Jest takie miejsce w Warszawie

Flora_03sm

To wspaniałe miejsce na posiady z przyjaciółmi

Kiedy jeszcze mieszkałam w Warszawie, Ogrod Botaniczny należał do moich ulubionych miejsc. Wiosną kwitnące azalie i rododendrony, latem szaleństwo różane, jesienią feeria kolorów krzewów i drzew liściastych. Zimą – donice z choinkami, które po świetach Bożego Narodzenia nijak nie chciały przyjąć się na Ursynowie.

Po przeprowadzce do Zakopanego nareszcie miałam swój ogród. Prawie co miesiąc odwiedzałam Rodziców i za każdym razem znajdowałam czas, by zajrzeć do Ogrodu Botanicznego. W niewielkiej szklarni wybór sadzonek przyprawiał o zawrót głowy i zawsze coś wyszukałam, jakieś byliny i krzewy, które do dziś rosną w zakopiańskim ogrodzie. Przewoziłam je w koszyku wiklinowym i w kartonach, budząc zdumienie współpasażerów w pociągu lub w autobusie relacji Warszawa – Zakopane.

Gdy Ojciec zmarł, a Mama przeniosła się do Zakopanego, do Warszawy wpadam na krótko i na Ogród Botaniczny nie zawsze znajduję czas. Ostatnio byłam tam trzy lata temu z Ewą Czownicką, podczas majowego Przeglądu Filmów Alpinistycznych im. Wandy Rutkiewicz. Ale do szklarni już nie zajrzałam.

Dopiero urodziny Olka Halaka 14 lutego  stały się okazją do powrotu do Orodu Botanicznego. Okazało się, że dawna szklarnia zamieniła się w Flora Caffe, absolutnie magiczne i smakowite miejsce! Menu urodzinowe, wymyślone przez Sylwię Olkową (ma nazwisko, i to podwójne, ale ja wolę tak ją nazywać) sprawiło, że wszelkie moje dietetyczne postanowienia szlag trafił. Przy pięknie zastawionym i udekorowanym stole zasiadło kilkanaście osób, najbliższych przyjaciół Olka. Wielu z nich nie widziałam od lat, ale poczułam się tak, jak byśmy wspólnie  pili wino kilka dni temu. 

Prezentów było mnóstwo, ale wszystkich przebił Andrzej Renes, rzeżbiarz i wydawca, który w bibliofilskim wydaniu opublikował limeryki autorstwa prostego inżyniera elektronika, czyli Olka! Każdy z gości przeczytał jeden limeryk, budząc podziw dla kunsztu poetyckiego autora. Zainspirowana tym wydarzeniem, od powrotu z Warszawy kombinowałam, łączyłam słowa według schemtu aa bb a (tak układa się limeryki), próbowałam swoich sił. No i do imienn Olka, czyli do 26 lutego, wymyśliłam:

LIMERYK IMIENINOWY 
W Warszawie lutowe Oleczka imieniny
To radość dla przyjaciół i rodziny 
Piją jego zdrówko starzy i młodzi
Bo wódeczka pita dnia tego nikomu nie szkodzi
Nalewana ręką dupiastej gaździny.

Zakopane, 26 lutego Roku Pańskiego 2015 

PS. Gaździną po tylu latach może i jestem, 
ale z pewnością  nie dupiastą! 
Ewa Matuszewska

PS. Dziś, 2 marca 2015 nadeszło sprostowanie w korespondencji z Bielan od Małgosi Renes. Jako osoba, która ukończyła bibliotekoznawstwo na UW,  tym gorliwej owo sprostowanie zamieszczam, aby przyszli literaturoznawcy nie mieli problemów. Otóż fakty są takie, że Andrzej Renes jest autorem rysunków umieszczonych w tomiku "ah Limeryki" i to też stanowi  jego prezent dla Olka, natomiast  wydawcą, pomysłodawcą  i wykonawcą jest Małgorzata Renes, właścicielka  wydawnictwie MAGIKA. Jak pisze w e-mailu, wydanie tych limeryków sprawiło jej ogromną radość i przyjemność.

 

 

 

 

Dodaj odpowiedź