Pochwała prostoty

Znów haniebnie zaniedbałam bloga. "Zakopane dla Ciebie" pochłania mnie niemal całkowicie, dwie nowe książki  w pisaniu – o Andrzeju Zawadzie i Zakopanem lat 40.-70. – wymagają czasu, o pomyślunku już nie wspominając. Dochodzą do tego lekcje włoskiego, dzięki którym przenoszę się w inny wymiar, mam nadzieję, że w ten sposób Italia staje się coraz bliższa. Jest jeszcze Facebook, umożliwiający realizację szybkiego skomentowania czegoś tam, a przy tym nie wymagający nadmiaru słów. Czy więc blog jest mi nadal  potrzebny? I komu jeszcze? 

Nie warto chyba się zastanawiać, tylko pisać wówczas, gdy mam coś całkowicie własnego do powiedzenia. Tym razem chcę podzielić się z Państwem moimi doświadczeniami alergiczki. Kwitnące trawy w ogrodzie, tople, leszczyna i parę innych alergenów obrzydzały mi każdą wiosnę, a i latem coś się zawsze przyplątało. Lekarstwa odczulajace niby pomagają, na ogół jednak nieco człowieka przymulają. No i kosmetyki – te podstawowe jak mydła, szampony, dezodoranty po kremy, balsamy, tusze, pudry, szminki i perfumy.

Po długich poszukiwaniach, eksperymentach z produktami renomowanych firm specjalizujących się w dbaniu o skórę alergiczek, doszłam do następujacej konkluzji: im kosmetyk prostszy, tym lepszy (przynajmniej dla mnie). I tak wielkie odkrycie – mydło naturalne "Biały Jeleń". Wcześniej były mydła marsylskie i  z Aleppo, dla dzieci i dla alergików. Nie były złe, ale niektóre z nich nieco za drogie w codzinnym użytkowaniu. Teraz "Biały Jeleń" w zwykłej kostce, w kartonowym pudełeczku i w płynie jest numerem jeden w mojej łazience.

Drugim odkryciem, zastępującym wszystkie dezodoranty, jest ałun w sztyfcie, kupowany w Mydlarni u Franciszka. Gdy wracam pamiecią do domu rodzinnego, pamiętam ałun w zielonym, plastikowym pudełeczku, stojący na półeczce z kosmetykami Ojca. Używał go, jeśli zaciął się przy goleniu, a mnie tamował krwawienia z rozbitych kolan czy podrapanych przez koty rąk. Takie zastosowanie ałunu było dla mnie oczywiste przez wiele lat. Dopiero problemy alergiczne zmusiły mnie do poszukiwania innych dezodorantów niż kupowane w drogeriach (wyjatkowo wredne były te w spray'u, a już o tych na bazie alkoholu nie wspominając). Przy okazji otwarcia w Zakopanem Mydlarni u Franciszka przejrzałam katalog produktów i trafiłam na ałun, różniący się formą od zapamietanego z dzieciństwa, za to bardzo skuteczny w nowej roli – bezzapachowy, działający wiele godzin i nie uczulający!

Do prostych, acz skutecznych i bezpiecznych kosmetyków zaliczam również krem Nivea. Był to podobno krem wynaleziony przez polskiego farmaceutę przed wojną, po wojnie produkowała go chyba poznańska Lechia. Ciekawe jak to się stało, że teraz jest sprzedawny jako produkt firmy Beiersdorf Made in Germany, choć z oddziałem w Polsce?  Znów ktoś czegoś nie dopilnował, coś przegapił i zaniedbał? Czekam na pasjonującą opowieść Czytelników "Po Mojemu", którzy przeprowadzą dziennikarskie śledztwo w tym temacie.

Doczekałam się! Jak zwykle niezawodny Pan Jurek Słomczyński podesłał nastepujący link:

www.strzelecopolski.pl/nivea-cudo-alchemika-z-gliwic

2 komentarze

  1. Alicja napisał(a):

    Pani Ewo,
    pięknie Pani pisze i ciekawie, dlatego proszę się nie zniechęcać do kontynuowania bloga "Po mojemu".
    Zawada po raz drugi!
    A propos alergii – polecam kosmetyki firmy Ivostin, które można zakupić w aptekach.
    http://www.iwostin.pl/
    http://www.i-apteka.pl/pol_m_Kosmetyki-Pielegnacja_IWOSTIN-580.html
    Pozdrawiam
    Alicja
     

  2. Alicja napisał(a):

    Moje odkrycie, a właściwie polecone przez Panią dermatolog – firma Ivostin, której produkty można nabyć w aptekach. Polecam – dostępna szeroka gama produktów tej firmy, no i ceny niewygórowane.
    http://www.iwostin.pl/
    http://www.i-apteka.pl/pol_m_Kosmetyki-Pielegnacja_IWOSTIN-580.html

Dodaj odpowiedź