Czas spokoju, namysłu i czerwonego barszczu

Fot. Ewa Matuszewska

Filiżanki z motywem parzenicy i piosenki o Zakopanem to pożegnalne prezenty, wręczone mi na poniedziałkowym, wigilijnym spotkaniu w Biurze Promocji Zakopnego. Tak, to ostateczne pożeganie z instytucjami samorządowymi w Mieście Zakopane. 

 
Od 1 grudnia 2014 roku sama sobie jestem szefem (redaktor naczelna Zakopanego dla Ciebie i prezes spółki ZAKOPANINA). Trochę boję się tej samodzielności, zwłaszcza od strony finansowej, ale mam wsparcie Mirka Antosa, wspólnika i przyjaciela, z którym przed laty wymyśliliśmy portal o Zakopanem, pokazywanym od najlepszych stron (a takich, mimo wszystko, nie brakuje).
 
Nowe władze w Zakopanem i w powiecie tatrzańskim to z pewnością wiele zmian – czy na lepsze, czas pokaże. Niezależnie od moich sympatii (a raczej antypatii) politycznych, życzę powodzenia – bo życzę jak najlepiej Zakopanemu. W obecnej sytuacji wciąż mam w pamięci powiedzenie mojej Babci, że dłużej klasztora niż przeora. I że nie można obrażać się na rzeczywistość, bo obrażają się tylko kucharki (choc nie rozumiem, czemu tak deprecjonuje się ten zacny i ze wszech miar pożyteczny fach). Więc nie obrażam się, przyjmuję postawę życzliwego, choć bacznego obserwatora i robię swoje. 
 
Pewną i bardzo miłą nowością jest dla mnie fakt, że przygotowania świateczne w tym roku  przebiegały spokojnie, bez nerwowej gonitwy. Nie był w stanie wyprowadzić mnie z równowagi totalny, delikatnie mówiąc, nieporządek w domu. Przybyło trochę mebli, nie powiem, ładnych i przydatnych, ale miejsca nie przybyło. Nic to, po Nowym Roku urządzam sobie pracownię u Mamy na górze, w najładniejszym pokoju werandowym, słonecznym, z widokiem na Giewont z przyległościami.
 
Zrobię porządek z książkami (na dole slalom między nimi staje się coraz większym wyzwaniem logistycznym i sportowym), ustalę godziny pisania, czytania i tak zwanej innej działalności intelektualnej – słowem, będę szła na górę niczym do redakcji. 
 
Wracając zaś do mojego pożegnania z Biurem Promocji Zakopanego, wdzięczna jestem za ostatnie póltora roku koleżeństwu i dyrekcji. Częściej byłam na zwolnieniu lekarskim niż  w biurze, ale jakoś to znosili i wspierali mnie. Mimo oficjalnego pożegnania nasze kontakty  nie kończą się, zawsze mogą liczyć na moją pomoc – jeśli tylko będą jej potrzebowali.
 
A  ponieważ piszę w Dzień Bożego Narodzenia, jeszcze jest czas na życzenia świateczne i noworoczne – najlepsze, najserdeczniejsze, najcieplejsze i najbardziej rodzinne! Niech nam wszystkim nie zabraknie przyjaciół, słonecznych dni i radości. A przede wszystkim życzę zdrowia – reszta przyjdzie sama!
 
 
 
 

 

Jedna odpowiedź

  1. aniela napisał(a):

    Głowa do góry, będzie dobrze!

Dodaj odpowiedź