich przyszli chuligani polityczni.
    Przecież przyszli dokladnie pogrzebać te tradycyjne uroczystości na Powązkach.

    I myślę, że wspolne odmowienie Zdrowasiek przez chuliganow politycznych i resztę osób nie jest żadnym wyjściem honorowymm.

    Nie bylo dzisiaj żadnego „poltyka z jajami”, ktory tak jak proboszcz Parafii Św. Stanislawa Kostki zdecydowanie opieprzyl chuliganow politycznych , ktorzy buczeniem zakłócili mszę związaną z blogoslawieństwem ks. Jerzego.
    Chodzilo wtedy o buczenie po pozdrowieniu Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz.

    Przykro jest mi to pisać, ale nie mogę się bać chuliganów politycznych

  5. ewa napisał(a):

    A w „Wiadomościach” informacja, że tym razem uroczystości na Powązkach nie zostały zakłócone! Dziś rano znajoma z Warszawy opowiadała mi, że pod Pałacem Prezydenckim strażnicy krzyża zaczepiają ludzi przystających przy tymże krzyżu i pytają, na przykład, czy ma się przy sobie różaniec. Jeśli nie, jest się Żydem, komunistą, złym Polakiem. Albo wszystkim na raz. Agresja i nienawiść, przemieszane z Ciemnogrodem Nic więc dziwnego, że jeśli krzyż posłużył „zakonowi” Prezesa do walki politycznej, to skutki tej wojny polsko-polskiej dotykają coraz więcej obszarów naszego życia. Jedyna pociecha, że ci spod krzyża i ci buczący na Powązkach to nie jest cała Polska.

    • Jurek napisał(a):

      Pani Ewo,

      Czy odnalazła Pani "Kmitówkę", gdzie bywał u kuzynów Krzysztof Kamil Baczyński.?

      W przewodniku po Bukowinie Tatrzańskiej Stanisławy Galicy Górkiewicz to miejsce jest opisane, więc łatwo trafić.

      Czy wybierze się tam Pani 1 sierpnia?

      Może ja bym przyjechał 1 sierpnia  pod "Kmitówkę" gdzie jeździłem jako dziecko z Rodzicami. Moi Rodzice przyjaźnili się z Anielą Kmitą – Piorun, kuzynką i opiekunką twórczości Kamila Baczyńskiego.

      Pozdrawiam

      Jerzy

  6. Marek napisał(a):

    Jurku, bardzo dobrze ujete. Mam tylko jedna uwage. Chodzi mi mianowice o to, ze okreslanie tego rodzaju choloty mianem chuliganow politycznych jest chyba jednak zbyt lagodne.

    Jesli ktos decyduje sie zaklocac uroczystosci tak podniosle i w gruncie rzeczy smutne, a na pewno juz patriotyczne w tak prymitywny sposob – jest to po prostu cholota, tluszca, swolocz.

    Chuliganami sa te kreatury na pewno, a polityka jest w koncu dosyc brudnym zajeciem, ale mimo wszystko doczepianie tej swoloczy etykiety „polityczni” zdaje sie podnosic ich wartosc w jakis sposob.

    Oczywiscie, jesli nie znajdziemy lepszego okreslenia, moga w koncu byc chuliganami politycznymi, lecz uwazam, ze jest to zbyt politycznie sluszna etykietka.

  7. Jurek napisał(a):

    Jeżeli chodzi o Krzyż na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim to uważam , że do czasu przeniesienia go do Kościola powinien być chroniony.
    Przecież dochodzilo tam do prowokacji.
    Jacyś ludzie ustawili tam miseczki z ryżem czy spaghetti jakieś symbole ich wiary podobno.
    Inne osoby ustawily tam rakietę z papieru na kółkach i przeprowadzily ją pod Palac Staszica do siedziby Polskiej Akademii Nauk. Haslem happeningu bylo chcemy rozwoju techniki w Polsce a nie Krzyży.

    Po co takie akcje w miejscu gdzie tyle osób pod tym Krzyżem się modlilo za Ofiary Katastrofy pod Smoleńskiem.

  8. Jurek napisał(a):

    Byłem wczoraj w Muzeum Powstania Warszawskiego, otwartym na 60 lecie Wybuchu Powstania z dużym zaangażowaniem Lecha Kaczyńskiego ówczesnego Prezydenta Warszawy.

