Na początku było słowo (mailem)

Anita Jancia-Prokopowicz w roli Wandy. Fot. Joanna Gałuszka/Teatr Polski w Bielsku-Białej

Z mroku sceny reflektory wydobywają bryłę lodu i skuloną w niej, w pozycji embrionalnej, nagą kobietę. Powoli wydostaje się z lodowego więzienia, odwrócona od widowni zakłada żółty kombinezon wspinaczkowy. Wysoka, smukła, wydaje się krucha, a jednocześnie silna. Gdy staje z widzami twarzą w twarz, patrzą na nas uważnie szarobłękitne oczy. Jak to? Przecież Wanda miała oczy i włosy ciemne! 

Pierwsze wypowiedziane słowa, pierwszy uśmiech, rozjaśniający twarz aktorki i już wiem, że to nie Anita – to Wanda. Wróciła. Dlaczego? Bo TAM nie ma gór.

Na początku było słowo, a właściwie mail od Janka Bortkiewicza z Wrocławia. Jakaś nieznana mu autorka poinformowała, że zamierza napisać sztukę teatralną o Wandzie Rutkiewicz. Jęknęłam, również mailowo, żeby już dali Wandzie spokój, mając w pamięci spektakl „Wasza Wysokość”, obejrzany w TVP pod koniec ubiegłego roku. Kto go oglądał, wie, dlaczego jęknęłam. 

Po pewnym czasie odezwała się do mnie Wiesława Sujkowska, autorka monodramu „Wanda”. Długo rozmawiałyśmy i coś zaiskrzyło. Zapowiedziała, że przyśle swój tekst. Dostałam, przeczytałam i ucieszyłam się. To było dobre!

Kibicowałam Wiesi w poszukiwaniu teatru, który podejmie się realizacji „Wandy”. Przez chwilę wyobrażałam sobie, że to powinien być nasz Teatr Witkacego, że premiera powinna odbyć się pod Tatrami. Jednak tak się nie stało, może i dobrze. 

Teatr Polski w Bielsku-Białej – na Małej Scenie tego teatru 14 października 2017 odbyła się premiera, a właściwie prapremiera „Wandy”. Jadąc z Beatą Słamą na spektakl premierowy, bałam się. Że Wandę gra aktorka serialowa Anita Jancia-Prokopowicz, że reżyseruje Maria Sadowska, mająca wprawdzie za sobą realizację dwóch dobrych filmów fabularnych, ale debiutująca jako reżyserka teatralna. A poza tym kojarząca się mi z celebrycką „warszawką” (choć sama jestem z Warszawy, „warszawki” nie lubię, zwłaszcza gdy zjeżdża do Zakopanego). Jest wprawdzie jeszcze druga reżyserka, Joanna Grabowiecka, ale o jej dokonaniach nic nie wiedziałam.

Cóż, kolejny raz przekonałam się, że nie należy sądzić po pozorach. To był niesamowity, magiczny wieczór, każdy element tej układanki był doskonały, pasujący bezbłędnie do pozostałych. Podziwiałam sprawność fizyczną Anity, jej umiejętność gry ciałem, przechodzenia z nastroju pełnego powagi i smutku w dziewczęcą niemal beztroskę, w radość z pokonania kolejnej przeszkody w drodze na sam szczyt.

Wanda-Anita jest liderką tej kobiecej wyprawy. Na nią są skierowane wszystkie światła. Cóż jednak może zdziałać nawet najlepszy lider bez dobrego zespołu? Na tę kolejną, kobiecą wyprawę "Wandy" wyruszył dobry, rozumiejący się zespół: Wiesława Sujkowska (tekst), Maria Sadowska i Joanna Grabowiecka (reżyseria), Ilona Binarsch (scenografia, kostiumy, wideo). Maria Sadowska jest również autorką oprawy muzycznej, zaś Ilona Binarsch i Joanna Grabowiecka światłem towarzyszyły wyprawie.

Z podziękowaniem dla całej ekipy za "Wandę": 

https://www.youtube.com/watch?v=HOAVjiI1JCc 

PS Wracałyśmy późną nocą do Zakopanego, próbując uporządkować wrażenia. Tak się w tym zapamietałyśmy, że zamiast wracać tą samą drogą, którą przyjechałyśmy, czyli przez Jordanów, wylądowałysmy na Przełęczy Krowiarki, skąd wyrusza się na Babią Górę. Może następnym razem znajdę się tam za dnia i ruszę na babiogórski szlak?

 

3 komentarze

  1. Bartek napisał(a):

    Dziękuję za spotkanie, Pani Ewo. Do zobaczenia. 

  2. Kazimierz Karolewski napisał(a):

    Pani Ewo

    Obejrzałem spektakl Pani oczami

    Dziękuję

Dodaj odpowiedź