Między Łomnicą a Rzymem

Wiele, wiele lat temu mój Przyjaciel od  niemal zawsze, czyli Olek Halak, "Kaziem" zwany, z okazji którychś  tam moich urodzin (choć nie budzących grozy, jak te zbliżające się) podarował mi "Od Łomnicy do Mont Blanc" ze znakomitej serii "W skałach i lodach świata". Dedykacja była wówczas następująca: W pierwszą rocznicę wspólnego przejścia zimowego Masywu Bielańskiego dla najlepszej polskiej asekurantki. Olek. I dalej stosowna data.

Długą drogę oboje przeszliśmy od tamtej pory, nie obyło się na niej bez trudnych, tragicznych wręcz wydarzeń, ale przetrwaliśmy. Czasem pierze leciało, zapadała lodowata cisza na czas jakiś, dochodziliśmy jednak do wniosku, że im wiecej ma się lat, tym bardziej trzeba pielęgnować przyjaźnie. No i pielęgnujemy. Znów zbliżają się moje urodziny i dziś nadeszła przesyłka od Olka z „Rzymską Komedią” Jarosława Mikołajewskiego.

Tym razem dedykacja nie jest skierowana wprost, nawiązuje do tematyki książki i została nadesłana sms-em. Jest przy tym limerykiem, których Olek tworzy ostatnio bez liku, zainspirowany zapewne przez Wisławę Szymborską. Brzmi tak: W Rzymie w południe w sutannie Kąpał się biskup w fontannie A rabin mówi do niego Posłuchaj panie kolego Ty musisz kąpać się w wannie. Pozazdrościłam mu weny i spóbowałam napisać coś, co chyba tylko przypomina limeryk: Mój przyjaciel z Warszawy bardzo nie lubi kawy Bo uważa że kawa mu szkodzi Więc bierze d…w troki I jedzie na wódkę do Łodzi. Teraz czekam na odpowiedź i instrukcję, jak się tworzy prawdziwe limeryki.

Zaś Julia Hartwig tak napisała o książce Mikołajewskiego: Czy można odnaleźć drogę do współczesnego Rzymu dzięki »Boskiej Komedii « Dantego? Jarosław Mikołajewski zaryzykował i napisał dla nas opowieść o tym wspaniałym mieście, budując ją wokół fragmentów »Pieśni « Dantego. Pomysł śmiały, ale nie budzący sprzeciwu. W Rzymie dzisiejszość i przeszłość współżyją i są współobecne, toteż w »Rzymskiej Komedii « bez trudu przerzucać się może autor ze świata arcydzieł Caravaggia czy Giotta do nocnego życia w elitarnych klubach na via Vittorio Veneto. Szczególny charakter nadaje książce osobisty stosunek autora do tego miasta.

4 komentarze

  1. kazio napisał(a):

    to ja aainspirowałem  Szymborską, a nie ona mnie 

  2. Joanna napisał(a):

    Ewo M., czy mnie jeszcze pamiętasz?
    Mikołajewskiego przeczytałam. Ale to piękna książka. Z zazdrości pozieleniałam. Teraz czytam Dzienniki Juli Hartwig i nurzam się w nich bez opamiętania.
    Fajnych urodzin, choć nie wiem dokładnie kiedy. Niech Ci się spełnią wszystkie, nawet najdziksze marzenia!

  3. Joanna napisał(a):

    Z tego wszystkiego odebrało mi rozum i nie napisałam nazwiska.
    Ten komentarz pisałam ja, Joanna Jachmann

    • ewa napisał(a):

      Hej JJ, jakże mogłabym Cię nie pamiętać!  Cieszę się, że mnie odnalazłaś, tylko jak to zrobiłaś? Właśnie skończyłam oglądąć Mamma Mia – probowałam sobie poprawić nastrój. Nie było w Zakopanem przez kilka godzin interenetu, telewizja kablowa też padła, więc znalazłam czas na dawno odkładany film. Napisz albo zadzwoń, co u Ciebie – mloj tel. 602 678 059.. Uściski PS. Co do urodzin, lepiej zapomniać powoli, które to.

Dodaj odpowiedź