    Paweł Sztarbowski napisal spektakl „Opowiem Ci bajkę” w oparciu o bajki Zofii Lorentz i relacje dzieci świadków męczeństwa w Powstaniu Warszawskim.
    Reżyserem byl Pawel Łysak

    Aktorzy, pokryci krwią od stóp do głów, wypowiadali swe kwestie, przerywane tikami, wstrząsami pochodzącymi od uszkodzonych kręgosłupów, podświadomym przerywanym krzykiem który pozostaje w mózgach osób doświadczonych nieprawdopodobną traumą.

    To byly tragiczne opisy miazgi ktora powstaje ze szczątków dzieci rozbijanych o ściany, dzieci ktorych mózgi, krew i wybite oczy na półtora metra barwily domy w umęczonej Warszawie.

    To byly wkomponowane w treść przedstawienia autentyczne opisy będące w posiadaniu Muzeum.

    Skontrastowane to bylo z chórem dzieci wypieszczonych, pięknych , ubranych super elegancko przez troskliwe mamusie w czasie obecnym.

    To ich piękne , śpiewane anielskimi glosikami piosenki powstańcze, pomagaly zrozumieć ten okropny koszmar z Sierpnia 1944.

    Bardzo mocne przedstawienie dla osób o stalowych nerwach.

  9. Jurek napisał(a):

    Wspomniałem tu o księdzu prałacie Zygmuncie Malackim, proboszczu z parafii Sw. Stanisława Kostki na Żoliborzu gdzie jest grób ks. Jerzego Popieluszki.
    Ksiądz bardzo ostro potępil osoby, które buczaly i wyły na Mszy na Żoliborzu poświęconej uczczeniu relikwii błogoslawionego księdza Jerzego Popiełuszki.
    Ksiądz powiedzial, że to jest okropna obraza pamięci ks. Jerzego Popieluszki, ktory byl otwarty na problemy osób o różnych poglądach politycznych. Przyczyną buczenia i wycia bylo pozdrowienie przez księdza Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz.

    Ksiądz pralat Zygmunt Malacki umarl wczoraj to jest 7 sierpnia.

  10. Jurek napisał(a):

    Bezpośrednio pod artykulem pani Ewy Matuszewskiej „Powstanie Warszawskie a Zakopane” jest plik audio , jest to nagranie które zrobilem z audycji „Poezjo nie dokazuj” Radia Bogoria , Grodzisk Mazowiecki. Można słuchać przez internet http://www.radiobogoria.pl.
    Audycje poetyckie będą od września we wtorki o godz. 19.00
    Autorkami są Katarzyna Kalinowska i Martyna Steckiewicz.

    Nagranie przedstawia recytację przez Katarzynę Kalinowską mojego wiersza „O generale Grocie Stefanie Roweckim”.

  11. Jurek napisał(a):

    Jak słuchałem księdza Zygmunta Malackiego dwa miesiące temu podczas Mszy Św. związanej z beatyfikacją księdza Jerzego Popiełuszki na Żoliborzu, nie przypuszczałem że za dwa miesiące pojdę do tego samego kościola ale na Jego pogrzeb.

    Ksiądz arcybiskup Nycz przypomnial dziś właśnie to emocjonalne wystąpienie księdza Zygmunta Malackiego protestującego ostro przeciw buczeniu i gwizdom przy grobie księdza Jerzego Popiełuszki po wymienieniu nazwiska prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz.

    Właśnie taki byl ksiądz, strażnik grobu księdza Jerzego Popieluszki dbający oto , żeby żadna partia polityczna nie zawlaszczyla kultu księdza Jerzego i nie czula się tu gospodarzem.

    Wszyscy mogą tu przyjść jako wierni albo niewierzący poszukujący Boga, ale nie jako osoby dokunujące oceny innych gości tego świętego miejsca.

    Ksiądz Malacki byl wielkim współtworcą beatyfikacji księdza Jerzego Popieluszki, może nie szukal jakiś dokumentów , papierków potrzebnych w procesie beatyfikacyjnym ale on tu utworzyl miejsce kultowe, krzewil kult.
    Zorganizowal multimedialne Muzeum, przy parafii, organizowal tu życie wspólnotowe. Żoliborz jest wdzięcznym miejscem do organiozowania rożnych wspólnot. Pokazala to historia tej inteligenckiej dzielnicy wiele razy, doszli robotnicy Huty Warszawa za sprawą księdza Jerzego Popieluszki.

