Jedno zdjęcie, a tyle wspomnień!

EM

Zdjęcie, kilka dni temu przesłane mi przez Monikę Kurską, ma potrójną historię. Po pierwsze – jest przypomnieniem ślubu Moniki z Jackiem Kurskim (Gdańsk-Wrzeszcz, rok 1991 czy 1992?), na którym byliśmy z Andrzejem Gelbergiem, ówczesnym redaktorem naczelnym Tygodnika Solidarność, świadkami. 

Po drugie – sukienka, w której wystąpiłam na ślubie (czarna w białe gwiazdki) przyjechała z Nowego Jorku i była prezentem od Pani Zofii Korbońskiej (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zofia_Korbo%C5%84ska). Z Panią Zofią przeprowadziłam  wcześniej wywiad do Tygodnika Solidarność (nota bene byłam wtedy sekretarzem redakcji i było to moje najwspanialsze doświadczenie zawodowe). 

Do Polski Pani Zofia przyjechała po wielu latach emigracji dopiero po roku 1989, spotykałam się z nią wielokrotnie podczas jej kolejnych wizyt w kraju. Byłam zafascynowana jej mądrym patriotyzem, znakomitym poczuciem humoru, piękną polsczczyzną i…mocną głową. Niewiele razy w życiu nadużyłam alkoholu, ale jeden z tych pożałowania godnych przypadków zdarzył się podczas wieczoru z Panią Zofią u jej rodziny na Saskiej Kępie. Najzwyczajniej w świecie upiła mnie whisky, sama pozostając na lekkim rauszu.

Po trzecie – czarny, aksamitny żakiet, nałożony na sukienkę od Pani Zofii  był z kolei prezentem od Wandy Rutkiewicz Miała dość moich dżinsowych kurtek, noszonych od rana do wieczora, na wszystkie okazje. Według niej od czasu do czasu należało być kobietą elegancką. A do takich wyjatkowych okazji z pewnością należał ślub przyjaciół…O Wandzie wciąż pamiętam, staram się też, by inni o niej pamiętali. 

Dziś Monika i Jacek są w trakcie niefajnego rozstawania się (ze względu na polityczną pozycję Jacka z lubością relacjonowanego przez tabloidy). Z Jackiem, który Andrzejowi i mnie tak był bliski przed laty, nie utrzymuję żadnych kontaktów – czyż mogę przyjaźnić się z "bullterierem Kaczyńskich"? Nawet łącząca naszą trójkę miłość do Jacka Kaczmarskiego nie pomogła, każde z nas poszło swoją drogą zawodową i polityczną.

Z Andrzejem podczas spotkań w Warszawie  kłócę się o PO i PIS, a właściwie bardziej o to, o jaką Polskę nam chodzi (choć więcej nas łaczy niż dzieli), z Jackiem nawet kłócić się nie chcę.  A z Moniką dzięki FB odnalazłyśmy się i obiecujemy sobie, że znów razem ruszymy w Tatry.

Pani Zofii już nie ma, wcześniej gdzieś na zboczach Kangczendzongi pozostała Wanda, czarna sukienka w białe gwiazdki po kilku przeróbkach wciąż nadaje się do noszenia, a żakiet w czasach, gdy przybywało mi kilogramów, trafił do jednej z moich szczuplejszych przyjaciółek.

I tak jedno zdjęcie przywołało na pamięć tak wiele wspomnień. Dziękuję Moniko, do zobaczenia, jak przed laty, na Kalatówkach!

PS. W poniedziałek, 30 marca w TVP Historia o Polskim Państwie Podziemnym, między innymi, opowiadała Pani Zofia Korbońska. I jak tu nie wierzyć w cudowne przypadki? Nie wiedziałam o tym programie, a jednak w odpowiednim momencie użyłam pilota. Słuchałam ze wzruszeniem Pani Zofii, jak zawsze eleganckiej, mówiącej piękną polsczyzną,  z nienaganną dykcją (była wiele lat spikerką w Głosie Ameryki). Ciepło na sercu się zrobiło…

Dodaj odpowiedź