Zmiana perspektywy i priorytetów

Miś po operacji w lecznicy TATRAVET,  wychodzi z narkozy. Fot. Ewa Matuszewska

Pani Aniela pogania mnie, zarzucając ciszę na blogu, gdy tyle się dzieje w Zakopanem. Jako przykład wymienia prywatyzację PKL. Teoretycznie ma rację, że blog zaniednany jest haniebnie, ale są okoliczności łagodzące. Od kiedy przestałam być rzecznikiem prasowym UM Zakopane, zmieniły mi się priorytety. Interesują mnie tylko te sprawy, na które mam jakikolwiek wpływ. A takowego nie mam na końcowy efekt prywatyzacji PKL. 

 
Jakie ma to znaczenie dla mojego życia, kto w rzeczywistości stał się właścicielem tego dobra narodowego, o które tak zażarcie spierali się politycy PO i PIS? Nawet Pan Prezydent (dziś się dowiedziałam, że był przeciwnikiem Okragłego Stołu – ciekawe, czy byłby prezydentem RP, gdyby nie ten historyczny mebel?) wypowiedział się w tym temacie, nie popierając pomysłu kupna PKL przez Lasy Państwowe. Ta opcja była bliska ludziom walczącym o zachowanie Tatr jako parku narodowego, bez nowych inwestycji narciarskich (albo daleko idącej ich modernizacji), ale Pan Prezydent dał głos i pomysł szlag trafil. 
 
Jakiś czas temu miałam złudne nadzieje, że może uda się kupić jakiś nieduży pakiecik akcji PKL, co pozwoli mi wpływać (w bardzo niewielkim stopniu) na rozwój tej firmy, zgodny z zasadami ochrony przyrody tatrzańskiej. Oczywiście byłoby to możliwe tylko w takim przypadku, gdyby inni drobni akcjonariusze solidarnie domagali się takiego wpływu. Ale nie znam się na spółkach akcyjnych, samorządowych, z kapitałem obcym (ohyda!) lub krajowym (politycznie słusznie, ekonomicznie do bani).  Tak więc pozwólcie Państwo, że ten temat odpuszczę sobie, współczując tylko dyrektorowi TPN Pawłowi Skawińskiemu, poddawanemu naciskom samorządowców marzących o zrobieniu z Tatr Alp lub Dolomitów (pod względem infrastruktury narciarskiej). Na razie dzielnie daje odpór, zapowiadając że nie będzie zgody na sztuczne snieżenie Kasprowego Wierchu i całkowicie nowy wyciąg w Dolinie Goryczkowej. 
 
Jeśli chodzi o moje sprawy, to nastapiła całkowita odmiana. Od 1 maja rozpoczęłam pracę w Biurze Promocji Zakopanego i zajmuję się tym, co najbardziej lubię robić (zawodowo) – zapoznaję się z nową stroną internetową  (www.zakopane.pl), by jak najszybciej wesprzeć Agatę Gąsienicę w prowadzeniu i pisaniu postów na tej stronie. Moim zadaniem jest też redagowanie publikacji i wydawnictw, a najpilniejszą sprawą – przygotowanie książki na jubileuszowy, 45. Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Mam w tym doświadczenie, bo pięć lat wcześniej napisałam "Festiwalowych wspomnień czar. Od Święta Gór do Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich" z okazji czterdziestolecia Festiwalu. Zebrałam wówczas sporo materiałów, nie wszystkie zdołałam wykorzystać, więc będzie teraz jak znalazł. 
 
Kolejną pilną pracą jest przygotowanie II wydania "Lidera" dla wydawnictwa Annapurna. Nieco idzie mi to opornie, bo w tak zwanym międzyczasie byłam w Warszawie na 20.Przeglądzie Fimów Alpinistycznych im. Wandy Rutkiewicz i zaliczyłam dwutygodniową rehabilitację kręgosłupa w szpitalu na Ciągłówce, położonej na zboczach Gubałówki. Dobrze mi to zrobiło, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, widzę że trzeba będzie przynajmniej raz na tydzień poddawać się masażom, by trzymać się w pionie. Tak więc soboty mam już zaplanowane – rano masaż, po masażu lekcja włoskiego. Po południu prasówka z całego tygodnia, pisanie, ogród. Na góry zostawiam sobie niedziele. Czy z tego planowania coś uda się zrealizować? Mocno wierrę, że tak.
 
A na koniec najważniejsze – w poniedziałek, 27 maja Miś miał wycinany gruczolak spod przedniej, lewej łapy i jak na razie goi się jak (tfu, tfu!) na psie. Nie ma przerzutów, sunia odzyskała humor, ogon znów nosi wysoko, obszczekując wszystkich dookoła. I to ma dla  mnie największe znaczenie – większe niż kwestia własności PKL. 

5 komentarzy

  1. aniela napisał(a):

    Widzę, że znów huk roboty przed Panią i podejrzewam, że znów trzeba będzie "ciągnąć za język" jak na blogu nic nie będzie.

    Co do prywatyzacji PKL  mam odmienne zdanie, a w szczególności w stosunku do ochrony Tatr. Moim zdaniem ochrona Tatr jest prowadzona źle. De facto utrudnia się jedynie, a z drugiej strony niczego nie chroni, bo jak ma się chronić skoro tabuny ludzi rok w rok zalewają cały park.