    Czternaście razy ksiądz Zygmunt Malacki jako rektor kościola Sw. Anny organizowal Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Pieszą do Częstochowy. Potem dwanascie lat byl proboszczem Kościola Sw Stanislawa Kostki.
    Śmierć księdza nastąpila w czasie gdy tegoroczna pielgrzymka akademicka byla w środku trasy. Msza pogrzebowa nastąpila w najbliższym terminie po pielgrzymce , tak aby pielgrzymi mogli przyjść na pogrzeb na Żoliborz.

    Jedna z uczestniczek spotkań wspólnot akademickich żegnając księdza podkreślala milość księdza do Tatr, i jego uwagi że tam najlepiej mowić o Bogu , bo to jest miejsce najbliżej polożone nieba.

    Sanktuarium Matki Bożej Podhala wczoraj odprawiało w Ludźmierzu Mszę za księdza, a na stronie Parafii Żoliborskiej pod artykulem księdza o wakacjach można zobaczyć widok Giewontu w Tatrach, W nekrologu jest zdanie, że byl czlowiekiem gór.

    Podczas uroczystych Mszy byli tu obecni górale, swoją muzyką pomagający wiernym się modlić.

    Padly dziś słowa o tym , że czesto choroby i wypadki powodują że osoby znacznie starsze (chodzilo o Mamę księdza Jerzego Popieluszki – ma 90 lat) odprowadzają do grobu mlodszych (ksiądz Jerzy Popieluszko mial 37 lat w chwili śmierci , ksiądz Zygmunt Malacki – ktos jej bliski jak syn miał 62 lata).

    Przynajmniej dożył beatyfikacji i jej efektu w postaci trzykrotnie większej liczby pielgrzymów po beatyfikacji odwiedzających Sanktuarium na Żoliborzu.

    Ostatnie 3 lata walczyl dzielnie z chorobą nowotworową, ktora nie
    zmniejszyla jego aktywności.

    Grób księdza Zygmunta Malackiego jest na terenie parafii.

  12. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,
    Był rok 1975. W mundurze podchorążego na szkoleniu politycznym w garnizonie gdzieś na przedmieściach Wroclawia, słuchalem niesamowitych bzdur o Powstaniu.
    „Awantura w Warszawie – skierowana przeciw wyzwoleńczej Armii Radzieckiej” To byla interpretacja historii obowiązująca na egzaminie.

    W ramach Katharsis oczyszczenia, chcialem przekazać Pani te parę słów, gdzieś tam może pomyśli Pani o tym zapalając znicz Baczyńskiemu na Wierchu Olczańskim w Bukowinie.

    Bo nasze Ochockie Spotkania Historyczne mimo starań Gabrieli i Wioli nie mają jeszcze sesji wyjazdowych i nie będę tam osobiście przed tą Kmitówką..

    Baczyński byl określony przez Stanislawa Pigonia , jako brylant ktorym Polacy strzelali do Niemców.
    Trudno go nazwać poetą, ktory opisywal Powstanie bo zginął od razu po jego wybuchu. Ale groza wojny, próba przeprowadzenia przez to piekło wojenne ideałów wolności i patriotyzmu dominuje w jego tworczości. Różne obrazy bajkowe, malarskie, pięknie przebijają z jego wierszy.
    Sam pięknie malowal, i na kolorowych karteczkach , ktore otrzymywal od swojego teścia z drukarni robil różne rysuneczki i pisywal na tych karteczkach kolorowych wiersze .
    Basię Drapczyńską swą żonę rysowal pisal o niej . Też polegla w Powstaniu. Mają wspolny grob na Powązkach.

    Wspomnial bym uroczystość patriotyczną w stylu . ktory lubię.
    Tradycyjna Msza , deklamacje wierszy, salwa honorowa.
    To wszystko w Puszczy Kampinoskiej w okolicy Pociechy, przy pomniku upamiętniającym bitwę oddzialu „Jerzyków” – Jerzego Strzalkowskiego z Niemcami we wrześniu 1944.
    Właśnie tam deklamowany jest wiersz Baczyńskiego „Elegia o chlopcu polskim” – bardzo przejmująco brzmi w tej scenerii , w otoczeniu harcerzy i uczniów ze szkół okolicznych.

