O Wandzie, która „oswoiła” K2

Lipiec 1982 – Wanda Rutkiewicz o kulach dociera do bazy pod K2.

Trzydzieści pięć lat temu karawana kobiecej wyprawy na K2, kierowanej przez Wandę Rutkiewicz, z Dasso do bazy wyruszyła dopiero 9 lipca. Ale w roku 1986 już 23 czerwca Wanda stanęła na szczycie K2. Pierwsza kobieta i pierwsza z polskich himalaistów.Taki sobie prezent sprawiła na imieniny. 

 

W roku 1982 w wyprawie uczestniczyła Christine de Colombel, francuska alpinistka i dziennikarka. W swojej książce o K2, „Voix de femmes au K2” charakterystyce szefowej wyprawy dała tytuł „Wdzięk i władza”:

„Wanda to z całą pewnością osobowość. To pomnik, do budowy którego na Zachodzie mocno  przyczyniłam się, chwaląc ją słowem i piórem. Nie mogłabym jednak mówić o miłości od pierwszego wejrzenia, ale  z pewnością byłam pod jej urokiem. 

Wysoka, szczupła, z półdługimi włosami, z twarzą o delikatnych rysach, którą potrafi ozdobić ujmującym uśmiechem w każdych okolicznościach, jeśli jest ku temu potrzeba. Bardzo dbająca o swój wygląd, nie poszukująca oryginalności słowiańskiej, raczej starająca się „w dobrym stylu” kopiować zachodnią modę.

Wydawała się kochać bezgranicznie alpinizm, miałam wiec prawo  wierzyć  w nasze  porozumienie. Trzeba mi było kilku lat, aby  odkryć podstawowe różnice między nami. Wtedy to Wanda, metodycznie  i z uporem, tworzyła swoje imperium. Jej dążenie  do celu, choć na początku wydawało się powolne, teraz było pełne determinacji. Renoma Wandy sięgała poza granice i rosła, gdy zaliczała kolejne, prestiżowe szczyty. Zapoczątkowała ją wyprawa w Karakorum w roku 1975, gdzie nasza początkująca wówczas szefowa osiągnęła sukces – wyprawa przez nią kierowana zdobyła Gasherbrum II ( 8035 m) i Gasherbrum III (7952 m).

Potem należało jeszcze wyżej sięgnąć. Mount Everest, dach świata, odpowiadałby wspaniale tej utalentowanej alpinistce. Okazja ku temu nadeszła  wraz z zaproszeniem  uczestniczenia w  wyprawie  niemieckiej. Szczyt i Niemcy schylą głowy pod jej rakami, podobnie  jak cała Polska po jej powrocie. Nasza pani inżynier z Instytutu Maszyn Matematycznych z Warszawy zapomni trochę o swojej pracy, wygłaszając prelekcje i spotykając najlepszych alpinistów świata.

To trochę wytrącające z równowagi, takie szybkie przybicie do portu, próbuje więc rajdów i wyścigów samochodowych. Okazuje się jednak,  że w Polsce jeszcze łatwiej  jest „dojść do czegoś” dzięki górom. Popada więc w recydywę  i organizuje super wyprawą kobiecą na K2  w 1982 roku. I tak oto jesteśmy u początku naszej przygody.  

Smutne i bolesne – burzyć  pomnik. Zawsze będę jednak pamiętać jej samotność i walkę samej ze sobą, aż do bólu. Idąc pod K2 wiedziała, że nie będzie mogła się wspinać z powodu złamanej nogi na Kaukazie,  jeszcze słabo wygojonej. Wyruszyła jednak, o kulach, zniecierpliwiona swoją niesprawnością, mimo bólu pokonując ją siłą woli. Dlaczego? I tu zdumienie moje było ogromne, kiedy odkryłam, że ta szalona pogoń nie miała innego celu, jak tylko zdobycie władzy.

Status kobiet nie obchodzi mnie-  pracuję z kobietami, ponieważ z nimi  jest łatwiej. To zdumiewające wyznanie królowej matki, która  nie waha się użyć innych, żeby zbudować piedestał pod swój pomnik. I choć zauważyłam działania wielu spiskujących w jej małym królestwie polskiej alpinistyki kobiecej, to trzeba przyznać, że bezgraniczny upór  i silna wola pozwoliły jej stworzyć silne imperium”.

Tyle Christine de Colombel. Trzeba przyznać, że nie oszczędziła Wandy, ale jednocześnie była pełna podziwu dla niej i jej dokonań. Bo czyż osiągnęłaby tak wiele, gdyby nie była "krolową matką"?

Cztery lata później, Wanda znów jest pod K2 z trójką Francuzów. Jej partnerzy to Michel Parmentier, Liliane i Maurice Barrardowie. Cała czwórka zdobędzie szczyt, ale do bazy, w dramatycznych okolicznościach, dotrą tylko Wanda I Michel. 

Często zastanawiałam się, czy gdyby nie wyprawa w roku 1982, Wanda w roku 1986 stanęłaby na wierzchołku K2?  Christine de Colombel w pewnym stopniu odpowiedziała mi – według niej Wanda „oswoiła” górę. Żal tylko, że nie "oswoiła" Kanczendzongi, którą próbowała zdobyć dwukrotnie… 

Tłumaczenie z francuskiego: Kasia Józefowicz

 

Dodaj odpowiedź