Wigilia 2015 – prawie w komplecie

Choinka 1

Mama, Magda Kraszewska, Wojtek i ja na górze. Na dole Fox, bo gdy ludzie zajmują się, na przykład, barszczem z uszkami albo karpiem w galarecie, a nie nim, dostaje ADHD. Więc na czas wieczerzy wigilijnej musi zostać czasowo internowany. Rok temu w internacie towarzyszył mu Miś…

Duża choinka, kupiona we wtorek w Krakowie, prawie wszystkie potrawy z Rozmaitości Belvedere (pycha!), zrobiłam tylko prawdziwy postny barszcz, śledzie i kompot z suszonych owoców. Jakoś nie miałam głowy do tych świąt – ciagle plącze się w pamięci pierwsza wigilia w stanie wojennym i biały goździk zamiast choinki, który Andrzej G. zdobył jakimś cudem warszawską pod Halą Mirowską. 

Dziś w Zakopanem jest serbski smrek (czy smrek może być "serbski"?), przystrojony skromnie, acz gustownie (nie przeze mnie), rolada z sandacza faszerowana szyjkami raków, światełka na choince ledowe (kiedyś mówiłam na takie "lodowe" z powodu barwy) i zapachowe świece ustawione w całym domu. A poza tym św. Mikołaj przyniósł prezenty odpowiadające całkowicie obdarowanym, choć w moim przypadku nie mógł nadziwić się, czemu zamówiłam sobie "Historię brzydoty" pod redakcją Umberto Eco. Cóż, święty nie musi wszystkiego rozumieć, zwłaszcza fascynacji twórczością Eco…

Było rodzinnie, ciepło i pogodnie. Tylko gdzieś głęboko czaił się smutek i obawa, co przyniesie nam wszystkim Nowy Rok 2016. Gdyby choć w części spełniły się nasze życzenia, składane sobie przy łamaniu się opłatkiem! Tak niewiele potrzeba – zdrowie, przyjaciele i koniec nienawiści między rodakami (choć to ostatnie życzenie należy chyba do kategorii cudów). No cóż, nie pozostaje nic innego jak czekanie…

 

Dodaj odpowiedź