Kraków, 22 grudnia i 28 grudnia 2015

1280458376

Św. Rita – rzeźba w kościele św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu.

Ostatnie miesiące dobre nie były. W sierpniu Mamy zabieg usuwania zaćmy, niestety, udało się tylko "naprawić" lewe oko, w prawym zaćma "kamienna". Tak to jest, kiedy matka nie chce słuchać córki i do okulisty zostaje doprowadzona niemal siłą.

Potem wrzesień i upadek z schodów (Mama po ciemku szła sprawdzać, czy kot ma czystą kuwetę).  Złamana prawa ręka i ogólne potłuczenie, co w wieku 95 lat (w wigilię, jeśli Bóg pozwoli, skończy 96) jest prawdziwym cudem. Ale i tak musiałam przenieść się na górę, bo konieczna jest już opieka całodobowa. Niby mam nareszcie miejsce spokojne do pracy, bo pokoj werandowy Mama przeznaczyła dla mnie, gdy tylko przeniosła się do Zakopanego, ale koszt tego jest zbyt wysoki. 

A 11 grudnia odszedł Miś i mimo obecności Foxa, Pumy i Pusi zrobiło się pusto w naszym domu. Ktoś może powiedzieć, że to tylko pies, ale dla nas nasze zwierzęta są członkami rodziny, a my dla nich – członkami ich stada. Idąc na spacer z Foxem, mówię Mamie, że idę z pieskami – nie tylko dlatego, że ukrywamy przed nią odejście Misia. Może Miś jest z nami na tych spacerach? Zwłaszcza późnym wieczorem, kiedy dookoła cisza, niekiedy wydaje mi się, że słyszę jego sapanie, zaś w opuszczonym ogrodzie, do którego tak zawsze ciągnął, między drzewami widzę biały cień na czterech łapach..

Teraz czeka mnie Kraków – i jak zwykle radość pomieszana z lękiem. Kocham być w Krakowie, zwłaszcza w czas świąteczny, nawet jesli muszę stawić się w szpitalu. Piątego grudnia byłam na badaniu kontrolnym, wszystko jest niby OK, ale muszę zrobić badanie krwi i tomograf, bo dawno tych badań nie robiłam. Co wykażą, czy potwierdzą dobry wynik poprzednego badania? Ostatnio nie czułam się najlepiej, jakieś bóle woreczka żółciowego (wiem, że jest tam mały kamień, ale na razie nic z nim lekarze nie zamierzają robić), jednak biorąc pod uwagę tryb życia, jaki prowadzę i nieustający stres, mogę mieć nadzieję, że to tylko objawy nerwicowe. Zobaczymy…

Staram się być spokojna, jadę w dzień św. Rity, o której powiedział mi Andrzej Gąsienica-Makowski w roku 2013, na poczatku mojej choroby. Nie miałam pojęcia o istnieniu takiej świętej, patronki spraw trudnych i beznadziejnych, o jej kulcie w Polsce. Będąc prawie dwa miesiące w Krakowie, zaglądałam na Kazimierz, do kościoła pod wezwaniem św. Katarzyny i za każdym razem widziałam ludzi żarliwie modlących się przed ołtarzem z figurą św. Rity. 

W kościele na Kazimierzu 22 każdego miesiąca, o godzinie 18.00, odprawiane są msze w intencji ludzi potrzebujących wsparcia tej niezwykłej świetej. Byłam na takiej mszy, tłum ludzi z różami (arybut św. Rity) przybyłych z całej Polski…To było niezwykłe przeżycie, dające mi siłę i nadzieję. We wtorek, 22 grudnia, nie mogę zostać na mszy, muszę wracać po badaniu jak najszybciej do Zakopanego, bo wprawdzie W. znakomicie opiekuje się Mamą podczas mojej nieobecności, ale przecież czekają świąteczne porządki. Święta, mimo wszystko, mają być piękne, rodzinne i spokojne. 

PS. Może będę mogła pojechać na mszę 22 maja 2016, w dzień św. Rity i imieniny mojej Mamy? Oby doczekać tego dnia w spokoju i w komplecie.

 

 

 

Dodaj odpowiedź