2017 – czego można po nim oczekiwać?


depositphotos_129654876-stock-illustration-fire-rooster-symbol-2017-chinese

Według astrologii chińskiej ma to być Rok Koguta. Psychicznie Kogut jako osobowość zdecydowanie mi nie pasuje, ale cóż, z gwiazdami spierać się nie należy. Poczekam spokojnie, choć niczego dobrego po tym roku nie spodziewam się – ani dla świata, ani dla Polski, ani dla siebie.

Mogę tylko poprosić o to, że jeśli ma jakieś niespodzianki, niech będą one przyjemne. Końcówka 2015 i cały 2016 to pasmo problemów ze zdrowiem, badań, zabiegów chirurgicznych i zawirowań w polityce, nie wpływających dobrze na moje samopoczucie. Dobrze że choć udało się wydać nową, poprawioną i graficznie wypasioną wersję "Lidera". No i miesiąc po operacji w Warszawie, spędzony na Ursynowie, w domu mojej przyjaciółki, Ewy Czownickiej, mimo wszystko był dobrym czasem dla nas obu.

Jutro jadę z Alą Szarek do Krakowa, a właściwie do Nowej Huty. Po kolejnych konsultacjach może się okazać, że nastąpi medyczna powtórka z lata 2013. Czyli czeka mnie pięć tygodni zabiegów po kilkanaście minut codziennie, a co robić z resztą czasu? Jeśli uda się załatwić jednoosobowy pokój w hotelu Felix, będę mogła wziąć się ostro za nowe wydanie "Uciec jak najwyżej", a przede wszystkim za K2. Tylko czy to wystarczy, czy nie będą konieczne radykalniejsze rozwiązania?

Nowa Huta zimą to nie Kraków latem, Hania Żurowska daleko, na Wiślisku, daleko do Muzeum Narodowego, do ulubionych moich retstauracji – Pod Norenami i do Sąsiadów – też kawałek drogi. Obawiam się, że będę tam psychicznie i fizycznie zupełnie sama, co z jednej strony działa niekiedy na mnie mobilizująco, ale teraz może okazać się czynnikiem demobilizującym. 

Mnóstwo pytań, na które dopiero czas i lekarze będą mogli odpowiedzieć. Teraz chciałabym zamienić się w jakąś formę przetrwalnikową (takie na  przykład niedźwiedzie mają dobrze) i obudzić się, kiedy będzie już po wszystkim…

Dodaj odpowiedź