„Po mojemu” czy inny tytuł mojego bloga?


wybory

Miałam już  nie wypowiadać się w temacie wyborów prezydenckich ani też jakichkolwiek innych wyborów w tym nieszczęsnym kraju. Szkoda moich nerwów, zdrowia i czasu. Każdy z nas wybiera według własnego sumienia (o ile je posiada) albo w zgodzie ze swoim poczuciem estetyki (bo o poglądach politycznych nie warto wspominać). 

Jednak ostatnie wydarzenia zmusiły mnie do zdecydowanego wypowiedzenia się. Otóż prezydent Bronisław Komorowski nie jest prezydentem moich marzeń, ale za to Andrzej Duda może być prezydentem z moich sennych koszmarów. Jego wygrana to wygrana Polski, w której nie chcę żyć. A już za dużo mam lat, by emigrować, na przykład w Dolomity. Poza tym kocham mój kraj, szanuję moich rodaków (choć z coraz większym trudem mi to przychodzi),  jestem wierzącą (choć niekoniecznie praktykującą) katoliczką, staram się w miarę swoich możliwości pomagać ludziom i zwierzętom,  ŻYĆ TAK, BY NIKOGO NIE KRZYWDIĆ I  NIE POZWOLIĆ SIĘ SKRZYWDZIĆ.

Jednak wybór określonej opcji politycznej skazuje mnie na zarzuty całkowicie eliminujące mnie ze społeczeństwa – bogoojczyźnianego, słuchającego swych pasterzy, wierzącego w jedyną prawdę objawioną przez Prezesa. No i ostatnie dni kampanii przed drugą turą uświadomiły mi bolesną prawdę – w  m o je j Polsce jest miejsce dla PIS-u, Platformy Obywatelskiej, dla prawicy, lewicy i centrum, dla Żydów, masonów i cyklistów, nawet dla Dudy i Kaczyńskiego (choć co do Kurskiego i myśliwych mam poważne wątpliwości). Jednak w  i c h  Polsce dla mnie i mnie podobnych miejsca nie ma. I taka jest między nami różnica. 

Ktoś niedyś mi bliski określił moją postawę relatywizmem moralnym i politycznym, a argumentem, który miał mnie całkowicie zdołować, było powiedzenie, że "Gazeta Wyborcza nasrała mi do mózgu". Trzeba przyznać, że na takie dictum można było tylko odpowiedzieć, że inna gazeta o bardzo pięknym i patriotycznym przymiotniku to samo zrobiła z jego mózgiem, a dołożyło się Radio Maryja (nigdy nie zrozumiem, dlaczego "Maryja" a nie"Maria"). 

Pora na wyjaśnienie, czemu mimo solennych obietnic składanych sobie samej, zabieram głos w sprawie kampanii prezydenckiej. Otóż media dziś doniosły, że niejaki WC (jakże trafny skrót imienia i nazwiska!), autor popularnego, niegdyś programu telewizyjnego WC Kwadrans (z dobrą muzyką country i dość wrednymi tekstami) wykonał następujący akt wyborczy – sfilmował sam siebie podczas zrywania plakatu Prezydenta RP, który następnie podarł i wyrzucił do pojemnika na odpady z kometarzem, by nie głosować na śmieci. Nie widziałam tego, znam tylko z relacji znajomych, ale jestem przekonana, że ktoś powninien złożyć doniesienie do prokuratury w tej sprawie. 

Dotychczas nie zwracałam uwagi na to, że WC prowadzi blog z takim samym tytułem jak mój. Nie pamiętam, czy to ja pierwsza zarejestrowałam swój tytuł, czy WC, ale z pewnością nie inspirowałam się jego blogiem. Dziś poważnie zastanawiam się, czy nie zmienić "Po mojemu" na jakiś inny tytuł. Czekam na pomoc w tej kwestii Szymka Białasa, który pomagał mi w założeniu bloga i modyfikowaniu go. Co jest ważniejsze – jakoś tam utrwalona w internecie nazwa, czy poczucie przyzwoitości i obrzydzenie wobec haniebnych zachowań?

 

 

 

Dodaj odpowiedź