    Nie jestem zadowolona z zakupu przez samorząd, bo tak de facto nie wiadomo kto za tym wszystkim stoi. Trzeba pamiętać że to nie gminy kupiły, ale instytucja która  sfinansowała i ona zapewne będzie rozdawać karty.

    A jak gospodarują gminy to gołym okiem widać, Tesco czy inne spółki gminne, a i samo miasto które tkwi w maraźmie i apartamentowcach.

    Wspomniała Pani o festiwalu – na właśnie. Przez tyle lat nikomu nie udało się wybudować porządnej hali widowiskowej?

    Ten namiot to przeżytek!

    W takim N Targu jest więcej kultury. Są organizowane koncerty. A w Z. kiedy ostatni raz był jakiś koncert typu Maanam czy choćby Doda?

    BPZ zorganizowało koncerty jezzowe i pan Kawecki jest z nich dumny. Ale to są koncerty dla garstki koneserów. A gdzie cała reszta wałęsająca się po Krupówkach?

    Nie jestem zwolennikiem obecnej władzy, i cieszę się że pani już stamtąd odeszła, ale sukcesów BPZ także nie widze, więc to przejście to takie trochę z deszczu pod rynnę 🙁 No cóż…

  2. Jurek napisał(a):

    Pani Ewo,

    Jeżeli chodzi o nowoczesne pisanie o Himalaiźmie uważam, że nastąpi glębsza analiza tego zjawiska we wspólczesnych opracowaniach na które czekają ludzie. Będzie jakieś odejście od wersji autoryzowanych przekazywanych przez zdobywców szczytów, służących ich autopromocji.Zacznie się drążenie jak to jest z tymi ideami opisywanymi w książkach o wielkim poświęceniu dla kolegi i wspólnym polączeniu liną. Ludzie chcą wyjaśnień jak to jest, że ktoś umiera na szlaku a mija go 20 osób idących na Mount Everest. Nikt nie pomaga, bo wspinacze spieszą się, żeby wykonać harmonogram narzucony przez sponsora.

    Jak to jest z tym zachowaniem powyżej granicy 8000 m ? Czy tam każdy staje się kimś innym niż na dole i podlega tylko instynktom nakazującym myślenie wyłącznie o sobie. A okazanie komuś pomocy może zabić pomagającego ze względu na brak rezerwy sił.

    Czy kierowanie wyprawą z bazy ma sens, czy kierownik nie musi być tam gdzie jest grupa szturmowa?

    Jest wiele pytań, które są niewygodne ale pochodzą od zwykłych ludzi zaniepokojonych tym co się ostatnio dzieje w Himalajach.

     

    • ewa napisał(a):

      Mam nadzieję, że taka będzie moja nowa książka – nie tylko o Broad Peak. Nie wiem, czy znajdę odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, ale chcę je postawić.

       

  3. ewa napisał(a):

    Praca w samorządzie to niekiedy traumatyczne, ale też bardzo pouczające doświadczenie. Przećwiczyłam to na własnym organizmie, w przenośni i dosłownie. Jednak przez te klika lat zrozumiałam, że  ten system zarządzania państwem nie sensownej alternatywy, podobnie jak demokracja czy małżeństwo – równie niedoskonałe, ale jak dotąd nie wymyślono niczego lepszego.

    Festiwalowa  "Chuściana Izba" to rzeczywiście przeżytek, kolejne ekipy przymierzały się do budowy wielofunkcyjnej sali widowiskowej – ze skutkiem wiadomym. Problemem jest nie tylko jej wybudowanie, ale późniejsze utrzymanie. Może znajdzie się jakiś przytomny menedżer kultury, potrafiący nie tylko zorganizować dobrą imprezę, ale też zarobić na niej. Przykładem jest Sopot, miasto partnerskie Zakopanego, gdzie prezydent Karnowski mimo rozpętywanych wokół niego afer, odważnie korzysta z ppp (partnerstwo publiczno-prywatne). W Małopolsce, mimo że ten system finansowania inwestycji jest uregulowany ustawą sejmową, jakoś się nie przyjął. Podobnie jak prawo budowlane (vide: zakopiańskie samowolki). 

    Zaś co do wpadnięcia z deszcu pod rynnę – jak pisałam, w BPZ robię to, na czym się znam i co lubię. Odpowiadam za to, co robię i jeśli nawalę, będzie wiadomo, że to ja. Rzecznikiem się bywa, dziennikarzem jest się zawsze, niezależnie od koniunktury i miejsca pracy. Dlatego też powstał blog, bym mogła mówić własnym głosem, dlatego też powstało Zakopane dla Ciebie – portal dla ludzi   postrzegających Zakopane nie tylko z perspektywy Krupówek. Dlatego też piszę książki – bo daje mi to komfort wyboru tematów i rozmówców. To tyle, Pani Anielo.

    PS. Prawdę powiedziawszy, chciałabym dożyć czasów, kiedy nie będę się zastanawiać nad tym, czy jestem zwolenniczką rządzącej ekipy. Chcę tylko, by jej działania były transparentne i miały na celu dobro mieszkańców i miasta. Tylko tyle, a może aż tyle.

Dodaj odpowiedź