Kres miłości z odzysku…

 
MIS_small

Kochani Przyjaciele, dziś około siódmej zasnął Miś – odszedł spokojnie, bez bólu. Chyba wymodliłam to u świętego Franciszka.

Nie musieliśmy go usypiać, oszczędził nam tej najtrudniejszej decyzji. Muszę się trzymać, oczy wciąż przemywam zimną wodą, by Mama nic nie zauważyła. Bardzo nam ciężko, odeszło 15 lat naszego wspólnego życia. Pocieszam się tylko tym, że odchodził powolutku, gasł spokojnie… Był z nami szczęśliwy i kochany, a my z nim. Zostanie pochowany w dużym ogrodzie naszej przyjaciółki, obok jej Mikusia…

PS. Miś nie był psem, tylko sunią, ale gdy jako szczeniaczek został przeze mnie znaleziony przy ul. Witkiewicza, potrącony przez bydlaka z Warszawy (!),jeden z naszych sąsiadow pomylił się przy określeniu płci. No i miał być Miś, więc została Misiem.

PS. 2 A dlaczego "miłość z odzysku"? Bo wszystkie nasze zwierzaki były i  są "z odzysku" – niechciane, porzucone, niekiedy poranione jak Miś. Znajdują u nas dom i całe morze miłości – aż po kres…

27 maja 2013 – udana operacja Misia.

Dodaj odpowiedź