  13. Jurek napisał(a):

    Byłem dzisiaj 5 września przy pomniku ku czci Powstańczego Oddzialu Specjalnego „Jerzyki ” na Mszy Polowej w rocznicę bitwy z Niemcami w 1944 r. Ten pomnik stoi w Puszczy Kampinoskiej w miejscowości Pociecha niedaleko Palmir gdzie jest cmentarz okolo 2000 Polaków zabijanych tam przez Niemców podczas ostatniej wojny..

    Parę lat temu tabliczki metalowe ze wszystkich grobów w Palmirach zostały zrabowane przez nieznanych sprawców. Teraz są tam tabliczki plastikowe. Tylko tyle mogą mieć męczennicy często bezimienni .Tak mają tylko krzyż, albo macewę żydowską i plastikowe NN.

    Puszcza Kampinoska położona na północy w pobliżu Warszawy to miejsce bitew w czasie Powstania Listopadowego, Powstania Styczniowego, w czasie Kampanii Wrześniowej 1939 r , oraz w czasie Powstania Warszawskiego.

    W czasie Powstania Warszawskiego oddzial „Jerzyki” dowodzony przez Jerzego Strzalkowskiego przedostal się do Puszczy z Żoliborza, do ktorego dotarl kanalami ze Starego Miasta. Oddzial „Jerzyki” w zwycięskiej bitwie we wsi Pociecha i Truskaw zlikwidowal duży 90 osobowy oddzial formacji RONA – bestialskich rosyjskojęzycznych żolnierzy wspierających Niemców podczas wojny.

    Dzisiejsza Msza miala uroczysty przebieg . Oddzial żolnierzy Wojska Polskiego stal w szyku i oddal salwę honorową. Orkiestra Wojskowa uświetnila uroczystość. Pan Jerzy Broszkiewicz ponad 85 letni uczestnik tej bitwy sprzed 66 lat zwrocil się na koniec Mszy do młodzieży.
    Mówil na czym obecnie polega obywatelska postawa mlodzieży od której nie wymaga się ofiarowania życia za Ojczyznę.

    Obecnie największym obowiązkiem mlodzieży jest nauka. To jest kapital, ktory umożliwi mlodzieży dobre życie w przyszlości.
    Sumienna praca w szkole dzień po dniu nie wygląda tak spektakularnie jak bitwy Powstańców z 1944 roku , ale każdy czas stawia inne wymagania i mlodzi luidzie obecnie mają szczęście żyć w pokoju w Wolnej Polsce.

    Pan Jerzy Broszkiewicz mowil żeby mlodzież podtrzymywala przyjaźnie szkolne, bo jego najbliźsi koledzy to ci z czasów szkolnych wlaśnie. A każdy w życiu ma rożne klopoty w których mogą mu pomóc przyjaciele.

    Myślę, że ta coroczna lekcja historii pod pomnikiem „Jerzykow” to więcej niż rozdzial z książki ktory jest w podręczniku.

    Po Mszy byl poczęstunek grochowką z kotla kuchni wojskowej i pieczenie kielbasek przy ognisku.

  14. Jurek napisał(a):

    Dnia 9 września bylem w gmachu Oddziału Warszawskiego Naczelnej Organizacji Technicznej na sesji będącej fragmentem obrad Zjazdu Inżynierow Polskich z calego świata.

    Wrócił we wspomnieniach czas wojny , zniszczeń, odbudowy kraju.

    Z liczby 13 500 inżynierow ktorzy pracowali w Polsce przed wojną, po wojnie przy życiu pozostalo 7 600. Musieli podolać zadaniom odbudowy kraju. Wspomagali ich ksztalceni już po wojnie absolwenci Wyższych Szkół Inżynieryjnych.
    A praca czekala ich wielka, odbudowa miast, zniszczonych fabryk. Wszystkiego brakowało.

    Jeden z referatów wygłosila absolwentka Politechniki Warszawskiej z 1948 r pani Zofia Maj. Mówila o dramatycznych okolicznościach wojny, tym groźniejszej dla niej bo jest Żydówką.
    Dyplom Politechniki Warszawskiej umożliwil pani Zofii i jej mężowi panu Marianowi Maj podjęcie pracy w Melbourne. Pani Zofia do tej pory mieszka w Australii , pan Marian mieszkal tam do śmierci, ktora nastąpila 10 lat temu.

    Wspomniana byla odbudowa po zniszczeniach w 1939 roku, gmachu Banku Gospodarki Krajowej polożonego w Warszawie przy Rondzie na skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu.

