"Dobry Bóg tak chciał…"

Zdobywczynie Mount Everestu: Junko Tabei, Phanthong i Wanda Rutkiewicz.

Ten dzień, 16 października 1978 roku, stał się dla Polaków początkiem końca ery realnego socjalizmu. Wybór na papieża kardynała z Krakowa, Karola Wojtyły, odmienił oblicze tej ziemi i zapoczątkował lawinę wydarzeń, nad którymi władze krajów obozu socjalistycznego nie były w stanie zapanować. Ten sam dzień przyniósł jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie – na szczycie Mount Everestu stanęła Wanda Rutkiewicz, trzecia kobieta na najwyższej górze świata, po Japonce Junko Tabei (16 maja 1975) i Tybetance Phantong (27 maja 1975), pierwsza z polskich alpinistów.  Papieża kochającego  góry miłością bynajmniej nie platoniczną i alpinistkę poświęcającą im całe swoje życie, połączyło przedziwne zrządzenie losu albo (jeśli ktoś woli) Opatrzność.

Podczas pierwszej wizyty Ojca Świętego w ojczystym kraju, w czerwcu 1979, Wanda została przyjęta na audiencji w Krakowie. Wręczyła papieżowi kamyk zniesiony z Mount Everestu,  oprawiony w srebro i usłyszała słowa zapamiętane na zawsze: Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia obydwoje weszliśmy tak wysoko. „Tak wysoko”, i na Stolicy Piotrowej, i w Himalajach,  czeka człowieka samotność, czasem lęk, czasem ból. Doświadczyli tego obydwoje. W dzień zamachu na papieża Wanda leżała w szpitalu, po wypadku na Elbrusie. Wydawało się, że to już kres ich drogi. Papież walczył o życie, Wanda – o powrót w góry, będące jej życiem. Obydwoje zwyciężyli.

Po trzydziestu dwóch latach wciąż mam w pamięci tamten październikowy dzień, bo i moje życie on odmienił. Jako Polce i jako Ewie Matuszewskiej. O tym, kim była dla mnie Wanda, piszę w swoich książkach. Dzięki niej świat gór wysokich  stał mi się bliższy, nabrałam też odwagi w pisaniu. Bez niej zapewne tkwiłabym w Wydawnictwie Czasopism Technicznych NOT, mozolnie pokonując kolejne szczeble kariery redaktorskie – od młodszego redaktora do sekretarza redakcji (którym nota bene w końcu zostałam).  Nie miałabym odwagi na zmiany, nierzadko radykalne, w swoim życiu. Myślę teraz, że dostałam od niej dużo więcej niż ona ode mnie. Ale czy w przyjaźni rachunki muszą być wyrównane co do joty?  Co roku 16 października wracam w myślach pod Mount Everest, zaś z 12 na 13 maja – pod Kangczendżongę.  Tyle dla niej (i dla siebie) mogę zrobić. I starać się, by o niej nie zapomniano.

2 komentarze

  1. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,

    Pamiętam również ten radosny dzień wyboru Papieża.
    Nastąpily później pamiętne pielgrzymki Jana Pawla II do Polski.
    Zastanawialem się niedawno jak to się stało, że obecnie niewiele zostało w sercach Polaków z tych nauk i z tej atmosfery pojednania i wzajemnej życzliwości Jego Rodakow dla siebie. Natomiast kult Jana Pawla II jest wielki.

    Przykladem osoby pamiętającej o Wandzie Rutkiewicz mogę być chociażby ja , poprzez moje związki z nieistniejącą już Fabryką Mierników i Komputerow ERA , gdzie Wanda Rutkiewicz pracowala jakiś czas w pracowni inż. Krzysztofa Wasieka bo byli tam oddelegowani z Instytutu Maszyn Matematycznych. W Instytucie w pokoju 116 jest tablica marmurowa poświęcona pamięci Wandy Rutkiewicz. Są tam też jej fotografie z dedykacją dla kolegów współpracowników z Instytutu.

    Ale takich osób pamiętajacych o Wasndzie Rutkiewicz jest wiele ze środowiska informatykow w Warszawie. Krzysztof Wasiek i jego żona Ania -też pracowniczka Instytutu też o niej wspominają w mailach bo ją znali dobrze.

  2. Alicja napisał(a):

    I ja, i ja, i ja też pamiętam!
    Miałam 10 lat, kiedy to się wydarzyło. Ojciec nagrywał transmisję ogłoszenia Polaka papieżem na magnetofon, a Pani na lekcji języka polskiego spytała, czy wiemy, jak nazywa się najwyższa góra na Ziemi. Wtedy tą odpowiedź znałam tylko ja w klasie i powiedziałam dumnie:
    – Czomolungma, na co Pani odrzekła, że wymyślam lub coś podobnego w tym stylu. Poprawiła mnie i powiedziała: – Mont Everest. Ale ja to też wiedziałam, jednak chciałam zaskoczyć moją znajomością regionalnej nazwy góry, co niestety zostało zignorowane. Taki był wtedy poziom wiedzy nt. geograficznych nazw najwyższej góry w Himalajach.
    Moja pamięć o Wandzie Rutkiewicz jest cały czas żywa, mam taką potrzebę bycia blisko tej postaci w swoich myślach. Często wracam do książek o Niej dzięki Pani….Pani Ewo jest Pani łącznikiem pomiędzy widzialnym i niewidzialnym…

Dodaj odpowiedź