Znów Kraków – radość pomieszana z obawą

Nie wiem, czy to żart (dość ponury) losu, czy zrządzenie Opatrzoności, że w mieście od dawna będącego moją miłością,  przyszło mi spędzić najtrudniejsze, a zarazem najciekawsze dwa miesiace mego zycia. Dzień po swoich urodzinach wyruszam do Krakowa, by jutro, 27 listopada 2013 dowiedzieć się, co dalej…

Nie chcę się rozpisywać, bo czasu mam mało do odjazdu autobusu (na zakopiance moze być ciężko, snieg sypie od wczoraj), ale niezależnieod tego, czego dowiem się od lekarzy, wierzę że uda mi się zrealizować wszystkie ambitne i ciekawe plany (by nie powiedzieć projekty). Moi Drodzy Przyajciele, bądźcie jutro ze mną dobrymi, serdecznymi myślami. Ktoś kiedyś powiedział albo napisał, że przyjaciele to anioły bez skrzydeł. A ja myślę, że mają skrzydła, tyle że nie wystawiają ich na pokaz….

3 komentarze

  1. Jurek napisał(a):

    Droga Pani Ewo,

    Blog "Po mojemu" mimo niewielu Pani wpisów jest obrazem Pani losów. Przychodzą dla każdego trudne dni, kiedy musi stawić czoła problemom. Bliscy mogą być wielkim wsparciem w chorobie. Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Medycyna stale robi postępy i skutecznie leczy.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    Jerzy

  2. Alicja napisał(a):

    Z tymi aniołami to prawda….Zawsze można na nie liczyć w najmniej spodziewanym momencie.

    Pozdrawiam Pani Ewo

    Alicja

  3. aniela napisał(a):

    Już po ale myślę, że będzie okej

Dodaj odpowiedź