    Skarbiec tego banku jest podwieszany i otoczony jest fosą, do ktorej można nalać wody aby zabezpieczyć cenną zawartość skarbca przed pożarem.

    Uczący się obecnie studenci z życiorysów inżynierow , ktorzy przeżyli okupację, obozy mogą czerpać przyklad jak walczyć z trudnościami, jak nie poddawać się zwątpieniu.

    Cenne są osobiste wspominenia inżynierow, dokumentujące ich osiągnięcia. Powstanie encyklopedia z biogramami inżynierów, o ktorych często w kraju nic się nie wie, bo dawno wyjechali w świat.

    Poruszono problem likwidacji Izb Pamięci, ktore byly w wielu polskich fabrykach. Bezpowrotnie zginęły wyroby produkowane od lat w tych fabrykach. Nowi wlaściciele budynków upadlych fabryk nie dbają o zachowanie tych pamiątek technicznych.

  15. Jurek napisał(a):

    Dzisiaj przypada rocznica wkroczenia wojsk radzieckich do Polski co nastąpilo 17 września 1939 roku, wydarzenie to bylo przyczyną samobójczej śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego”.
    Śmierć nastąpila 18 września 1939 r.

    Interesujący artykuł „Witkacy bardzo kochal miedź – (o Witkacego drodze ostatniej” w książce „Porozmawiajmy o poezji i niepoezji ” napisal Jan Zdzislaw Brudnicki. Książka ma numer ISBN 83- 88746-77-4

    Artykul jest opisem wywiadu udzielonego Janowi Z. Brudnickiemu przez Czesławę Okińską , w towarzystwie ktorej Witkacy odbyl ostatnią podróz na Polesie. Próbę samobojczą podjęła równocześnie z Witkacym Czeslawa Okińska , ale ona w przeciwieństwie do Witkacego zostala odratowana.

    Wyruszyli oboje dnia 5 września z Warszawy w exodusie w którym brała udzial duża ilość mieszkańców Warszawy, po wprowadzającej chaos na drogach dyrektywie plk Umiastowskiego nakazującej opuszczenie Warszawy przez mężczyzn.

    Czeslawa Okińska wspomina, że w chwili opuszczania Warszawy nastrój Witkiewicza nie wskazywal na taki dramatyczny krok samobójczy. On chcial walczyć, niestety w punktach gdzie prowadzono pobór do wojska nie zostal przyjęty ze względu na jego wiek powyżej 50 lat.
    Brakowalo mundurow i uzbrojenia dla mlodszych ochotników.
    Po uciążliwej podróży zatloczonym pociągiem oboje dotarli do Jezior na Polesiu. Tam nastąpiło zalamanie Witkacego po wiadomośći , że wojska radzieckie wkroczyly do Polski.

    Czeslawa Okińska pisze, że ona uważana była przez postronne osoby za córkę Witkacego taka byla drobna i znacznie mlodsza.

    Wybudzona ze snu po zażyciu dużej dawki środków nasennych , zobaczyla martwego Witkacego leżącego kolo niej na drodze wiejskiej. On mial przeciętą tętnicę na szyi.
    Chlopiec ktory ich odnalazl zapytal „Dlaczego Ojciec panią otruł ?”

    Pochowano Witkacego na wiejskim cmentarzu.
    Niestety przy ekshumacji nie odnaleziono wlaściwego grobu i na Cmentarz Zakopiański przywieziono inne zwloki.

  16. Jurek napisał(a):

    właściwe nazwisko jest Czesława Oknińska

    Witkacy i Czeslawa Oknińska 5 września nie mogli znać dyrektywy pplk Umiastowskiego, ktora byla ogloszona przez Polskie Radio w nocy z 6 na 7 września.

  17. Jurek napisał(a):

    Saska Kępa, Rondo Waszyngtona , wrzesień 1944

    Grupa kobiet i dzieci zgromadzona na przymusowej zbiórce na Rondzie Waszyngtona, oczekuje na wymarsz pieszo do Obozu Przejściowego Durchgangslager 121 w Pruszkowie.
    Jedna z kobiet z dwuletnią córeczką obserwuje dom z ktorego wyszla. Widzi , że patrol niemiecki sprawdził już ten dom i poszedł dalej.
    Kobieta oddala się parę metrów od grupy, żeby wysadzić córeczkę.
    Pilnujący kobiet i dzieci żołnierz niemiecki nie zwraca na nią uwagi.
    Udaje się odejść jeszcze kilka metrow z dzieckiem, jeszcze parę metrów, jeszcze dalej.
    Udało się, odalila się od grupy , ocalała , wraca do domu na Saskiej Kępie.

