"To jeszcze nie koniec…"

Róża dla Wandy. Fot. Ewa Czownicka

Taki tytuł nadała Wiola Obuchowska (dziękuję Jej i Pani Ewie Maślance, szefowej "Radomskiej 13", za ten wieczór) spotkaniu z Czytelnikami moich książek przy okazji promocji trzeciego wydania "Na jednej linie". To rzeczywiście nie koniec, choć początek listopada skłania raczej do rozmyślań nad kwestiami ostatecznymi, nad sprawami zmierzającymi powoli do końca. Nie pożegnałam się jednak z górami najwyższymi, opowiadając o Wandzie, o jej dążeniu do życia w górach i górami, opowiadałam też pośrednio o sobie. Wanda powtarzała niejednokrotnie, że każdy ma swój Mount Everest do zdobycia. Nawet jeśli pierwszy "atak szczytowy" nie powiedzie się, trzeba ponawiać próby. Teraz ja muszę zastanowić się, gdzie leży mój Everest i jak zorganizować wyprawę. A może trzeba będzie samotnie zdobywać szczyt, jak zdarzało się to Wandzie?

Wieczór na Radomskiej był dla mnie nie tylko wieczorem autorskim. Spotkanie z warszawskimi przyjaciółmi i koleżankami ze studiów, od wielu lat niewidzianymi, sprawiło mi wiele radości i natchnęło kilkoma pomysłami. Ewa Czownicka, Grzanka Oyrzanowska, Ania Frankowska, Łucja Kulczyńska, Sławka Maniecka, Teresa Rutkowska, Aldona (chyba Jakubowicz), Sylwia Foryś-Majewska i Olek Halak, Andrzej Gelberg, Ania Kempisty i Piotr Radwan, Aldona i Tadeusz Klimczakowie z zakopiańskiego "Ornaku", Tadeusz Preyzner. Poznałam nareszcie mojego najwierniejszego Wpisywacza Blogowego, Jurka Słomczyńskiego.

Pojawiła się też Dorota Szulecka, córka mojego byłego szwagra, zauroczona Bieszczadami, ale zerkająca ku Tatrom. Ostatni raz widziałam ją jako małą dziewczynkę, więc tym tym bardziej interesujące było spotkanie z nią. Podpisałam trochę książek, jakiś miły Pan przyniósł do podpisu również pierwsze wydanie "Na jednej linie" (którego ja nie mam!), porozmawiałam o Bukowinie Tatrzańskiej z Panią Ćwiżewiczową i jej synem. Nie przepadam za tym określeniem, ale najlepiej oddaje ono atmosferę  wieczoru – było energetycznie, dobra energia objęła nas wszystkich. Może dotarła też pod szczyt Kangczendżongi?

4 komentarze

  1. Alicja napisał(a):

    Spodobał mi się tytuł. Poniekąd spełnia oczekiwania czytelników. To jeszcze nie koniec…Prosimy o więcej. Prosimy…
    Gratuluję promocji i wszystkiego, co było z nią związane (przede wszystkim spotkań z ludźmi, którzy dostarczyli Pani pozytywnych emocji i spowodowali, że zrodziły się nowe pomysły – być może nowe Mont Everesty.
    Smutne jest jednak to, że w tych dniach odeszła osoba,którą Pani znała, która ukochała góry…Znów będzie o jedną miłość do nich mniej.
    Róża dla Wandy jest symbolem jej samej (skromnej, dostojnej, mądrej, samotnej kobiety, niezwykle silnej) – cechy piękne lecz niedoceniane u płci pięknej.
    Tytuł i róża…Pani Ewo, Wanda była z Panią…

  2. Jurek napisał(a):

    http://www.polskieradio.pl/10/217/Artykul/305992,68-rocznica-urodzin-Wandy-Rutkiewicz-(wideo)
    To jest link do artykulu i filmiku o Wandzie Rutkiewicz na stronie Polskiego Radia.
    Akurat dzisiaj 4. lutego przypadają  jej 68. urodziny.

  3. Jurek napisał(a):

    Po obejrzeniu pierwszego filmiku , automatycznie wyskakuje następny filmik i tam jest również Ewa Matuszewska – podpisana jako  przyjaciólka Wandy Rutkiewicz.
    Taki mily akcent dla Ewy M na urodziny Wandy Rutkiewicz

  4. Jurek napisał(a):

    Po obejrzeniu pierwszego filmiku, tego ze wspólnym zdjęciem z  Janem Pawlem II, drugi filmik pojawia się jako obrazek statyczny z tytułem "Góra pięciu bogów  1/2 ". Trzeba ten filmik wystartować ręcznie .
    Właśnie tam jest Ewa M , oraz informacje o pracy Wandy Rutkiewicz w Instytucie Maszyn Matematycznych. Filmik trwa 11minut :09 sekund
    Przypominam, ze w Instytucie Maszyn Matematycznych przy ul. Krzywickiego w Warszawie w sali 116 jest pamiątkowa tablica marmurowa poświęcona Wandzie Rutkiewicz.

Dodaj odpowiedź do Jurek