Uwolnić pierwiosnki z niewoli domowej!

Podczas świąt wielkanocnych, wykopane spod śniegu i przeniesione na pokoje, dawały przedsmak wiosny, nie zamierzającej się szybko pojawić. Po przekwitnięciu nadal pozostawały w domu, mając czas i warunki na nabranie sił. Jednak to dzikie rośliny, nie chcę ich udomawiać na siłę. Trzeba im zwrócić wolność.

Wprawdzie "Sekretne życie drzew" Petera Wohllebena skończyłam czytać jakiś czas temu, ale wciąż pozostaję pod wpływem tej  niezwykłej książki. Zawsze miałam dużo szacunku i miłości do "zieleniny" w każdej postaci, w domu czy w pracy zawsze starałam się mieć rośliny blisko siebie. Ale dopiero po przeczytaniu tej książki inaczej, bardziej świadomie, zaczęłam patrzeć na drzewa, również te rosnące w naszym ogrodzie. 

Tak się złożyło, że akurat teraz nastał dla drzew czas okrutny. Wycinane bez opamiętania, "bo wolno", stają się bezbronnymi ofiarami "dobrej zmiany". Nie sądzę, by ich oprawcy przeczytali "Sekretne życie drzew", bo wówczas zastanowili się, zanim siekiery i piły poszłyby w ruch.

Pamietam rozmowy sprzed lat z sąsiadami, pytajacymi kiedy wytniemy smrek stojący przy domu. Bo przecież odbiera nam słońce, a przy halnym może zwalić się na chałupę (tfu, tfu!). Patrzyli na mnie jak na osobę niespełna rozumu, kiedy odpowiadałam, że nigdy. Został przecież posadzony przez pierwszych właścicieli Edmarowa, Marię i Edmunda Strążyskich, pewnie około roku 1925, kiedy stawiono dom. 

Smrek ma swoją historię, a my nie zamierzamy jej zmieniać. Niech trwa jak najdłużej, w jego gałęziach uwija się przeróżne ptactwo, jesienią zbieramy jego szyszki i palimy nimi dla aromatu w kuchni kaflowej. W ogrodzie rośnie jego potomstwo, samosiejki radzące sobie całkiem dobrze.

Wprowadzając się do Edmarowa, w niemal zdziczałym ogrodzie zastaliśmy dzikie pierwiosnki. Przez lata ich przybywało, a pora ich kwitnienia bezapelacyjnie zwiastowała wiosnę. W tym roku śnieg zasypywał je parę razy, ale nie dały się. Te na zdjęciu, "udomowione" na czas świąt, teraz wróciły do ogrodu. Posadziłam je w towarzystwie narcyzy, takich zwyczajnych, ale dla mnie najpiękniejszych. Cebulki dostałam z Warszawy, o czym już pisałam.

Niech się dobrze mają w swoim towarzystwie! 

 

 

Dodaj odpowiedź