Naszły mnie sentymentalne wspomnienia…

Na ogół  nie zwracam uwagi  na nowe tytuły prasy kobiecej, pojawiające się nagle na rynku  i nagle znikające. Zresztą treści w nich zawarte powtarzają się, te same twarze celebryckie, znane z tego, że są znane, te same reklamy – słowem, niczego w nich dla siebie nie znajduję. Przeglądam je czasem w poczekalni przed wizytą u kosmetyczki czy dentysty, traktując niczym gumę do żucia dla oczu. Są jednak dwa wyjątki, a właściwie trzy: Twój Styl (czytany od pierwszego numeru), Wysokie Obcasy i Wysokie Obcasy Extra.

Przed laty było inaczej. Po odejściu z przyczyn polityczno-osobistych z Tygodnika Solidarność, rozpoczęłam pracę w miesięczniku URODA. Odczuwałam to jako zawodową degradację, ze świata wielkiej polityki wkroczyłam do świata kremów i maseczek. Ale dziewczyny w redakcji były miłe, naczelna, Pani Danusia Golińska miała w sobie tyle ciepła i klasy, że powoli aklimatyzowałam się w tym obcym dla mnie dotychczas świecie. A na dodatek sekretarzowanie "urodowej" redakcji pozwalało mi nauczyć się tego, czego nauczyć się w siermiężnym, czarno-białym tygodniku szans nie miałam.

URODA w czasach realnego socjalizmu była pierwszorzędnym towarem eksportowym do ZSSR, rozchodziła się tam  podobno w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy (po polsku!). Lata 90. to walka o przetrwanie, konkurencja stawała się coraz mocniejsza, wystartował Twój Styl i pod wodzą Krystyny Kaszuby stawał się numerem jeden w tak zwanym segmencie prasy kobiecej.

Potem nastąpiło "wrogie przejecie" redakcji, zmieniła się naczelna, już nie było tak miło i rodzinnie. Tym bardziej, że czekał na nas niedawno kupiony dom w Zakopanem, a w Warszawie coraz trudniej szło wytrzymać. Zamieniłam URODĘ na CLAUDIĘ i dopiero tutaj zaczęła się jazda. Nakład 1 miliona egzemplarzy zmiatał wszelką konkurencję, a naczelna potrafiła po kilkanaście razy zwalać gotowe kolumny, bo przecinek był tam, gdzie według niej nie powinien się znajdować. Zaś URODA wkrótce zmieniła format i profil, stała się wyłącznie poradnikiem, bez ambicji kulturalnych czy publicystycznych.

Po CLAUDII nastapił krótki przerywnik w postaci miesięcznika dla panów GENTLEMAN, a potem już na stałe Zakopane. Co było dalej, czyli moja kariera samorządowa rzecznika prasowego miasta, to temat na oddzielną opowieść…

Wspomnienia wróciły, gdy odbierając codzienną prasę, zupełnie przypadkiem zobaczyłam znajomy tytuł i tę samą czcionkę. Sięgnęłam i dopiero wówczas zobaczyłam, że to URODA życia. Kupiłam, przejrzałam i zaciekawiłam się. Oczywiście zajrzałam do stopki, niezbyt wyeksponowanej i zobaczyłam sporo dobrych, znajomych nazwisk. To dopiero drugi numer, ale czuję, że kierunek jest dobry. Czy i dla mnie dobry, czy będzie to czwarty, "babski" tytuł nie tylko kupowany przeze mnie, ale i czytany? Zobaczymy…

 

 

Jedna odpowiedź

  1. aniela napisał(a):

    Nie lepiej coś ambitniejszego poczytać? Jestem rozczarowana 🙁

Dodaj odpowiedź