    Pruszków – Obóz przejściowy – Wrzesień 1944
    Mężczyzna w kitlu sanitariusza trafił tu z Saskiej Kępy w transporcie.
    Jako sanitariusz jest przy kolejnych transportach z różnych dzielnic Warszawy. Rozpytuje nowo przybylych czy są z Saskiej Kępy. Spodziewa się, że tu trafi jego żona i córeczka, nie może ich przeoczyć, musi je ocalić.
    W końcu mijają kolejne dni, osoby z Saskiej Kępy już byly, czyżby przeoczył żonę i córeczkę. Co się z nimi stało.?

    Ta kobieta z Ronda Waszyngtona to moja Mama, to dwuletnie dziecko to moja siostra Ania. Ten mężczyzna w kitlu sanitariusza to mój Ojciec.

    Wszyscy przeżyli, dzięki odwadze mamy , oddaliła się od grupy na Rondzie Waszyngtona.

    Ale znam nazwiska osób z sąsiedztwa, które przepadły na zawsze w Dulagu 121.

    _ __ _ _ _ _ _ _ _ __

    Dnia 1 października 2010 byłem na Mszy Św. za ofiary obozu przejściowego w Pruszkowie.
    Tędy przeszła Warszawa – około 650 tysięcy osób.
    Otwarto Muzeum w Pruszkowie przy ul. 3 Maja upamiętniajace to wydarzenie. Będzie czynne od 16 tego października.
    Należy podkreślić odwagę i ofiarność mieszkańców 20 tysięcznego Pruszkowa w 1944 r.
    W obozie przebywalo dziennie 40 tys osób , a nawet jednego dnia 70 tys.
    Maly Pruszków wraz z okolicznymi miejscowościami okazal wielką ofiarność przywożąc żywność, ubrania, koce dla udręczonej ludności Warszawy.

  18. Jurek napisał(a):

    Jerzy Słomczyński

    Obóz Dulag 121 w Pruszkowie

    Warszawa, styczeń 2009

    A na tę Mszę to pierwszy raz trafiłem
    Przecież co roku wypadało przybyć tam
    Żeby wyrazić dla Męczenników miłość
    Spędzonych do Pruszkowa, do Dulagu bram

    A przeszło przez ten obóz miasto całe
    Całą Warszawę po Powstaniu zagoniono tu
    Z okrutną dokładnością, kwartał po kwartale
    Niemcy pędzili tutaj pieszo umęczony tłum

    I dramatów ludzkich było tutaj wiele
    Kilkuletnich dzieci słychać było szloch
    Do jedzenia nic nie dawano prawie wcale
    A w remontowych, kolejowych halach wielki był tłok

    W tym głodzie skarbem najskromniejszy dar był
    Z ogródków Pruszkowa przynosił kto co miał
    Żeby choć odrobinę umęczonym dodać sił
    Żeby choć pomodlić się za nich zza krat

    A długo to nie siedział nikt w Dulagu
    Bo harmonogram pilnował dzielnic i dat
    Bo w kolejnych tłumach pędzono Warszawiaków
    Bo pociągi bez przerwy woziły na zagładę w świat

    A jeśli pomówisz z kimś w Warszawie
    To każdy ci powie, że w Dulagu kogoś miał
    Szczęśliwy ten kogo bliski nie uległ zagładzie
    Współczuć tym, którym Dulag etapem do śmierci się stał

    Do dzisiaj stoją w Pruszkowie kolejowe hale
    „Tędy przeszła Warszawa” – duży napis jest od lat
    Jak to się stało, że tyle lat nie byłem tam wcale ?
    Aż do Mszy na pamiątkę strasznych dat

    _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

    Na Mszy Sw. w Dulagu dn. 1 października 2010 r. ksiądz czytal fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego „Elegia o chłopcu polskim”.

    Czyli pośrednio Bukowina Tatrzańska, „Kmitówka” gdzie Baczyński napisal wiele wierszy to się przypomina (przynajmniej mnie).

Dodaj odpowiedź