Wypowiadam wojnę paprociom, a Monika Olejnik premierowi

Edmarowo – ogród staje się coraz bardziej tajemniczy (czytaj: zarośnięty). Fot. Ewa Matuszewska

Od kilkunastu dni trwa mundial, od kilku dni medialnie rozgrywana afera podsłuchowa. Mecze ogladam, kibicując Italii, W. oczywiście kibicuje Anglii, ale do zamieszek na tym tle w naszym domu nie doszło. Równie zgodnie oceniamy sytuację polityczną, a właściwie przyczyny, jakie do niej doprowadziły.

Wolność słowa, tajemnica dziennikarska, redaktor Latkowski jako obrońca demokracji, jego laptop (z widocznym znakomicie logo!), kuchmistrz Sowa i jego przyjaciele – i jeszcze wiele innych elementów tej układanki przestawianych jest dowolnie, w zależności od tego, kto się dorwie do klocków. Przed chwilą w TV Info jakaś pani dzwoniąc do redakcji przypomniała, jak to jakiś czas temu redaktor Latkowski swoich koległów dziennikarzy, tak dzielnie dziś go broniących, nazwał prostytutkami. Ciekawe, czy to pamietają i jak się z tym czują?

Co do oświadczenia redaktor Moniki Olejnik na dzisiejszej,  porannej konferencji prasowej premiera Donalda Tuska, że całe środowisko dziennikarskie ma on obecnie przeciwko sobie, uprzejmie proszę redaktor Olejnik  o nieco precyzyjniesze formułowanie swoich tak kategorycznych sądów. Nie myślę tu o sobie, od dawna nie zajmuję się dziennikarstwem, odżegnując się nie tylko rencamy, ale i nogamy od takiego stylu, jaki prezentują wyżej wymienieni, tak zwani opiniotwórczy dziennikarze. Wystarczy jednak posłuchać innych przedstawicieli tego zawodu, starających się obiektywnie i zgodnie z opiniamii prawników ocenić tę rzeczywiście wyjatkowo trudną dla wszystkich sytuację, by nie zgodzić się na uzurpację Moniki Olejnik

Dla mnie cała sprawa zaczyna się i kończy na aspekcie prawnym – nielegalne podsłuchiwanie innych, a następnie wykorzystywanie tych nagrań jest niezgodne z prawem. Skąd redakcja WPROST otrzymała te nagrania, czy ktoś przekazał je bezpłatnie,  w jakim celu redakcja je wykorzystuje, kto dokonał nagrań i w jakim celu? – pytań jest mnóstwo, ale nie mam zamiaru ich mnożyć. Być może wyciekną kolejne nagrania, kolejni członkowie rządu będą ich "bohaterami",  być może, być może…

Mam tylko nadzieję, że premier nie ulegnie szantażowi nielegalnymi poczynaniami "czwartej władzy" i nie poda się do dymisji. Inaczej – wcześniejsze wybory parlamentarne i samorządowe. Już widzę, jaka zrobi się zadyma w Polsce, a za wschodnią granicą Wielki Brat będzie zacierał łapy. Żeby zaś zakończyć ten żenująco obrzydliwy temat – najbardziej przeraża mnie głupota urzędników państwowych, dających się rozgrywać służbom tajnym, tak tajnym, że nie wiadomo, jakiego są pochodzenia. Co do języka, jakim posługują się najważniejsze osoby w państwie, jeśli sądzą, że nikt ich nie słyszy, nawet nie ma co komentować. Tak mówią Polacy – dzieci, młodzież i dorośli. Tylko że ci ostatni nie piastują godności (tfu!) urzędników państwowych. Tak więc polska ryba psuje się i od głowy, i od ogona. 

PS. A co z paprociami? Wiele lat temu wykopywałam je z zarośnietych i zasypanych śmieciami jarów na Bachledzkim Wierchu, troskliwie sadziłam w dobrej, wzbogaconej torfem ziemi ogrodowej.  Z roku na rok z radością patrzyłam, jak bujnie się rozrastają, zajmując coraz więcej miejsca. W końcu zdominowały rabaty, na których rosną rododendrony, hortensje i azalie. W gąszczu paprociowym nie miały szans zakwitnąć, gubiły liście i ogólnie marniały.  Tej wiosny miara się przebrała. Albo paprocie – albo kwitnące krzewy. Dziś, po kolejnej porcji pomyj podsłuchowych,  lejących się Niagarą ze wszystkich kanałów telewizyjnych, wpadłam do ogrodu (z nerwów zapominając o Bożym Ciele, niestety) i w szale reformatorskim "odpaprociłam" spory kawałek gruntu. Proszę jednak nie obawiać się o los eksmitowanych paproci – znajdą swoje miejsce w nieco zdziczałej części ogrodu. Tam będą mogły rozrastać się do woli. 

Jak  miło byłoby znaleźć gdzieś daleko, na krańcu Polski (a może poza jej granicami?) takie miejsce dla niektórych (niektórych, podkreślam!) polityków, dziennikarzy, prawników, politologów i tym podobnych stworów ludzkopodobnych!

PS.2 Od czasów dawnych bardzo starałam się na blogu powstrzymywać od komentarzy politycznych. Jednak nie zdzierżyłam – może to paprocie tak mnie wkurzyły, by nie powiedzieć mocniej, też na "w"?

 

3 komentarze

  1. Ryszarda Pelc napisał(a):

    Pani Ewo, Gratuluje tekstu. Nic dodac nic ujac. Tak trzymac!

     

     

  2. aniela napisał(a):

    Pani Ewo, święte słowa. Ja już dawno radziłam odciąć się od newsów, bo po co sobie psuć nerwy.

    Z paprociami sie zgadzam w całej rozciągłości. Rozbisurmaniły się na potęgę i zagrażają różom. 

    Co prawda róża ma kolce, jak to zauważył Mały Książe, ale w rzeczywistości jest bezbronna.

  3. Bogusław P. napisał(a):

    Oj, jak dawno tu nie zaglądałem. Zresztą Autorka także. No niestety, Pani Ewo, opcji politycznej Pani nie podzielam -bo to nie sedno problemu w metodzie (choć owszem, nielegalnej) ale w układaniu polityki (choćby tylko fiskalnej)  pod sukces jednej przewodniej partii. Ot, co.

    Co do Moniki Olejnik to jest z niej przykra szpila, która często traci racjonalne kryteria swojego warsztatu. Kiedyś, parę lat temu,  na blogach w necie wyczytałem, że okrucieństwo polityczne mierzy się w stopniach "olejnik". Tylko nie wiem czy w 10. stopniowej czy w wyższej skali.

    A tak poza tym to bardzo zazdroszczę Pani miejsca, w którym Pani mieszka -toż same splendory. I niechby nawet z tymi wszechbyłymi paprociami. Pozdrawiam, -PB

    PS. A jak tam Pani Ewo nowe książki o WANDZIE R.?

Dodaj odpowiedź