Archiwum z Listopad 2010

"Dziś są moje urodziny"

19:06


Turyn, 25 listopada 2009. Urodzinową, symboliczną świeczkę zdmuchuję w towarzystwie Asi Staszak.

Nie pamiętam, skąd ten cytat w tytule. Z Tadeusza Kantora? Pewności nie mam, być może rozwiąże tę zagadkę mój współtwórca blogowy, Jureczek S. Wydaje się, że wie on wszystko, a może jeszcze więcej. Wracając zaś do dzisiejszego dnia, miło się zaczął i miło dobiega do końca. Róże o niespotykanym kolorze od Reginy,  imponująca Medinilla Magnifica (ta Manginfica szczególnie mi pasuje!) od Asi, mydło z Aleppo i „Kot filozoficzny” od Agaty – dziewczyny wiedziały, co mi sprawi  prawdziwą  radość i przyjemność! (więcej…)

Z Jacka Kaczmarskiego

20:40

Cisza wyborcza trwa, więc tylko tyle na temat kampanii wyborczej w Zakopanem:

Każdy Twój wyrok przyjmę, Panie, twardy,

przed mocą Twoją się ukorzę.

Ale chroń mnie przed pogardą,

przed nienawiścią ocal mnie,  Boże.

Bo Tyś jest niezmierzone dobro,

którego nie wyrażą słowa,

ale chroń mnie, Panie, przed nienawiścią,

przed pogardą mnie zachowaj.

Co postanowisz, niech się ziści,

niechaj się wola Twoja stanie.

Ale chroń mnie przed pogardą,

od nienawiści broń mnie Panie!


Trudny tydzień nie tylko dla mnie

19:51

Lista nr 19, miejsce nr 7 (może szczęśliwe?)

Jeśli powiedziało się A, konsekwentnie trzeba dojść do Z. Cztery lata temu nieoczekiwanie dla samej siebie znalazłam się w Komitecie Wyborczym Wyborców Twoje Zakopane. Jego liderem był obecny burmistrz Janusz Majcher. Nie zamierzałam się już angażować w jakąkolwiek działalność polityczną, wystarczało mi spokojne życie na Pardałówce, pisanie, spacery z psami, ogród i góry. Wszystko się zmieniło, gdy za płotem naszego domu wyrosło koszmarne blokowisko apartamentowców. (więcej…)

"To jeszcze nie koniec…"

21:46

Róża dla Wandy. Fot. Ewa Czownicka

Taki tytuł nadała Wiola Obuchowska (dziękuję Jej i Pani Ewie Maślance, szefowej "Radomskiej 13", za ten wieczór) spotkaniu z Czytelnikami moich książek przy okazji promocji trzeciego wydania "Na jednej linie". To rzeczywiście nie koniec, choć początek listopada skłania raczej do rozmyślań nad kwestiami ostatecznymi, nad sprawami zmierzającymi powoli do końca. Nie pożegnałam się jednak z górami najwyższymi, opowiadając o Wandzie, o jej dążeniu do życia w górach i górami, opowiadałam też pośrednio o sobie. Wanda powtarzała niejednokrotnie, że każdy ma swój Mount Everest do zdobycia. Nawet jeśli pierwszy "atak szczytowy" nie powiedzie się, trzeba ponawiać próby. Teraz ja muszę zastanowić się, gdzie leży mój Everest i jak zorganizować wyprawę. A może trzeba będzie samotnie zdobywać szczyt, jak zdarzało się to Wandzie? (więcej…)