Akumulatory naładowane, Kraków jest dobry na wszystko

Ostanie dni sierpnia, dzięki Hani Ż. odkrywam Podgórze i ulicę Tatrzańską. Minęły już prawie dwa krakowskie miesiące, czeka mnie powrót do Zakopanego, więc staram się jeszcze jak najwięcej uchwycić Krakowa. Cieszę się, że wracam do domu, ale wiem, że w październiku będę miała w Krakowie parę wizyt zdrowotnych. I dopiero po nich przyszłość okaże się albo w miarę przewidywalna (jednak już nigdy absolutnie pewna), albo każdy kolejny dzień będzie walką.

Przedstatni wpis był nieco ambiwalentny, bo choć  zawsze wolę widzieć szklankę do połowy pełną, to nie zapominam o pustej połówce. We wtorek wyjeżdżałam z zimowego Zakopanego, Kraków zastałam jesienny.  W Galerii Krakowskiej po południu podpisaliśmy z Mirkiem A. dokumenty konieczne do rejestracji spółki,  wieczorem z Hanią Ż. przy winie przygotowywałam się do wizyty w szpitalu w środę rano. Pamiętam, jak Wanda często powtarzała, że gdy zaczyna akcję w górach, opuszcza ją strach. 

Tym razem działał lekarz, ale to ja przestałam się bać. Usłyszałam po badaniu, że jest dobrze i widzimy się kontrolnie za trzy miesiące. Szybki telefon do Hani i ruszamy w Kraków. Najpierw Manggha, kawa, herbata, japońskie wino o smaku śliwek, podawane z kostkami lodu, następnie dwie wystawy: drzeworytu japońskiego i Maxa Ernsta. Potem Muzeum Narodowe i również dwie wystawy – twórczość Adolfa Szyszko-Bohusza, architekta któremu nie tylko Kraków ma dużo do zawdzięczenia i malarstwo Andrzeja Strumiłły. Syte doznań artystycznych dotarłyśmy do Rynku, gdzie celem była restauracja Hawełki. Pyszne jedzenie, elegancja w dawnym stylu i spokój – tego zawsze mi trzeba. 

Cały dzień w Krakowie świeciło słońce, co uznałam za dobry znak, zesłany przez moje anioły. Wróciłam późnym wieczorem do Zakopanego, gdzie zima zagościła chyba na dobre. A teraz przez te trzy miesiące będę się starała zrobić jak najwięcej – myślę przede wszystkim o pisaniu. Więc nie opuszczajcie mnie, moje anioły i moi przyjaciele.

 

6 komentarzy

  1. Jurek napisał(a):

    Droga Pani Ewo,

    Czyli lekarz uspokoił Panią. To bardzo dobrze. Myślę, że pisanie nie powinno zabierać Pani całego czasu. Warto skorzystać z uroków Zakopanego i wyłączyć się przynajmniej na święta z obowiązków zawodowych.

    Ulica Tatrzańska też jest w Warszawie.Była tam kiedyś firma elektroniczna dla której robiłem projekt.

     

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    Jerzy

  2. Alicja napisał(a):

    Dobre wiadomości 🙂 Cudownie się czyta to, co Pani pisze…                                                                                     

      Anioły są z Panią.

    Serdecznie pozdrawiam

    Alicja

  3. ewa napisał(a):

    Dziękuję z serca całego Pani Alicjo i Panie Jurku! Jesteście Państwo, obok Pani Anieli, moimi najwierniejszymi Czytelnikami i dobrze, że jesteście ze mną. Warto dla Was pisać!

    • Jurek napisał(a):

      Droga Pani Ewo,

      Widać, że czerpie Pani siły z doświadczeń Wandy Rutkiewicz, o której Pani wspomniała, że idąc w góry zapominała o strachu. Czyli  Pani praca nad książkami o Wandzie i wspomnienie jej przyjaźni pomaga teraz Pani. Dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam

      Jurek

  4. aniela napisał(a):

    Droga Pani Ewo! 

    Pióro w dłoń i do dzieła. Proszę realizować swoje projekty i nie zamartwiać się problemami.

    Ja mawiała pani Thatcher, 90% naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdażają.

  5. aniela napisał(a):

    Ponieważ, znów obstrukcja, więc tutaj pozwolę sobie przesłać życzenia noworoczne naszej kochanej Pani Ewie.

    Dużo zdrowia przede wszystkim i pogody ducha! I niech się darzy!

Dodaj odpowiedź