Moje sny bywają piękniejsze niż moja jawa

Z całego dnia najmilsza jest chwila, kiedy wszystko, co było do zrobienia, jest zrobione i mogę wsunąć się pod kołdrę. Nim zgaszę lampkę i zwinę się w kłębek, zawsze czytam kilkanaście stron książki, na którą za dnia muszę kraść czas. Teraz jest to „Inne życie” – biografia Jarosława Iwaszkiewicza pióra Radosława Romaniuka.

Ale tym razem nie będzie refleksji po lekturze. Chcę podzielić się snem, śnionym z czwartku na piątek. Nawiasem mówiąc, ostatnimi miesiącami mam coraz piękniejsze i niekiedy symboliczne sny. Choć ten ostatni może nie był piękny…

Otóż wracam do domu – a dom jest połączeniem warszawskiego z zakopiańskim – i przy furtce widzę stojącego W., z bardzo markotną miną. Podchodzę bliżej i widzę, że patrzy na pieniek, dość potężny, dopiero co ściętego drzewa. Wściekła i zrozpaczona pytam, co tu się stało? Dlaczego w naszym ogrodzie, gdzie użalamy się nad każdą gałązką, ułamaną przez wiatr halny, doszło do takiego barbarzyństwa? I dlaczego W. na to pozwolił?

Okazało się, że drzewo (we śnie nie było wiadomo, jakiego gatunku), wysokie, potężne, zaczęło zawadzać komuś, czemuś, coś zniszczyło albo zniszczyć mogło. Nie było innego wyjścia, W. musiał wyrazić zgodę na jego wycięcie. Wciąż zła na niego, pewna że gdybym była w domu, za nic nie pozwoliłabym na zamordowanie m o j e g o drzewa, nie chciałam słuchać tłumaczeń. 

W pewnym momencie jednak zaczęło docierać do mnie, co W. mówi. „Popatrz, jak szybko z pniaka wyrastają nowe, mocne gałązki! Nasze drzewo żyje, odradza się i ani się obejrzymy, jak stanie się większe, silniejsze i bardziej zielone”. Rzeczywiście, gałązek przybywało, tworzyły zieloną gęstwinę, zabliźniającą rany po cięciu…

Czyżby to był sen profetyczny? Moja Babcia potrafiła tłumaczyć sny, ja nie potrafię. Ale przebudziłam się z nadzieją, tylko wciąż nie wiem na co.

PS Nie znalazłam zdjęcia pniaka z gałązkami, ale kwiaty też są nadzieją na nowe życie. 

Dodaj odpowiedź