Wyjątkowy „prezent” jubileuszowy

25 czerwca minęła  65. rocznica powołania Państwowego Instytutu Wydawniczego, jednego z największych i najbardziej znanych wydawnictw w Polsce. Ku żalowi czytelników to już ostatni jubileusz wydawnictwa w dotychczasowej formule.1 lipca miała się rozpocząć  się  likwidacja PIW, związana z jego trudną sytuacją finansową. Dorobek wydawnictwa zostanie prawdopodonie przekazany jednej z instytucji podległych Ministerstwu Kultury, która przejmie prawa autorskie do książek i serii wydawniczych, bibliotekę i logo firmy.

Państwowy Instytut Wydawniczy został powołany w 25 czerwca 1946 roku dekretem prezydenta Bolesława Bieruta, choć nieformalnie wydawnictwo funkcjonowało już od ośmiu miesięcy jako Państwowe Wydawnictwo Literatury Politycznej. Była to agenda propagandowa Ministerstwa Informacji i Propagandy, które przestało istnieć w październiku 1946 roku. Od tamtego czasu Wydawnictwo zmieniało się,  zyskiwało na prestiżu, promowało znakomitą literaturę polską i światową. No i co? Kłopoty finansowe w nowej rzeczywistości ekonomicznej (i politycznej) Może okażę się zwolenniczką spiskowej teorii dziejów, ale czy te zapędy likwidatorskie nie mają związku z "grzechem poczęcia", czyli dekretem Bieruta, a także z przynależnością partyjną  (SLD) dyrektora Rafała Skąpskiego?

Marka, która decyzją ministra skarbu państwa od pierwszego lipca 2011 miała ulec likwidacji, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych, nie tylko w kraju, marek wydawniczych, a dorobek wydawnictwa to ponad 7 tysięcy książek (pierwsze wydania). Niektóre z nich doczekały się nawet dwudziestu wydań. Do tego dochodzą prawa wydawnicze do około 5500 tytułów (prawa do utworu oryginalnego, tłumaczeń, opracowań krytycznych,  redakcji i  opracowań graficznych). Od początku istnienia PIW miał wyraźnie sprecyzowany główny cel, którym było  i wciąż jest kompleksowe wydawanie klasyki polskiej i obcej.

Przykładowy wykaz uwzględnia literaturę polską i przede wszystkim edycje dzieł zebranych oraz wielotomowych wyborów pism w opracowaniu krytycznym – od kilku do kilkudziesięciu tomów ( np. dzieła Sienkiewicza – 40 tomów plus 14 woluminów listów, Boy-Żeleński – 23 tomy, Fredro – 16, Norwid i Białoszewski po 11 tomów). Lista autorów polskich, od renesansu  po literaturę współczesną, jest imponująca: Jan Kochanowski, Mikołaj Rej, Mikołaj Sęp-Szarzyński, Wacław Potocki, Jan Andrzej Morsztyn, Jan Chryzostom Pasek, Ignacy Krasicki, Julian Ursyn Niemcewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Kamil Norwid, Aleksander Fredro,Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Leopold Staff, Władysław Stanisław Reymont, Bolesław Leśmian, Tadeusz Boy-Żeleński, Jarosław Iwaszkiewicz, Antoni Słonimski, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Miron Białoszewski, Mieczysław Jastrun, Tadeusz Borowski, Julian Przyboś  

Literatura obca to niemal wszystkie głośne dziś nazwiska, niejednokrotnie przez redaktorów PIW-u odkrywane. Przekrój wszystkiego, co na świecie najlepsze: od dzieł Moliera, Josepha Conrada, Fiodora Dostojewskiego aż po wydawane przez PIW do dziś, jako jedyne wydawnictwo w Polsce, edycje dzieł zebranych Hermanna Hessego i Milana Kundery.

PIW jest też właścicielem zbioru  książek tzw. żelaznych,  składający się z jednego, czasem dwóch, egzemplarza książek z każdego wydania (także ze wznowień) łącznie około 11 tysięcy egzemplarzy. Bezcenne zasoby PIW-u to także biblioteka, gromadzona przez pierwsze 45 lat działalności PIW jako biblioteka wydawnictwa, służąca przede wszystkim potrzebom redaktorów. I to wszystko ma zostać rozproszone, być może przejęte przez ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego, ale nie jako Państwowy Instytut Wydawniczy.

Zapowiedziana przez ministra skarbu państwa likwidacja (choć nie rozpoczęta, zgodnie z zapowiedziami, 1 lipca), wywołała protest środowisk związanych z kulturą. Niestety, nie są to kręgi na tyle opiniotwórcze, by ministrowie liczyli się z ich protestami. Możliwe są jednak rozwiązania, które w ramach obowiązujących przepisów pozwoliłyby na zachowanie nie tylko materialnego dorobku sześćdziesięciu pięć lat istnienia firmy i jej rozpoznawalnej  na światowym rynku księgarskim marki, ale także na stworzeniu warunków dalszego jej funkcjonowania. Dla dobra kultury narodowej, twórców i czytelników.

Stąd projekt przekształcenia PIW w instytucję kultury o statusie narodowym, podległą Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt nieprzypadkowy, bowiem analiza bieżącej sytuacji rynku książki obliguje do reagowania na coraz częstsze zagrożenia dla realizacji edukacyjnych zadań ruchu wydawniczego. W  maju 2011 w wypowiedziach ministra Bogdana Zdrojewskiego można było usłyszeć wzmianki na temat tego projektu  jako koncepcji możliwej do zaakceptowania. Ale mamy już lipiec i wciąż nie wiadomo, czy PIW przetrwa, czy podzieli los innych państwowych wydawnictw, prywatyzowanych tak skutecznie, że już ich nie ma.

PS. Podczas tegorocznych II Warszawskich Targów Książki PIW otrzymał nagrodę IKAR Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek – za przełamanie zastoju i wprowadzenie nowej, ciekawej oferty. To przewrotna  pointa, nieprawdaż?

Jedna odpowiedź

  1. Jurek napisał(a):

    Likwidacja istniejącej od zawsze księgarni na Placu Narutowicza w Warszawie wywołała kilka lat temu burzę w ochockiej prasie lokalnej.
    Czy studenci gigantycznego Akademika w pobliżu księgarni nie czytają książek?
    Dlaczego tak zmienily się gusty i zamilowania ludzi ?
    Czyżby papka medialna serwowana w swoistym gulaszu z reklamami przez telewizje prywatne okazała się tak smaczna i lekkostrawna, że ludzie nie mają chęci na poważniejsze lektury ?
    Na pewno zjawisko, które pierwsze pojawiło się pierwsze  w Wlk Brytanii polegające na konieczności utrzymania się dzięki masowemu widzowi komercyjnych stacji telewizyjnych spowodowało obniżenie poziomu kultury w spoleczeństwie.
    Brakuje również książek opisujących ciekawie przemiany ostatnich lat. Nie ma takich dzieł jak "Lalka" czy "Noce i dnie" będące przekrojami przez warstwy społeczne, ilustracjami zachowań społecznych danej epoki.
    Książki będące składankami reportaży wydawanych kiedyś w pismach, czy opisy życia ludzi owszem osiągających sukcesy ale kierowane z założenia do dość wąskiej grupy czytelników nie wzbudzają specjalnego entuzjazmu.
    Zubożenie inteligencji, która była najwierniejszym odbiorcą na rynku ambitnych książek i rosnące koszty druku dopełniają ten obraz kolejnych bankructw zasłużonych dla kultury instytucji.
     
     
     
     
     

Dodaj odpowiedź